Europa wkracza w nową fazę transformacji energetycznej, w której wodór przestaje być obietnicą złożoną w strategiach i staje się przedmiotem konkretnych regulacji, aukcji i pierwszych transakcji handlowych. Trzecia aukcja Europejskiego Banku Wodorowego, która przyciągnęła 58 ofert o łącznej wartości 8,4 miliarda euro, czyli ponad sześciokrotnie więcej niż dostępne środki, dowodzi, że apetyt na zielony wodór jest ogromny, ale realne inwestycje wciąż napotykają na bariery regulacyjne i infrastrukturalne. Rynek wodoru nie powstanie w laboratoriach ani w strategiach. Powstanie tam, gdzie regulacje, infrastruktura i kapitał spotkają się w jednym punkcie.
Wodór od lat był przedmiotem strategicznych deklaracji i narodowych strategii. Polska przyjęła Polską Strategię Wodorową do roku 2030 z perspektywą do 2040 roku, w której wyznaczono sześć celów: wdrożenie technologii wodorowych w energetyce i ciepłownictwie, wykorzystanie wodoru jako paliwa alternatywnego w transporcie, wsparcie dekarbonizacji przemysłu, produkcję wodoru w nowych instalacjach, sprawny i bezpieczny przesył, dystrybucję i magazynowanie oraz stworzenie stabilnego otoczenia regulacyjnego. Jednak wykonanie tych planów okazało się trudniejsze niż ich zdefiniowanie. Do 2025 roku nie otwarto planowanych 32 stacji tankowania wodorem, a informacje o osiągnięciu 50 MW mocy zainstalowanych instalacji do produkcji niskoemisyjnego wodoru nie są publicznie dostępne.
Europa na poziomie unijnym również nie dotrzymała pierwotnych harmonogramów. Średni koszt produkcji zielonego wodoru w Europie wynosi obecnie około 5-7 euro za kilogram, podczas gdy cena szarego wodoru z gazu ziemnego kształtuje się na poziomie 1,5-2,5 euro za kilogram. Ta różnica cenowa, sięgająca 300-400 procent, jest główną przeszkodą w komercyjnym rozwoju rynku. Jednocześnie Komisja Europejska pracuje nad rewizją unijnej strategii wodorowej, która ma zostać opublikowana w trzecim kwartale 2026 roku, równolegle z propozycją RED IV, czyli nowelizacją dyrektywy o odnawialnych źródłach energii. To właśnie te dokumenty mają zdefiniować ramy, w których rynek wodoru ma się rozwinąć. Opóźnienia w ich publikacji wprowadzają niepewność, która hamuje decyzje inwestycyjne, a przedsiębiorcy, którzy od lat czekają na stabilne warunki prawne, zaczynają tracić cierpliwość. W niektórych krajach pojawiają się już głosy, że bardziej opłacalne może okazać się czekanie na tańsze technologie z Chin, niż inwestowanie w drogi zielony wodór w Europie, co stanowi poważne wyzwanie dla całej strategii.
Kolejnym problemem jest dostęp do odpowiedniej infrastruktury. Aby przesyłać wodór na duże odległości, potrzebne są nowe rurociągi, które w większości nie istnieją. Modernizacja istniejących sieci gazowych pod kątem przesyłu wodoru jest kosztowna i technicznie skomplikowana, a jej tempo nie nadąża za politycznymi deklaracjami. Bez fizycznej infrastruktury nawet największy popyt nie zostanie zaspokojony, a producenci, którzy zainwestowali w elektrolizery, nie będą mieli gdzie sprzedać swojego wodoru. To błędne koło, które hamuje rozwój całego sektora. Brak infrastruktury odstrasza producentów, a brak producentów nie zachęca do inwestycji w rurociągi. Przerwanie tego impasu wymaga zdecydowanej interwencji państwowej, ale na razie większość rządów pozostaje w fazie deklaracji. Z tego powodu pierwszeństwo w budowie rynku zyskują nie ci, którzy mają największe ambicje, ale ci, którzy najszybciej potrafią przekształcić deklaracje w konkretne działania. To oni wyznaczają tempo całego wyścigu.
Aukcje pokazują apetyt, ale i problemy strukturalne
Trzecia aukcja Europejskiego Banku Wodorowego, której wyniki ogłoszono w maju 2026 roku, przyniosła zarówno powody do optymizmu, jak i sygnały ostrzegawcze. Łącznie przyznano 1,09 miliarda euro na dziewięć projektów, które dostarczą prawie 1,1 GW mocy elektrolizerów i wyprodukują 1,3 miliona ton wodoru w ciągu pierwszych dziesięciu lat eksploatacji. Ceny ofertowe wahały się od 0,57 do 3,49 euro za kilogram, przy czym w pierwszym koszyku, obejmującym projekty RFNBO, pięć zwycięskich projektów z Grecji, Hiszpanii, Danii i Austrii uzyskało finansowanie przy cenach od 0,57 do 0,98 euro za kilogram. To oznacza, że w niektórych przypadkach producenci są w stanie konkurować cenowo z szarym wodorem, choć wymaga to znacznego wsparcia publicznego. Niepokojące jest jednak to, że aż 58 projektów zgłosiło się po wsparcie, ale tylko dziewięć zostało wybranych. Oznacza to, że ogromna część potencjalnych inwestycji wciąż nie może znaleźć finansowania.
Sytuacja była jednak zupełnie inna w drugiej aukcji, która odbyła się w 2024 roku i której wyniki ogłoszono w styczniu 2026 roku. Z 61 ofert, które pierwotnie zgłosiły się po wsparcie, ostatecznie zawarto umowy jedynie na 380 MW mocy elektrolizerów, co stanowiło zaledwie ułamek zakładanych 2,3 GW. Całkowita kwota dotacji zredukowana została z 1,2 miliarda euro do zaledwie 270,6 miliona euro. Oznacza to, że wiele projektów, które w fazie deklaracji wydawały się gotowe do realizacji, nie przetrwało konfrontacji z realiami rynkowymi. Przyczyny były złożone. Zbyt restrykcyjne wymogi dodatkowości, problemy z uzyskaniem pozwoleń oraz niepewność co do przyszłych cen energii sprawiły, że inwestorzy woleli wycofać się z projektów, niż ryzykować ich nieopłacalność w przyszłości. To pokazuje, jak bardzo niepewne są jeszcze fundamenty ekonomiczne zielonego wodoru. Ta niepewność faworyzuje kraje, które oferują najbardziej stabilne i przewidywalne warunki inwestycyjne, a więc te, które potrafią skrócić procedury administracyjne i zapewnić długoterminowe kontrakty.

Trzecia aukcja przyniosła wyraźne ożywienie, ale nie rozwiała wszystkich wątpliwości. Zainteresowanie było ponad siedmiokrotnie wyższe niż dostępne środki, co świadczy o tym, że rynek wciąż wierzy w zielony wodór. Jednocześnie ujawnia, że skala wsparcia publicznego jest wciąż niewystarczająca, aby uruchomić masową produkcję. Daniel Fraile z Hydrogen Europe zwrócił uwagę, że przyjęcie dyrektywy RED III w Niemczech tworzy wyraźne możliwości dla projektów elektrolizy, które celują w rynek niemiecki, w tym dla projektów w Danii dzięki planowanemu interkonektorowi wodorowemu. To pokazuje, że krajowe regulacje, nie tylko unijne, zaczynają kształtować geografię pierwszego rynku wodoru w Europie. Największym beneficjentem zmian staje się więc nie tyle sama Komisja Europejska, ile państwa, które najszybciej dostosowują swoje prawo do nowej rzeczywistości. W praktyce oznacza to, że rynek wodoru nie będzie budowany odgórnie przez Brukselę, lecz oddolnie przez kraje, które potrafią stworzyć najbardziej przyjazne warunki dla inwestorów.
Wydaje się, że Europejski Bank Wodorowy, choć z powodzeniem stymuluje popyt, boryka się z problemem skali. Budżet przeznaczony na aukcje jest zbyt mały, aby zaspokoić ogromne zainteresowanie, co oznacza, że wiele wartościowych projektów pozostaje bez wsparcia. Procedury kwalifikacji są skomplikowane i czasochłonne, co zniechęca mniejszych graczy. Aby rynek wodoru mógł się rozwijać w sposób zrównoważony, potrzebne są nie tylko kolejne aukcje, ale także uproszczenie procedur i zwiększenie dostępnych środków. Bez tego rynek pozostanie niszą, a nie motorem transformacji energetycznej. Kolejne rundy aukcji w 2027 roku pokażą, czy Komisja Europejska wyciągnie wnioski z dotychczasowych doświadczeń, czy też rynek wodoru pozostanie na zawsze w fazie eksperymentu, daleki od komercyjnej skali, która mogłaby konkurować z paliwami kopalnymi. To właśnie te decyzje zadecydują o tym, czy pierwszy rynek wodoru powstanie w Europie, czy też prym przejmą inne regiony świata, takie jak Bliski Wschód czy Azja Południowo-Wschodnia.

Niemcy przyspieszają
Niemcy są dziś najbardziej zaawansowanym krajem europejskim w budowie ram regulacyjnych dla rynku wodoru. W marcu 2026 roku rząd niemiecki przyjął nowelizację ustawy o energetyce (EnWG) oraz dodatkowe rozporządzenia, które mają na celu wdrożenie unijnych przepisów dotyczących rynku gazu i przyszłego rynku wodoru. Nowe przepisy obejmują zasady certyfikacji i unbundlingu operatorów sieci wodorowych oraz oznakowania odnawialnych i niskoemisyjnych gazów. Operatorzy sieci będą mogli planować na podstawie rzeczywistego popytu, a decyzje o planowaniu sieci będą podejmowane regionalnie lub lokalnie. To odejście od scentralizowanego modelu, który w przeszłości hamował rozwój infrastruktury, na rzecz bardziej elastycznego podejścia, które lepiej odpowiada na lokalne potrzeby. Dzięki temu Niemcy mogą szybciej reagować na zmieniające się warunki rynkowe i uniknąć opóźnień, które w innych krajach wynikają z nadmiernej biurokracji.
Niemiecka sieć wodorowa, która ma być kręgosłupem przyszłego rynku, już w 2026 roku rozpoczęła proces rezerwacji mocy przesyłowych. Operatorzy niemieckiej sieci wodorowej ogłosili zasady rezerwacji mocy na 2026 rok, umożliwiając uczestnikom rynku dokonywanie wiążących rezerwacji dla punktów wejścia i wyjścia w ramach określonych klastrów sieciowych. To zapewnia większą pewność planowania i wspiera rozbudowę infrastruktury wodorowej w całym kraju. Dotychczas inwestorzy nie mieli pewności, że wybudowana przez nich infrastruktura znajdzie odbiorców. Teraz, dzięki systemowi rezerwacji, mogą liczyć na gwarantowany przesył, co znacząco obniża ryzyko inwestycyjne. Jednocześnie niemiecki parlament przyjął ustawę, która ma przyspieszyć dostępność wodoru i usunąć niektóre bariery regulacyjne, które dotychczas hamowały powstawanie projektów, w tym skrócić procedury wydawania pozwoleń na budowę elektrolizerów. W praktyce oznacza to, że Niemcy mogą być gotowe do odbioru wodoru na skalę przemysłową już w 2028 roku, podczas gdy inne kraje dopiero będą kończyć prace legislacyjne.
Najbardziej spektakularnym przejawem niemieckich ambicji są jednak międzynarodowe aukcje H2Global. W styczniu 2026 roku Komisja Europejska zatwierdziła wspólną aukcję kanadyjsko-niemiecką o wartości 400 milionów euro. W czerwcu 2026 roku Niemcy i Australia podpisały deklarację intencji dotyczącą wspólnej aukcji H2Global, w której do 400 milionów euro zielonego wodoru produkowanego w Australii ma być sprzedane w Niemczech. Łączny budżet programu H2Global w ramach niemieckiego planu budżetowego na 2026 rok zbliża się do 3 miliardów euro, obejmując cztery regionalne i jeden globalny przetarg. Niemcy budują więc rynek nie tylko od strony podażowej, ale przede wszystkim od strony popytowej, tworząc gwarantowany popyt na zielony wodór, który ma przyciągnąć inwestycje. To podejście, w którym państwo działa jako gwarant odbioru, jest znacznie skuteczniejsze niż samo dotowanie produkcji, ponieważ tworzy stabilne ramy dla długoterminowych kontraktów. Dzięki temu inwestorzy mogą liczyć na stały strumień przychodów, co jest kluczowe dla projektów wymagających miliardowych nakładów.

Niemcy nie ograniczają się jednak do tworzenia popytu. Kraj inwestuje również w rozwój własnych zdolności produkcyjnych, choć zdaje sobie sprawę, że nie będzie w stanie zaspokoić całego zapotrzebowania z własnych zasobów. Dlatego też tak aktywnie poszukuje partnerów międzynarodowych, zwłaszcza w krajach o ogromnym potencjale odnawialnych źródeł energii, takich jak Australia, Kanada czy kraje Afryki Północnej. Niemiecka strategia zakłada, że do 2030 roku około 70 procent wodoru będzie importowane, a tylko 30 procent produkowane lokalnie. To sprawia, że Niemcy stają się centralnym punktem europejskiego rynku wodoru, zarówno jako największy odbiorca, jak i jako koordynator międzynarodowych łańcuchów dostaw. Czy ten model się sprawdzi, okaże się w najbliższych latach, ale na razie to Berlin dyktuje tempo i kierunek zmian w całej Europie. W praktyce oznacza to, że inne kraje, w tym Polska, będą musiały dostosować swoje strategie do niemieckiego zapotrzebowania, jeśli chcą stać się częścią europejskiego rynku wodoru. To sprawia, że Niemcy mają nie tylko przewagę regulacyjną, ale także geopolityczną. Mogą wybierać, od kogo będą importować wodór, co daje im ogromną siłę przetargową.
Polska wyznacza standardy. Gaz-System pierwszym operatorem w Europie
Podczas gdy Niemcy koncentrują się na tworzeniu popytu, Polska dokonała przełomu w obszarze infrastruktury przesyłowej. 30 marca 2026 roku Komisja Europejska wydała pozytywną opinię w procesie certyfikacji Gaz-Systemu jako operatora systemu przesyłowego wodoru. Spółka jako pierwsza w Europie przeszła tę procedurę, uzyskując potwierdzenie zgodności z unijnymi regulacjami. Komisja potwierdziła, że polski operator spełnia kryteria niezależności wynikające z przepisów unijnych, podzielając pozytywną ocenę Agencji ds. Współpracy Organów Regulacji Energetyki (ACER) z 24 lutego 2026 roku. To wydarzenie ma charakter przełomowy nie tylko dla Polski, ale dla całej Europy, ponieważ wyznacza standardy, według których będą certyfikowani kolejni operatorzy. Dzięki temu Polska zyskuje przewagę pierwszego ruchu. Inne kraje będą musiały dostosować swoje procedury do wzorca wypracowanego przez Gaz-System, co może dać polskim firmom dodatkowy czas na przygotowanie się do konkurencji.
Jak podkreślił prezes Gaz-Systemu Sławomir Hinc, uzyskanie pozytywnej opinii Komisji Europejskiej to ważny krok w kierunku budowy rynku wodoru w Polsce i Europie. Pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Wojciech Wrochna ocenił, że procedura pokazuje sprawną współpracę Polski z Komisją Europejską i ACER, wzmacniając pozycję kraju w Unii Europejskiej. Polska, która jeszcze kilka lat temu była postrzegana jako kraj dopiero raczkujący w obszarze wodoru, dzięki tej certyfikacji wyprzedziła państwa, które uważały się za liderów transformacji. To dowód na to, że w wyścigu o wodór nie liczy się tylko potencjał produkcyjny, ale także zdolność do tworzenia ram instytucjonalnych i regulacyjnych. Certyfikacja Gaz-Systemu otwiera drogę do przyciągnięcia inwestorów zagranicznych, którzy będą mogli liczyć na stabilne i przewidywalne warunki przesyłu wodoru przez Polskę.

Co istotne, Komisja Europejska zaznaczyła, że brak fizycznej infrastruktury przesyłowej na tym etapie nie zamyka drogi do certyfikacji. Takie podejście pozwala operatorom już teraz przygotowywać inwestycje, planować sieci oraz harmonogramy budowy, co ma kluczowe znaczenie dla rozwoju rynku. Gaz-System przystąpił już do opracowania Krajowego Dziesięcioletniego Planu Rozwoju na lata 2026-2035, który określi główne kierunki rozwoju sieci przesyłowej wodoru w Polsce oraz plany jej połączenia z powstającą infrastrukturą wodorową w Europie. Plan ten ma być gotowy do końca 2026 roku i będzie stanowił podstawę dla dalszych inwestycji. Polska zamierza w nim uwzględnić nie tylko połączenia z Niemcami i Czechami, ale także z państwami bałtyckimi i Skandynawią, co może uczynić z niej centralny hub wodorowy w Europie Środkowo-Wschodniej. Taka pozycja pozwoliłaby Polsce nie tylko przesyłać wodór, ale także magazynować go w kawernach solnych na Pomorzu, co stanowi dodatkową przewagę konkurencyjną nad innymi krajami regionu.
Certyfikacja Gaz-Systemu to jednak dopiero pierwszy krok. Do 12 czerwca 2026 roku Prezes Urzędu Regulacji Energetyki ma podjąć ostateczną decyzję w sprawie certyfikacji operatora systemu przesyłowego wodoru. Kolejnym wyzwaniem będzie fizyczna budowa sieci wodorowej, która wymaga ogromnych nakładów finansowych i uzgodnień z wieloma interesariuszami. Polska ma wprawdzie doświadczenie w budowie infrastruktury gazowej, ale wodór stawia nowe wymagania techniczne. Rurociągi muszą być wykonane z materiałów odpornych na korozję wodorową, a cały system musi być szczelny na poziomie niespotykanym w przypadku gazu ziemnego. Mimo tych wyzwań, Polska wydaje się być na dobrej drodze, aby stać się jednym z liderów europejskiego rynku wodoru, przynajmniej w obszarze infrastruktury przesyłowej. Sukces w tej dziedzinie może przyciągnąć do Polski inwestorów z całego kontynentu, którzy będą chcieli korzystać z dobrze rozwiniętej sieci przesyłowej. W praktyce oznacza to, że Polska może stać się kluczowym ogniwem łańcucha dostaw wodoru w Europie, nawet jeśli sama nie będzie go produkować na dużą skalę. To właśnie ta rola pośrednika i integratora może okazać się najbardziej opłacalna w nadchodzących latach.

Regulacyjne rozgrywki. Kto chce złagodzić zasady, a kto je zaostrza?
Choć ramy regulacyjne zaczynają nabierać kształtu, toczy się intensywna gra o ich ostateczny kształt. Pięciu państw członkowskich UE wezwało Komisję Europejską do opóźnienia wymogów dodatkowości i godzinnego dopasowania (hourly matching) do 2035 roku. Producenci argumentują, że rygorystyczne wymagania dotyczące czasu produkcji energii odnawialnej, która ma być użyta do produkcji wodoru, są nie do spełnienia na obecnym etapie rozwoju technologii i mogą zahamować pierwsze projekty komercyjne. Ośmiu europejskich producentów elektrolizerów, w tym Nucera, ITM Power i Siemens Energy, wystosowało wspólny list do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, apelując o większą elastyczność w zakresie zasad time-matching oraz uznawanie subsydiowanych odnawialnych źródeł energii jako dodatkowych. To pokazuje, że nawet najwięksi gracze rynkowi obawiają się, że regulacje mogą zabić rynek, zanim ten zdąży się rozwinąć. W praktyce oznacza to, że kraje, które szybciej dostosują swoje przepisy do potrzeb inwestorów, mogą zyskać przewagę nad tymi, które będą ściśle przestrzegać unijnych wytycznych.
Z drugiej strony, dyrektywa RED III nakłada obowiązki, które nie pozostawiają wiele pola do negocjacji. Do 2030 roku 42 procent wodoru używanego w przemyśle musi pochodzić ze źródeł odnawialnych, a w transporcie co najmniej 1 procent paliw musi stanowić odnawialny wodór. Niemcy poszły nawet dalej, wprowadzając własne, bardziej ambitne cele. Mandat na transport wodoru zaczyna się od 0,1 procent w 2026 roku, by wzrosnąć do około 1,2 procent w 2030 roku i 10 procent w 2040 roku. To sprawia, że niemiecki rynek staje się naturalnym pierwszym odbiorcą dla producentów wodoru w całej Europie. Jednak nawet w Niemczech pojawiają się głosy, że cele te są zbyt ambitne i mogą doprowadzić do sztucznego zawyżenia cen, co uderzy w konkurencyjność przemysłu. Debata na ten temat jest jedną z najważniejszych kwestii, które będą rozstrzygane w nadchodzących miesiącach. Jej wynik zadecyduje o tym, czy rynek wodoru będzie rozwijał się w sposób zrównoważony, czy też będzie napędzany sztucznym popytem, który załamie się wraz z wycofaniem subsydiów.
Polska również zabiega o złagodzenie regulacji. Wiceminister klimatu i środowiska Krzysztof Bolesta ocenił, że spodziewany rozwój rynku wodoru w Europie jest obecnie na zupełnie innym poziomie niż miał być i jest dość skromny. Polska prowadzi działania na szczeblu unijnym, żeby te regulacje troszkę poluzować. Jednocześnie ministerstwo osiągnęło sukces negocjacyjny w postaci przyspieszenia prac Komisji nad rewizją aktu delegowanego 2023/1184 do dyrektywy REDIII, co ma na celu dostosowanie wymogów dla paliw odnawialnych pochodzenia niebiologicznego do aktualnych uwarunkowań rozwoju rynku wodoru. Polska argumentuje, że zbyt restrykcyjne przepisy uderzają przede wszystkim w mniejsze kraje, które nie mają tak rozbudowanych systemów wsparcia jak Niemcy czy Francja, co może doprowadzić do pogłębienia nierówności w dostępie do zielonych technologii. To stanowisko znajduje poparcie wśród krajów Europy Środkowo-Wschodniej, które obawiają się, że rynek wodoru zostanie zdominowany przez zachodnich graczy, a one same pozostaną jedynie biernymi odbiorcami drogich technologii.
Walka o kształt regulacji toczy się jednak nie tylko między państwami, ale także między różnymi sektorami gospodarki. Przemysł chemiczny i hutniczy, które są potencjalnie największymi odbiorcami wodoru, naciskają na jak najszybsze wprowadzenie go do obiegu, nawet jeśli początkowo będzie to wodór szary lub niebieski, argumentując, że każda ton wodoru zastępująca węgiel lub gaz to krok w dobrym kierunku. Z kolei organizacje ekologiczne domagają się, aby wsparcie publiczne trafiało wyłącznie do wodoru zielonego, produkowanego z dodatkowych źródeł odnawialnych, argumentując, że inaczej rynek zostanie zalany tanim wodorem z gazu, który nie przyniesie żadnych korzyści klimatycznych. Kompromis między tymi stanowiskami będzie trudny do osiągnięcia, ale bez niego rynek wodoru nie będzie mógł się rozwijać w sposób zrównoważony. To właśnie ten kompromis, lub jego brak, zadecyduje o tym, która z europejskich strategii wodorowych okaże się skuteczna, a która pozostanie jedynie zbiorem pobożnych życzeń.
Pierwszeństwo w wyścigu
Spośród wszystkich państw europejskich to Niemcy i Polska znajdują się obecnie na najlepszej pozycji do zbudowania pierwszego działającego rynku wodoru w Europie, choć robią to w zupełnie inny sposób. Niemcy stawiają na stymulowanie popytu poprzez ambitne krajowe cele, międzynarodowe aukcje importowe oraz rozbudowę sieci przesyłowej. Polska koncentruje się na przygotowaniu infrastruktury przesyłowej i budowie krajowego ekosystemu, zyskując pierwszeństwo w zakresie certyfikacji operatora systemu. Oba kraje mają przewagę nad resztą Europy. Niemcy dzięki skali swojego rynku i sile nabywczej, Polska dzięki strategicznemu położeniu i zdolności do szybkiego tworzenia ram instytucjonalnych. Hiszpania, Dania czy Austria, mimo sukcesów w aukcjach Europejskiego Banku Wodorowego, wciąż są na wcześniejszym etapie rozwoju infrastruktury i regulacji.
Największym wyzwaniem pozostaje osiągnięcie ekonomicznej opłacalności. Dopóki różnica między ceną zielonego a szarego wodoru nie zostanie zniwelowana, rynek będzie potrzebował mechanizmów wsparcia, czy to w postaci aukcji, kontraktów różnicowych, czy bezpośrednich dotacji. Trzecia aukcja Europejskiego Banku Wodorowego pokazała jednak, że w niektórych projektach ceny ofertowe zbliżają się do poziomu konkurencyjności, co daje nadzieję na to, że pierwszy komercyjny rynek wodoru może powstać w Europie jeszcze w tej dekadzie. Kluczowe będzie jednak to, czy uda się utrzymać to tempo i czy kolejne aukcje będą przyciągać jeszcze więcej inwestorów. To od nich, a nie od polityków, zależy, czy rynek wodoru stanie się rzeczywistością, czy pozostanie obietnicą niespełnioną.
Daniel Fraile z Hydrogen Europe podkreślił, że widzi silne, ciągłe zainteresowanie aukcjami, co oznacza, że wodór przechodzi z fazy deklaracji do fazy regulacji, a pierwsze transakcje są już na horyzoncie. Jednak sam entuzjazm nie wystarczy. Potrzebne są stabilne ramy prawne, infrastruktura i długoterminowe kontrakty, które zredukują ryzyko inwestycyjne. Kraj, który zdoła zaoferować inwestorom wszystkie te elementy, wygra wyścig o pierwszy działający rynek wodoru. Na razie najbliżej tego celu są Niemcy, ale Polska, dzięki certyfikacji Gaz-Systemu i rozwojowi dolin wodorowych, ma szansę dogonić lidera. Ostateczny kształt rynku będzie zależał od tego, czy kraje europejskie zdołają wypracować wspólne zasady gry, czy też każdy będzie szedł własną drogą. Pierwsze sygnały wskazują, że współpraca jest możliwa, ale konkurencja między krajami jest równie silna, co może prowadzić do powstawania barier, a nie do ich znoszenia. To właśnie ta konkurencja, a nie wspólne cele, może okazać się największym motorem napędowym dla rynku wodoru w najbliższych latach.
Fot. Unsplash

