Nigeria, największy producent gazu w Afryce, ogłosiła w miniony weekend w Londynie plany budowy gazociągu o wartości 20 mld dolarów, którym do Europy ma popłynąć 30 mld m sześc. gazu ziemnego rocznie. Trasa liczącego ponad 4 tys. km rurociągu ma prowadzić przez terytorium Czadu i Libii. To odpowiedź na dwa problemy jednocześnie – nigeryjski nadmiar surowca, który od lat jest bezproduktywnie spalany na szybach, oraz europejskie dążenie do dywersyfikacji dostaw gazu po odcięciu od rosyjskich surowców. Jednak droga wiedzie przez państwa targane konfliktami, a sama Libia – kluczowe ogniwo trasy – jest od lat areną walk między rywalizującymi rządami.
- Projekt odpowiada na dwa równoległe wyzwania. Nigeria, największy producent gazu w Afryce, od lat boryka się z bezproduktywnym spalaniem surowca na szybach z powodu ograniczonych możliwości jego wykorzystania i słabej infrastruktury przesyłowej. Dla Europy natomiast nowa trasa, omijająca kierunek wschodni, stanowi element dywersyfikacji dostaw po inwazji Rosji na Ukrainę – 30 mld m3 rocznie to ilość porównywalna z rocznym zużyciem Polski.
- Wybór trasy przez Libię, a nie przez Algierię, podyktowany jest względami ekonomicznymi i bezpieczeństwa. Rozwiązanie to jest o ponad 1 tys. km krótsze i omija terytorium Nigru, które pozostaje niestabilne z powodu działań dżihadystów. Jednocześnie Libia pozostaje krajem podzielonym między rywalizujące rządy w Trypolisie i Tobruku, a przez jej terytorium przebiegają linie frontu, co stanowi kluczowe ryzyko dla realizacji inwestycji.
- Realizacja projektu napotyka na trzy zasadnicze bariery: bezpieczeństwo, finansowanie i czas. Trasa przez północny Czad i południową Libię wiedzie przez obszary działania ugrupowań dżihadystycznych, co wymagałoby zaangażowania wojskowego. Koszt budowy wynoszący 20 mld dolarów pozostaje kwestią otwartą, a pierwsze dostawy gazu do Europy, nawet przy szybkim rozpoczęciu budowy, są możliwe najwcześniej w drugiej połowie następnej dekady.
Prezydent Nigerii Bola Tinubu oraz nigeryjski minister ds. zasobów ropy naftowej Ekperikpe Ekpo spotkali się w Londynie z potencjalnymi inwestorami. Po rozmowach ogłosili, że projekt jest gotowy do realizacji, a kontrahenci są gotowi podpisać 20-letnie kontrakty. Minister Ekpo nazwał londyńskie rozmowy historycznymi, podkreślając, że inicjatywa ma uwolnić niewykorzystane zasoby energetyczne Nigerii, a jednocześnie rozwiązać problem braku bezpieczeństwa energetycznego w Europie.
Miliarder Roger Tamraz, prezes saudyjskiej firmy Netoil, zaangażowany w projekt, dodał, że kontrahenci są gotowi podpisać 20-letnie kontrakty i pozostało tylko rozpocząć budowę. To ważna deklaracja, bo Nigeria od lat boryka się z paradoksem: jest największym producentem gazu w Afryce, plasuje się w czołówce światowych eksporterów LNG, a jednocześnie ma ogromny problem z jego nadmiarem. Gaz od lat jest bezproduktywnie spalany w szybach, bo kraj ma ograniczone możliwości zużycia go na własne potrzeby i wciąż posiada słabą infrastrukturę, aby tłoczyć go do gazociągu.
Dlaczego przez Libię, a nie przez Algierię? Geopolityczna gra o 1000 km
Trasa nowego gazociągu nie jest przypadkowa. Libia już przed trzema laty zgodziła się, aby transsaharyjski rurociąg przechodził przez jej ziemie. To rozwiązanie ma kluczową zaletę – jest o ponad 1 tys. km krótsze niż alternatywna trasa przez Algierię. Co więcej, omija terytorium Nigru, które od lat jest paralizowane przez działania dżihadystów. Krótsza trasa oznacza niższe koszty budowy i mniejsze ryzyko operacyjne.
Dla Europy, która po inwazji Rosji na Ukrainę zerwała zależność od gazu z kierunku wschodniego, każda nowa trasa dywersyfikacyjna jest na wagę złota. Rurociąg z Nigerii przez Libię mógłby dostarczać 30 mld m3 gazu rocznie – to ilość porównywalna z rocznym zużyciem Polski, która w 2024 roku sięgnęła około 20 mld m3.
Eni odkrywa gigantyczne złoża u wybrzeży Libii. Gaz trafi do Włoch
Kilka dni przed rozmowami nigeryjsko-brytyjskimi włoska grupa energetyczna Eni poinformowała o odkryciu dwóch gigantycznych źródeł gazu u wybrzeży Libii. Złoża znajdują się około 85 km od brzegu, co oznacza, że wydobyty z nich gaz z powodzeniem może zaspokoić zarówno popyt krajowy w Libii, jak i eksport do Włoch.
Odkrycie to ma ogromne znaczenie dla całego projektu. Libia, która od lat zmaga się z niestabilnością polityczną i podziałem kraju na dwa rywalizujące rządy, zyskuje nowy argument w negocjacjach z europejskimi odbiorcami. Gaz z libijskich złóż mógłby być tłoczony do tego samego rurociągu co nigeryjski surowiec, zwiększając jego przepustowość i elastyczność.
Dla Włoch, które są naturalnym punktem docelowym gazu z Afryki Północnej, to dodatkowy impuls do inwestycji w infrastrukturę przesyłową. Włoski koncern Eni od lat jest największym zagranicznym inwestorem w libijskim sektorze naftowym i gazowym, a nowe odkrycia umacniają jego pozycję.
Wyzwania: terroryści, polityka i 20-letnie kontrakty
Mimo optymistycznych deklaracji, projekt stoi przed ogromnymi wyzwaniami. Libia pozostaje krajem podzielonym – wschodnia część znajduje się pod kontrolą rządu w Tobruku wspieranego przez generała Khalifę Haftara, zachodnia – pod kontrolą rządu jedności narodowej w Trypolisie uzależnionego od tureckiego wsparcia. Przez libijskie terytorium przebiegają linie frontu, a walki o kontrolę nad polami naftowymi i gazowymi wybuchają regularnie.
Kolejnym wyzwaniem jest bezpieczeństwo trasy. Choć nowy gazociąg omija Niger, wciąż przechodzi przez północną część Czadu, gdzie działają ugrupowania związane z Państwem Islamskim, oraz przez południową Libię, która od lat jest areną walk między rywalizującymi plemionami i dżihadystami. Ochrona 4 tys. km rurociągu to operacja wymagająca zaangażowania wojskowego i ścisłej współpracy wywiadów.
Finansowanie to 3 problem. 20 mld dolarów to kwota porównywalna z budżetem rocznym wielu państw Afryki Subsaharyjskiej. Choć Roger Tamraz deklaruje gotowość inwestorów, a minister Ekpo mówi o kontrahentach chętnych do podpisania 20-letnich kontraktów, pozostaje pytanie, kto ostatecznie zapłaci. W grę wchodzą międzynarodowe instytucje finansowe, państwowe fundusze z Zatoki Perskiej oraz sami odbiorcy europejscy, którzy mogliby zobowiązać się do długoterminowych kontraktów.
Co to oznacza dla Europy? Dywersyfikacja, ale nie od razu
Jeśli projekt zostanie zrealizowany, Europa zyska nowe, ogromne źródło gazu ziemnego. 30 mld m3 rocznie z Nigerii to około 8-10 proc. obecnego zużycia Unii Europejskiej. W połączeniu z gazem z libijskich złóż, który mógłby trafić do tego samego rurociągu, znaczenie tej trasy dla bezpieczeństwa energetycznego kontynentu byłoby ogromne.
Jednak perspektywy czasowe są odległe. Nawet jeśli budowa ruszy w najbliższych latach, pierwsze dostawy gazu do Europy możliwe będą najwcześniej w drugiej połowie następnej dekady. W międzyczasie Europa będzie musiała opierać się na LNG z Kataru, USA i innych źródeł, a także na zwiększonym wydobyciu własnym i rozwoju odnawialnych źródeł energii.
Dla Nigerii to szansa na zakończenie marnowania surowca, który dziś jest spalany w szybach, oraz na zwiększenie wpływów do budżetu państwa. Dla Libii – potencjalnie impuls stabilizacyjny, jeśli uda się wypracować porozumienie między rywalizującymi rządami co do podziału przychodów. Dla Europy – kolejny element układanki dywersyfikacyjnej, która po 2022 roku stała się jednym z priorytetów polityki energetycznej.
Opracowano na podstawie: informacji PAP z 23 marca 2026 roku, wypowiedzi president Nigerii Boli Tinubu, nigeryjskiego ministra ds. zasobów ropy naftowej Ekperikpe Ekpo, prezesa saudyjskiej firmy Netoil Rogera Tamraza oraz komunikatu włoskiej grupy energetycznej Eni.
Fot. The African Daily Post

