Polsce grozi deficyt kruszyw. W ciągu 15 lat wyczerpią się zasoby w 55 złożach, a same inwestycje drogowe do 2035 roku pochłoną 125 mln ton. Uzyskanie koncesji trwa latami, a gminy blokują nowe odkrywki.
Problem dostępności kruszyw w Polsce ma charakter strukturalny, choć jego skala jest różnie oceniana przez ekspertów. Z jednej strony, popyt na kruszywa w Polsce utrzymuje się od lat na stabilnym poziomie około 230 mln ton rocznie, z czego 80 mln ton to kruszywa łamane ze skał zwięzłych, a 150 mln ton to kruszywa ze skał okruchowych, głównie piaski i żwiry. W rzeczywistości całkowity popyt szacuje się na 240–250 mln ton rocznie, ale proporcje między kruszywami łamanymi a okruchowymi pozostają zbliżone.
Z drugiej strony, producenci kruszyw od lat alarmują, że baza zasobowa kurczy się w tempie, które nie jest równoważone przez nowe koncesje i otwieranie nowych złóż. Według danych przytaczanych przez dyrektora biura Polskiego Związku Producentów Kruszyw, Łukasza Machniaka, w perspektywie najbliższych 15 lat wystarczalność zasobów kończy się w 55 złożach, z których wydobywa się kopaliny do produkcji kruszyw łamanych. W pesymistycznym scenariuszu – który zakłada, że przedsiębiorcom nie uda się odbudować bazy zasobowej – rynek kruszyw łamanych może spaść z obecnych 80 mln ton do poniżej 50 mln ton wydobycia rocznie, choć jest to raczej obawa niż pewny scenariusz. Nawet przy optymistycznym założeniu, że uda się odbudować potencjał w około 60 procentach (do około 65 mln ton), i tak rodzi to poważne ryzyko dla realizacji planowanych inwestycji.
Prezes Polskiego Związku Producentów Kruszyw Artur Widłak w rozmowie z WNP podkreślał, że problemem nie jest tylko statystyczny deficyt zasobów, ale przede wszystkim systemowe bariery w dostępie do nich. Zgodnie z obowiązującymi przepisami praktycznie nie ma szans, by w krótkim czasie uruchomić w Polsce nowe złoża. Decyzje środowiskowe wydają gminy, a nikt nie chce mieć w pobliżu kopalni. Paradoks polega na tym, że strategiczne inwestycje realizowane są dzięki specustawom, które przyspieszają procedury budowlane, ale nie tworzy się równocześnie warunków do zabezpieczenia dla nich niezbędnych surowców.
Sytuacja jest szczególnie niekorzystna w województwach południowych, gdzie wskaźnik odtworzenia bazy zasobowej w ostatniej dekadzie wynosił 53 procent w dolnośląskim, 59 procent w śląskim, 71 procent w małopolskim, a w podkarpackim osiągnął 104 procent, co oznacza, że w tym ostatnim regionie udało się zrównoważyć ubytek zasobów nowymi koncesjami. Wskaźnik poniżej 100 procent oznacza, że producenci nie równoważą ubytku zasobów nowymi zasobami możliwymi do eksploatacji, co w perspektywie kilkunastu lat doprowadzi do wyczerpania dostępnych złóż w tych regionach.
Gigantyczne zapotrzebowanie w horyzoncie 2035 roku
Skala planowanych inwestycji infrastrukturalnych w Polsce jest bezprecedensowa i stawia pod znakiem zapytania dostępność kruszyw w najbliższych latach. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przewiduje, że do 2035 roku potrzeba będzie 125 mln ton kruszyw, a w latach 2028–2032 zapotrzebowanie na budowę nowych dróg ma wynosić od 16 do 20 mln ton rocznie, nie licząc zapotrzebowania na utrzymanie istniejącej infrastruktury.
Centralny Port Komunikacyjny wraz z drogami dojazdowymi ma pochłonąć 55,87 mln ton kruszyw ogółem, z czego około 6 mln ton to specyficzne frakcje granitoidowe, które są niezbędne do produkcji betonu pod nawierzchnie lotniskowe.
Inwestycje publiczne, które odpowiadają za około 65 procent całkowitego popytu na kruszywa łamane, są głównym motorem napędzającym rynek, przy czym w przypadku kruszyw okruchowych udział ten jest niższy.
Segment prywatny odpowiada za pozostałe 35 procent. Jak podkreśla dr Łukasz Machniak, przed Polską stoi jeszcze wiele wyzwań inwestycyjnych – Centralny Port Komunikacyjny, kolej dużych prędkości, intensyfikacja inwestycji PKP Polskich Linii Kolejowych, kontynuacja domknięcia sieci dróg szybkiego ruchu, a także inwestycje samorządowe i prywatne. Udział inwestycji w PKB będzie na wyższym poziomie niż w latach poprzednich, co może przełożyć się na większą dynamikę zapotrzebowania na kruszywa.
Prezes PZPK Artur Widłak zwraca uwagę na problem kumulacji inwestycji w czasie i przestrzeni. Budowy rozpoczynają się w zupełnie innych momentach, niż pierwotnie zakładano, ze względu na odwołania w przetargach i opóźnienia w uzyskiwaniu decyzji ZRID. Nawet jeśli początkowo budowy są w miarę skoordynowane, finalnie terminy ulegają zmianie, co prowadzi do lokalnych zatorów w dostawach. O ile statystycznie zasobów i zdolności produkcyjnych powinno wystarczyć, to patrząc na lokalizacje inwestycji, możliwości transportowe oraz wymagania jakościowe, pojawiają się istotne ryzyka.
Logistyka jako wąskie gardło
Nawet jeśli statystycznie zasoby kruszyw w Polsce są wystarczające, to ich rozmieszczenie geograficzne i możliwości transportowe stanowią poważne wyzwanie logistyczne. Kruszywa łamane produkowane są w około 240 lokalizacjach, głównie na terenie dwóch województw – dolnośląskiego oraz świętokrzyskiego. Tymczasem największe inwestycje infrastrukturalne, takie jak Centralny Port Komunikacyjny czy drogi ekspresowe w centralnej Polsce, będą wymagały dostaw na ogromną skalę, co oznacza konieczność transportu kruszyw na duże odległości.
W przypadku CPK, szacuje się, że do realizacji tej inwestycji potrzebnych będzie około 6 mln ton kruszyw magmowych i metamorficznych, czyli tych, które są produkowane na Dolnym Śląsku. Kluczowy problem polega na tym, że zapotrzebowanie będzie dotyczyło wybranych frakcji kruszyw, których wychodowość, czyli udział w wielkości produkcji, nie będzie większa niż 20–25 procent. Oznacza to, że aby pokryć zapotrzebowanie na 6 mln ton kruszyw, po stronie wydobycia potrzebne jest aż 25 mln ton surowca, z którego pozostałe frakcje będą musiały znaleźć inne zastosowanie. Ta specyfika produkcji kruszyw – gdzie w procesie wydobycia powstaje cały przekrój frakcji, a rynek zgłasza zapotrzebowanie tylko na część z nich – prowadzi do problemów z zagospodarowaniem nadwyżek i ogranicza elastyczność dostaw.
Recykling to nadzieja czy ułuda?
Wobec kurczących się zasobów naturalnych, coraz większą nadzieję pokłada się w kruszywach z recyklingu. Jednak, jak wskazują eksperci, ich szersze wykorzystanie napotyka na poważne bariery prawne i praktyczne. Materiały porozbiórkowe są w świetle obowiązujących przepisów traktowane jako odpady z całą paletą niezbędnych pozwoleń uzyskiwanych w długich procedurach administracyjnych.
Jak zauważa Artur Widłak, przy wyburzaniu budynku, aby poddać materiał recyklingowi na placu budowy, trzeba uzyskać odpowiednie decyzje związane z przetwarzaniem odpadów, co może trwać nawet dwa lata. Problemem jest też szara strefa – nielegalne zagospodarowywanie odpadów zaburza konkurencję i ogranicza rozwój profesjonalnego rynku recyklingu.
Mimo to, zdaniem dr. Łukasza Machniaka, należałoby zawalczyć o większy procent odzysku materiałów porozbiórkowych i przekierowanie przynajmniej części tego materiału do bardziej ambitnych zastosowań. Jednak bez zmian legislacyjnych, które ułatwiłyby wykorzystanie materiałów z odzysku, i bez większej gotowości inwestorów publicznych do ich stosowania, recykling pozostanie jedynie marginalnym uzupełnieniem rynku, a nie realną alternatywą dla wyczerpujących się złóż.
Polityka państwa
Dostrzegając narastający problem, minister infrastruktury Dariusz Klimczak zapowiedział podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego powołanie pełnomocnika ds. związanych z kruszywami. Jego zadaniem ma być koordynacja zakupów surowców na potrzeby wielkich inwestycji infrastrukturalnych. Przedstawiciele branży z uznaniem przyjęli tę deklarację, ale wyrażają obawy, że działania pełnomocnika mogą ograniczyć się wyłącznie do koordynacji zamówień, a pomijają systemowe bariery utrudniające uruchamianie nowych złóż.
Artur Widłak wskazuje, że nawet najlepiej zorganizowany system zakupowy nie rozwiąże problemu, jeśli równocześnie nie zostaną usunięte bariery utrudniające zwiększanie podaży. Podobnie jak w przypadku automotive i uzależnienia od metali ziem rzadkich, Polska może powtórzyć błędy z przeszłości i uzależnić się od importu surowców, które posiada we własnych zasobach. Złoża surowców skalnych powinny być traktowane jako zasób strategiczny – jeśli nie zadbamy o własne zasoby na własne inwestycje, będzie to trzeci tego typu błąd w historii, po uzależnieniu od gazu i ropy z Rosji.

