Prezydent Iranu Masud Pezeszkian wezwał siły bezpieczeństwa do powstrzymania się od ataków na protestujących, zastrzegając jednak, że apel nie dotyczy uczestników „zamieszek”.
- Protesty w Iranie rozpoczęły się od strajków wywołanych załamaniem waluty i trudną sytuacją gospodarczą.
- W ciągu 11 dni demonstracje objęły ponad 200 miast i szybko przybrały charakter polityczny.
- Prezydent Masud Pezeszkian wezwał służby do niewymierzania represji wobec pokojowych protestujących.
- Władze podkreślają konieczność odróżnienia demonstrantów od uzbrojonych uczestników zamieszek.
- Według aktywistów na emigracji w protestach zginęło 35 osób, a ponad 2 tys. zostało aresztowanych.
Prezydent Iranu Masud Pezeszkian zaapelował w środę do sił bezpieczeństwa o powstrzymanie się od ataków na osoby biorące udział w protestach. Informację przekazała agencja AFP, powołując się na irańskie media. Jednocześnie agencja prasowa Mehr podała, że apel ten nie obejmuje osób określanych jako „uczestnicy zamieszek”.
Stanowisko prezydenta Iranu przedstawił w nocy z wtorku na środę wiceprezydent Mohammad Dżafar Gempanah.
– Prezydent Pezeszkian nakazał, aby nie podejmować żadnych środków bezpieczeństwa wobec protestujących i osób biorących udział w wiecach – oświadczył.
Wiceprezydent doprecyzował, że polecenie to nie dotyczy osób, które według władz biorą udział w aktach przemocy.
– Osoby uzbrojone w broń palną, noże i maczety, atakujące posterunki policji i obiekty wojskowe, uczestniczą w zamieszkach. Należy odróżniać ich od protestujących – dodał.
Z przekazanych informacji wynika, że protesty w Iranie rozpoczęły się od strajku związanego z gwałtownym spadkiem wartości krajowej waluty oraz trudną sytuacją ekonomiczną. Następnie demonstracje przybrały charakter polityczny, a w przestrzeni publicznej pojawiły się hasła skierowane przeciwko rządowi oraz władzom religijnym kraju.
Według opozycyjnego portalu Iran International, w ciągu 11 dni manifestacje objęły ponad 200 miast. Media informowały również, że w kilku miejscach, w tym w położonym na południu Iranu Szirazie, siły bezpieczeństwa miały używać broni palnej wobec demonstrantów.
Krajowa agencja zlekceważyła zasięg
Krajowa agencja informacyjna Mehr odniosła się do wydarzeń związanych z protestami w Iranie, przedstawiając je jako zdarzenia o ograniczonym zasięgu. Agencja przekazała, że relacje „niektórych wrogich zagranicznych mediów” mają wyolbrzymiać skalę sytuacji i dotyczyć „ograniczonych, lokalnych zamieszek”. Jednocześnie poinformowano, że codzienne funkcjonowanie kraju nie zostało zakłócone i życie w Iranie toczy się normalnie. W komunikacie dodano również, że „akty wandalizmu i zakłócanie porządku publicznego” są skutkiem działań niewielkiej grupy sprawców i miały miejsce jedynie w kilku lokalizacjach.
Odmienne dane przedstawiają aktywiści działający poza granicami Iranu. Według ich informacji w protestach zginęło dotychczas 35 osób, a liczba zatrzymanych manifestantów przekroczyła 2 tysiące. Dane te pochodzą od środowisk emigracyjnych i odnoszą się do trwających demonstracji.
Do sytuacji odniósł się także prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump. Zapowiedział on 2 stycznia reakcję USA w przypadku użycia przemocy wobec protestujących w Iranie.
– Jeżeli władze w Teheranie będą strzelać i brutalnie zabijać manifestantów, USA przyjdą im z odsieczą – napisał Trump na platformie Truth Social.
W kolejnym wpisie dodał:
– Jesteśmy uzbrojeni i gotowi do akcji – stwierdził.
Wypowiedzi prezydenta USA spotkały się z reakcją strony irańskiej, o czym informowały kolejne doniesienia medialne, w tym komentarze doradcy najwyższego przywódcy Iranu.
Źródło: PAP










