Polskie eldorado na pustyni Atacama. Jak KGHM przejęło chilijską kopalnię za miliardy dolarów i co z tego mamy?

W 2012 roku KGHM przejął kopalnię Sierra Gorda w Chile za 9,2 mld zł. Inwestycja, która miała być przepustką do światowej czołówki, przyniosła miliardowe straty i odpisy, a NIK wyliczył skumulowaną stratę na 21,3 mld zł. Dziś kopalnia jest w programie naprawczym, a spór o ocenę transakcji trwa.

  • W marcu 2012 roku KGHM Polska Miedź dokonał największej zagranicznej akwizycji w swojej historii, przejmując kanadyjską spółkę Quadra FNX Mining za 9,2 miliarda złotych (około 2,87 miliarda dolarów). Wraz z nią polski koncern stał się właścicielem 55 procent udziałów w projekcie Sierra Gorda – gigantycznej kopalni miedzi i molibdenu na chilijskiej pustyni Atacama.
  • Inwestycja od początku borykała się z problemami. Nakłady inwestycyjne wzrosły z zakładanych 3 do ponad 4,2 miliarda dolarów, produkcja komercyjna ruszyła z rocznym opóźnieniem (w połowie 2015 roku), a spadek cen miedzi na światowych rynkach sprawił, że zamiast zysków pojawiły się miliardowe straty. W latach 2015-2016 KGHM dokonał odpisów aktualizacyjnych na łączną kwotę prawie 9 miliardów złotych.
  • W sierpniu 2019 roku Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport miażdżąco oceniający transakcję. NIK wyliczyła, że skumulowana strata Sierra Gorda w latach 2015-2018 wyniosła 21,3 miliarda złotych, a łączne nakłady na zakup i dofinansowanie spółki sięgnęły 13 miliardów złotych. Kontrolerzy zarzucili ówczesnemu zarządowi niedotrzymanie procedur i oparcie analiz na zbyt optymistycznych założeniach.
  • Herbert Wirth, prezes KGHM w momencie przejęcia, konsekwentnie bronił inwestycji, argumentując, że ma ona charakter długoterminowy, a eksploatacja kopalni potrwa jeszcze co najmniej 50 lat. „Gdybyśmy sprzedali aktywa za 1 zł – zgadzam się, byłoby 20 mld zł straty. Ale to inwestycja długoterminowa” – przekonywał, podkreślając, że decyzja była efektem kilkuletniej pracy zespołu, a nie chwilową okazją rynkową.
  • Obecne kierownictwo KGHM wdrożyło program naprawczy, który przynosi pozytywne rezultaty – kopalnia zwiększa produkcję, a wraz ze wzrostem cen miedzi poprawia się jej rentowność. Sierra Gorda jest traktowana jako aktywo strategiczne, a spółka podejmuje działania na rzecz zrównoważonego rozwoju (100 proc. energii z OZE). Ostateczny bilans inwestycji będzie można zamknąć dopiero po zakończeniu eksploatacji złoża za kilkadziesiąt lat.

Decyzja o przejęciu Quadra FNX Mining zapadła w 2011 roku, a transakcję sfinalizowano w marcu 2012 roku. Była to odpowiedź na strategię rozwoju KGHM, który po latach prosperity poszukiwał nowych źródeł wzrostu poza wyczerpującymi się złożami w Polsce. Herbert Wirth, ówczesny prezes spółki, argumentował, że KGHM musi stać się firmą wielosurowcową i zwiększyć swoją kapitalizację z 10 do 30 miliardów dolarów, a przejęcie aktywów zagranicznych było niezbędnym krokiem w tym kierunku.

Kanadyjska Quadra FNX była spółką giełdową posiadającą zróżnicowany portfel aktywów, ale perłą w jej koronie był projekt Sierra Gorda – jedno z największych na świecie złóż miedzi i molibdenu, położone na pustyni Atacama w północnym Chile. W momencie zakupu KGHM nabył 55 procent udziałów w projekcie, a pozostałe 45 procent pozostało w rękach japońskiego koncernu Sumitomo. Transakcja opiewała na kwotę 9,2 miliarda złotych, co stanowiło największą zagraniczną inwestycję w historii polskiej spółki skarbu państwa.

W listopadzie 2012 roku, kilka miesięcy po sfinalizowaniu przejęcia, zarząd KGHM informował o zaawansowaniu prac inżynieryjnych na poziomie 78 procent i 29-procentowym zaawansowaniu budowy. Wstępne szacunki mówiły o 3 miliardach dolarów nakładów inwestycyjnych, a uruchomienie produkcji planowano na 2014 rok. Spółka podkreślała, że po osiągnięciu pełnych mocy kopalnia będzie produkować około 220 tysięcy ton miedzi rocznie, a także 11 tysięcy ton molibdenu, co miało uczynić z KGHM jednego z głównych producentów tego metalu na świecie.

Zapisz się do newslettera!

Geopolityka i surowce. Dlaczego Chile i co to znaczy dla Polski?

Wybór Chile jako kierunku ekspansji nie był przypadkowy. Ten południowoamerykański kraj to światowe zagłębie miedziowe – znajdują się tam największe i najbogatsze złoża tego metalu, a lokalny przemysł wydobywczy dysponuje unikalnymi kompetencjami i infrastrukturą. Dla KGHM wejście do Chile oznaczało dostęp do technologii, know-how i złóż, których w Polsce po prostu brakuje.

Z perspektywy bezpieczeństwa surowcowego Polski inwestycja miała strategiczny wymiar. Kontrola nad zagranicznymi złożami miała uniezależnić krajowy przemysł od wahań cen na rynkach światowych i zapewnić stabilne dostawy miedzi na dekady. Jednocześnie, jak zwracali uwagę krytycy, rudy wydobywane w Sierra Gorda nie trafiały do Polski – były przetwarzane na miejscu i sprzedawane głównie na rynki azjatyckie. W tej perspektywie inwestycja miała charakter czysto komercyjny, a nie związany z fizycznym zaopatrzeniem krajowych hut.

Argument strategiczny był jednak wielokrotnie podnoszony przez ówczesne kierownictwo spółki.

– Gdybyśmy sprzedali aktywa za 1 zł, zgadzam się, byłoby 20 mld zł straty. Ale to inwestycja długoterminowa – bronił się później Herbert Wirth, wskazując, że eksploatacja kopalni potrwa jeszcze co najmniej 50 lat. W tej perspektywie doraźne wahania koniunktury nie powinny przesłaniać długofalowych korzyści.

Pułapka kosztowa. Problemy z szacowaniem opłacalności inwestycji

Już na etapie budowy pojawiły się pierwsze problemy. W grudniu 2012 roku KGHM musiał reagować na doniesienia firmy doradczej KPMG, która opublikowała raport zawyżający koszty inwestycji. Jak tłumaczył rzecznik spółki Dariusz Wyborski, KPMG doliczyło do nakładów początkowych koszty późniejszej rozbudowy i kapitał odtworzeniowy na 20-letni okres funkcjonowania kopalni, co doprowadziło do nieporównywalnych danych z innymi projektami. Niemniej jednak sygnały o możliwych przekroczeniach budżetowych zaczęły się pojawiać.

Kluczowym problemem okazał się jednak timing inwestycji. Paweł Gruza, późniejszy wiceprezes KGHM ds. aktywów zagranicznych, wprost przyznał, że transakcja została przeprowadzona w niewłaściwym momencie. Był to szczyt koniunktury na rynku surowców, ale także szczyt zamówień na usługi budowlane, konstrukcyjne i sprzęt wydobywczy, co znacząco podnosiło koszty realizacji. Dodatkowo w tym samym okresie występowała rekordowa presja płacowa na pracowników, co również windowało wydatki.

Kopalnię uruchomiono w czerwcu 2014 roku, ale produkcja komercyjna ruszyła dopiero w drugiej połowie 2015 roku – z rocznym opóźnieniem w stosunku do planów. Nakłady inwestycyjne okazały się o 50 procent wyższe od zakładanych, sięgając ostatecznie około 4,2 miliarda dolarów. Do tego doszedł dramatyczny spadek cen miedzi na światowych rynkach – z poziomu około 7 tysięcy dolarów za tonę, przyjętego w analizach przedinwestycyjnych, do poniżej 6 tysięcy dolarów w kolejnych latach.

W efekcie zamiast zakładanych zysków pojawiły się potężne straty. W 2015 roku KGHM dokonał odpisu aktualizującego wartość inwestycji w wysokości 4,5 miliarda złotych, a w 2016 roku kolejnego – 4,4 miliarda złotych. Według wyliczeń NIK, skumulowana strata Sierra Gorda w latach 2015-2018 wyniosła 21,3 miliarda złotych. Kontrolerzy wyliczyli również, że łączne nakłady na zakup i dofinansowanie spółki sięgnęły 13 miliardów złotych, a kolejne wydatki planowano do 2020 roku.

Raport NIK. Najwyższa Izba Kontroli bez litości

W sierpniu 2019 roku Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport, który był miażdżącą oceną transakcji sprzed siedmiu lat. NIK negatywnie ocenił zakup kanadyjskiej spółki Quadra FNX Mining, zarzucając ówczesnemu zarządowi KGHM niedotrzymanie procedur i obarczając go odpowiedzialnością za straty wyliczone na ponad 20 miliardów złotych.

Wiceprezes NIK Ewa Polkowska mówiła podczas posiedzenia sejmowej komisji, że brak zakładanej efektywności przerobu rudy mógł wynikać z niedoszacowania analiz przedinwestycyjnych i ryzyk związanych z realizacją projektu. Analizy i wyceny opierały się na założeniach opracowanych przez firmy działające na zlecenie Quadry, a więc spółki, która miała być kupiona przez KGHM, i okazały się zbyt optymistyczne.

Sławomir Grzelak z NIK zwracał uwagę, że zamiast realizować zyski z inwestycji, KGHM został zmuszony do dofinansowania działalności kopalni, co wskazuje, że inwestycja nie realizuje interesów spółki. Według kontrolerów przewiduje się, że w 2040 roku do spłacenia pozostanie jeszcze 2,3 miliarda dolarów, z czego 1,3 miliarda przypadnie na KGHM.

Izba zwróciła również uwagę, że budowa kopalni i jej uruchomienie odbiegało od przyjętych założeń, a niedotrzymanie planowanych parametrów produkcyjnych było efektem błędów projektowych i niedostatecznego nadzoru nad eksploatacją maszyn i urządzeń. Co więcej, mimo zaleceń Ministerstwa Skarbu Państwa, by dostawy komponentów i usług realizowane były przez polskie podmioty, tak się nie stało – w przeciwieństwie do japońskiego partnera Sumimoto, który dostarczał wyposażenie i technologię, amortyzując w ten sposób swoje straty na inwestycji.

Przedstawiciele NIK informowali również, że stwierdzili przypadki utrudniania kontroli przez byłego prezesa KGHM i szefa jej rady nadzorczej, w związku z czym skierowano wniosek do prokuratury.

Głos w obronie. Herbert Wirth odpowiada na zarzuty

Herbert Wirth, prezes KGHM za czasów którego dokonano zakupu chilijskich aktywów, konsekwentnie odpierał zarzuty NIK. Podczas posiedzenia sejmowej komisji w 2019 roku podważał wnioski płynące z raportu, podkreślając, że z większością faktów się nie zgadza.

– Podtrzymuję, że ta inwestycja była opracowana zgodnie ze standardami światowymi. Zarzut, że nie była odpowiednio zbadana, jest nieprawdziwy – mówił.

Wirth argumentował, że inwestycja ma charakter długoterminowy, a eksploatacja kopalni potrwa jeszcze co najmniej 50 lat.

– Gdybyśmy sprzedali aktywa za 1 zł – zgadzam się, byłoby 20 mld zł straty. Ale to inwestycja długoterminowa – przekonywał. Zaprzeczył również, jakoby nie było wkładu krajowych dostawców przy przygotowaniu inwestycji.

Były prezes podkreślał, że zakup aktywów w Chile był efektem kilkuletniej pracy powołanego w tym celu zespołu, „a nie po prostu okazją rynkową”. W ten sposób odpierał zarzuty, że decyzja była pochopna i podyktowana chwilową dostępnością gotówki po sprzedaży aktywów telekomunikacyjnych.

Powolne wychodzenie na prostą

Mimo krytycznego raportu NIK, obecne kierownictwo KGHM nie rozważało sprzedaży chilijskich aktywów. Paweł Gruza zapewniał w 2019 roku, że Sierra Gorda jest zaliczona do strategicznych aktywów zagranicznych KGHM i że w spółce jest „pełna determinacja do wzrostu wartości aktywa”.

Wdrożono program naprawczy, który zaczął przynosić pozytywne rezultaty.

– Te działania przynoszą pozytywne rezultaty. Mamy lepsze przeroby dzienne przy mniejszym wydatkowaniu środków na inwestycje – mówił Gruza. Przyznawał jednak, że mamy do czynienia z sukcesywnie spadającym procentem zawartości metalu w rudzie, co jest naturalnym procesem w każdym projekcie górniczym, ale decyzja o tak wysokim zaangażowaniu kapitałowym w 2012 roku była przedwczesna.

W kolejnych latach sytuacja stopniowo się poprawiała. Kopalnia zwiększała produkcję, a wraz ze wzrostem cen miedzi na światowych rynkach poprawiała się jej rentowność. W mediach pojawiały się nawet tytuły, że „Sierra Gorda już nie jest kulą u nogi KGHM”. Spółka podejmowała również działania na rzecz zrównoważonego rozwoju – kopalnia zaczęła być zasilana energią elektryczną pochodzącą w 100 procentach z odnawialnych źródeł energii.

Bilans po latach. Sukces, balast czy inwestycja strategiczna?

Ocena inwestycji w Sierra Gorda z perspektywy 2026 roku nie jest jednoznaczna. Z czysto finansowego punktu widzenia pierwsze lata były katastrofalne – miliardowe straty, odpisy aktualizacyjne, konieczność ciągłego dofinansowywania. NIK wyliczył, że do 2018 roku skumulowana strata sięgnęła 21,3 miliarda złotych. Gdyby KGHM sprzedał wtedy swoje udziały, poniósłby gigantyczną stratę.

Jednocześnie nie sposób pominąć argumentów o długoterminowym charakterze inwestycji. Kopalnie miedzi to projekty projektowane na dekady, a ich opłacalność mierzy się w perspektywie całego cyklu życia, który dla Sierra Gorda szacowany jest na około 50 lat. Doraźne wahania cen surowców są wpisane w naturę tego biznesu – kluczowe jest przetrwanie gorszych okresów i wykorzystanie lepszej koniunktury.

Istotne jest również znaczenie strategiczne. Posiadanie udziałów w jednej z największych kopalni miedzi na świecie daje Polsce pewien poziom bezpieczeństwa surowcowego, nawet jeśli fizycznie ruda nie trafia do kraju. W świecie, w którym surowce krytyczne stają się przedmiotem geopolitycznej rywalizacji, kontrola nad zagranicznymi złożami nabiera nowego wymiaru.

Z drugiej strony, jak słusznie zauważali krytycy, inwestycja była przeprowadzona w najgorszym możliwym momencie – w szczycie koniunktury, co oznaczało przepłacenie za aktywa i konieczność ponoszenia wyższych kosztów budowy. Analizy przedinwestycyjne okazały się zbyt optymistyczne, a nadzór nad projektem pozostawiał wiele do życzenia. To błędy, które kosztowały polskiego podatnika miliardy złotych.

Dziś Sierra Gorda pozostaje w portfelu KGHM i jest traktowana jako aktywo strategiczne. Firma kontynuuje program naprawczy, a wraz z poprawą koniunktury na rynku miedzi perspektywy kopalni są lepsze niż w latach 2015-2018. Pytanie, czy kiedykolwiek uda się odrobić początkowe straty, pozostaje otwarte – odpowiedź poznamy za kolejne dwie, trzy dekady. Bilans tej inwestycji będzie można zamknąć dopiero wtedy, gdy kopalnia zakończy swoją działalność. Do tego czasu spór między zwolennikami a krytykami transakcji będzie trwał.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu