Przez dekady złotu przypisywano magiczną moc ochrony przed inflacją. Dane historyczne mówią co innego – korelacja między odczytami CPI a cenami kruszcu od 1990 roku wynosi zaledwie 0,09. W 2026 roku, gdy inflacja w Polsce według projekcji NBP wyniesie 2,5 procent, a realne stopy procentowe są dodatnie, klasyczny model sugeruje presję spadkową na cenę złota. Jednak banki centralne – w tym NBP, który ma już ponad 570 ton – kupują kruszec w rekordowym tempie. Światowe rezerwy złota rosną, a proces de‑dolaryzacji nabiera tempa.
Od wielu dekad złotu przypisuje się szczególną rolę w systemie finansowym jako neutralnemu, pozbawionemu ryzyka kontrahenta aktywu, które w warunkach erozji siły nabywczej pieniądza fiducjarnego ma chronić zgromadzony kapitał. W 2026 roku, po blisko pięciu latach podwyższonej inflacji w gospodarce światowej i w Polsce, pytanie o sens inwestowania w złoto powraca w debacie ekonomicznej z nową siłą.
Według projekcji Narodowego Banku Polskiego z marca 2026 roku, roczna inflacja CPI z 50‑procentowym prawdopodobieństwem ukształtuje się w przedziale od 1,6 do 2,9 procent w 2026 roku oraz od 1,1 do 3,7 procent w 2027 roku, podczas gdy ścieżka centralna zakłada odpowiednio 2,25 oraz 2,40 procent.
Z kolei według badania NBP wśród profesjonalnych prognostyków, średnia prognoza inflacji na 2026 rok wyniosła 2,6 procent, a na 2027 rok 2,5 procent, z 75‑procentowym prawdopodobieństwem zamknięcia się w przedziale od 1,5 do 3,5 procent w 2026 roku. Jednocześnie rynek złota przeżył bezprecedensową hossę, ponieważ cena uncji złota wzrosła w 2025 roku o około 65 procent, osiągając w styczniu 2026 roku historyczne maksimum na poziomie 5 589,38 dolarów, a w ciągu pięciu lat ceny złota wzrosły łącznie o około 140 procent.
W tym kontekście kluczowe pytanie brzmi, w jaki sposób złoto faktycznie reaguje na wzrost cen, jakie mechanizmy łączą oba zjawiska i w jakich warunkach inwestycja w kruszec stanowi skuteczną ochronę przed utratą siły nabywczej pieniądza. Należy odróżnić trzy odrębne zjawiska, mianowicie nominalny wzrost cen, czyli samą inflację, realne stopy procentowe będące stopami nominalnymi skorygowanymi o inflację oraz oczekiwania inflacyjne kształtujące decyzje inwestorów.
Badania oraz analizy rynkowe wskazują, że najsilniejszym makroekonomicznym korelatem ceny złota nie są tyle same odczyty wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych, ile poziom realnych stóp procentowych oraz ich zmiana w czasie. Kiedy realne stopy procentowe są ujemne lub szybko spadają, złoto zazwyczaj drożeje, ponieważ samo w sobie nie generuje dochodu odsetkowego ani dywidendy, a zatem w warunkach dodatnich realnych stóp procentowych posiadanie kruszcu wiąże się z wysokim kosztem alternatywnym, natomiast gdy realne stopy stają się ujemne, przewaga aktywów procentowych znika.
W połowie 2026 roku, po serii podwyżek stóp procentowych na świecie i w Polsce, a następnie po marcowej obniżce stopy referencyjnej NBP o 25 punktów bazowych do poziomu 3,75 procent, przy inflacji wynoszącej około 2,5 procenta mamy do czynienia z dodatnimi realnymi stopami procentowymi w Polsce. Zgodnie z tradycyjnym modelem korelacji dodatnie realne stopy powinny wywierać presję spadkową na cenę złota i rzeczywiście, w pierwszych miesiącach 2026 roku, po osiągnięciu historycznego szczytu w styczniu, ceny złota skorygowały się o około 18 procent do poziomu około 4 560 dolarów za uncję.
Jednocześnie jednak wielu analityków zwraca uwagę, że historyczna korelacja między realnymi stopami a cenami złota w 2025 i 2026 roku uległa znacznemu osłabieniu, ponieważ złoto nie spadło tak mocno, jak sugerowałyby modele statystyczne, co wskazuje na pojawienie się nowych, strukturalnych czynników popytowych działających niezależnie od koniunktury stóp procentowych.
Złoto a inflacja w świetle danych historycznych
Powszechny pogląd o złocie jako ostatecznym zabezpieczeniu przed inflacją ma swoje źródło w spektakularnych wzrostach cen kruszcu w okresach wysokiej inflacji, a najczęściej przywoływanym przykładem jest dekada lat siedemdziesiątych XX wieku, kiedy w wyniku dwukrotnego szoku naftowego i zawirowań na rynkach walutowych po zerwaniu parytetu dolara ze złotem w 1971 roku ceny złota wzrosły z około 35 dolarów za uncję do blisko 800 dolarów, co oznacza wzrost o około 1 300 procent.
Dane te wydają się potwierdzać tezę, że w warunkach galopującej inflacji złoto skutecznie chroni kapitał, a nawet przynosi nadzwyczajne zyski, podobnie jak w latach 2001–2011, gdy inflacja w skali globalnej pozostawała umiarkowanie podwyższona, a złoto odnotowało wzrost o 650 procent. Jednak analiza całego półwiecza od 1970 roku ujawnia bardziej skomplikowany obraz, ponieważ według danych przytaczanych przez World Gold Council złotemu udało się przewyższyć inflację w około dwóch trzecich lat o wysokiej inflacji od lat siedemdziesiątych, co oznacza, że w jednej trzeciej przypadków wysoka inflacja nie przełożyła się na wzrost ceny kruszcu lub skala wzrostu nie wystarczyła do zrekompensowania utraty siły nabywczej.
Kluczowym przykładem są lata osiemdziesiąte, kiedy po gwałtownym zaostrzeniu polityki pieniężnej przez Rezerwę Federalną pod przewodnictwem Paula Volckera, który podniósł stopy procentowe do blisko 20 procent, ceny złota spadły o około 28 procent, mimo że inflacja pozostawała podwyższona. Podobnie w okresie od 1990 do 2021 roku korelacja między ceną złota a amerykańską inflacją konsumencką wynosiła zaledwie 0,09, czyli była statystycznie bardzo słaba, a w latach 1990–2021 osiągnęła nawet wartość ujemną na poziomie minus 0,04.
Średnia roczna realna stopa zwrotu z inwestycji w złoto po uwzględnieniu inflacji od 1970 roku wynosi około 4 procent rocznie, co oznacza, że w bardzo długim horyzoncie, przekraczającym pięć dekad, złoto zapewniło wzrost realnej wartości kapitału, ale było to osiągnięcie obarczone ogromną zmiennością okresową, a nie liniowy, systematyczny wzrost.
Realne stopy procentowe jako kluczowy korelat ceny złota
Aby zrozumieć, dlaczego złoto nie reaguje na inflację w sposób mechaniczny, konieczne jest odróżnienie trzech odrębnych zjawisk, mianowicie nominalnego wzrostu cen, realnych stóp procentowych oraz oczekiwań inflacyjnych, ponieważ badania oraz analizy rynkowe wskazują, że najsilniejszym makroekonomicznym korelatem ceny złota są właśnie realne stopy procentowe. Mechanizm jest następujący, a mianowicie złoto samo w sobie nie generuje dochodu odsetkowego ani dywidendy, zatem w warunkach dodatnich realnych stóp procentowych posiadanie złota wiąże się z wysokim kosztem alternatywnym, ponieważ zamiast trzymać kruszec, można ulokować środki w obligacjach lub na lokacie i osiągnąć dodatnią realną stopę zwrotu.
Gdy natomiast realne stopy procentowe stają się ujemne, przewaga aktywów procentowych znika, a złoto zyskuje na atrakcyjności, co było widoczne w latach 1970–1980, kiedy ujemne realne stopy procentowe były jednym z głównych motorów hossy na złocie. W połowie 2026 roku, po marcowej decyzji Rady Polityki Pieniężnej o obniżeniu stopy referencyjnej NBP o 25 punktów bazowych do poziomu 3,75 procent, przy inflacji CPI kształtującej się zgodnie z projekcją centralną na poziomie około 2,5 procenta, mamy do czynienia z dodatnimi realnymi stopami procentowymi w Polsce wynoszącymi około 1,2–1,5 punktu procentowego.
Zgodnie z tradycyjnym modelem korelacji dodatnie realne stopy powinny wywierać presję spadkową na cenę złota i rzeczywiście, po osiągnięciu historycznego szczytu w styczniu 2026 roku na poziomie 5 589,38 dolarów za uncję, ceny złota skorygowały się o około 18 procent do poziomu około 4 560 dolarów za uncję na koniec pierwszego kwartału. Jednocześnie jednak wielu analityków zwraca uwagę, że historyczna korelacja między realnymi stopami a cenami złota w 2025 i 2026 roku uległa znacznemu osłabieniu, ponieważ złoto nie spadło tak mocno, jak sugerowałyby modele statystyczne, co wskazuje na pojawienie się nowych, strukturalnych czynników popytowych działających niezależnie od koniunktury stóp procentowych, w tym zakupów dokonywanych przez banki centralne oraz procesu de‑dolaryzacji rezerw walutowych.
Banki centralne i proces de‑dolaryzacji jako nowe strukturalne czynniki popytu na złoto
Wśród nowych czynników popytowych, które osłabiły tradycyjną korelację między realnymi stopami procentowymi a ceną złota, kluczową rolę odgrywają zakupy złota dokonywane przez banki centralne na całym świecie, ponieważ według danych World Gold Council w 2025 roku światowe banki centralne nabyły 863 tony złota, co było czwartym najwyższym rocznym wynikiem w historii i wynikiem o ponad 80 procent wyższym od średniej rocznej z lat 2010–2021, która wynosiła 473 tony. W zakupy zaangażowanych było ponad 22 instytucje, co świadczy o powszechności tego zjawiska, nie jest to bowiem kwestia działań jednego lub dwóch dużych graczy, a wśród największych nabywców znalazła się Polska, której Narodowy Bank Polski według doniesień zakupił w 2025 roku około 102 tony złota, co stanowiło jeden z największych wolumenów na świecie.
Przyczyną tych zakupów jest proces określany mianem de‑dolaryzacji, czyli stopniowego odchodzenia od rezerw w dolarze amerykańskim i amerykańskich obligacjach skarbowych, ponieważ kraje takie jak Chiny, Indie, Turcja czy państwa Zatoki Perskiej systematycznie zwiększają udział złota w swoich rezerwach walutowych jako zabezpieczenie przed ryzykiem geopolitycznym, sankcjami finansowymi oraz deprecjacją waluty. Popyt ze strony banków centralnych jest z natury nieelastyczny cenowo, co oznacza, że nie maleje znacząco, gdy ceny złota rosną, ponieważ motywacją nie jest spekulacja, lecz długoterminowe zabezpieczenie portfela rezerw, a ponadto według niektórych zestawień na koniec 2025 roku złoto po raz pierwszy od wielu lat wyprzedziło amerykańskie obligacje skarbowe pod względem wartości globalnych rezerw.
W pierwszym kwartale 2025 roku banki centralne kupiły 244 tony złota, co było najsilniejszym pierwszym kwartałem w historii, a łączny popyt inwestorów i banków centralnych w trzecim kwartale 2025 roku wyniósł około 980 ton kwartalnie, czyli o ponad 50 procent więcej niż średnia z poprzednich czterech kwartałów, co przy ówczesnej średniej cenie około 3 458 dolarów za uncję przełożyło się na około 109 miliardów dolarów kwartalnego napływu kapitału. Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński zapowiedział dążenie do poziomu 700 ton złota w rezerwach, a Polska na przełomie lat 2025 i 2026 posiadała ponad 570 ton złota, co jest ilością większą niż rezerwy Europejskiego Banku Centralnego i Wielkiej Brytanii.
Złoto jako aktywo dywersyfikujące portfel i jego zachowanie w czasach kryzysów systemowych
Z perspektywy długookresowego zarządzania ryzykiem istotną właściwością złota jest jego historycznie niska lub zerowa korelacja z tradycyjnymi klasami aktywów, takimi jak akcje i obligacje, ponieważ według danych przytaczanych przez VanEck od 1972 do 2025 roku korelacja cen złota z amerykańskimi akcjami reprezentowanymi przez indeks S&P 500 wyniosła 0,01, a z amerykańskimi obligacjami skarbowymi 0,06. Oznacza to, że w przeszłości złoto zachowywało się w dużej mierze niezależnie od wahań na rynkach akcji i długu, a w czasach kryzysów systemowych, gdy korelacja między akcjami a obligacjami rośnie, co było widoczne w 2022 roku, gdy obie klasy aktywów spadały równocześnie, złoto stanowiło jeden z nielicznych elementów portfela zachowujących wartość.
W siedmiu poważnych kryzysach rynkowych od 2007 roku, od globalnego kryzysu finansowego przez pandemię COVID-19 po wojnę rosyjsko‑ukraińską, złoto osiągnęło średnią stopę zwrotu około 26 procent, podczas gdy indeks S&P 500 w tych samych okresach tracił średnio 4,2 procent. Kluczowym zastrzeżeniem jest jednak zachowanie złota w pierwszych fazach kryzysu płynnościowego, ponieważ gdy instytucje finansowe zmuszone są do zaspokojenia wezwań do uzupełnienia depozytu zabezpieczającego, czyli margin call, i realizacji umorzeń przez klientów, sprzedają one najbardziej płynne aktywa, które przyniosły zyski.
Złoto często spełnia tę rolę, co prowadzi do krótkotrwałej, ale głębokiej korekty, po której następuje odbicie, a scenariusz ten był dobrze widoczny w październiku i listopadzie 2008 roku podczas globalnego kryzysu finansowego oraz w marcu 2020 roku na początku pandemii. W 2026 roku, wobec utrzymującej się niepewności geopolitycznej, konfliktów regionalnych, wojen handlowych oraz ryzyka eskalacji napięć międzynarodowych, złoto pełni funkcję neutralnego aktywa rezerwowego znajdującego się poza systemem politycznym poszczególnych krajów, co sprawia, że nawet jeśli inflacja w krótkim okresie wyhamowuje, wiedza o tym, że inflacja może w każdej chwili powrócić w wyniku nowego szoku, kształtuje oczekiwania inwestorów i skłania do poszukiwania zabezpieczenia.
Złoto w Polsce w 2026 roku, czyli ceny, formy inwestycji i opodatkowanie na tle alternatyw
W Polsce inwestowanie w złoto w 2026 roku odbywa się w specyficznych warunkach makroekonomicznych i regulacyjnych, przy czym rok 2026 najprawdopodobniej utrwali nową erę wysokich cen złota, gdzie poziomy powyżej 500 złotych za gram staną się rynkowym standardem. Ceny w złotych są dodatkowo wrażliwe na kurs wymiany polskiej waluty wobec dolara amerykańskiego, ponieważ światowa cena złota wyrażona jest w dolarach, a w maju 2026 roku kurs dolara kształtował się na poziomie około 3,63–3,65 złotego, co przy cenie uncji w przedziale 4 530–4 700 dolarów dawało cenę za gram w okolicach 530–550 złotych.
Dostępne formy inwestowania w złoto w Polsce dzielą się na fizyczne, czyli sztabki i monety bulionowe, oraz papierowe, czyli fundusze ETF, kontrakty terminowe i certyfikaty, przy czym fizyczne złoto inwestycyjne występuje w postaci sztabek o próbie minimum 995, czyli 99,5 procent czystości, oraz monet bulionowych o próbie minimum 900, czyli 90 procent czystości, dostępnych w szerokim przedziale wagowym od 1 grama do 1 kilograma. Zaletą fizycznego złota jest brak ryzyka kontrahenta, ponieważ nikt nie może zbankrutować i sprawić, że złoto straci swoją wartość, a dodatkowo w Polsce mamy rzadką sytuację, w której fizyczne złoto inwestycyjne jest zwolnione z 23 procent podatku VAT, a osoba prywatna trzymająca je odpowiednio długo może uniknąć opodatkowania podatkiem dochodowym.
Wadami są natomiast koszty przechowywania w skrytce bankowej lub w domowym sejfie, problemy z ubezpieczeniem oraz spread między ceną kupna a sprzedaży, który w przypadku fizycznych sztabek i monet może sięgać od 3 do nawet 10 procent w zależności od miejsca transakcji. W przypadku notowanych na giełdzie funduszy ETF opartych na fizycznym złocie spread jest znacznie niższy, rzędu 0,1–0,3 procent, a inwestor nie ponosi kosztów przechowywania, płaci natomiast prowizję za zarządzanie w wysokości od 0,12 do 0,50 procent rocznie, lecz instrumenty te podlegają standardowemu opodatkowaniu 19‑procentowym podatkiem od zysków kapitałowych, czyli podatkiem Belki.
Alternatywą dla złota są lokaty bankowe, których oprocentowanie w maju 2026 roku w najlepszych ofertach sięgało 6–7,5 procent dla lokat promocyjnych, co przy inflacji na poziomie około 2,5 procenta daje dodatnią realną stopę zwrotu, jednak lokaty bankowe obarczone są ryzykiem kontrahenta, czyli ryzykiem upadłości banku, choć do kwoty 100 tysięcy euro chroni je Bankowy Fundusz Gwarancyjny.
Prognozy cen złota na lata 2026–2027 i strukturalne ograniczenia podaży jako fundament długoterminowego wzrostu
Główne instytucje finansowe przedstawiają na rok 2026 i 2027 prognozy cen złata, które wprawdzie różnią się szczegółami, ale łączy je przekonanie o utrzymaniu się cen na historycznie wysokich poziomach, przy czym średnia prognoz bankowych dla czwartego kwartału 2026 roku kształtuje się w przedziale od 4 500 do ponad 5 000 dolarów za uncję. Bank of America prognozuje cenę 5 000 dolarów na koniec 2026 roku, J.P. Morgan spodziewa się średnio około 4 590 dolarów w pierwszym kwartale 2026 roku i około 4 300 dolarów w drugim kwartale, co odzwierciedla przejściowe ruchy wokół wzrostowego trendu rocznego, a w dłuższym horyzoncie J.P. Morgan przewiduje wzrost do 5 400 dolarów do końca 2027 roku i 8 000 dolarów do 2028 roku.
HSBC prognozuje 5 000 dolarów w 2026 roku, a analitycy Bank of America w bardziej optymistycznym scenariuszu wskazują nawet na poziom 6 300 dolarów za uncję. Struktura podaży złota dodatkowo wzmacnia jego potencjał wzrostowy w długim okresie, ponieważ produkcja kopalniana złota rośnie bardzo wolno, a według szacunków Deutsche Bank wydobycie złota w 2025 roku wyniosło około 3 693 tony, a prognoza na 2026 rok zakłada wzrost zaledwie do około 3 715 ton. Nowe złoża są coraz droższe w eksploatacji i trudniej dostępne, a recykling złota nie jest w stanie zaspokoić globalnego popytu strukturalnego, w rezultacie czego podaż nie nadąża za popytem, co w warunkach utrzymującego się zainteresowania kruszcem ze strony banków centralnych i inwestorów długoterminowych tworzy presję wzrostową na ceny.
W 2026 roku w Polsce dla przeważającej większości inwestorów indywidualnych decyzja o alokacji części portfela w złoto powinna być uzależniona od indywidualnego horyzontu czasowego, tolerancji ryzyka oraz celu inwestycyjnego, przy czym dla horyzontów krótkich, poniżej trzech lat, wysoka zmienność cen oraz korekty rzędu 15–20 procent po okresach silnych wzrostów stanowią istotne ryzyko, natomiast dla horyzontów długich, powyżej dziesięciu lat, historyczna realna stopa zwrotu na poziomie około 4 procent rocznie oraz niska korelacja z innymi klasami aktywów przemawiają za włączeniem złota do zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego.
Fot. Magnific

