Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski po raz drugi w krótkim czasie wybrał lotnisko w Kiszyniowie zamiast polskiego Rzeszowa-Jasionki, skąd dotychczas korzystał. Tym razem leci na szczyt G7 do Évian we Francji. Decyzja wzbudza spekulacje na tle politycznym, zwłaszcza w kontekście napięć między Kijowem a Warszawą.
Jak podaje serwis Europejska Prawda, powołując się na dane lotnicze AirNav Radar, samolot z prezydentem i ukraińską delegacją wystartuje w poniedziałek wieczorem z Kiszyniowa do Genewy w Szwajcarii. Genewa jest najbliższym dużym portem lotniczym od francuskiego miasta Évian nad Jeziorem Genewskim, gdzie odbędzie się szczyt ”wielkiej siódemki”.
Dotychczas przez trzy lata bazą lotniczą Zełenskiego był Rzeszów-Jasionka. Ukraińska maszyna międzylądowania miała także w Krakowie, gdzie baza techniczna jest lepsza. Tym razem również to z Krakowa wyleciał samolot, który w poniedziałek wylądował w Kiszyniowie, by potem udać się do Genewy.
Zmiana trasy – logistyka czy polityka?
To już drugi przypadek w ostatnim czasie, kiedy prezydent Ukrainy odlatuje z Mołdawii. Wcześniej media spekulowały, że wybór Kiszyniowa zamiast Polski może mieć podłoże polityczne, biorąc pod uwagę zaostrzenie sporu z Warszawą na tle nadania jednej z ukraińskich jednostek imienia „bohaterów UPA”.
– Decyzja o zmianie lotniska nie ma podłoża politycznego – oświadczyło Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy po pierwszym takim locie do Wielkiej Brytanii. Oficjalnie powodem były względy techniczne i logistyczne, jednak eksperci wskazują na zbieżność czasową z napięciami dyplomatycznymi.
Napięcia na linii Kijów–Warszawa
Spór o upamiętnienie UPA zbiegł się w czasie z protestami polskich przewoźników na granicy oraz blokadą przejść granicznych. Polska strona wielokrotnie wyrażała niezadowolenie z braku postępów w kwestii ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej. Kijów odpowiadał, że sprawa wymaga czasu i dialogu historycznego.
Choć oficjalnie trasy lotów Zełenskiego są uzgadniane z uwzględnieniem bezpieczeństwa i dostępności infrastruktury, każda zmiana jest bacznie obserwowana przez dyplomatów. Wylot z Kiszyniowa może być interpretowany jako sygnał dystansu wobec Warszawy, ale także jako próba dywersyfikacji tras w obliczu zagrożenia rakietowego.
Źródło: Europejska Prawda, Fot. AirNav Radar

