Mimo deklaracji G‑7 o uniezależnieniu od Chin, zależność surowcowa nie maleje. Chiny inwestują w nowe technologie, kontrolują 100% ciężkich REE i przyciągają najlepszych specjalistów z USA.
Spotkanie liderów największych gospodarek świata G-7, jakie odbyło się w połowie czerwca we francuskim mieście Evian, podjęło decyzje o ograniczeniu swojej zależności od chińskich dostaw surowcowych. Od ponad dziesięciu lat podobne oświadczenia są podejmowane przez kluczowe państwa Zachodu, bez specjalnych rezultatów, a statystyczne zależność ta przynajmniej nie maleje.
Nowe inicjatywy są finansowane, wdrażane i realizowane. Nie zmienia to jednak tej zależności, choć winno to ku temu zmierzać. Względnie negatywny wynik tych działań nie jest związany z błędnym ich kierunkiem, ani barkiem funduszy przeznaczonych na ten cel.
W wyniku tych prac Zachód pozyskuje coraz więcej minerałów krytycznych dla nowoczesnego przemysłu. Jednak mimo tego zależność od chińskich dostaw nie ulega zmianie, a być może, że nawet się pogłębia. Polega to na tym, że Chiny nie zadowalają się osiągniętą przewagą i na bazie dotychczasowych technologii, budują coraz lepsze, bardziej wydajne, lepiej chroniące środowisko i tańsze technologie. Skutek tego wyścigu technologicznego jest taki, że pastw Zachodu startując z zerowego poziomu stale sa w tyle za chińskimi innowacjami.
Te zaś obłożone patentami i dobrze strzeżona tajemnica handlową, są trudne do zastosowania na Zachodzie bez przejścia wszystkich faz technologicznych. Podczas gdy obecnie Zachód inwestuje chemiczną rafinację pierwiastków ziem rzadkich, która jest niezwykle szkodliwa dla środowiska, Chiny przechodzą na ich elektroniczną technologię pozyskiwania, bez trujących odpadów.
Brak kadry
Najtrudniejszym problemem staje się brak przygotowanych do tego kadr. Żaden europejski uniwersytet nie kształci ich na poziomie umożliwiającym produkcję technologiczną. Skąd Chiny biorą specjalistów? Po pierwsze to wyprzedzają one kraje Unii Europejskiej pod tym względem przynajmniej o pół wieku. Po drugie swoje szlify naukowe i techniczne zdobywają oni na najlepszych uniwersytetach USA, które jako pierwsze na świecie opanowały ich produkcję dla potrzeb lotu człowieka na Księżyc (20.07.1969 roku).
Przez ostatnie 20 lat Stany Zjednoczone wydobywały około 50 procent ich światowej produkcji, zanim zostały wyprzedzone przez Chiny. Oczywiście studia w USA nie są za darmo.
Przy średnich stawkach około 30 tysięcy dolarów za semestr, nie każdy może sobie na to pozwolić. Chiny prawdopodobnie w znacznej części finansują te studia, co pozwala im na zachowanie prymatu w tej dziedzinie.
Po latach współpracy naukowej z USA dysponują również własnymi instytucjami naukowymi przygotowującymi kadry dla tego przemysłu. W Unii nikt się nie martwi brakiem profesjonalnej kadry, bo wydaje się, że wystarczą wysokie stawki wynagrodzenia, aby specjaliści sami starali się o zatrudnienie.
Chiny dostrzegają tego rodzaju trudności, dlatego ich specjaliści dostają znacznie wyższe wynagrodzenia, aniżeli otrzymują oni na Zachodzie. W efekcie nawet amerykańscy specjaliści uciekają do Chin.
Amerykańska lekcja REE
17 REE z reguły rozpatruje się jako jednolite elementy występujące pod wspólną nazwą. Tymczasem dzielą się one na dwie przynajmniej podstawowe grupy, łatwiej uzyskiwane lekkie i te cenniejsze ciężkie. Stany Zjednoczone wydobywają je w kopalni Mountain Pass firmy MP Materials w Kalifornii, są to głównie lekkie pierwiastki ziem rzadkich, takie jak neodym i prazeodym stosowane w magnesach trwałych.
Tymczasem Chiny (wraz z Birmą) kontrolują 100 procent światowej produkcji ciężkich pierwiastków ziem rzadkich, takich jak dysproz i terb, które są rzadsze i często uważane za ważniejsze niż lekkie odmiany, biorąc pod uwagę ich zaawansowane zastosowania, takie jak kryształy laserowe. Dzięki swojej dominacji w produkcji pierwiastków ziem rzadkich Chiny mogą wpływać na światowe zapasy, ograniczając ich podaż (co może powodować niedobory) lub zwiększać podaż (co obniża ceny na świecie i może wyprzeć konkurencję).
Na dodatek koncentrat REE produkowany w Mountain Pass sprzedawany jest do rafinerii w Chinach i stamtąd już w formie magnesów wraca do USA. W efekcie mimo od lat podejmowanych zabiegów uniezależnienia się od importu REE Stany Zjednoczone w swojej produkcji opierają się prawie wyłącznie na imporcie zagranicznym.
Z tym, że ponad 70 procent tego importu pochodzi z Chin. Ten stan rzeczy oznacza, że Chiny mogą dowolnie zmieniać dostawy pierwiastków ziem rzadkich, aby podważyć dobrobyt gospodarczy USA i bezpieczeństwo narodowe.
Nauka dla G-7
Deklaracje, postanowienia, umowy i wszelkie inne biurokratyczne dokumenty G-7 nie zmienią tej sytuacji, a nawet wręcz przeciwnie mobilizują one Chiny do jeszcze bardziej intensywnej pracy, aby ich prymat nie został obalony.
Kraje Europy i USA chcąc choćby dorównać Chinom winne odbudować swój potencjał naukowy i techniczny.
Europejska kadra winna zdobywać szlify naukowe w USA, a nawet w Chinach, a potem doświadczenia te przenosić na grunt krajów G-7. Na razie nic takiego się nie dzieje, a wspomniane oświadczenia tej grupy mają zapewne na względzie podniesienie zaufania, że coś w tej sprawie się robi, a na efekty należy jeszcze długo poczekać.
Fot. Wikimedia

