Na pierwszy rzut oka Bangladesz nie ma konkurencji. Uszycie koszuli w Dhace kosztuje grosze, podczas gdy w Polsce trzeba za to zapłacić kilka, a nawet kilkanaście złotych. Różnica jest ogromna i mogłaby zamknąć usta każdemu, kto odważa się pytać o sens lokalnej produkcji. Tyle że w 2026 roku świat wygląda już inaczej. Bangladesz ma przerwy w dostawie prądu, które potrafią zatrzymać fabryki na jedną trzecią dnia. Statek z gotowym towarem płynie do Europy 4 miesiące, a ceny paliwa potrafią skoczyć o 35 procent w miesiąc. Polska wciąż przegrywa stawkami za szycie, ale odzyskuje konkurencyjność tam, gdzie Azja traci oddech – w szybkości, przewidywalności i elastyczności.
- W Bangladeszu minimalne wynagrodzenie w przemyśle odzieżowym wynosi około 470 złotych miesięcznie, podczas gdy polski pracownik zarabia kilkukrotnie więcej. Jednak przerwy w dostawie prądu sięgają nawet 30 procent czasu pracy, co zmusza fabryki do korzystania z drogich generatorów. W efekcie realny koszt produkcji jest wyższy niż wynika z prostego przeliczenia stawek, a przewidywalność polskiego systemu staje się bezcenna.
- Transport kontenera z Bangladeszu do Gdańska kosztuje 2–3,5 tysiąca dolarów, co daje 1–3 złote na koszulę. To więcej, niż wydaje się na pierwszy rzut oka, ale wciąż niewiele. Problemem jest czas – od 3 do 4 miesięcy od wysyłki towaru do pojawienia się na sklepowej półce. W Polsce to 2–3 tygodnie. Dla sieci fast fashion, gdzie kolekcje zmieniają się co kilka tygodni, ta różnica decyduje o wyborze lokalnego dostawcy.
- Bangladesz korzysta z unijnego systemu GSP i nie płaci cła przy imporcie do UE, co jest ogromną przewagą. Niestety, do ceny zakupu doliczany jest 23-procentowy VAT, który przy imporcie trzeba zapłacić z góry. Dla małych i średnich firm oznacza to zamrożenie kapitału. W przypadku produkcji krajowej VAT jest rozliczany bieżąco, co poprawia płynność finansową.
Porównanie kosztów produkcji koszuli w Polsce i w Bangladeszu to nie jest proste zestawienie stawek za uszycie. To analiza całego łańcucha wartości, który w ciągu ostatnich pięciu lat przeszedł tak głęboką transformację, że dotychczasowe prawdy o tanich azjatyckich pracownikach i drogich europejskich szwalniach przestały być oczywiste. Choć na pierwszy rzut oka Bangladesz wydaje się bezkonkurencyjny, a koszt uszycia jednej koszuli to tam równowartość 0,8 do 3,2 złotego, rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana. Różnica w cenie gotowego produktu między Polską a Bangladeszem wynosi dziś od 40 do nawet 80 złotych, ale ta kwota nie oddaje pełnego obrazu. W grę wchodzą nie tylko stawki za robociznę, ale także stabilność dostaw energii, koszty transportu, cła, regulacje unijne oraz zmieniające się preferencje konsumentów, którzy coraz częściej patrzą nie tylko na cenę, ale i na ślad węglowy oraz etykę produkcji.
Największą różnicą między Polską a Bangladeszem są koszty pracy. W Polsce uszycie prostej koszuli to wydatek od 8 do nawet 25 złotych za sztukę, w zależności od stopnia skomplikowania projektu i lokalizacji szwalni. W Bangladeszu stawka ta wynosi zaledwie 0,8 do 3,2 złotego. Minimalne wynagrodzenie w bengalskim przemyśle odzieżowym wynosi około 12 500 taka miesięcznie, co w przeliczeniu daje niecałe 470 złotych. Dla porównania, polska płaca minimalna w 2026 roku to ponad 4 tysiące złotych brutto. Różnica jest więc kolosalna. Jednak ta przewaga Bangladeszu maleje szybciej, niż mogłoby się wydawać. W latach 2025 i 2026 nasiliły się strajki pracownicze, a związki zawodowe domagają się podwyżek płac, które nadążałyby za inflacją sięgającą w kraju 10 procent. Do tego dochodzą koszty niewidoczne wprost w stawce za szycie. Przerwy w dostawie energii elektrycznej, które w Bangladeszu sięgają nawet 30 procent czasu pracy w szczycie sezonu, oznaczają, że maszyny stoją, a pracownicy i tak muszą być opłaceni. W przeliczeniu na jednostkę produktu te straty dramatycznie podnoszą realny koszt robocizny.
W przypadku materiałów, a konkretnie tkaniny bawełnianej, Polska nie ma żadnej przewagi. Koszt bawełny na jedną koszulę w Polsce to od 15 do 28 złotych. W Bangladeszu to 6 do 8 złotych. Skąd taka różnica, skoro bawełna jest surowcem globalnym? Bangladesz importuje aż 90 procent swoich materiałów, głównie z Chin, Indii i Wietnamu. Dzięki ogromnej skali zamówień i bliskości geograficznej do głównych producentów może negocjować niższe ceny. Polska jest całkowicie uzależniona od importu tkanin, a jej zakłady krawieckie kupują je w znacznie mniejszych partiach, co podnosi jednostkowy koszt. Paradoksalnie, to właśnie ta zależność od importu czyni Bangladesz niezwykle podatnym na globalne skoki cen surowców. Gdy w 2025 roku ceny bawełny wzrosły o 15 procent na rynkach światowych, bengalskie fabryki odczuły to bezpośrednio, podczas gdy polskie szwalnie, które kupują mniej, ale od bardziej zdywersyfikowanych dostawców, były w stanie lepiej zabezpieczyć się przed wahaniami.
W Polsce drogo, ale stabilnie. W Bangladeszu tanio, ale z przerwami
Koszty energii to kolejny kluczowy element układanki. W Polsce ceny prądu dla przemysłu należą do najwyższych w Europie. W przeliczeniu na jedną koszulę to około 0,30 złotego. To niewiele, ale przy rocznej produkcji 2 milionów sztuk daje już 600 tysięcy złotych. W Bangladeszu energia jest tańsza, około 0,20 złotego na koszulę, ale jej dostawy są skrajnie niepewne. W 2025 i 2026 roku kraj zmagał się z deficytem mocy sięgającym w szczycie ponad 2,3 gigawata.
Brak węgla, gwałtowny wzrost cen paliw, które w 2026 roku podrożały o 35 procent, oraz przestarzała infrastruktura energetyczna sprawiły, że przerwy w dostawach prądu zdarzają się codziennie. Dla szwalni oznacza to nie tylko przestoje, ale także uszkodzenia maszyn i konieczność pracy w nadgodzinach, gdy prąd wraca. Całkowite koszty produkcji w bengalskich fabrykach wzrosły przez to w 2025 roku o około 20 procent, a w niektórych branżach, jak metalurgiczna, produkcja spadła o 25 do 30 procent. Tanio, ale niepewnie, nie zawsze jest tańsze w dłuższej perspektywie.
Koszty ogólne. Czynsze i amortyzacja wciąż na korzyść Azji
Koszty ogólne, takie jak amortyzacja maszyn, czynsze za hale czy ubezpieczenia, są w Bangladeszu wciąż niższe niż w Polsce. Przykładowy czynsz za powierzchnię magazynową w Bangladeszu to około 20 taka za stopę kwadratową, czyli równowartość 0,75 złotego. W Polsce to 3 do 5 złotych. Różnica jest więc znacząca, choć jak w przypadku płac, ta przewaga topnieje. W miastach takich jak Dhaka czy Ćottogram, które są centrami bengalskiego przemysłu odzieżowego, ceny nieruchomości rosną w tempie 10 do 15 procent rocznie, napędzane popytem ze strony międzynarodowych korporacji. W Polsce czynsze też rosną, ale wolniej, a dodatkowo polskie szwalnie często korzystają z własnych nieruchomości, co obniża ich koszty stałe.
Paradoksem globalizacji jest to, że przewiezienie kontenera z koszulami z Bangladeszu do Europy może kosztować tyle samo, co przewiezienie ich z małej szwalni w Polsce do centrum dystrybucyjnego w innym województwie. W 2026 roku transport morski kontenera 40 stopowego z portu w Chittagong do Gdańska lub Hamburga to wydatek od 2 tysięcy do 3,5 tysiąca dolarów. Zakładając, że w jednym kontenerze mieści się od 10 do 15 tysięcy koszul, daje to koszt transportu od 1 do 3 złotych za sztukę. To kwota porównywalna z kosztem transportu krajowego w Polsce, który wynosi od 1 do 3 złotych za koszulę.
Jednak ta kalkulacja rozbija się, gdy na świecie wybucha kryzys. Atak na statki w Cieśninie Bab al Mandeb, blokada Kanału Sueskiego czy wzrost cen paliw mogą w ciągu kilku tygodni podnieść koszt frachtu morskiego trzykrotnie lub czterokrotnie. W latach 2024 i 2025 takie właśnie skoki miały miejsce, a ich skutki odczuli wszyscy, od dużych sieci odzieżowych po małe sklepy internetowe. Transport morski jest tani tylko wtedy, gdy świat jest stabilny. Gdy przestaje być, jego koszt staje się jedną z największych niewiadomych w łańcuchu dostaw.
GSP faworyzuje Bangladesz, ale VAT wyrównuje szanse
Kluczowym elementem, który zmienia bilans na korzyść Bangladeszu, jest system ceł. Bangladesz, jako jedno z najbiedniejszych państw świata, korzysta z unijnego systemu GSP, czyli Ogólnego Systemu Preferencji Celnych. Oznacza to, że odzież importowana z tego kraju jest zwolniona z cła. To ogromna przewaga, która sprawia, że koszula wyprodukowana w Bangladeszu wjeżdża do Unii Europejskiej bez dodatkowych opłat celnych.
Gdyby była produkowana w Chinach, cło wyniosłoby około 12 procent. Jednak na terenie Unii Europejskiej do każdego produktu, niezależnie od kraju pochodzenia, doliczany jest standardowy podatek VAT, który w Polsce wynosi 23 procent. Oznacza to, że koszula z Bangladeszu, która kosztuje na granicy 20 złotych, po doliczeniu VAT kosztuje już 24,6 złotego. Różnica między ceną wyjścia z fabryki a ceną na sklepowej półce jest więc mniejsza, niż sugeruje proste porównanie kosztów produkcji.
Co to oznacza dla biznesu?
Z perspektywy czysto kosztowej, masowa produkcja w Bangladeszu jest dziś wciąż niekwestionowanym liderem. Różnica 40 do 80 złotych na koszuli to kwota, której żaden menedżer nie może zignorować. Jednak w długiej perspektywie przewaga Bangladeszu topnieje. Rosnące płace, niestabilność polityczna, kryzys energetyczny i coraz bardziej świadomi konsumenci sprawiają, że marki odzieżowe zaczynają dywersyfikować swoje łańcuchy dostaw. Polska może konkurować w trzech obszarach. Po pierwsze, w modzie szybkiego reagowania, gdzie minimalny czas realizacji zamówienia w Europie to 2 do 3 tygodni, podczas gdy z Azji to 3 do 4 miesięcy. Dla marek, które muszą błyskawicznie reagować na zmieniające się trendy, ta różnica jest bezcenna. Po drugie, w produkcie premium i niszowym, gdzie klienci potrzebują elastyczności, małych serii, skomplikowanego krojownictwa i najwyższej jakości wykończenia. Po trzecie, w przyjazności środowisku, czyli w produkcji, która nie generuje ogromnego śladu węglowego związanego z transportem międzykontynentalnym. Dla klientów gotowych zapłacić więcej za etyczny produkt, lokalna szwalnia w Polsce może być lepszym wyborem niż ogromna fabryka w Bangladeszu.
Opracowano na podstawie: danych Głównego Urzędu Statystycznego, raportów Międzynarodowej Organizacji Pracy, analiz kosztów frachtu morskiego, informacji o systemie GSP Unii Europejskiej oraz publikacji branżowych poświęconych przemysłowi odzieżowemu w Bangladeszu i Polsce.

