Niemiecka produkcja przemysłowa spada czwarty rok z rzędu, a nowe zamówienia w styczniu 2026 roku spadły o 11,1 proc. – najsilniej od dwóch lat. Zatrudnienie w przemyśle zmniejszyło się w 2025 roku o ponad 120 tys. osób, a ceny energii dla niemieckich firm są piąte w UE. Federalny Związek Przemysłu Niemieckiego mówi wprost: to nie chwilowe osłabienie, lecz strukturalny regres.
- Niemiecka produkcja przemysłowa spada, gdy reszta Europy rośnie. BDI prognozuje spadek o 2 proc. w 2025 roku, podczas gdy w UE produkcja wzrośnie o 1 proc., a globalnie o 3 proc. Zamówienia w styczniu 2026 roku załamały się o 11,1 proc., a w sektorze metalowym spadek sięgnął 39,4 proc.
- Miejsca pracy znikają w przyspieszonym tempie, zwłaszcza w motoryzacji. W 2025 roku ubyło ponad 120 tys. etatów przemysłowych – niemal dwa razy więcej niż rok wcześniej. Od 2019 roku zatrudnienie w przemyśle spadło o 266 tys., czyli o prawie 5 proc. Branża motoryzacyjna straciła 50 tys. miejsc pracy (spadek o 13 proc.).
- Koniec taniego rosyjskiego gazu i wysokie ceny energii niszczą przewagę Niemiec. Ceny hurtowe energii w Niemczech sięgają 132 dol. za MWh, podczas gdy w USA to zaledwie 48 dol. Rząd przeznaczy 29,5 mld euro na subsydia, by duże firmy płaciły tylko 50 euro za MWh. BASF stracił w Niemczech 130 mln euro i inwestuje 10 mld dol. w nowy kompleks w Chinach.
Według Federalnego Związku Przemysłu Niemieckiego, produkcja przemysłowa w Niemczech spadła w 2025 roku czwarty rok z rzędu. To bezprecedensowa passa w powojennej historii kraju, która pokazuje, że kryzys ma charakter nie tylko koniunkturalny, ale przede wszystkim strukturalny. BDI prognozuje, że produkcja przemysłowa spadnie w 2025 roku o 2 proc. – to znacząca korekta w dół wobec wcześniejszych prognoz, które zakładały jedynie spadek o 0,5 proc. Znacząco gorsze wyniki Niemiec widać na tle reszty Unii Europejskiej, która – po dwóch latach spowolnienia – powoli wychodzi już z recesji przemysłowej. BDI prognozuje, że w całej UE produkcja przemysłowa wzrośnie w 2025 roku o 1 proc., podczas gdy globalnie ożywienie jest jeszcze wyraźniejsze – według autorów raportu produkcja przemysłowa na świecie ma wzrosnąć o 3 proc. Niemcy tymczasem pozostają w stagnacji, a ich problemy są coraz bardziej odczuwalne w całej Europie.
Dramatycznym sygnałem były dane Federalnego Urzędu Statystycznego za styczeń 2026 roku. Nowe zamówienia w sektorze przetwórczym spadły o 11,1 proc. w porównaniu do grudnia 2025 roku. To najsilniejszy miesięczny spadek od dwóch lat, znacznie przekraczający prognozy wszystkich analityków, którzy spodziewali się jedynie około 4–5 proc. Zamówienia z niemieckiego rynku krajowego spadły aż o 16,2 proc., podczas gdy te zagraniczne zmniejszyły się o 7,1 proc. – w tym o 7,3 proc. ze strefy euro i 7,1 proc. z reszty świata. Szczególnie mocno ucierpiał przemysł ciężki: zamówienia w sektorze metalowym spadły o 39,4 proc., farmaceutyków o 11,9 proc., a urządzeń elektronicznych i optycznych o 6,8 proc. Produkcja przemysłowa odnotowała spadek o 2,5 proc., co podkreśla głębokość kryzysu.
Pod koniec 2025 roku w niemieckim przemyśle pracowało o ponad 120 tys. mniej osób niż rok wcześniej, co oznacza spadek o 2,3 proc. Skala redukcji zatrudnienia była niemal dwukrotnie wyższa niż w 2024 roku. Łącznie od 2019 roku, czyli jeszcze przed pandemią, liczba pracowników w przemyśle spadła o około 266 tys., czyli o niemal 5 proc. Najbardziej dotknięta została branża motoryzacyjna, gdzie zlikwidowano około 50 tys. miejsc pracy – to spadek o 13 proc. w porównaniu z 2019 rokiem. Koncerny samochodowe coraz częściej przenoszą produkcję za granicę, co odbywa się kosztem miejsc pracy w Niemczech. Do tego dochodzi rosnąca liczba upadłości, zwłaszcza wśród dostawców z branży motoryzacyjnej. Według Instytutu Badań Gospodarczych w Halle w ubiegłym roku upadłości spowodowały utratę 62 tys. miejsc pracy w przemyśle. Przemysł chemiczny i farmaceutyczny przeszedł 2025 rok stosunkowo łagodnie, z łącznym spadkiem zatrudnienia o ok. 2 tys. etatów – to pokazuje, że kryzys nie dotyka wszystkich sektorów równomiernie.

Odejście od atomu. Kanclerz Merz przyznaje: żałuję, ale decyzja jest nieodwracalna
W kwietniu 2023 roku Niemcy wyłączyły trzy ostatnie elektrownie jądrowe, kończąc proces odchodzenia od energetyki jądrowej, zapoczątkowany na początku lat 2000. Po katastrofie w japońskiej Fukushimie w 2011 roku rząd kanclerz Angeli Merkel zdecydował o przyspieszeniu tego procesu i zamknięciu wszystkich reaktorów. W szczytowym okresie w całych Niemczech pracowało 19 reaktorów atomowych, a energia jądrowa była ważnym czynnikiem w miksie energetycznym kraju.
Dziś decyzja ta jest powszechnie krytykowana. W marcu 2026 roku kanclerz Friedrich Merz przyznał, że żałuje, iż decyzja Niemiec o wycofaniu się z atomu jest nieodwracalna.
– Ta decyzja jest nieodwracalna. Żałuję tego, ale tak właśnie jest – powiedział kanclerz Merz.
Podczas międzynarodowego szczytu dotyczącego energii jądrowej w Paryżu, szefowa KE Ursula von der Leyen oceniła, że odejście Europy od tej technologii było strategicznym błędem.

– Europa odwróciła się od niezawodnego i niedrogiego źródła energii o niskiej emisji i powinna teraz to zmienić – zaapelowała von der Leyen, przypominając, że jeszcze w 1990 roku jedna trzecia energii elektrycznej w Europie pochodziła z atomu, podczas gdy dziś jest to około 15 proc.
Polska, która dopiero buduje swoje pierwsze elektrownie jądrowe, patrzy na niemieckie doświadczenia z niepokojem. Jakub Wiech, ekspert do spraw energetyki, wskazuje, że doświadczenia niemieckie powinny tu być dostatecznym argumentem, a Bruksela powinna uznać atom za technologię równorzędną z OZE w narzędziach transformacji energetycznej.
Koniec rosyjskiego gazu. Przewaga konkurencyjna Niemiec legła w gruzach
Przez dekady tani rosyjski gaz był fundamentem niemieckiej konkurencyjności przemysłowej. Wojna w Ukrainie i wstrzymanie dostaw z Rosji zakończyły tę erę. Niemcy, które importowały około 60 proc. energii, nagle stanęły przed koniecznością poszukiwania drogich alternatyw – gazu skroplonego z USA i Kataru, który jest znacząco droższy. Przed wojną ekonomiści ostrzegali, że bez rosyjskiego gazu niemiecka gospodarka może skurczyć się nawet o 12 proc. Choć najgorsze scenariusze się nie spełniły, ceny energii pozostały na trwale podwyższonym poziomie, a przemysł energochłonny – chemiczny, metalurgiczny, szklarski – ucierpiał najbardziej. Dla firm takich jak BASF, które przez 150 lat opierały swoją przewagę na tanich surowcach, utrata dostępu do rosyjskiego gazu była ciosem egzystencjalnym.

Ceny energii najwyższe w Europie
W 2025 roku ceny energii elektrycznej dla firm w Niemczech były piąte najwyższe w całej UE, a dla gospodarstw domowych – najwyższe w Unii. Według danych Eurostatu, ceny hurtowe energii elektrycznej w Niemczech sięgają 132 dol. za MWh, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych koszt ten wynosi zaledwie 48 dol. za MWh.
Federacja Przemysłu Niemieckiego – jedna z najważniejszych i najbardziej wpływowych organizacji przedsiębiorców w Niemczech, reprezentująca ok. 100 tys. firm – w swoim raporcie wskazuje ekstremalnie wysokie ceny energii jako jedną z głównych przyczyn kryzysu.
– Gwałtowny wzrost kosztów energii pozostawił wyraźne piętno na niemieckim przemyśle – podkreślają autorzy raportu BDI.
Rząd federalny, chcąc ratować przemysł, przeznaczy w 2026 roku 29,5 mld euro na subsydia mające obniżyć ceny prądu. W ramach tych dopłat, duże firmy energochłonne będą płacić za połowę swojego zużycia energii cenę docelową wynoszącą 50 euro za MWh, a różnicę między ceną rynkową a tą docelową pokryje państwo.
BASF zamyka fabrykę w Ludwigshafen. 10 mld dol. inwestycji w Chinach
Gigant chemiczny BASF, założony nad brzegiem Renu w 1865 roku, od ponad 150 lat był filarem niemieckiego biznesu. Wspierał rozwój przemysłowy kraju dzięki ciągłym innowacjom, które pomogły uczynić Made in Germany przedmiotem zazdrości na całym świecie. Jednak najnowszy projekt firmy – inwestycja o wartości 10 mld dol. (prawie 40 mld zł) w najnowocześniejszy kompleks, który ma wyznaczać złoty standard zrównoważonej produkcji – nie powstaje w Niemczech, lecz 9 tys. km dalej, w Chinach.

Nawet goniąc za przyszłością w Azji, BASF ogranicza działalność w Niemczech. W lutym 2023 roku firma ogłosiła zamknięcie fabryki nawozów w swoim rodzinnym mieście Ludwigshafen, a także koniec działalności innych obiektów, co doprowadziło do około 2,6 tys. zwolnień.
– Coraz bardziej martwimy się o nasz rodzimy rynek. Jesteśmy daleko od poziomu rentowności – powiedział akcjonariuszom w kwietniu 2023 roku dyrektor generalny BASF Martin Brudermuller, zauważając, że w 2022 roku firma straciła w Niemczech 130 mln euro.
BASF nie jest odosobnionym przypadkiem. W obliczu toksycznego koktajlu wysokich kosztów energii, niedoborów pracowników i ogromnej biurokracji, wiele największych niemieckich firm – od gigantów takich jak Volkswagen i Siemens po szereg mniej znanych – szuka lepszych warunków prowadzenia biznesu w Ameryce Północnej i Azji.
Eksperci BDI: to nie jest chwilowe osłabienie, lecz strukturalny regres
Peter Leibinger, szef BDI, podczas prezentacji najnowszego raportu nt. sytuacji przemysłu w RFN, nie pozostawia złudzeń.
– Niemcy jako miejsce prowadzenia działalności gospodarczej znajdują się w stanie swobodnego upadku, a rząd federalny nie reaguje wystarczająco zdecydowanie – powiedział Leibinger.
Dodał, że niemiecki przemysł stoi pod koniec 2025 roku w obliczu dramatycznego załamania.
– To nie jest tylko chwilowe osłabienie koniunktury, lecz strukturalny regres – podkreślił.
Nie wszyscy jednak wróżą Niemcom rychły upadek. W styczniu 2026 roku dane o zamówieniach przemysłowych za listopad 2025 pozytywnie zaskoczyły – liczba nowych zamówień wzrosła o 5,6 proc. w porównaniu z poprzednim miesiącem. To był trzeci wzrost z rzędu i największy od grudnia 2024 roku. Ekonomiści ankietowani przez agencję informacyjną Reutera spodziewali się spadku o 1,0 proc.
– W końcu mamy dane dotyczące niemieckiej koniunktury, do których nie ma żadnych zastrzeżeń – powiedział ekonomista Jens-Oliver Niklasch z Landesbank Baden-Württemberg. Jest to prawdziwy znak możliwego odwrócenia trendu gospodarczego – dodał.
– Najgorsze już za nami – podkreślił również ekonomista Marc Schattenberg z Deutsche Bank Research.
Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa również uznała to za dobry znak, choć eksperci ostrzegają, że bez uwzględnienia dużych zamówień, zwłaszcza z sektora zbrojeniowego, wzrost jest znacznie skromniejszy. Problemy strukturalne, takie jak wysokie koszty i podatki oraz nadmierna biurokracja, pozostają nierozwiązane.
Kryzys strukturalny. Czy Niemcy mają szansę na odbicie?
Niemiecka gospodarka znajduje się w najpoważniejszym kryzysie od zakończenia II wojny światowej. Wysokie ceny energii, wycofanie się z atomu, utrata taniego rosyjskiego gazu i eksodus największych firm złożyły się na obraz gospodarki, która walczy o przetrwanie. Dane są bezlitosne: produkcja spada czwarty rok z rzędu, zamówienia w przemyśle załamały się w styczniu 2026 roku o 11,1 proc., a zatrudnienie w przemyśle spadło o 120 tys. miejsc pracy w ciągu jednego roku.
Czy to oznacza, że Niemcy popełniły przemysłowe samobójstwo? Nie do końca. Po pierwsze, gospodarka niemiecka wykazuje oznaki stabilizacji – zamówienia w końcówce 2025 roku pozytywnie zaskoczyły, a ekonomiści coraz śmielej mówią o możliwym odwróceniu trendu. Po drugie, rząd przeznacza miliardy na subsydia dla przemysłu i rozbudowę infrastruktury. Po trzecie, Niemcy wciąż pozostają największą gospodarką Europy, z silnym potencjałem innowacyjnym i wykwalifikowaną siłą roboczą.
Największym problemem Niemiec jest to, że kryzys ma charakter nie tylko koniunkturalny, lecz przede wszystkim strukturalny. Wysokie koszty energii nie znikną z dnia na dzień, a konkurencja ze strony Chin i USA będzie tylko rosnąć. Eksperci ostrzegają, że bez fundamentalnych reform – w tym przywrócenia konkurencyjności cen energii i odbiurokratyzowania gospodarki – Niemcy mogą popaść w długotrwałą stagnację.
Szerokie ożywienie gospodarcze prognozowane jest dopiero na 2027 rok, gdy wielomiliardowe wydatki państwowe na zbrojenia i infrastrukturę zaczną w pełni przynosić efekty. Ekonomiści przewidują, że po latach stagnacji niemiecka gospodarka w 2026 roku wzrośnie ponownie o około jeden proc. Dla Polski sytuacja za Odrą ma kluczowe znaczenie. Niemcy są naszym największym partnerem handlowym, a kryzys niemieckiego przemysłu oznacza niższy popyt na polskie produkty. Jednocześnie polskie firmy mogą skorzystać na przenoszeniu produkcji z Niemiec do Polski, co już się dzieje. Od wzrostu niemieckiego PKB zależy polski wzrost eksportu do tego kraju. Jak długo potrwa kryzys w Niemczech – i czy Niemcy zdołają się z niego wydobyć – to pytania, od których odpowiedzi zależy przyszłość całej europejskiej gospodarki.
Opracowano na podstawie: danych Federalnego Urzędu Statystycznego, raportu Federalnego Związku Przemysłu Niemieckiego, wypowiedzi kanclerza Friedricha Merza, stanowiska Ursuli von der Leyen, analiz Instytutu Badań Gospodarczych w Halle, danych Eurostatu, wypowiedzi Petera Leibingera, dyrektora generalnego BASF Martina Brudermullera oraz ekonomistów Jens-Olivera Niklascha i Marca Schattenberga.

