Gdyby 1,3 miliona migrantów pracujących w Polsce zniknęło z dnia na dzień, linie produkcyjne w motoryzacji, logistyce i przetwórstwie spożywczym stanęłyby w miejscu. W Niemczech skala uzależnienia jest jeszcze większa – 5,4 miliona cudzoziemców. Ukraińcy i Białorusini dominują, ale rosną Hindusi, Nepalczycy i Filipińczycy.
- W ciągu dekady liczba pracujących cudzoziemców w Polsce wzrosła dziesięciokrotnie, osiągając na koniec 2025 roku około 1,3 miliona.
- Azjatyccy migranci to nie tylko pracownicy fizyczni. W latach 2022-2025 Ukraińcy założyli w Polsce 123,6 tysiąca działalności gospodarczych, co pokazuje, że coraz więcej cudzoziemców przechodzi od roli pracownika do roli przedsiębiorcy.
- Niemcy są lustrem, w którym Polska może zobaczyć swoją przyszłość. 5,4 miliona cudzoziemców pracuje tam w przemyśle, logistyce i usługach, a rynek pracy tymczasowej często opiera się na pracownikach z Europy Wschodniej, którzy zarabiają mniej i mają gorsze benefity.
Kiedy wjeżdżasz do nowoczesnej fabryki samochodów pod Warszawą, pierwsze, co rzuca się w oczy, to zautomatyzowane linie montażowe, ramiona robotów i migające ekrany. Ale to nie maszyny są dziś największym problemem europejskiego przemysłu. Problemem są ludzie – konkretnie brak ich wystarczającej liczby, by obsadzić wszystkie stanowiska przy tych maszynach. Odpowiedzią na ten deficyt od lat są pracownicy migranccy, którzy w milczeniu, często na drugorzędnych warunkach, utrzymują w ruchu koła zamachowe gospodarki. Są niewidzialni, ale bez nich linia produkcyjna w wielu miejscach po prostu by stanęła. Skala tego zjawiska jest ogromna, choć często niedostrzegana. W Niemczech, największej gospodarce Europy, ponad 5,4 miliona cudzoziemców stanowiło w 2024 roku kluczową część siły roboczej. W Polsce z kolei doszło do prawdziwej eksplozji zatrudnienia cudzoziemców – w ciągu ostatniej dekady ich liczba wzrosła dziesięciokrotnie. W październiku 2025 roku w Polsce pracowało legalnie już ponad 1,1 miliona osób z zagranicy, a na koniec roku liczba ta wzrosła do około 1,3 miliona.
U podstaw rosnącego zapotrzebowania na pracowników zagranicznych leży proces, który w żadnym z krajów europejskich nie został odwrócony: starzenie się społeczeństwa i kurczenie się zasobów rodzimej siły roboczej. W Niemczech, gdzie w 2024 roku zatrudnienie osiągnęło rekordowy poziom 46,1 miliona osób, problem demograficzny jest szczególnie dotkliwy. W wielu sektorach, jak opieka czy informatyka, od lat brakuje rąk do pracy. Niemiecka gospodarka, która przez dekady opierała się na wydajności i innowacyjności, dziś staje przed prostym faktem: nie ma kto obsadzić stanowisk, które tworzą nowoczesne fabryki i biura. Polska z kolei, po transformacji ustrojowej, borykała się z falą emigracji zarobkowej, a teraz, gdy jej własna gospodarka się rozwinęła, odczuwa dotkliwie braki kadrowe. Jak podkreślają analizy, migranci w Polsce w dużej mierze uzupełniają właśnie luki kadrowe, a nie zastępują miejsca pracy lokalnych pracowników. To oni stają za taśmami produkcyjnymi, na halach magazynowych, przy liniach pakujących, wykonując prace, do których często brakuje już chętnych wśród Polaków. Bez nich wiele zakładów musiałoby ograniczyć lub wstrzymać produkcję, a kolejki po towary wydłużyłyby się nie do poznania.
Polska nowym centrum migracji
Przez ostatnie lata to właśnie Polska stała się jednym z głównych beneficjentów migracji zarobkowej w Europie. To skutek zarówno otwarcia rynku pracy, jak i bliskości geograficznej oraz wyższych zarobków niż w krajach pochodzenia migrantów. W 2025 roku doszło do prawdziwego przełomu. W samym tylko 2025 roku na polski rynek pracy napłynęło blisko 100 tysięcy nowych pracowników z zagranicy. Liczba cudzoziemców w systemie ubezpieczeń ZUS systematycznie rośnie. W połowie 2025 roku wynosiła już około 1,24 miliona, co oznacza wzrost o 47 tysięcy w porównaniu z końcem 2024 roku. Wśród nich dominowali obywatele Ukrainy, których było 818 tysięcy, oraz Białorusi, których było 136 tysięcy. Łącznie stanowili oni około 77 procent wszystkich cudzoziemców w ZUS. Sami Ukraińcy odpowiadali za 67,3 procent wszystkich pracujących cudzoziemców, a ich liczba w październiku 2025 roku wyniosła 767,1 tysiąca.
Co ważne, nie są to już tylko pracownicy sezonowi, którzy przyjeżdżają na kilka miesięcy i wracają. Coraz więcej migrantów decyduje się na dłuższy pobyt. Badania Narodowego Banku Polskiego pokazują, że większość imigrantów z Białorusi ma w Polsce stabilną pracę, a 67 procent z nich planuje zostać na stałe. W ciągu dekady udział imigrantów z Ukrainy w polskim rynku pracy wzrósł dziesięciokrotnie, a na koniec 2025 roku stanowili oni około 5 procent ogółu pracujących. Co więcej, są oni też bardzo przedsiębiorczy – w latach 2022-2025 założyli w Polsce łącznie 123,6 tysiąca działalności gospodarczych. To nie są już tylko ręce do pracy – to coraz częściej samodzielni przedsiębiorcy, którzy tworzą nowe miejsca pracy dla innych.
Przez lata Polska kojarzyła się głównie z pracownikami z Ukrainy. Dziś obraz jest już znacznie bardziej zróżnicowany. Główny Urząd Statystyczny wskazuje, że stopniowo rośnie procentowy udział pracowników z Azji, głównie z Indii, Nepalu i Filipin. W czołówce krajów pochodzenia migrantów znajdują się także Gruzja, Kolumbia i Mołdawia. To efekt zarówno poszukiwań nowych źródeł taniej siły roboczej, jak i zmian geopolitycznych, które utrudniły napływ pracowników z dotychczasowych kierunków. W 2025 roku zmieniły się również przepisy – od 1 czerwca weszły w życie nowe regulacje, które mają usprawnić proces legalizacji pracy, ale jednocześnie uszczelnić system i ograniczyć nadużycia. W efekcie, mimo że liczba cudzoziemców w ZUS rośnie, ogólna liczba wydawanych dokumentów legalizujących pracę spadła o 11 procent. To znak, że mniej osób pracuje na czarno, a więcej w ramach legalnych, stabilnych umów. Dla samych migrantów to ogromna zmiana – umowa o pracę daje im dostęp do ochrony zdrowia, urlopów i innych świadczeń, których wcześniej często byli pozbawieni.
Gdzie pracują migranci?
Największym beneficjentem napływu pracowników zagranicznych jest niewątpliwie polski przemysł. Sektor motoryzacyjny, w którym produkcja i eksport mają kluczowe znaczenie dla gospodarki, od dawna boryka się z brakami kadrowymi. Pomimo kryzysu w branży i spadku eksportu – po trzech kwartałach 2025 roku wyniósł on 33,39 mld euro, co oznacza spadek o 2,84 procent rok do roku – firmy wciąż prowadzą rekrutacje, a część z nich planuje nowe zatrudnienia. Nowoczesne zakłady produkcyjne, rozwijające się w Polsce od lat, są naturalnym miejscem pracy dla wykwalifikowanej kadry z zagranicy. Ukraińcy, Białorusini, a coraz częściej także Hindusi i Nepalczycy, znajdują zatrudnienie na stanowiskach operatorów maszyn, spawaczy, elektryków i mechaników.
Drugim sektorem, który w ogromnym stopniu opiera się na pracy migrantów, jest przetwórstwo spożywcze. To tam, w zakładach mięsnych, piekarniach, mleczarniach i przetwórniach owocowo-warzywnych, zatrudnienie znajdują tysiące pracowników z zagranicy. Praca w tym sektorze jest często wymagająca fizycznie i słabiej płatna, co sprawia, że bez cudzoziemców wiele z tych zakładów nie byłoby w stanie funkcjonować. Branżami, w których cudzoziemcy są niezwykle liczni, są także transport, logistyka, budownictwo i gastronomia. W każdym z tych obszarów migranci stali się już nieodłącznym elementem krajobrazu. W magazynach wielkich sieci handlowych, na budowach osiedli mieszkaniowych i w kuchniach restauracji to oni często stanowią większość załogi.
Dwie strony medalu migracji
Napływ pracowników zagranicznych to dla Polski korzyść nie tylko dla samych firm. Badania NBP wskazują, że zwiększył on podaż pracy, wspierając wzrost PKB i nie powodując presji inflacyjnej na płace. Migranci wypełniają wąskie gardła na rynku pracy, umożliwiając firmom realizację zamówień i rozwój. Często są to osoby zdolne, które szybko uczą się nowych technologii i wnoszą wkład w rozwój firm. Niemniej jednak, obecność tak dużej grupy pracowników zagranicznych wiąże się z wyzwaniami. Kwestią kluczową jest integracja. Z jednej strony, pod tym względem Polska wypada na tle Europy bardzo dobrze – ponad 80 procent migrantów przybyłych poza regulaminowymi kanałami pracuje. Z drugiej strony, wciąż istnieją bariery, takie jak nieznajomość języka, różnice kulturowe, a także nieufność i lęk w społeczeństwie przyjmującym, które mogą utrudniać proces adaptacji.
Nowe przepisy, które weszły w życie w 2025 roku, mają na celu m.in. przeciwdziałanie nadużyciom i wyzyskowi. Znacznie podniesiono kary dla pracodawców za nielegalne zatrudnianie cudzoziemców, maksymalna grzywna wzrosła z 30 tysięcy do znacznie wyższych kwot. To odpowiedź na wcześniejsze patologie, w których migranci, szczególnie ci z Azji, byli zatrudniani na nielegalnych warunkach, bez umów i z niskimi stawkami. Za sukcesem ekonomicznym i zapełnieniem wakatów kryje się jednak druga, mniej chlubna strona medalu. Migranci często pracują w gorszych warunkach, za niższe wynagrodzenia i na bardziej niepewnych umowach. W Polsce, według danych na październik 2025 roku, aż 441,3 tysiąca cudzoziemców pracowało wyłącznie na umowach zlecenia i pokrewnych. To daje im mniejsze uprawnienia i mniejsze bezpieczeństwo socjalne niż w przypadku umowy o pracę.
Gastarbeiterzy XXI wieku. Niemcy wciąż potrzebują pracowników z zagranicy
Polska nie jest osamotniona w tym procesie. Wzorem dla całej Europy są Niemcy, które od dziesięcioleci bazują na pracy imigrantów. Historia powojennego niemieckiego cudu gospodarczego jest w ogromnym stopniu historią Gastarbeiterów – gościnnych pracowników z Włoch, Turcji, Jugosławii, którzy w latach 50. i 60. XX wieku przybyli do RFN, by pracować w przemyśle. Luki na rynku pracy wypełniali właśnie oni. Ich obecność była tak znacząca, że w pewnym momencie było więcej miejsc pracy niż chętnych, a gastarbeiterzy stali się rozwiązaniem. Dziś Niemcy wciąż pozostają krajem imigracyjnym, choć na zupełnie innych zasadach. Rząd w Berlinie kładzie nacisk na kontrolowaną imigrację wykwalifikowanych pracowników, upraszczając procedury dla specjalistów z branż takich jak informatyka, opieka czy inżynieria. Nowe prawo imigracyjne ma na celu przyciągnięcie fachowców z całego świata.
Sytuacja wygląda podobnie w Niemczech, gdzie rynek pracy tymczasowej często opiera się na pracownikach z Europy Wschodniej. Choć stawki są wyższe niż w Polsce, to wciąż są one niższe od średniej krajowej, a pracownicy często pozbawieni są benefitów i stabilizacji zatrudnienia, które przysługują etatowemu personelowi. Napięcia między potrzebą pozyskania taniej siły roboczej a presją na wzrost płac są widoczne w całej Europie. W 2025 roku w Niemczech wzrosły one realnie o 1,9 procent, ale to wciąż za mało, by zrekompensować lata wzrostu kosztów życia. Co ciekawe, rola Polaków w Niemczech także uległa diametralnej zmianie. Polacy już dawno przestali być w Niemczech tylko gastarbeiterami. Korzystając z mobilności w Unii Europejskiej, stali się częścią gospodarczej tkanki Niemiec: zakładają własne firmy, kierują zespołami, zarządzają projektami. Jak podsumowuje Dominik Wrona z Rady Polskich Przedsiębiorców Globalnych, Polacy są dziś doceniani nie za to, że złota rączka wyremontowała łazienkę, ale że polski menedżer uratował ich firmę od upadłości. Ta zmiana narracji pokazuje, jak bardzo ewoluował model migracji zarobkowej w ostatnich dekadach.
Rosnące napięcia społeczne
Wykorzystanie pracowników migranckich, które przez lata było motorem napędowym gospodarki, zaczyna budzić coraz większe kontrowersje społeczne. W Polsce pojawiają się głosy, że wkrótce nie wszyscy cudzoziemcy będą mile widziani. Rośnie nieufność, lęk, a wraz z nimi nasila się retoryka antyimigrancka. W Niemczech dyskusja przybrała jeszcze bardziej radykalny obrót. W 2025 roku rząd zapowiedział zaostrzenie polityki migracyjnej, w tym zniesienie przyspieszonej naturalizacji oraz ograniczenie polityki łączenia rodzin. Celem jest ograniczenie nielegalnej migracji i jednoczesne promowanie celowej imigracji pracowników wykwalifikowanych. Europa stoi dziś przed poważnym dylematem: jak pogodzić konieczność pozyskiwania pracowników z zagranicy, bez których przemysł się nie obejdzie, z rosnącymi obawami społeczeństw i potrzebą ochrony praw samych migrantów. Migranci są dziś w wielu miejscach niewidzialni, ale ich rola w utrzymaniu europejskiej gospodarki jest fundamentalna. To od decyzji politycznych zależeć będzie, czy ta niewidzialność przekształci się w sprawiedliwe i równe traktowanie, czy też pracownicy ci nadal pozostaną jedynie narzędziem do wypełniania luk na rynku pracy. Jedno jest pewne – bez nich nowoczesne fabryki w Polsce i Niemczech, które są wizytówką europejskiego przemysłu, nie byłyby w stanie pracować na pełnych obrotach, a kolejki po samochody, sprzęt AGD i produkty spożywcze rosłyby z dnia na dzień.
Opracowano na podstawie: danych ZUS i GUS, raportów Narodowego Banku Polskiego, analiz rynku pracy w Niemczech, informacji o nowelizacji przepisów migracyjnych w Polsce i Niemczech oraz wypowiedzi ekspertów.

