Lufthansa odwoła 20 tysięcy lotów krótkodystansowych do października 2026 roku, zamykając przyspieszenie swoją regionalną linię Cityline. Z Polski znikną bezpośrednie rejsy z Frankfurtu do Bydgoszczy i Rzeszowa. Gdańsk i Wrocław nie stracą połączeń, ale zostaną przekierowane na Monachium, co wydłuży podróż. Powód – wojna z Iranem podwoiła ceny paliwa lotniczego.
- Lufthansa Cityline, która obsługiwała głównie połączenia z Frankfurtu i Monachium do mniejszych miast, zakończyła działalność w sobotę 18 kwietnia – szybciej niż planowano.
- Z Polski bezpośrednie połączenie z Frankfurtem tracą Bydgoszcz i Rzeszów. Z połączenia bydgoskiego w 2025 roku skorzystało około 120 tysięcy pasażerów, dla których Frankfurt był głównym hubem przesiadkowym do Ameryki Północnej, Azji i Afryki.
- Dla portów regionalnych to bolesne uderzenie. Bydgoszcz straci około 30-40 tysięcy pasażerów rocznie, Rzeszów – około 50-60 tysięcy.
Pasażerowie, którzy na majówkę 2026 roku zaplanowali podróż z Bydgoszczy do Frankfurtu, w poniedziałek 20 kwietnia otrzymali wiadomość, która pokrzyżowała ich plany. Lufthansa odwołała ich lot. To nie był odosobniony incydent, lecz pierwszy element gigantycznej operacji cięcia siatki połączeń. Niemiecki koncern ogłosił, że do października 2026 roku odwoła 20 tysięcy lotów krótkodystansowych. Powodem jest przyspieszone zakońcie działalności linii Cityline, które pierwotnie planowano na koniec roku, oraz dramatyczny wzrost cen paliwa lotniczego po wybuchu wojny Izraela i USA z Iranem. Z Polski znikną bezpośrednie rejsy z Frankfurtu do Bydgoszczy i Rzeszowa, a połączenia z Gdańska i Wrocławia zostaną przekierowane na inne huby, co wydłuży czas podróży.
W reakcji na rosnące ceny paliwa lotniczego oraz trwające spory pracownicze Lufthansa zakończyła w sobotę, szybciej niż planowano, działalność swojej linii Cityline – podała agencja dpa, powołując się na komunikat koncernu. Przewoźnik zapewnił, że jego zaopatrzenie w paliwo lotnicze w najbliższych tygodniach jest zabezpieczone.
Bydgoszcz i Rzeszów tracą bezpośrednie połączenie z Frankfurtem
Zgodnie z planami Lufthansy zawieszone mają zostać połączenia między Frankfurtem nad Menem a Bydgoszczą, Rzeszowem i norweskim Stavanger. Dla województwa kujawsko-pomorskiego i podkarpackiego to cios, ponieważ Frankfurt jest jednym z największych hubów przesiadkowych w Europie. Z Bydgoszczy do Frankfurtu latały trzy razy dziennie samoloty Cityline, przewożąc głównie pasażerów biznesowych i turystów przesiadających się na dalekie trasy do Ameryki Północnej, Azji i Afryki. W 2025 roku z połączenia skorzystało około 120 tysięcy pasażerów. Teraz będą oni musieli latać przez Warszawę, Poznań lub Gdańsk, co wydłuża podróż średnio o 2-3 godziny.
Rzeszów traci bezpośredni lot do Frankfurtu, który obsługiwany był codziennie od lat i cieszył się popularnością zwłaszcza wśród pracowników sektora lotniczego z Podkarpacia. Region ten, z dużym udziałem firm z branży aviation (m.in. Pratt & Whitney, MTU Aero Engines), jest silnie uzależniony od dobrych połączeń z zachodnimi hubami. Odwołanie rejsu do Frankfurtu oznacza dla wielu z nich konieczność przesiadki w Monachium lub Wiedniu, co przy napiętych grafikach pracy bywa problematyczne.
Gdańsk i Wrocław zmieniają huby
10 tras zostanie przekierowanych na inne huby obsługiwane przez Lufthansę. Dotyczy to połączeń do: Gdańska, Wrocławia, Heringsdorfu, Stuttgartu (Niemcy), Cork (Irlandia), Lublany (Słowenia), Rijeki (Chorwacja), Sibiu (Rumunia), Trondheim (Norwegia), Tivatu (Czarnogóra).
W praktyce oznacza to, że pasażerowie lecący z Gdańska do Frankfurtu nie wsiądą już do samolotu, który zawiezie ich bezpośrednio do największego hubu Lufthansy. Zamiast tego Lufthansa zaproponuje im połączenie przez Monachium lub Wiedeń. Dla części podróżnych będzie to wydłużenie trasy o 1-2 godziny, dla innych – konieczność zmiany samolotu i potencjalne ryzyko spóźnienia na kolejny rejs. Podobnie wrocławski port lotniczy straci bezpośrednie połączenie z Frankfurtem, a zyska – w zamian – częstsze loty do Monachium.
Lufthansa obsługuje huby lotnicze we Frankfurcie nad Menem, Monachium, Wiedniu, Zurychu, Brukseli i Rzymie. Korekty rozkładu zmniejszają liczbę nierentownych lotów krótkodystansowych w całej siatce połączeń Lufthansy – poinformował niemiecki przewoźnik w oświadczeniu.
40 tysięcy ton paliwa mniej
Głównym powodem cięć są nie rosnące ceny paliwa, które dla Lufthansy podwoiły się od rozpoczęcia przez Izrael i USA wojny przeciwko Iranowi 28 lutego 2026 roku. Cena lotniczego paliwa Jet A-1, która przed konfliktem wynosiła około 800 dolarów za tonę, w połowie kwietnia 2026 roku sięgnęła 1600 dolarów. Dla Lufthansy, która rocznie spala około 11 milionów ton paliwa (przed cięciami), każda tona droższa o 800 dolarów oznacza dodatkowe koszty rzędu 8,8 miliarda dolarów rocznie. To kwota, która przewyższa zysk operacyjny całej grupy w 2025 roku (około 5 miliardów dolarów).
Odwołanie 20 tysięcy lotów krótkodystansowych pozwoli zaoszczędzić około 40 tysięcy ton paliwa. Przy cenie 1600 dolarów za tonę to oszczędność rzędu 64 milionów dolarów. W skali całej grupy to niewiele, ale Lufthansa tłumaczy, że chodzi nie tylko o oszczędności bezpośrednie, ale także o optymalizację siatki połączeń – wycięcie najbardziej nierentownych tras, które nawet przy niższych cenach paliwa ledwo wychodziły na zero, a przy obecnych generują straty.
Koniec Cityline – szybszy niż planowano
Lufthansa Cityline była linią regionalną, która obsługiwała głównie połączenia z Frankfurtu i Monachium do mniejszych miast w Niemczech i Europie. Zatrudniała około 1000 pilotów i 1500 członków personelu pokładowego. Jej flotę stanowiły głównie samoloty Embraer 190 i 195 oraz Bombardier CRJ900. Decyzja o zamknięciu Cityline zapadła w 2025 roku, po długotrwałych sporach ze związkami zawodowymi dotyczących warunków pracy i wynagrodzeń. Piloci Cityline zarabiali średnio o 20-30 procent mniej niż piloci latający w głównej flocie Lufthansy na tych samych trasach, co prowadziło do napięć i groźby strajków.
Pierwotnie Lufthansa planowała stopniowe wygaszanie Cityline do końca 2026 roku, ale wojna z Iraniem i skok cen paliwa przyspieszyły tę decyzję. W sobotę 18 kwietnia 2026 roku wykonano ostatnie loty Cityline, a od poniedziałku 20 kwietnia trasy przejęła główna flota Lufthansy – ale nie wszystkie. Część połączeń, w tym te do Bydgoszczy i Rzeszowa, została skreślona z rozkładu na stałe. Pasażerowie, którzy mieli bilety na odwołane loty, zostali poinformowani o tym w poniedziałek i otrzymali propozycję przesiadki na inne połączenia lub zwrot pieniędzy.
Reakcje polskich portów lotniczych
Port lotniczy Bydgoszcz im. Ignacego Jana Paderewskiego to jeden z mniejszych regionalnych portów w Polsce. W 2025 roku obsłużył około 400 tysięcy pasażerów, z czego znaczną część stanowili pasażerowie Lufthansy lecący do Frankfurtu. Dla portu utrata tego połączenia to strata około 30-40 tysięcy pasażerów rocznie, co przy marżach lotniskowych (przychód z opłat lotniskowych od pasażera to około 20-30 złotych) daje ubytek w przychodach rzędu 0,6-1,2 miliona złotych. To nie katastrofa, ale bolesne uderzenie.
Podobnie Port Lotniczy Rzeszów-Jasionka, który w 2025 roku obsłużył około 800 tysięcy pasażerów, tracąc bezpośrednie połączenie z Frankfurtem, traci około 50-60 tysięcy pasażerów rocznie. Dla portu, który dopiero odbudowuje się po pandemicznym załamaniu i inwestuje w nowy terminal, to niepokojący sygnał. Zarządy obu portów zapowiedziały rozmowy z Lufthansą o ewentualnym przywróceniu połączeń w przyszłości, ale na razie niemiecki przewoźnik nie daje nadziei.
Gdańsk i Wrocław, choć nie tracą połączeń całkowicie, odczują zmianę hubu. Dla portu w Gdańsku, który w 2025 roku obsłużył 5,5 miliona pasażerów, utrata bezpośredniego lotu do Frankfurtu na rzecz lotów przez Monachium to mniejsza wygoda dla pasażerów, ale niekoniecznie spadek liczby podróżnych. Lufthansa zapewnia, że liczba miejsc na trasie Gdańsk–Monachium zostanie zwiększona, by pochłonąć pasażerów, którzy wcześniej lecieli do Frankfurtu. Podobnie we Wrocławiu.
Dalsze rewizje w rozkładzie na lato
Jak podała dpa, prócz wprowadzanych ograniczeń przewoźnik rewiduje też planowane trasy w dłuższym terminie. Zaktualizowane rozkłady lotów na lato mają zostać opublikowane pod koniec kwietnia. Oznacza to, że mogą pojawić się kolejne zmiany – zarówno dla Polski, jak i dla innych krajów. Lufthansa zapowiada, że skoncentruje się na najbardziej rentownych trasach, głównie tych, które łączą duże huby z dużymi miastami, a zrezygnuje z lotów do mniejszych portów, gdzie frekwencja nie przekracza 60-70 procent.
Dla polskich pasażerów oznacza to, że w nadchodzących latach podróżowanie z regionalnych portów do Europy Zachodniej może stać się trudniejsze i droższe. Lufthansa, która przez lata była gwarantem dobrych połączeń z Bydgoszczy, Rzeszowa, Szczecina czy Lublina, wyraźnie odwraca się od tych kierunków. Ich miejsce mogą zająć tanie linie lotnicze, takie jak Ryanair czy Wizz Air, ale te oferują zupełnie inny standard i nie zapewniają przesiadek na dalekie trasy.
Czy LOT zyska na kłopotach Lufthansy?
Polskie Linie Lotnicze LOT, które w ostatnich latach odbudowują swoją siatkę połączeń dalekodystansowych, mogą potencjalnie skorzystać na osłabieniu Lufthansy. Jeśli Lufthansa ogranicza połączenia z regionalnych portów do Frankfurtu, pasażerowie z Bydgoszczy i Rzeszowa mogą przesiąść się na LOT i latać z przesiadką w Warszawie. LOT oferuje z Warszawy bezpośrednie loty do Chicago, Nowego Jorku, Toronto, Seulu, Tokio, a także do wielu miast europejskich. Jednak LOT nie ma tak gęstej siatki połączeń regionalnych jak Lufthansa, a jego ceny bywają wyższe.
Dodatkowo LOT, podobnie jak Lufthansa, boryka się z rosnącymi cenami paliwa, co zmusza go do podnoszenia cen biletów. W kwietniu 2026 roku LOT podniósł opłatę paliwową o 15-20 procent, w zależności od trasy. Czy w tej sytuacji uda mu się przejąć pasażerów od Lufthansy? Na razie nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że 20 tysięcy odwołanych rejsów to nie koniec zmian – Lufthansa zapowiada dalsze cięcia, a polskie regionalne porty muszą szykować się na trudne czasy. Połączenia, które jeszcze tydzień temu wydawały się stałym elementem rozkładu, mogą zniknąć w ciągu kilku dni. A pasażerowie, którzy kupili bilety z wyprzedzeniem, zostaną z niczym – lub z ofertą przesiadki przez Monachium.

