Polskie ciepłownictwo systemowe potrzebuje 466 mld zł do 2050 roku, ale prawdziwym problemem jest luka, jaka powstanie w systemie elektroenergetycznym po wygaszeniu kogeneracyjnych bloków węglowych. Już w 2035 roku może zniknąć blisko 5 GW mocy elektrycznej, a zastąpienie tych źródeł energią elektryczną grozi przeciążeniem sieci i brakiem prądu w niektórych regionach.
Polska jest europejskim unikatem – aż 64 proc. ciepła systemowego pochodzi z kogeneracji, czyli elektrociepłowni spalających głównie węgiel. Daje to 14 proc. krajowej produkcji prądu. Jednak unijna dyrektywa EED wymaga, by w 2035 roku 35 proc. ciepła systemowego pochodziło z OZE lub ciepła odpadowego. To zmusza sektor do szybkiej transformacji, ale – jak wynika z najnowszego raportu Polskiego Towarzystwa Energii Cieplnej – proste zastąpienie węgla gazem czy elektryfikacja mogą być równie groźne.
Kogeneracja – błogosławieństwo i przekleństwo
W latach 2030–2035 wygaszanie kogeneracyjnych jednostek węglowych spowoduje zniknięcie około 4,9 GWe mocy elektrycznej. To podwójna strata: znika zarówno moc cieplna, jak i elektryczna, a ta druga jest niezbędna do bilansowania Krajowego Systemu Elektroenergetycznego. – Dzisiaj podejmując duże decyzje o dużych inwestycjach, a przechodzimy w zasadzie od energetyki węglowej do gazu jako do tego paliwa przejściowego (…) podejmujemy decyzję o inwestycjach punktowych, ale wielomiliardowych – powiedział prezes PTEC, jednocześnie jeden z wiceprezesów PGE, Marcin Laskowski.
Branża obawia się, że bez odpowiedniego wsparcia i elastyczności w unijnej taksonomii instalacje gazowe stracą finansowanie po 2035 roku, jeśli na rynku nie pojawią się zeroemisyjne paliwa, takie jak biometan. – Mając na uwadze brak komercyjnej dostępności tych paliw i wysoką cenę, chcielibyśmy, aby taksonomia Unii Europejskiej miała specjalną klauzulę, że rzeczywiście my możemy deklarować gotowość do wykorzystania tych paliw w naszych jednostkach, natomiast ich ewentualny brak nie przesądzi o utracie zgodności z taksonomią naszych inwestycji – wskazywała dyrektorka PTEC Monika Gruźlewska.
Elektryfikacja ciepłownictwa – pułapka czy przyszłość?
Symulacje PTEC dla Rzeszowa pokazały dramatyczny scenariusz. Gdyby istniejącą elektrociepłownię zastąpić technologiami Power-to-Heat (kotły elektrodowe, pompy ciepła), ze źródła wytwórczego stałaby się ogromnym odbiorcą energii. W 2035 roku przeciążenia sieci 110 kV mogłyby sięgnąć 137 proc. dopuszczalnego obciążenia, grożąc całkowitym brakiem zasilania. Wzmocnienie sieci na Podkarpaciu kosztowałoby operatorów miliardy złotych, a w regionie brakuje nadwyżek OZE, które mogłyby zasilać nowe instalacje.
Sektor postuluje rewizję stref klimatycznych, które narzucają wyśrubowane wymagania mocy grzewczej, oraz przesunięcie 15 mld zł z nierozstrzygniętych naborów na system aukcyjny premii kogeneracyjnej. Bez tych zmian transformacja ciepłownictwa może zachwiać stabilnością całego systemu elektroenergetycznego.
Źródło: WNP.PL, Fot. Shutterstock

