Belgia przyspiesza pomoc lotniczą dla Ukrainy i jeszcze w tym roku przekaże siedem myśliwców F-16. Minister obrony Theo Francken zapowiedział jednak coś więcej – po zakończeniu przez Brukselę przejścia na F-35 może oddać Kijowowi wszystkie pozostałe maszyny. Ukraina tymczasem coraz wyraźniej odwraca się od poradzieckich MiG-29, w tym polskich, domagając się kosztownej modernizacji.
Belgijskie F-16 to pierwsze konkretne samoloty, które trafią na Ukrainę w 2026 roku. Trzy z siedmiu maszyn mają być używane bojowo, cztery posłużą jako źródło części zamiennych. Dla Kijowa to przełom – Holandia i Norwegia już zrealizowały dostawy, Dania część obiecała, ale Belgia dotąd zwlekała, tłumacząc się opóźnieniami w dostawach amerykańskich F-35.
Teraz Bruksela deklaruje więcej. Według mediów, minister Francken rekomenduje przekazanie Ukrainie wszystkich F-16 po zakończeniu przez Belgię modernizacji floty. Ukraińskie portale podają, że chodzi o 53 samoloty – znacznie więcej niż wcześniej deklarowane 30. Harmonogram zakłada dostawy: 7 maszyn w 2026, 5 w 2027, 14 w 2028 i 27 w 2029 roku.
Polskie MiG-29 na straconej pozycji
Na tym tle sprawa polskich MiG-29 wygląda coraz mniej obiecująco. Jeszcze niedawno wydawało się, że ich przekazanie to kwestia tygodni. Dziś wiceminister obrony Paweł Zalewski przyznaje wprost: Ukraińcy oczekują dostosowania tych maszyn do współczesnych standardów walki.
– Mam takie przekonanie, że Ukraińcy chcieliby, aby te MiG-i były dopasowane do bardziej nowoczesnych warunków bojowych. Natomiast po naszej stronie w tym momencie nie ma zainteresowania i zgody na to, abyśmy ponosili tego koszty – powiedział Zalewski w RMF FM.
Po ponad czterech latach wojny Ukraina dysponuje już flotą F-16, rozwija drony, a rosyjska obrona przeciwlotnicza stała się znacznie skuteczniejsza. Starsze MiG-29 bez modernizacji systemów łączności, identyfikacji i integracji z zachodnim uzbrojeniem tracą wartość bojową.
Części zamienne i logistyka kluczem do sukcesu
Eksperci wojskowi zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt. Dla Ukrainy równie ważne jak liczba samolotów są części zamienne, personel techniczny i zdolność utrzymania floty w gotowości bojowej. Belgijskie F-16 są kompatybilne z natowskim systemem szkolenia i logistyki – to przewaga, której nie mają radzieckie konstrukcje.
Polska od początku sygnalizowała, że transfer MiG-29 ma być wzajemny – w zamian za ukraińskie technologie dronowe i antydronowe. Rozmowy w tej sprawie trwają, ale – jak podkreśla Zalewski – nie należy ich łączyć z napięciami politycznymi na linii Warszawa-Kijów. Decyzja o nadaniu ukraińskiej jednostce nazwy „Bohaterów UPA” ani spór o Order Orła Białego nie mają wpływu na kwestię samolotów.
Historia belgijskich F-16 i polskich MiG-29 pokazuje, jak szybko zmieniają się potrzeby ukraińskiej armii. Ukraina stawia na sprzęt, który będzie częścią jej przyszłych sił powietrznych po wojnie, a nie tylko rozwiązaniem pomostowym. Belgia może stać się jednym z największych dostawców zachodnich myśliwców, podczas gdy polskie MiG-29 czekają na decyzję, która być może już nigdy nie zapadnie.
Źródło: WNP.PL, Fot. bekirevren / Shutterstock

