Próg podatkowy 120 tys. zł nie był waloryzowany od 2022 roku, przez co coraz więcej Polaków wpada w drugi próg i płaci 32 proc. PIT. W 2025 roku dotyczy to już niemal 10 proc. rozliczających się według skali, głównie pracowników etatowych. Mimo wysokiej inflacji i wzrostu płac rząd nie planuje podniesienia progu ani kwoty wolnej.
Jak wynika z danych przytoczonych przez Money.pl, w 2025 roku drugi próg podatkowy objął około 2,4 mln podatników. Dla porównania trzy lata wcześniej było ich 800 tys., a rok temu 1,9 mln. Udział osób płacących 32-procentowy podatek systematycznie rośnie i jest najwyższy w historii.
Klasa średnia płaci, a najbogatsi omijają progresję
Zgodnie z założeniami progresji podatkowej wyższe stawki powinny obciążać osoby o największych dochodach. W praktyce jednak najbogatsi rzadko rozliczają się według skali. Przy dochodach z działalności gospodarczej dostępne są inne formy opodatkowania – podatek liniowy 19 proc., ryczałt od przychodów ewidencjonowanych czy fundacje rodzinne z efektywną stawką 15 proc. i możliwością odroczenia podatku.
– Aby zacząć płacić podatek od części dochodu według stawki 32 proc., wystarczy wynagrodzenie powyżej 12 tys. zł brutto. Przy pensji brutto 13 tys. zł miesięcznie, w grudniu wypłata na rękę spada do 7 tys. zł – podkreśla Money.pl. Mechanizm uderza więc w osoby zatrudnione na etacie, którym trudno przypisać status „najbogatszych”.
Rząd nie planuje zmian – nie pozwala budżet
W odpowiedzi na interpelację poselską wiceminister finansów Jarosław Neneman przypomniał, że od lipca 2024 roku Polska znajduje się w procedurze nadmiernego deficytu. – Rząd realizuje plan mający obniżyć deficyt sektora finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB oraz ustabilizować poziom długu publicznego – stwierdził Neneman.
Bez zmian pozostanie również kwota wolna od podatku, która nadal wynosi 30 tys. zł. Ministerstwo Finansów szacuje, że jej podwojenie kosztowałoby budżet państwa ponad 50 mld zł rocznie. Podniesienie progu podatkowego byłoby równie kosztowne, a w obecnej sytuacji fiskalnej – według rządu – niemożliwe.
Źródło: WNP.PL, Money.pl, Fot. PAP/Leszek Szymański

