Rząd przyjął długo wyczekiwany Krajowy plan w dziedzinie energii i klimatu. Dokument zakłada odejście od węgla do 2040 roku, obniżenie udziału OZE w perspektywie 2040 o 10 punktów procentowych względem poprzednich założeń oraz inwestycje rzędu 1,1 biliona złotych do 2030 roku. Eksperci zgodnie przyznają: dobrze, że dokument w ogóle powstał, ale wskazują na jego słabości.
Po blisko dwóch latach opóźnień i przeniesieniu prac z Ministerstwa Klimatu do Ministerstwa Energii, Polska wreszcie ma aktualny KPEiK. Dokument trafił już do Komisji Europejskiej, która wszczęła wobec Polski postępowanie za opóźnienie. Teraz – jak oceniają analitycy – sprawa może zakończyć się polubownie. Największym wyzwaniem pozostaje nie samo przyjęcie planu, ale jego realizacja.
W KPEiK wyróżniono dwa scenariusze: bazowy (WEM) i ambitny (WAM). To ten drugi – przyspieszony – ma kosztować 1,1 bln zł w latach 2026–2030, z czego 486 mld zł przypadnie na sektor elektroenergetyczny, głównie sieci i nowe źródła. W wariancie WAM przewidziano, że w 2040 roku w systemie zostanie zaledwie 4,6 GW mocy węglowej – wyłącznie z węgla kamiennego. Oznacza to praktyczny koniec elektrowni opalanych węglem brunatnym, takich jak Bełchatów, którego złoża wyczerpią się w połowie lat 30. XXI wieku.
Bilion złotych na transformację – czy to wystarczy?
Koszty inwestycji w OZE, atom, magazyny energii i sieci dystrybucyjne są gigantyczne. W dokumencie pojawił się nawet zapis o local content – komponencie krajowym w technologiach niskoemisyjnych. To nowość, która – zdaniem ekspertów – może wesprzeć polski przemysł. Moc morskiej energetyki wiatrowej skorygowano do 17,9 GW w 2040 roku, lądowej – 28,8 GW, a fotowoltaiki – 43 GW. Atom ma dostarczyć 5,9 GW. Węgiel w ogrzewnictwie ma zniknąć całkowicie do 2040 roku, a jego miejsce zajmie gaz, którego zapotrzebowanie w 2030 roku ma wynieść rekordowe 24,7 mld m sześc. w scenariuszu WAM, by później spaść do 13,6 mld m sześc. w 2040 roku. Magazyny energii mają osiągnąć 5,9 GW w 2030 i 19,1 GW w 2040.
– W opublikowanej wersji KPEiK niekorzystną zmianę stanowi spadek ambicji w rozwoju OZE do 2040 roku – udział odnawialnych źródeł obniżono o 10 punktów procentowych względem wersji z lata 2025 roku – powiedział Maciej Lipiński, analityk ds. polityki klimatyczno-energetycznej w Instytucie Reform. Dodał, że nawet ambitny scenariusz nie gwarantuje wystarczającego tempa redukcji emisji do 2040 roku. – Kluczowe dla Polski powinno być maksymalizowanie potencjału rozbudowy wszystkich czystych źródeł energii – stwierdził.
Eksperci: największym problemem nie są liczby, ale wykonanie
Michał Hetmański, prezes Instratu, zwrócił uwagę na energetykę wiatrową na lądzie. – Rząd potwierdził cel 16 GW mocy w onshore wind w 2030 roku. Po latach stagnacji jest szansa, że wiatraki w końcu ruszą – ocenił. Zastrzegł jednak, że samo wpisanie celu do dokumentu nie wystarczy. – Ważniejsze od wizji jest wykonanie. Teraz czas na ruch wojska i Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska, aby pomóc w realizacji tego celu – dodał.
Tobiasz Adamczewski, wiceprezes Forum Energii, podkreślił potrzebę szerszego spojrzenia na transformację. – Przy pracy nad kolejnym KPEiK warto będzie głębiej wejść w potencjał elektryfikacji przemysłu. Z naszych wyliczeń wynika, że mamy duży potencjał w poszczególnych branżach. Może to wymagać ok. 60 TWh więcej energii elektrycznej, ale dzięki temu możemy ograniczyć import ropy, gazu i węgla – powiedział.
Eksperci zgodnie przyznają, że KPEiK to obecnie najbardziej aktualny dokument kierunkowy dla polskiej energetyki, ale wynika to bardziej z braku innych strategii niż z jego doskonałości. – Ten dokument stał się faktycznym fundamentem dalszego planowania strategicznego w Polsce, choć wynika to bardziej z braku krajowych strategii niż z założeń samego KPEiK – podsumował Maciej Lipiński.
Źródło: WNP.PL, Fot. Lech Muszyński / PAP

