Inflacja w Polsce w maju niespodziewanie spadła do 3,1 proc. rok do roku, zaskakując ekonomistów, którzy prognozowali jej wzrost. Głównym powodem okazały się wyraźnie tańsze produkty spożywcze – ceny żywności zanotowały największy majowy spadek od 1988 roku. To sygnał, który zmienia oczekiwania co do dalszych decyzji Rady Polityki Pieniężnej i przynosi ulgę kredytobiorcom.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego średni poziom cen towarów i usług konsumpcyjnych obniżył się w maju o 0,3 proc. w porównaniu z kwietniem, podczas gdy rynek spodziewał się wzrostu o 0,2 proc. Skala zaskoczenia jest ogromna – zamiast przyspieszenia do 3,7 proc. inflacja wyhamowała. Kluczową rolę odegrały ceny żywności i napojów bezalkoholowych, które spadły w ujęciu miesięcznym aż o 1 proc., a w skali roku były wyższe zaledwie o 0,5 proc.
GUS szczegółowe zestawienie produktów, które potaniały najmocniej, opublikuje w połowie miesiąca. Już teraz wiadomo jednak, że majowy spadek cen żywności o 1 proc. był najgłębszy od 1988 roku – a więc od blisko czterdziestu lat. To zjawisko tym bardziej niezwykłe, że w poprzednich miesiącach presja inflacyjna w Polsce raczej narastała, a prognozy zakładały jej dalsze umocnienie.
Co staniało najbardziej?
Ekonomiści wskazują, że największy wpływ na spadek mogły mieć ceny warzyw i owoców, które w maju tradycyjnie już tanieją po zimowych wzrostach, ale tym razem skala obniżek była wyjątkowo duża. Do głównych winowajców niższej inflacji zalicza się także mniejszą presję ze strony droższej ropy naftowej – jak na razie nie przełożyła się ona na szeroki wzrost cen w całej gospodarce. – Oprócz tańszej żywności niższa od obaw była także presja w inflacji bazowej – twierdzą analitycy ING, którzy wstępnie szacują, że w maju inflacja bazowa mogła wzrosnąć tylko nieznacznie, do około 3,1 proc. z 3,0 proc. w kwietniu.
Z kolei ekonomiści Pekao SA zauważają, że droższa ropa nie przełożyła się jak dotąd na szeroki wzrost cen w całej gospodarce. To sugeruje, że mechanizmy przenoszenia wyższych kosztów surowców na konsumentów wciąż działają z opóźnieniem. W każdym razie majowy odczyt inflacji dostarczył rynkom finansowym potężnej dawki optymizmu.
Konsekwencje dla polityki pieniężnej
Inflacja na poziomie 3,1 proc. mieści się już w paśmie dopuszczalnych odchyleń od celu NBP, które wynosi od 1,5 do 3,5 proc. To wyraźnie zmniejsza presję na podwyżki stóp procentowych – jeszcze przed publikacją danych rynek wyceniał w tym roku dwie podwyżki, teraz spodziewa się co najwyżej jednej, i to dopiero we wrześniu. Niektórzy analitycy są zdania, że podwyżek w ogóle nie będzie. – Po takim odczycie bardziej prawdopodobna staje się stabilizacja stóp procentowych niż ich wzrost – komentują eksperci.
Korzyści odczuwa również minister finansów – niższa inflacja to szansa na obniżenie kosztów obsługi długu publicznego. Po publikacji danych rentowności polskich obligacji spadły o około 20 punktów bazowych, a dla dziesięcioletnich papierów oznacza to zejście w okolice 5,6 proc. To sygnał, że inwestorzy wierzą w scenariusz łagodniejszej polityki pieniężnej. Z drugiej strony wielu ekonomistów ostrzega, że to jeszcze nie koniec problemów – w drugiej połowie roku inflacja może znów wzrosnąć.
Źródło: WNP.PL, Fot. Shutterstock

