Rząd planuje podnieść opłatę za odwołanie do Krajowej Izby Odwoławczej z 20 tys. zł do nawet 150 tys. zł w największych przetargach budowlanych. To 7,5-krotny wzrost, który ma ukrócić masowe blokowanie inwestycji przez firmy wykorzystujące niski próg kosztowy. Przedstawiciele branży ostrzegają, że zmiana uderzy przede wszystkim w mniejsze przedsiębiorstwa.
Sektor budowlany od dłuższego czasu boryka się z lawiną odwołań do Krajowej Izby Odwoławczej. Jak wynika z danych przedstawionych przez „Dziennik Gazetę Prawną” w kwietniu 2025 roku, liczba składanych wniosków systematycznie rośnie, a każde opóźnienie w rozstrzygnięciu przetargu oznacza dla wykonawców i zamawiających dodatkowe tygodnie, a nawet miesiące zwłoki. Problem w tym, że obecna opłata – 20 tys. zł – jest dla dużych firm stosunkowo niska w porównaniu z wartością kontraktów sięgających setek milionów złotych.
Zjawisko to realnie paraliżuje kluczowe projekty infrastrukturalne. Prezes PKP Polskich Linii Kolejowych Piotr Wyborski w rozmowie z money.pl przyznaje, że tryb odwoławczy staje się głównym hamulcem. – Bywa, że nawet jeśli firmy wiedzą, że prawdopodobieństwo wygrania danej sprawy jest niskie, to narzędzie stosują, wiedząc, jak bezbolesny jest próg złożenia odwołania – powiedział Wyborski. Procedury przetargowe wydłużają się obecnie średnio do około 12 miesięcy, a w praktyce bywa jeszcze gorzej.
Taktyczne odwołania paraliżują przetargi
Niska opłata sprawia, że odwołanie stało się narzędziem taktycznym. Firmy mogą je składać, by opóźnić rozstrzygnięcie przetargu, wywrzeć presję na konkurencji lub zmusić zamawiającego do zmiany warunków. W 2025 roku – według danych przytoczonych w artykule – odnotowano rekordową liczbę wniosków do KIO. Branża sama „sypie piasek w tryby” systemu – zauważa money.pl. Efekt? Podpisanie umów z wykonawcami przesuwa się w czasie, co z kolei opóźnia realizację dróg, linii kolejowych i innych obiektów publicznych.
Nowelizacja prawa zamówień publicznych ma przeciwdziałać tym nadużyciom. Kluczowa zmiana dotyczy właśnie kosztów odwołań. W największych przetargach budowlanych opłata ma wzrosnąć z 20 tys. zł do około 150 tys. zł. To radykalna podwyżka, która – jak argumentuje rząd – ograniczy liczbę bezzasadnych wniosków i przyspieszy inwestycje. Nowe przepisy mogą wejść w życie jeszcze w tym roku.
Mniejsze firmy obawiają się wykluczenia z rynku
Podwyżka opłat budzi jednak poważne kontrowersje w środowisku wykonawców. Paweł Bruger, przedstawiciel Mirbudu, cytowany przez money.pl, wskazuje na ryzyko wykluczenia mniejszych graczy. – Po prostu dużych graczy nadal będzie stać na złożenie odwołania, natomiast mniejsze firmy już niekoniecznie – powiedział Bruger. W jego ocenie może to doprowadzić do większej dominacji największych podmiotów na rynku kosztem mniejszych, często krajowych przedsiębiorstw.
Zdaniem ekspertów, zmiana może więc przynieść odwrotny skutek do zamierzonego. Zamiast odblokować inwestycje, podwyżka opłat może ograniczyć konkurencję i sprawić, że tylko potentaci będą mogli skutecznie dochodzić swoich praw w postępowaniach przetargowych. Branża apeluje o wypracowanie bardziej wyważonego rozwiązania – takiego, które ukróci nadużycia, ale nie zablokuje dostępu do rynku mniejszym firmom.
Źródło: WNP.PL, Fot. Fotokon / Shutterstock

