80 procent falowników w Europie pochodzi z Chin. Komisja Europejska mówi stop

4 maja 2026 roku Komisja Europejska potwierdziła natychmiastowe działania w celu ograniczenia unijnych funduszy dla projektów czystej energii korzystających z falowników dostarczanych przez dostawców wysokiego ryzyka z państw trzecich. W praktyce chodzi przede wszystkim o chińskich producentów, w tym Huawei. Bruksela argumentuje, że falowniki to nie tylko komponent instalacji fotowoltaicznej, ale element infrastruktury cyfrowej, który może umożliwić zdalną ingerencję w pracę sieci elektroenergetycznych. Decyzja uderzy w prosumentów korzystających z chińskich urządzeń, którzy mogą stracić możliwość otrzymania dotacji z programu „Mój Prąd”.

Jako pierwszy o tych planach pod koniec kwietnia 2026 roku napisał dobrze poinformowany chiński dziennik „South China Morning Post”. Według jego źródeł Komisja Europejska miała już w kwietniu wewnętrznie zatwierdzić plan ograniczenia finansowania projektów wykorzystujących falowniki od tzw. dostawców wysokiego ryzyka. Dziennik powoływał się na rozmowę z jednym z unijnych urzędników, który przekazał, że Bruksela zbiera do 15 maja informacje od instytucji odpowiedzialnych za rozdział unijnych funduszy na fotowoltaikę – w Polsce jest to Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Celem jest ustalenie, które programy są zbyt zaawansowane, aby wprowadzać nowe reguły w trakcie ich trwania.

– Komisja podejmuje natychmiastowe działania, aby ograniczyć wykorzystanie funduszy UE dla projektów czystej energii korzystających z falowników dostarczanych przez pochodzących z państw trzecich dostawców wysokiego ryzyka – potwierdziła 4 maja 2026 roku Siobhan McGarry, rzeczniczka Komisji Europejskiej.

Jak stwierdziła rzeczniczka, pilne działania są konieczne, ponieważ zależność od dostawców z państw trzecich w zakresie tego kluczowego komponentu naraża europejskie sieci energetyczne na ryzyko zdalnego wyłączenia przez zagraniczne podmioty. Bruksela argumentuje, że falowniki nie są wyłącznie komponentem technicznym instalacji fotowoltaicznej, ale elementem infrastruktury cyfrowej, który może potencjalnie umożliwić zdalną ingerencję w pracę sieci elektroenergetycznych. Komisja wskazuje, że uzależnienie od dostawców spoza Unii Europejskiej może stworzyć ryzyko zdalnego wyłączania instalacji lub destabilizacji systemu elektroenergetycznego.

Zapisz się do newslettera!

W Pekinie nacisną guzik i wyłączą nam prąd

Rzeczniczka McGarry nie mówiła o formalnym zakazie używania chińskich falowników, ale o ograniczeniu możliwości finansowania ich z unijnych programów, takich jak na przykład „Mój Prąd”. Tymczasem część polityków chce nawet formalnego zakazu używania chińskich inwerterów w Unii Europejskiej. Grupa europosłów z różnych frakcji pod koniec 2025 roku skierowała do wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej Henny Virkkunen oraz do komisarza ds. energii Dana Jørgensena list dotyczący zagrożenia związanego z chińskimi falownikami.

Autorzy listu wskazywali, że zaledwie sześciu chińskich producentów kontroluje ponad dwie trzecie europejskiego rynku falowników fotowoltaicznych, a w 2024 roku aż 80 procent nowo instalowanych falowników w Europie pochodziło z Chin. Sytuacja nie jest przy tym symetryczna. Podczas gdy Europa pozostaje otwarta na chińskie technologie energetyczne, Pekin od lat stosuje rozwiązania regulacyjne preferujące lokalnych producentów. W Chinach udział europejskich falowników jest niewielki – nie ma wprawdzie oficjalnego zakazu ich używania, ale w praktyce mechanizmy regulacyjne preferują lokalnych dostawców i utrudniają wejście zagranicznych technologii do krytycznej infrastruktury.

Naciski na niższym szczeblu

Obawy dotyczące bezpieczeństwa infrastruktury energetycznej nie są już wyłącznie elementem politycznej debaty w Brukseli. Coraz więcej państw Unii Europejskiej oraz krajowych instytucji cyberbezpieczeństwa zaczyna podejmować konkretne działania. Litewski parlament uchwalił w 2024 roku przepisy dotyczące bezpieczeństwa systemów sterowania urządzeniami energetycznymi, które ograniczają możliwość zdalnego zarządzania instalacjami przez podmioty z państw uznawanych za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego – w praktyce chodzi głównie o Chiny. Z kolei czeskie i niemieckie agencje cyberbezpieczeństwa ostrzegały przed ryzykiem związanym z technologiami powiązanymi z Chinami w sektorach krytycznych.

W Polsce dyskusja o chińskich falownikach rozpoczęła się wraz z pracami nad wdrożeniem unijnej dyrektywy NIS2 oraz nowelizacją ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, która została podpisana przez prezydenta i weszła w życie 3 kwietnia 2026 roku. Nowelizacja wprowadza mechanizm identyfikacji Dostawców Wysokiego Ryzyka, umożliwiający ograniczanie wykorzystania technologii uznanych za potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa – w tym również urządzeń wykorzystywanych w energetyce, takich jak falowniki czy systemy magazynowania energii.

Chińscy producenci protestują

Chińscy producenci podkreślają, że nie przedstawiono dotąd publicznie dowodów potwierdzających możliwość wykorzystywania falowników do działań sabotażowych. Twierdzą oni, że Europa próbuje powtórzyć model znany z sektora 5G i ograniczyć konkurencję pod pretekstem bezpieczeństwa.

– Dyskryminacja ze względu na pochodzenie narusza zasady uczciwego handlu – napisano w oświadczeniu chińskiego Huawei, które cytował „South China Morning Post”. Firma domaga się wprowadzenia jednolitych standardów dla wszystkich producentów inwerterów.

Chińska Izba Handlowa w Unii Europejskiej oskarżyła Komisję Europejską o rozpętywanie polowania na czarownice. Izba powołuje się przy tym na zamówiony przez siebie, choć jeszcze nie opublikowany w całości raport firmy doradczej KPMG, według którego dyskryminacja chińskich producentów w kluczowych sektorach, takich jak energetyka, telekomunikacja czy logistyka, może kosztować Unię Europejską aż 367 miliardów euro.

Do czego mogą służyć chińskie falowniki?

Najgłośniejszym jak dotąd incydentem było ujawnione przez agencję Reuters odkrycie w Stanach Zjednoczonych, że w części chińskich falowników i magazynów energii znajdowały się nieudokumentowane urządzenia komunikacyjne, między innymi odbiorniki radiowe, które mogłyby potencjalnie pozwalać na zdalną zmianę ustawień lub wyłączenie urządzeń. Amerykańskie służby nie przedstawiły jednak publicznie dowodów na to, że urządzenia te kiedykolwiek zostały wykorzystane do przeprowadzenia ataku.

Eksperci wskazują, że teoretycznie falownik podłączony do internetu może być zdalnie zhakowany, ale ryzyko to dotyczy wszystkich producentów, nie tylko chińskich. W praktyce nowoczesne falowniki posiadają zabezpieczenia, takie jak szyfrowanie komunikacji czy zapory sieciowe, ale żadne zabezpieczenie nie jest absolutnie szczelne. Komisja Europejska argumentuje, że w przypadku dostawców z państw o odmiennym systemie politycznym ryzyko celowego działania jest wyższe, ponieważ władze tych państw mogą wywierać presję na producentów.

Co zrobić bez chińskich falowników

Dominacja Chin na rynku falowników jest dziś bardzo wyraźna. Według firmy analitycznej Wood Mackenzie światowymi liderami pozostają Huawei oraz Sungrow, które od kilku lat kontrolują znaczną część globalnych dostaw. W czołówce znajdują się także Growatt, Ginlong Solis oraz GoodWe – wszystkie te firmy pochodzą z Chin.

Europejscy producenci, tacy jak niemiecki SMA Solar Technology czy włoski Fimer, w ostatnich latach systematycznie tracili udziały rynkowe, głównie z powodu presji cenowej ze strony konkurencji z Chin. Jednocześnie część zachodnich firm utrzymuje kompetencje technologiczne i zdolności produkcyjne pozwalające potencjalnie obsłużyć część europejskiego popytu – jednak przy wyższych kosztach. Według szacunków branżowych, chińskie falowniki są średnio o 30-40 procent tańsze od europejskich odpowiedników.

Ograniczenie chińskich falowników może stać się jednym z najpoważniejszych wyzwań dla europejskiego rynku fotowoltaiki. Chińskie urządzenia dominują dziś nie tylko ze względu na skalę produkcji, ale przede wszystkim dzięki bardzo konkurencyjnym cenom oraz dużej dostępności. Nagłe ograniczenie ich udziału mogłoby oznaczać wzrost kosztów i wydłużenie terminów realizacji projektów. Niezależni eksperci ostrzegają, że w krótkim terminie europejscy producenci nie są w stanie zastąpić chińskich mocy produkcyjnych. Budowa nowej fabryki falowników w Europie zajmuje około 2-3 lat i wymaga nakładów rzędu kilkuset milionów euro.

Kolejne technologie w kolejce

Falowniki mogą być jednak tylko przygrywką. W Brukseli trwają prace nad zmianami w Cyber Security Act, które mają na celu ograniczenie możliwości instalowania również innych chińskich technologii. W projektowanych przepisach szczególnie wymienione są magazyny energii.

Chińska Izba Handlowa w Unii Europejskiej już ostrzegła, że takie działania mogą wywołać spiralę wzajemnych retorsji. – To polowanie na czarownice – stwierdził przedstawiciel Izby w rozmowie z dziennikarzami. Izba podkreśla, że ograniczenia uderzą nie tylko w chińskich producentów, ale także w europejskich odbiorców, którzy będą zmuszeni płacić wyższe ceny za europejskie odpowiedniki lub czekać dłużej na dostawy.

Komisja Europejska na razie nie odpowiedziała na zarzuty chińskiej Izby Handlowej. Wytyczne dotyczące ograniczenia finansowania dla projektów z chińskimi falownikami nie zostały jeszcze oficjalnie opublikowane. Jak podaje „South China Morning Post”, Bruksela zwykle najpierw wewnętrznie określa, co chciałaby w wytycznych umieścić, a potem przedstawia je do konsultacji, w trakcie których projekt często się zmienia. Dyskusja dopiero się rozkręca, a ostateczny kształt przepisów pozostaje nieznany.

Tymczasem w Polsce Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przygotowuje się na zmiany. W budżecie programu „Mój Prąd” na 2026 rok zarezerwowano 1,2 miliarda złotych na dofinansowanie instalacji fotowoltaicznych i magazynów energii. Jeśli unijne wytyczne wejdą w życie, prosumenci korzystający z chińskich falowników mogą stracić możliwość otrzymania dotacji. Dla wielu z nich oznacza to konieczność wyboru droższego europejskiego sprzętu lub rezygnację z dofinansowania. Polski rząd nie wydał jeszcze oficjalnego stanowiska w tej sprawie. Ministerstwo Klimatu i Środowiska przekazało jedynie, że analizuje potencjalne skutki unijnych regulacji.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu