Katherina Reiche (CDU), niemiecka minister gospodarki i energii, w felietonie dla FAZ zadaje cios własnej polityce transformacyjnej. Przyznaje, że Niemcy pokrywają zaledwie jedną piątą zużycia energii z OZE, a ceny prądu dla gospodarstw domowych sięgają 37 centów za kWh (9 centów powyżej średniej UE). Przemysł się wykrwawia, deindustrializacja przyspiesza, a koszty systemowe rosną do 90 mld euro rocznie do 2035 roku.
- Minister przyznaje, że Niemcy wyłączyły 20 gigawatów bezpiecznej, niskoemisyjnej energii jądrowej, a sieci energetyczne nie są w stanie wchłonąć energii z OZE.
- OZE osiągnęło dojrzałość i musi wziąć odpowiedzialność systemową i finansową. Reiche zapowiada pakiet dotyczący przyłączeń do sieci: każdy, kto chce podłączyć instalację w obszarach przeciążonych, musi ponieść koszty lub ryzyko, że energia nie zawsze będzie mogła być oddana do sieci.
- Niemieckie gospodarstwa domowe płacą 37 centów za kilowatogodzinę (Polska 37,4-39,6 centa), a przemysł ucieka z powodu wysokich cen.
Od początku XXI wieku prowadzona z rozmachem niemiecka polityka przełomu energetycznego Energiewende doznaje coraz silniejszych wstrząsów wskazujących na jej bliski koniec. W połowie kwietnia zaskakujący cios zadała jej Katherina Reiche (CDU) – Federalna Minister Gospodarki i Energii w gościnnym felietonie opublikowanym w Frankfurter Allgemeine Zeitung. Jej ocena tej polityki tak daleko odbiega od dotychczasowych działań niemieckich rządów, że przedruki tego tekstu znalazły się w wielu mediach na świecie.
Dość samooszukiwania się
Pani minister uważa, że zbyt długo ukrywano fakt o kosztach transformacji energetycznej (Energiewende), które ignorują koszty systemowe, jednocześnie rujnująkraj, który polityka ta ma rzekomo uratować. Stwierdzenia te wstrząsnęły niemiecką opinią publiczną. Tytuł tej wypowiedzi mówi sam za siebie: „Dość już samooszukiwania się w polityce energetycznej”. Na dowód w tej sprawie przytoczyła ona szereg danych dotyczących niemieckiej energetyki odnawialnej. Napisała, że Niemcy pokrywają obecnie zaledwie jedną piątą swojego zużycia energii ze źródeł odnawialnych, a przemysł cierpi z powodu rosnących cen.
Twierdzi ona, że Niemcy przeżywają jeden z najpoważniejszych kryzysów energetycznych w historii. Od wybuchu wojny irańskiej orazzamknięcia Cieśniny Ormuz ceny ropy naftowej, skroplonego gazu ziemnego (LNG) i oleju napędowego gwałtownie wzrosły. Jest to obciążenie zarówno dla konsumentów, jak i przedsiębiorstw, a także obciąża wzrost gospodarczy, którego Niemcy tak rozpaczliwie potrzebują. Płacimy prawie trzy miliardy euro tylko za ograniczenie turbin wiatrowych i paneli słonecznych, ponieważ sieci energetyczne nie są w stanie wchłonąć energii elektrycznej. Żadna inna branża nie otrzymuje gwarantowanego finansowania przez ponad 20 lat, a nawet nie pobiera rekompensaty, gdy jej produkt nie jest potrzebny. To nie może trwać wiecznie.
Sprawiedliwy podział kosztów
Jej zdaniem, sektor energii odnawialnej osiągnął dojrzałość i musi teraz wziąć na siebie odpowiedzialność – systemową i finansową. Do 2035 roku koszty systemu wzrosną do 90 miliardów euro rocznie.
Problem ma charakter strukturalny: wyłączyliśmy 20 gigawatów bezpiecznej, niskoemisyjnej energii jądrowej. Do tego dochodzą ogromne, motywowane politycznie inwestycje w sieć energetyczną oraz struktura rynku, która ignoruje rzeczywistość. Dlatego pracujemy nad pakietem dotyczącym przyłączenia do sieci, który redystrybuuje odpowiedzialność. Każdy, kto chce podłączyć system w obszarach przeciążonych siecią, musi ponieść koszty lub ponieść ryzyko, że energia elektryczna nie zawsze będzie mogła być doprowadzona do sieci. Energia elektryczna, której dostawy muszą zostać ograniczone z powodu przeciążenia sieci, nie powinna być już opłacana przez ogół społeczeństwa. To nie jest utrudnianie. To sprawiedliwy podział kosztów.
Efektywna ekspansja
Druzgocą ocenę ekonomiczną wystawiła ona niemieckim sieciom energetycznym, ponieważ jej operatorzy muszą układać linie energetyczne praktycznie na żądanie wszędzie tam, gdzie chcą podłączyć odnawialne źródła energii.
O ile farmy fotowoltaiczne można zbudować w ciągu dwóch do trzech lat, o tyle rozbudowa sieci zajmuje nawet dziesięć lat. Jeżeli Niemcy nie będą zarządzać tą rozbudową regionalnie; to w przeciwnym razie będą produkować drogą energię elektryczną, której nikt nie będzie mógł wykorzystać.
Cel 80 procentowej ekspansji odnawialnych źródeł energii pozostaje niezmieniony. Jednak ekspansja musi być ekonomicznie efektywna. Nie potrzebujemy nadwyżek mocy, które są dotowane na eksport, podczas gdy ceny w kraju rosną.
Przemysł się wykrwawia
Przez lata Niemcy pocieszały się ambitnymi celami, którymi było 80% energii odnawialnej do 2030 roku, neutralność klimatyczna do 2045 roku – całkiem niezłe liczby, które koją niemieckie wyrzuty sumienia. Minister przyznaje, że gdy trzymaliśmy się tych celów, ceny prądu gwałtownie wzrosły. Niemieckie gospodarstwa domowe płacą nawet 37 centów za kilowatogodzinę – dobre dziewięć centów powyżej średniej UE (Polska – 37,4 – 39,6 centy za kilowatogodzinę). Dlatego niemiecki przemysł się wykrwawia. a deindustrializacja przyśpiesza.
Czas na poważną politykę energetyczną
Zdaniem pani ministerzmiana niemieckiej polityki energetycznej koncentruje się na innowacjach, przełomach w magazynowaniu energii, materiałoznawstwie i efektywności energetycznej. Ma przełamać dominację OZE.
Jedną z tego rodzaju propozycji są elektrownie termojądrowe. Niemieckie startupyrywalizują na arenie międzynarodowej o budowę pierwszej na świecie elektrowni termojądrowej.
Nawet tradycyjna technologia jądrowa doświadcza niezwykłych przełomów. Nowe reaktory są mniejsze, modułowe i bezpieczniejsze. Szesnaście państw członkowskich UE już wspólnie inwestuje w tym obszarze. Nadszedł czas na poważną politykę energetyczną.

