W południe nasz gazoport opuścił metanowiec Flex Ranger. To była 39 w tym roku dostawa skroplonego surowca. Statek przywiózł w zbiornikach gaz ze Stanów Zjednoczonych.
Terminal LNG w Świnoujściu odebrał do tej pory 449 ładunków. Kolejny przypłynie jeszcze w czerwcu. Jednostka, która zawinęła po raz trzeci, została załadowana nad Zatoką Meksykańską i dostarczyła ponad 100 mln m³ gazu po regazyfikacji. Wszystko wskazuje na to, że dostawa numer 450 stanie się faktem w ciągu kilku dni.
Ostatnie tygodnie przyniosły jednak poważne komplikacje na globalnym rynku LNG. Z powodu napaści Izraela i USA na Iran oraz blokady cieśniny Ormuz, dostawy z Kataru zostały wstrzymane. W praktyce oznacza to, że do Polski płynie gaz niemal wyłącznie z USA, z rzadkimi wyjątkami w postaci dostaw spotowych – ostatnio z Trynidadu i Tobago.
Czynniki geopolityczne a dostawy LNG
Brak ładunków z Kataru wymusił tygodniową przerwę w przyjmowaniu jednostek. W gazoporcie pojawił się tzw. wolny slot. Istnieje wprawdzie szansa, że jakaś jednostka spotowa jeszcze w tym czasie zawinie do Świnoujścia, ale decyzja należy do Orlenu.
– Musiałaby to być oferta z atrakcyjną ceną. Rynek surowca jest mocno rozchwiany przez konflikt w Zatoce Perskiej, co widać po skaczących cenach LNG – powiedział rzecznik Orlenu.
Stabilność zapasów i dywersyfikacja
W odróżnieniu od wielu europejskich odbiorców, Polska ma stosunkowo stabilne zapasy gazu. Nie ma konieczności szybkiego ich uzupełniania. Dostawy LNG pokrywają obecnie około 40 proc. zapotrzebowania na surowiec. Podobną ilość gwarantuje gazociąg Baltic Pipe, a reszta pochodzi z krajowego wydobycia.
– Nasze magazyny są w dobrej kondycji. Nie musimy panikować i kupować gazu na gwałt, co daje nam przewagę negocjacyjną – dodał przedstawiciel spółki.
Źródło: WNP.PL, Fot. Vytautas Kielaitis / Shutterstock

