Nowe kontyngenty na stal w UE. Branża chwali ochronę, ale krytykuje chaos wdrożenia

Nowe unijne reguły ochrony rynku stali weszły w życie, ale ich ogłoszenie w ostatniej chwili wywołało chaos w branży. Dystrybutorzy i producenci oceniają mechanizm jako potrzebny, wskazując jednak na ryzyko wysokich kosztów i niepewności w planowaniu dostaw.

Od 1 lipca 2026 roku obowiązują w Unii Europejskiej nowe kontyngenty na import stali. Mają one ograniczyć zależność od dostaw z zewnątrz i podnieść wykorzystanie mocy produkcyjnych w Europie. Branża stalowa od dawna czekała na takie narzędzie, ale sposób jego wprowadzenia budzi poważne zastrzeżenia. Dane o kontyngentach opublikowano zaledwie kilkanaście godzin przed ich wejściem w życie, co utrudnia logistykę i grozi 50-proc. cłem przy błędnym kierunku importu.

– Wprowadzenie nowych mechanizmów ochrony rynku to ruch uzasadniony i zrozumiały, gdyż duża zależność od importu spoza UE stwarza zagrożenia dla bezpieczeństwa dostaw – mówi Piotr Sikorski, prezes Polskiej Unii Dystrybutorów Stali. Zwraca jednak uwagę, że tempo wdrożenia było niezwykle niekorzystne. Przedsiębiorcy planują zamówienia z miesięcznym wyprzedzeniem, a nagła zmiana zasad wprowadziła chaos.

System skomplikowany, ale cel słuszny

Nowy mechanizm opiera się nie tylko na indywidualnych kontyngentach dla poszczególnych krajów, ale także na pulach grupowych (rezydualnych), którymi kraje członkowskie muszą się dzielić na zasadzie konkurencji. To utrudnia przewidywanie dostępnych ilości. Dodatkowo rozróżnia się kraje z umową o wolnym handlu i bez niej, co jeszcze bardziej komplikuje obraz. – Mechanizm, jak to w Unii, jest dość skomplikowany, ale uważam, że będzie skuteczny. Oczywiście skuteczny w rozumieniu interesu branży stalowej – oznacza wzrost wykorzystania mocy produkcyjnych w UE, ale też wzrost cen – stwierdza Henryk Orczykowski, prezes Stalprofilu. Jego zdaniem wyższe ceny mogą jednak umocnić branżę o znaczeniu strategicznym.

Mirosław Motyka, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, podkreśla, że to początek nowej rzeczywistości handlowej dla podmiotów spoza UE. Zwraca uwagę na wyczekiwaną zasadę Melt&Pour, która ma wskazywać rzeczywiste miejsce produkcji stali, ale wejdzie w życie dopiero od 1 października 2027 roku. Do tego czasu Komisja Europejska ma opracować dowody i limity.

Ukraina na celowniku kontrowersji

Największe emocje wzbudza kwestia dostępu ukraińskiej stali do unijnego rynku. Producenci z Ukrainy domagali się swobodnego dostępu, podczas gdy firmy z UE, szczególnie z Polski, obawiały się zalewu taniej stali. Wstępna analiza pokazuje, że Komisja Europejska przyjęła wyważone podejście. Dla Ukrainy przewidziano indywidualne alokacje w 9 kategoriach produktowych, m.in. blachy gorącowalcowanej, prętów zbrojeniowych czy rur bezszwowych. – Zdajemy sobie sprawę z trudnej sytuacji Ukrainy i dlatego w dialogu z Parlamentem Europejskim i Komisją Europejską podkreślaliśmy, że powinna być wspierana zarówno militarnie, jak i finansowo przez cały szeroko rozumiany świat Zachodu, w tym przede wszystkim przez UE. Jednak wsparcie Ukrainy nie powinno niszczyć istoty wspólnego unijnego rynku – mówi Przemysław Sztuczkowski, prezes Cognora.

Piotr Sikorski przypomina, że w 2025 roku Polska importowała z Ukrainy około 600 tysięcy ton blachy, podczas gdy nowy całkowity kontyngent dla Ukrainy na import do UE wynosi około 480 tysięcy ton. Spadek importu z Ukrainy będzie więc znaczący. Branża oczekuje też, że w połowie 2027 roku system zostanie rozszerzony na wyroby downstream, które obecnie nie są objęte ochroną. – Mamy już tę ochronę stali, ona jest naprawdę intensywna, pokryta, ale brakuje wyrobów downstream – dodaje Sikorski.

Źródło: WNP.PL, Fot. Ievgen Postovyk / Shutterstock

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Tagi:

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com