Średnie ceny energii w UE należą do najwyższych na świecie – w 2025 energia dla przemysłu była dwa razy droższa niż w USA. Przed szczytem Rady Europejskiej (19-20 marca) Ursula von der Leyen zapowiedziała propozycję zmian w systemie merit order, który wyznacza cenę na podstawie najdroższego źródła krańcowego. To odpowiedź na kryzys cenowy napędzany konfliktem w Zatoce Perskiej i rosnącymi cenami gazu. Wśród rozważanych rozwiązań są m.in. kontrola siły rynkowej, redystrybucja nadmiernych przychodów, sygnały lokalizacyjne i mechanizmy elastyczności.
- Merit order (pay-as-clear) to system, w którym cena energii ustalana jest na poziomie najdroższej oferty potrzebnej do pokrycia popytu. Wszyscy sprzedający otrzymują tę samą cenę, a różnica między ceną rozliczeniową a kosztem zmiennym tworzy rentę inframarginalną. System jest krytykowany, bo przy wysokich cenach gazu (jak obecnie, po konflikcie w Zatoce) winduje ceny całej energii, generując nadmierne zyski dla producentów z tanich źródeł.
- Alternatywą jest model pay-as-bid, w którym każdy sprzedawca dostaje cenę ze swojej oferty. Nie gwarantuje on jednak obniżki cen hurtowych – uczestnicy mogą oferować ceny maksymalizujące zyski, zgadując górny pułap rozliczeniowy. W kryzysie stosowano też rozwiązania doraźne, jak subsydiowanie gazu w Hiszpanii czy mrożenie cen w Polsce, ale to redystrybucja, a nie zmiana modelu rynku.
- Eksperci Forum Energii wskazują pięć kierunków realnych zmian: wdrożenie mechanizmów kontroli siły rynkowej (jak w USA), analiza nadmiernych przychodów i ich redystrybucja, sygnały lokalizacyjne w sieciach (locational pricing), mechanizmy mocowe i elastyczności oraz optymalizacja planowania transformacji na poziomie UE. Kluczowe jest, by chirurgiczne zmiany nie doprowadziły do zawału pacjenta, czyli zahamowania inwestycji w OZE i elastyczność.
Rozczarowanie wynikające z wysokich cen energii bierze się także z faktu, że decydenci od lat powtarzają, iż odnawialne źródła energii będą prowadzić do obniżenia cen. Jest w tym duże uproszczenie, bo na razie ceny nie spadają mimo rosnącego udziału OZE. Obietnice pojawiły się wprawdzie kilka lat temu i za wcześnie na efekty. Ze wszystkich analiz wynika, że mówimy o długofalowej perspektywie, ale też w sytuacji, w której poprawi się elastyczność rynku i nie będzie osieroconych aktywów. Z drugiej strony brakuje jasnego przekazu, że gdybyśmy pozostali przy strukturze wytwarzania z przeszłości, nie płacilibyśmy mniej, a może nawet więcej. Bylibyśmy bardziej uzależnieni od wzrostu cen, kryzysów i szantaży energetycznych.
Przed szczytem Rady Europejskiej, planowanym na 19-20 marca, przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała, że będzie proponować zmiany w systemie ustalania cen energii na podstawie najdroższego źródła krańcowego. Propozycja trafia w środek sporu między państwami członkowskimi: Francja i Włochy chcą głębszej ingerencji w rynek, podczas gdy część krajów północnych ostrzega przed rozmontowaniem obecnego modelu.
O jakiej cenie mówimy?
Nie istnieje coś takiego jak jedna średnia cena energii. Jej poziomy znacząco różnią się między krajami oraz między segmentami odbiorców. Inne są ceny hurtowe, inne dla odbiorców końcowych. Różne są także powody stojące za nimi – od poziomu inwestycji, opodatkowania, cen paliw, kosztów ETS, kosztów bilansowania, konstrukcji mechanizmów wsparcia, po ogólną sytuację systemu energetycznego.
Im mniej dostępnych zasobów bilansujących oraz im słabiej zasady rynkowe odzwierciedlają techniczne realia funkcjonowania systemu, tym wyższe są ceny energii elektrycznej i koszty działania systemu energetycznego. Nie ma jednego lekarstwa na tak złożone problemy. Brak własnych dużych zasobów energetycznych, presja ostatnich lat w związku z wojną i kryzysami, tempo zmian i ambitne cele zwiększają presję na koszty energii. Nie wszystkie państwa członkowskie są gotowe lub zdolne nadążać za tempem tych zmian.
Ale rzeczywiście co do zasady ceny w UE mogłyby być niższe. Na celowniku polityków unijnych znalazł się system merit order (pay-as-clear) wyznaczania cen na rynkach dnia następnego i bieżącego. Krytykowany jako współwinny wysokich cen, stał się przedmiotem dyskusji o możliwych modyfikacjach. Nie jest to nowa debata – wraca cyklicznie przy okazji kryzysów cen energii.

Źródła układają się na stosie, czyli jak działa merit order
Merit order to ranking źródeł energii według kosztu wytworzenia dodatkowej 1 MWh. To dominujący na świecie model ustalania cen energii elektrycznej, stosowany wszędzie tam, gdzie działają rynki energii. Operator rynku zbiera oferty od wytwórców energii elektrycznej, a oferty układają się od najtańszych do najdroższych, budując krzywą podaży, a następnie zestawia ją z popytem dla danej godziny. Elektrownie są uruchamiane kolejno aż do momentu pokrycia zapotrzebowania, a cena rozliczeniowa ustalana jest na poziomie oferty marginalnej – najdroższej przyjętej oferty, która jest potrzebna, aby zbilansować popyt w tej godzinie.
Wszyscy przyjęci sprzedający dostają tę samą cenę rozliczeniową, nawet jeśli oferowali taniej. Różnica między ceną rozliczeniową a ich kosztem zmiennym tworzy tak zwaną rentę inframarginalną. Tylko wtedy, gdy cena rynkowa jest wyższa od sumy kosztów krańcowych i stałych przez większość czasu, technologia będzie rentowna . Gdy popyt rośnie, do rynku wchodzą droższe jednostki – zazwyczaj gazowe – i ceny rosną. Gdy popyt spada, cenę marginalną wyznaczają tańsze jednostki i ceny maleją.
Zalety tego systemu są nie do przecenienia. Tworzy bodźce do składania ofert cenowych odzwierciedlających koszty zmienne, zapewniając zgodność bodźców. Jest efektywny kosztowo, bo opiera się na zasadzie najtańszego wytwarzania. Tworzy przejrzyste sygnały cenowe, co jest istotne dla konkurencyjnego rynku energii. Zachęca do inwestycji, na przykład w OZE, i umożliwia odzyskiwanie kosztów inwestycyjnych.
Wady są jednak równie istotne. Cena w merit order zależy od najdroższego źródła, co jest szczególnie problematyczne przy wysokich cenach gazu – które znacząco wzrosły podczas kryzysu energetycznego 2021-2023, a teraz znowu szybują w górę przez konflikt na Bliskim Wschodzie. System może też generować nadzwyczajne przychody dla niektórych producentów w zależności od tego, jak są wynagradzani.

A co w zamian?
Alternatywą dla modelu Pay-as-Clear jest model Pay-as-Bid, w którym rozliczenie następuje według cen poszczególnych, zaakceptowanych ofert. Jednak ta zasada nie gwarantuje obniżenia cen hurtowych, a wręcz może tworzyć ryzyko ich wzrostu. Wynika to z faktu, że w systemie Pay-as-Bid uczestnicy rynku starają się zaoferować cenę maksymalizującą zyski, zgadując de facto górny pułap rozliczeniowy.
W Europie odbyło się w ostatnich latach jeszcze kilka korekt podejścia do cen energii – w kryzysie wprowadziła je na przykład Hiszpania. Polegały one na obniżeniu ceny gazu, co wpłynęło na ceny hurtowe. Trudno je jednak uznać za zmianę modelu rynku – to raczej subsydiowanie gazu. Podobnie w Polsce mrożenie cen hurtowych energii nie było zmianą modelu, ale typową redystrybucją – za mrożenie cen zapłacił budżet państwa, czyli wszyscy, tylko niższe były kwoty na rachunku.
Nauczenie uczestników rynku nowych zasad działania jest trudnym zadaniem, bez gwarancji sukcesu, czyli utrzymania tempa inwestycji, bezpieczeństwa dostaw energii i zmniejszenia kosztów. Zanim zdecydujemy się wywrócić rynek energii do góry nogami, warto sobie zadać pytanie – jaki problem chcemy rozwiązać w UE.
Z jakim problemem się mierzymy, czyli 5 obszarów do interwencji
Czy mamy do czynienia z nadmiarowym poziomem przychodów przedsiębiorstw energetycznych, a jeśli tak, to których? Czy nieefektywnymi mechanizmami wsparcia inwestycji? Czy może część uczestników rynku wykorzystuje swoją pozycję rynkową, bo nadal nie wychodzi nam tworzenie zasad zdrowej konkurencji? A może brak elastyczności i niedorozwój sieci to główny problem, z którym się zmagamy?
Po pierwsze, wdrożenie mechanizmów kontroli i ograniczania siły rynkowej. Rynek energii działa inaczej niż kiedyś. Rosnący udział konkurencyjnych, ale zmiennych źródeł odnawialnych i słabnąca pozycja konwencjonalnych źródeł wytwórczych oznaczają potrzebę zmiany zasad wynagradzania różnych uczestników rynku, ale wprowadzenie tych zmian wymaga pełnej transparentności przepływów finansowych. Może dochodzić do nadużywania siły rynkowej, stosowanej przez największych producentów do wpływania na ceny energii zamiast przyjmowania ceny ustalonej przez rynek.

Spekulacja cenami może przybierać różne formy, na przykład przez niespodziewane wycofywanie jednostek wytwórczych lub sieci z rynku czy poprzez skoordynowane składanie ofert. W UE funkcjonuje rozporządzenie REMIT, które ma zapobiegać takim praktykom, ale w praktyce jego skuteczność jest ograniczona – regulatorzy mają słabe narzędzia wykrywania nieprawidłowości i egzekwowania kar, działając najczęściej ex post.
System działa znacznie skuteczniej w Stanach Zjednoczonych, gdzie algorytmy wykrywają nieprawidłowości już na etapie składania ofert, a przejrzystość rynku nadzoruje FERC (Federal Energy Regulatory Commission) działająca w quasi-sądowej formule. Dodatkowo w amerykańskich rynkach funkcjonują jednostki monitorujące rynek. UE potrzebuje podobnych instytucji i mechanizmów, które skutecznie kontrolowałyby rynek od momentu wejścia jego uczestników, co pozwoliłoby zminimalizować ryzyka spekulacji i nieuzasadnione poziomy cen.
Po drugie, analiza nadwyżek rynkowych i nadmiernych przychodów oraz wdrożenie mechanizmów redystrybucji. Potrzebna jest analiza na poziomie UE, pokazująca, w których państwach członkowskich mogą być generowane nadmiarowe przychody oraz czy mają one charakter stały, rosnący, czy tymczasowy. W zależności od wniosków nadmierne zyski uczestników rynku powinny być redystrybuowane do innych segmentów, na przykład sieci, lub wykorzystywane do wsparcia odbiorców przemysłowych, choćby do finansowania cen energii dla przemysłu.
Takie rozwiązania były stosowane podczas kryzysu energetycznego przez Komisję Europejską i państwa członkowskie, w tym Polskę, między innymi poprzez wprowadzenie limitów przychodów dla wytwórców oraz limitów cen gazu w produkcji energii elektrycznej. Choć rozwiązanie to jest stosunkowo proste, może być politycznie niepopularne, ponieważ stanowi interwencję państwa i może negatywnie wpływać na inwestycje.
Po trzecie, maksymalne wykorzystanie istniejącej infrastruktury sieciowej oraz wprowadzenie sygnałów lokalizacyjnych. Obecnie jednym z czynników zwiększających koszty modernizacji systemu energetycznego jest fakt, że regulacje lub mechanizmy wsparcia nie zawsze odzwierciedlają fizyczne cechy systemu elektroenergetycznego na poziomie sieci. Prowadzi to do wielu nieefektywności.
Cena lokalizacyjna oznacza, że liczy się nie tylko cena energii u źródła, ale cena dostarczenia energii do odbiorcy. To pozwala na rynkowe określenie kosztu przesyłu, co daje jasny sygnał do inwestycji – jeśli cena jest wysoka, czasami jest to dodatkowa linia, czasami magazyn, a czasami źródło. Mechanizm ten jest stosowany w Stanach Zjednoczonych. Sygnały lokalizacyjne należą do najskuteczniejszych narzędzi redukcji kosztów systemowych i cen dla odbiorców. W wielu systemach koszty bilansowania związane z usuwaniem przeciążeń sieci rosną szybciej niż same koszty wytwarzania.
Wprowadzanie sygnałów lokalizacyjnych jest dyskutowane od lat i zyskuje na znaczeniu, jednak napotyka bariery polityczne w UE. Mechanizm ten może być kontrowersyjny, ponieważ zmienia paradygmat funkcjonowania rynku i może wpływać na interesy określonych grup – głównie wytwórców oraz dystrybucji, która może stracić część przychodów. Dlatego wdrażanie sygnałów lokalizacyjnych musi iść w parze z mechanizmami wsparcia elastyczności i rozwoju mocy, które powinny pełnić rolę mechanizmów inwestycyjnych.
Po czwarte, mechanizmy mocowe i elastyczności. Nie obniżają one bezpośrednio cen energii elektrycznej, ale stanowią niezbędne uzupełnienie powyższych działań. Aby system energetyczny działał efektywnie kosztowo, musi posiadać wystarczające zasoby do jego bilansowania.
W przeszłości zakładano, że przedsiębiorstwa energetyczne powinny inwestować z zysków osiąganych w ogólnych warunkach rynkowych – właśnie w modelu ceny krańcowej. Komisja Europejska traktowała mechanizmy wsparcia mocy jako pomoc publiczną. Takie działanie było uzasadnione w warunkach wspólnego rynku energii UE i dużego potencjału do redukowania kosztów przez głębszą integrację rynków, uwspólnianie rezerw, rozbudowę połączeń transgranicznych.
Jednak wobec szybkich zmian związanych z transformacją – rozwojem zmiennych źródeł – utrzymanie tempa inwestycji w elastyczność systemu, sieci, odnawialne źródła i niezbędne uzupełniające moce sterowalne powinno być priorytetem. Wszelkie zmiany muszą się wiązać z utrzymaniem tempa inwestycji, inaczej problemy zaczną się pogłębiać.
Dlatego Komisja Europejska równolegle do cięć przychodów z rynku energii powinna poluzować podejście do mechanizmów wsparcia inwestycji dostosowanych do ich potrzeb. Jednocześnie powinna pilnować, aby nie doszło do nadwsparcia rozwoju źródeł i sieci, biorąc pod uwagę tworzenie wspólnego rynku energii i głębszą integrację zasobów.
Po piąte, optymalizacja planowania transformacji energetycznej na poziomie UE oraz państw członkowskich. Planowanie sieci i generacji prowadzone jest oddolnie. W większości państw, a szczególnie w Polsce, to operatorzy systemów przesyłowych gazu i energii przygotowują plany, które są następnie uwzględniane w strategii państwa. Tymczasem Unia Europejska działa w warunkach rosnącej, globalnej presji energetycznej i technologicznej, co wymaga głębszej współpracy między państwami, współdzielenia sieci i zasobów.
Budowanie zaufania nie jest łatwe, dlatego trzeba zacząć od wzmocnienia zbierania danych i poprawy transparentności rynku energii. Na poziomie UE powinno powstać centrum planowania transformacji, które pokazywałoby konsekwencje łączenia rynków oraz koszty dla różnych typów odbiorców. W Polsce też brakuje takiego zaplecza analitycznego. Rolę tę przejmuje PSE przez Narodowe Centrum Analiz Energetycznych (NCAE), które jest powiązane ze spółkami przesyłowymi, co ogranicza jego niezależność. Do tego efektów prac tego centrum nadal nie widać, choć powstało wiele lat temu.
Jaka cena jest właściwa?
Unia Europejska znajduje się pod presją handlową i ceny energii są jednym – ale nie jedynym – elementem tej układanki. Polityka Trumpa, Chin, Indii zmienia dotychczasowe reguły gry, a wyzwaniem jest dostosowanie się do tej nowej rzeczywistości. Komisja Europejska poszukuje krótkoterminowych działań na obniżenie cen energii, które mogą przynieść ulgę w państwach członkowskich.
Tu jednak trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie – czy ceny energii są uzasadnione, czy nie? Jeżeli są, to krótkoterminowo można jedynie redystrybuować koszty pomiędzy grupami odbiorców przez zmianę ciężarów podatkowych i opłat oraz zwiększać transparentność rynku. Na pewno trzeba wzmocnić ochronę odbiorców, ale to też zadanie po stronie państw członkowskich.
Kierunek zmian energetycznych UE w stronę odnawialnych źródeł nie zmieni się – bo wpisuje się w megatrendy. Nie mamy wielkich zasobów paliw kopalnych, a ich przyszłość w związku z postępem technologicznym jest ograniczona. Można korygować tempo tych zmian i poszczególne rozwiązania. Dlatego nie da się odejść od trudniejszych, długoterminowych zmian – takich jak sygnały lokalizacyjne w rynku energii, głębsza integracja rynków energetycznych UE oraz poprawa planowania transformacji energetycznej.
Fot. Unsplash.

