W maju 2026 roku sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła o 3 procent w porównaniu z analogicznym miesiącem roku poprzedniego, podczas gdy ekonomiści spodziewali się wzrostu na poziomie 3,8 procent. Oznacza to drugi z rzędu miesiąc wyraźnie słabszych odczytań – w kwietniu dynamika wyniosła zaledwie 1,3 procent, a prognozy na maj zakładały wyraźne przyspieszenie, do którego jednak nie doszło. W cenach bieżących wzrost wyniósł 4,4 procent wobec prognozowanych 5,4 procent, a w porównaniu z kwietniem Polacy wydali w sklepach o 1,7 procent mniej w cenach stałych.
Dane opublikowane w poniedziałek 22 czerwca przez Główny Urząd Statystyczny są o tyle zaskakujące, że wchodzą w konflikt z innymi wskaźnikami makroekonomicznymi, które od miesięcy wskazują na dobrą kondycję finansową gospodarstw domowych. Stopa bezrobocia rejestrowanego w maju 2026 roku wyniosła 6,0 procent i pozostaje na poziomie zbliżonym do najniższego od ponad trzech dekad. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w maju wzrosło nominalnie o 5,8 procent rok do roku, osiągając poziom 9 173,24 złotych brutto, a inflacja konsumencka według danych GUS wyniosła w maju 3,1 procent w ujęciu rocznym. W tych warunkach słabszy od oczekiwań odczyt sprzedaży detalicznej rodzi pytania o rzeczywistą skłonność Polaków do konsumpcji i o to, jakie czynniki hamują wydatki mimo korzystnych warunków dochodowych.
Realny wzrost wynagrodzeń, czyli wzrost nominalny skorygowany o inflację, wyniósł w maju około 2,7 procent (5,8 procent nominalnie minus 3,1 procent inflacji). To wciąż solidny poziom, który w teorii powinien przekładać się na wyraźny wzrost wydatków konsumpcyjnych. Tymczasem dane o sprzedaży detalicznej wskazują na wyraźnie słabszą dynamikę – wzrost o 3 procent w cenach stałych jest tylko nieznacznie wyższy od tempa realnego wzrostu płac. Oznacza to, że Polacy nie wydają w sklepach tyle, ile wynikałoby z ich dochodów – rośnie więc stopa oszczędności.
Możliwe wytłumaczenia tej rozbieżności są co najmniej trzy. Po pierwsze, struktura wydatków mogła przesunąć się w stronę usług, takich jak turystyka, gastronomia, usługi zdrowotne czy edukacja, które nie są uwzględniane w statystykach sprzedaży detalicznej. Po drugie, Polacy mogą przeznaczać większą część dochodów na spłatę zobowiązań kredytowych – w warunkach utrzymujących się relatywnie wysokich stóp procentowych, gdzie stopa referencyjna NBP w maju 2026 roku wynosiła 5,25 procent, koszt obsługi kredytów hipotecznych i konsumpcyjnych pozostaje wysoki. Po trzecie, może to być efekt niepewności geopolitycznej – wojna na Bliskim Wschodzie, przedłużający się konflikt w Ukrainie oraz blokada Cieśniny Ormuz wpływają na nastroje konsumenckie i skłaniają do ostrożności w wydatkach.
Sprzedaż internetowa rośnie
Wyraźnie lepiej od sprzedaży stacjonarnej radzi sobie handel internetowy. W maju 2026 roku dynamika sprzedaży przez internet liczona w cenach bieżących wyniosła 9,9 procent rok do roku, co oznacza wyraźne przyspieszenie w porównaniu z kwietniem, gdy wzrost wyniósł zaledwie 0,5 procent. Udział sprzedaży internetowej w całkowitej sprzedaży detalicznej wzrósł w maju do 9,2 procent wobec 8,6 procent miesiąc wcześniej i 8,8 procent w maju 2025 roku. Jest to wzrost znaczący, ale wciąż odległy od rekordów z okresu pandemii COVID-19, gdy udział e‑commerce sięgał 14-15 procent.
W maju 2026 roku sprzedaż w grupie „paliwa stałe, ciekłe i gazowe” wzrosła o 9,9 procent w cenach bieżących rok do roku. Tak wysoki wynik jest jednak w dużej mierze efektem wzrostu cen paliw, a nie wzrostu wolumenu sprzedaży. Blokada Cieśniny Ormuz, trwająca od marca 2026 roku, spowodowała gwałtowny wzrost cen ropy naftowej na rynkach światowych. W maju 2026 roku ceny paliw na stacjach w Polsce były wyższe niż rok wcześniej, co bezpośrednio przełożyło się na wartość sprzedaży detalicznej w tej kategorii. Oczyszczone z efektu cenowego, dane o sprzedaży paliw mogłyby być znacznie mniej imponujące – w ujęciu miesięcznym sprzedaż paliw spadła aż o 9,0 procent.
Wśród kategorii, które odnotowały wzrost sprzedaży w cenach stałych, najwyższą dynamikę osiągnęła grupa „pozostałe” – aż 10,8 procent rok do roku. Na drugim miejscu znalazły się farmaceutyki, kosmetyki i sprzęt ortopedyczny ze wzrostem 9,3 procent rok do roku. Jest to kategoria odzwierciedlająca wydatki na produkty kosmetyczne, chemię gospodarczą i artykuły higieniczne, które mają charakter stosunkowo stabilny i są mniej wrażliwe na wahania koniunktury.
Sprzedaż w salonach samochodowych w maju 2026 roku wzrosła o 2,1 procent w cenach stałych rok do roku. To oznacza, że wolumen sprzedanych samochodów w maju był wyższy niż przed rokiem, co potwierdzają również dane o rejestracjach nowych samochodów.
Kategoria odzież i obuwie, która w poprzednich miesiącach odnotowywała solidne wzrosty, w maju 2026 roku nadal była motorem napędowym sprzedaży. Wzrost wyniósł 3,8 procent rok do roku, co jest tempem wyraźnie wyższym od średniej dla całej sprzedaży detalicznej. Analitycy Banku Pekao zwracają uwagę, że sprzedaży odzieży i obuwia pomogła pogoda.
Rola KPO i inwestycji
Dane o sprzedaży detalicznej są istotne nie tylko same w sobie, ale również jako jeden z kluczowych składników produktu krajowego brutto. Konsumpcja prywatna stanowi około 58 procent polskiego PKB, a dynamika sprzedaży detalicznej w maju sugeruje, że ten składnik wzrostu gospodarczego może być słabszy niż oczekiwano. W pierwszym kwartale 2026 roku wzrost PKB wyniósł 3,2 procent rok do roku, co było wynikiem lepszym od prognoz. Ekonomiści zakładali, że w drugim kwartale dynamika przyspieszy do 3,5–3,7 procent, głównie dzięki konsumpcji i napływowi środków z Krajowego Planu Odbudowy oraz funduszy SAFE (Secure and Affordable Energy).
Widoczny w majowych danych o sprzedaży detalicznej brak przyspieszenia konsumpcji wskazuje jednak, że motorem wzrostu w drugim kwartale mogą być przede wszystkim inwestycje finansowane ze środków unijnych, a nie wydatki gospodarstw domowych. KPO, w ramach którego Polska otrzymała już znaczne środki na inwestycje infrastrukturalne i energetyczne, oraz fundusze SAFE na inwestycje w bezpieczeństwo energetyczne, mają podtrzymywać wzrost gospodarczy w bieżącym i kolejnym roku. Jeśli jednak konsumpcja pozostaje słabsza od oczekiwań, cała dynamika PKB może być niższa niż prognozowano.
Systematyczne rozczarowanie
Maj 2026 roku jest drugim miesiącem z rzędu, w którym dane o sprzedaży detalicznej okazały się wyraźnie słabsze od prognoz. W kwietniu dynamika w cenach stałych wyniosła 1,3 procent, podczas gdy ekonomiści spodziewali się 3,0 procent. W maju odchylenie od konsensusu prognoz było podobne – oczekiwano 3,8 procent, a odczyt wyniósł 3 procent. Systematyczne rozczarowanie danymi o konsumpcji sugeruje, że prognozy ekonomistów mogą być zbyt optymistyczne, a rzeczywista skłonność Polaków do wydawania pieniędzy jest niższa niż wynikałoby to z wskaźników dochodowych.
W cenach bieżących różnica między prognozą (5,4 procent) a rzeczywistym odczytem (4,4 procent) wyniosła 1,0 punktu procentowego, co również jest rozczarowującym wynikiem. Oznacza to, że zarówno wartość nominalna, jak i realna sprzedaży detalicznej są niższe niż oczekiwano, co może wpłynąć na rewizję prognoz wzrostu gospodarczego na cały rok 2026. Niektóre banki i instytucje finansowe już zapowiadają rewizję swoich prognoz PKB na 2026 rok w dół. Wcześniejsze szacunki zakładały wzrost na poziomie 3,5–3,8 procent, ale słabsza konsumpcja może obniżyć te prognozy o 0,2–0,3 punktu procentowego.
Co mówią dane o kondycji polskiego konsumenta?
Majowe dane GUS o sprzedaży detalicznej pokazują polskiego konsumenta ostrożnego i wybrednego. Mimo niskiego bezrobocia, realnego wzrostu płac i generalnie dobrej sytuacji na rynku pracy, gospodarstwa domowe nie zwiększają wydatków w tempie, które można by uznać za naturalne przy tak korzystnych wskaźnikach makroekonomicznych. Przyczyny tego stanu rzeczy są złożone – wysoki koszt kredytów, niepewność geopolityczna, obawy o przyszłość związane z transformacją energetyczną i zmianami na rynku pracy – ale ich skutek jest jeden: konsumpcja w Polsce rośnie, ale wolniej, niż mogłaby.
Handel internetowy odnotowuje solidne wzrosty i stopniowo zwiększa swój udział w całkowitej sprzedaży. To segment rynku, który nadal ma potencjał wzrostu, zwłaszcza w kategoriach odzież, obuwie, elektronika i artykuły gospodarstwa domowego. Kategoria paliw odzwierciedla przede wszystkim szok cenowy na rynkach surowców, a nie rzeczywisty wzrost popytu. Wzrost sprzedaży w kategoriach farmaceutyków, kosmetyków, odzieży i obuwia pokazuje, że Polacy wciąż chcą wydawać pieniądze, ale robią to bardziej selektywnie, kierując się ku produktom i usługom, które uznają za wartościowe.
Fot. Unsplash

