Minister energii Miłosz Motyka zapewnia, że wybór wykonawcy drugiej polskiej elektrowni jądrowej nie będzie podyktowany polityką, lecz twardymi kryteriami ekonomicznymi. Decyzja o tym, kto zbuduje elektrownię, ma zapaść w 2028 roku, a wcześniej – w 2027 – rząd wskaże preferowaną lokalizację. W grze pozostają cztery miejsca: Bełchatów, Konin, Kozienice i Połaniec.
Zakończono właśnie prace nad aktualizacją Programu polskiej energetyki jądrowej (PPEJ), który zakłada budowę od 6 do 9 GW mocy w atomie. Pierwsza elektrownia w Choczewie, realizowana z amerykańskim konsorcjum Westinghouse-Bechtel, ma moc około 3,7 GW. Druga, wielkoskalowa jednostka ma powstać w latach 30. i będzie drugim filarem polskiego atomu.
– Bezpieczeństwa energetycznego nie da się zbudować na lata bez energetyki jądrowej – powiedział minister energii Miłosz Motyka podczas konferencji prasowej ogłaszającej zakończenie prac nad PPEJ. Szef resortu podkreślił, że celem nowej gałęzi są stabilne ceny energii i rozwój gospodarczy.
Aktualizacja PPEJ i harmonogram
Wiceminister energii Wojciech Wrochna zaznaczył, że nowy PPEJ jest dokumentem „przemyślanym”. Przypomniał, że poprzednia wersja zakładała wybór partnera i podpisanie umowy w znacznie krótszym czasie, co – jak stwierdził – byłoby nierealne. Negocjacje kontraktu EPC (generalna umowa wykonawcza) dla pierwszej elektrowni w Choczewie trwają poniżej roku, co Wrochna porównał do projektu Barakah w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie nad umową pracowało stu prawników.
– Szacujemy, że partnera i technologię wybierzemy w 2027 roku, a lokalizację w 2028 r. Model budowy i funkcjonowania drugiej elektrowni jądrowej na rynku w istotny sposób jest określony w decyzji Komisji Europejskiej dla pierwszej polskiej elektrowni – poinformował Wrochna.
Kryteria wyboru i udział polskich firm
Do dialogu konkurencyjnego w sprawie EJ2 zaproszeni zostali Amerykanie, Kanadyjczycy, Koreańczycy i Francuzi. Minister Motyka rozwiał wątpliwości co do politycznego wymiaru decyzji.
– Nie wybierzemy politycznie nikogo, kto oferuje gorsze warunki. Gorsze pod kątem ceny, gorsze pod kątem udziału polskich firm i gorsze pod kątem zaangażowania kapitałowego – zadeklarował Miłosz Motyka.
Przy pierwszej elektrowni udział lokalnych przedsiębiorstw ma wynieść 40 proc., przy drugiej – aż 70 proc. Wiceminister Wrochna zastrzegł jednak, że tak sztywne ramy local content nie będą wpisane bezpośrednio w kontrakt EPC. Podmiotem koordynującym prace nad drugą elektrownią pozostanie spółka Polskie Elektrownie Jądrowe (PEJ), ale istotną rolę rząd widzi także dla Polskiej Grupy Energetycznej.
Program polskiej energetyki jądrowej ma zostać upubliczniony w ciągu najbliższych dni, a w lipcu przyjęty przez Radę Ministrów.
Źródło: WNP.PL, Fot. Albert Zawada / PAP

