Rosnące wydatki na uzbrojenie i dodatkowe środki, jak program SAFE, sprawiają, że polska armia bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje cywilnych firm. Państwowy przemysł obronny nie jest w stanie sam zrealizować skali zamówień i musi oprzeć się na prywatnych podmiotach.
Jeszcze kilka lat temu sektor obronny w Polsce funkcjonował w niszy. Krzysztof Krystowski, prezes Śląskiego Klastra Lotniczego, mówi wprost: koncentrował się głównie na przetrwaniu z powodu braku zamówień i problemów finansowych. Sytuację diametralnie zmieniła pełnoskalowa wojna w Ukrainie oraz gwałtowny wzrost wydatków obronnych.
– Po raz pierwszy przemysł obronny tak szeroko otwiera się na firmy prywatne i cywilne, bo sam nie jest w stanie szybko zrealizować skali zamówień – powiedział Krystowski podczas Śląskich Dni Przemysłu Lotniczo-Obronno-Kosmicznych w Katowicach.
Gdzie podziali się fachowcy
Prezes klastra przypomniał, że w 1989 roku w polskim przemyśle obronnym pracowało około 230 tysięcy osób. Dziś przemysł obronny i lotniczy łącznie zatrudniają niespełna 50 tysięcy pracowników. Porównał tę skalę redukcji do zmian w górnictwie, wskazując, że sektor obronno-lotniczy został ograniczony jeszcze mocniej, choć niemal niezauważalnie społecznie. W tej sytuacji szczególną rolę mogą odegrać klastry, które znają swoje firmy członkowskie, ich kompetencje i realne możliwości. Krystowski przekonuje, że mogą pomagać przemysłowi obronnemu w selekcji wiarygodnych poddostawców – nie przez formalną certyfikację, lecz przez praktyczną znajomość rynku.
Jako przykład podał powołaną przez Śląski Klaster Lotniczy platformę UAV Connect. Ma ona łączyć firmy z branży dronowej, a docelowo szerzej – przemysł cywilny i obronny w Polsce oraz Europie. To marketplace dla profesjonalistów dronowych, który ułatwia nawiązywanie kontaktów, pokazywanie kompetencji i pogłębianie współpracy. Klaster zamierza rozszerzyć działalność platformy poza branżę dronową i poza Polskę, we współpracy z klastrami z Francji, Hiszpanii, Ukrainy i innych krajów.
Nauka, wojsko i pieniądze, które muszą zostać w kraju
Prof. Marek Gzik, wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego, wskazał, że mechanizmy współpracy nauki z przemysłem i wojskiem już istnieją, ale wymagają dalszego usprawnienia. – Proces ten wyraźnie przyspiesza ze względu na sytuację geopolityczną, wyzwania bezpieczeństwa oraz pojawiające się środki finansowe. Szczególną szansę widzę w technologiach podwójnego zastosowania i w projektach realizowanych przez ośrodki naukowe we współpracy z przemysłem obronnym – dodał. Wiceminister odniósł się też do modelu ukraińskiego, w którym technologie powstają bezpośrednio w odpowiedzi na zapotrzebowanie armii i natychmiast trafiają do testów bojowych. Polska musi działać w innych realiach, ale powinna rozważyć przyspieszenie procedur i skrócenie czasu komercjalizacji.
Zbysław Ziemacki, dyrektor Departamentu Innowacyjności i Polityki Kosmicznej w Ministerstwie Rozwoju i Technologii, podkreślił, że wydatki na obronność powinny w jak największym stopniu wracać do krajowej gospodarki i budżetu państwa. – Zakup sprzętu to tylko część kosztów, bo większość stanowią późniejsze koszty utrzymania. Dlatego Polska powinna rozwijać nie tylko zdolności produkcyjne, ale też serwisowe i utrzymaniowe – wyjaśnił. Jako kluczową rzecz wskazał silniejszą koordynację między administracją, nauką, biznesem, samorządami i regionami. Zaznaczył, że rynek technologii zbrojeniowych i dronowych jest trudny do rozeznania, bo powstaje wiele nowych firm, dlatego potrzebne są klastry kluczowe i inicjatywy takie jak Dolina Lotnicza czy Śląski Klaster Lotniczy, które pomagają oddzielać wartościowe rozwiązania od tych mniej dojrzałych.
Źródło: WNP.PL, Fot. Juice Flair / Shutterstock

