ARP wchodzi do gry. Parki technologiczne mają przestać żyć z grantów

Polskie parki technologiczne przez dwie dekady działały głównie jako wynajmujący biura i absorberzy unijnych dotacji. Na infrastrukturę poszły ponad 2 miliardy złotych. Na szkolenia z komercjalizacji – mniej niż 5 procent tej kwoty. Efekt? Tylko 15 procent patentów zgłoszonych przez parki trafia do przemysłu. W Izraelu to 40–50 procent, w USA około 30 procent. Teraz Agencja Rozwoju Przemysłu wchodzi do gry, by zmienić model z grantowo-biurowy na rynkowy i przemysłowy. Parki mają wreszcie zacząć sprzedawać technologie, a nie tylko wynajmować powierzchnię.

ARP to państwowa agencja założona w 1991 roku, której celem jest wspieranie rozwoju przemysłu i innowacji w Polsce. Przez lata zajmowała się głównie restrukturyzacją przedsiębiorstw i zarządzaniem mieniem. Teraz, na prośbę środowiska parków technologicznych, ma zająć się systemową koordynacją i komercjalizacją technologii w skali całego kraju. W Polsce działa kilkadziesiąt parków technologicznych – według danych z 2025 roku, około 60, z czego 30 to parki o charakterze ogólnotechnologicznym, a reszta to parki specjalistyczne (np. biotechnologiczne, IT). Łączna powierzchnia wynajmowana przez firmy to ponad 500 tysięcy metrów kwadratowych.

Diagnoza ARP jest krytyczna. Wiele parków technologicznych nie posiada profesjonalnych zespołów transferu technologii, ma słabe relacje z przemysłem, nie potrafi budować spółek spin‑off oraz nie ma kompetencji sprzedażowych ani doświadczenia we wdrażaniu technologii na rynek.

Przykładowo, w 2025 roku parki technologiczne w Polsce zgłosiły łącznie około 300 patentów i wzorów użytkowych. Jednak tylko 15 procent z nich zostało skomercjalizowanych – czyli trafiło do produkcji lub zostało sprzedanych jako licencja. Dla porównania, w Izraelu wskaźnik komercjalizacji sięga 40–50 procent, a w Stanach Zjednoczonych – około 30 procent. Oznacza to, że polskie wynalazki w dużej mierze pozostają na półce.

Według danych Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), na funkcjonowanie parków technologicznych w latach 2014-2020 przeznaczono ponad 2 miliardy złotych z funduszy unijnych. Większość tych środków pochłonęła infrastruktura – budowa hal, laboratoriów, biur. Na szkolenia z komercjalizacji i tworzenie działów transferu technologii poszło mniej niż 5 procent tej kwoty.

Zapisz się do newslettera!

Biurowy model po dwudziestu latach

W branży od dawna narasta przekonanie, że część parków technologicznych działa bardziej jak operatorzy powierzchni biurowych niż platformy realnej komercjalizacji innowacji. Model oparty na wynajmie przestrzeni, absorpcji funduszy UE oraz organizacji szkoleń i konferencji przestaje odpowiadać na potrzeby rynku deep tech, sztucznej inteligencji, obronności czy zaawansowanego przemysłu.

Weźmy przykład startupu hardware’owego. Firma, która opracowała nowy typ czujnika do przemysłu, potrzebuje nie tylko biura, ale także dostępu do prototypowni, kontaktów z potencjalnymi odbiorcami (np. kopalniami, hutami), pomocy w uzyskaniu certyfikatów oraz wsparcia w negocjacjach z inwestorami. Polski park technologiczny oferuje jej zwykle 50 metrów kwadratowych powierzchni za 30 złotych za metr, dostęp do drukarki 3D i listę firm, które są inkubowane. To za mało.

Problem szczególnie dobrze widać przy startupach sprzętowych. Polska potrafi generować kompetencje inżynieryjne i badawcze – politechniki i instytuty PAN produkują setki prototypów rocznie. Ale znacznie gorzej radzi sobie z wejściem na globalny rynek, skalowaniem technologii, pozyskiwaniem klientów przemysłowych oraz budową własności intelektualnej o dużej wartości. W 2025 roku tylko 12 polskich startupów z sektora przemysłowego pozyskało finansowanie na skalę międzynarodową (powyżej 10 milionów euro), podczas gdy w Niemczech było ich 89, a w Izraelu – 74.

Mapa problemów i potencjału

Prezes Agencji Rozwoju Przemysłu Bartłomiej Babuśka zapowiada przygotowanie mapy problemów i potencjału oraz wypracowanie modelu skoordynowanej współpracy parków technologicznych.

Mapa problemów będzie obejmować takie obszary jak: niedostateczna współpraca parków z przemysłem (w 2025 roku tylko 30 procent firm zlokalizowanych w parkach technologicznych posiadało kontrakty z dużymi przedsiębiorstwami krajowymi), brak wyspecjalizowanych doradców ds. komercjalizacji (w całej Polsce zatrudnionych jest około 120 takich osób, czyli średnio 2 na park), niewystarczające powiązania z funduszami venture capital (w 2025 roku tylko 8 procent transakcji VC w Polsce dotyczyło firm z parków technologicznych).

Potencjał to z kolei istniejące laboratoria (np. w Parku Technologicznym w Łodzi – laboratorium biomedyczne, w Krakowskim Parku Technologicznym – laboratorium druku 3D metali, w Poznańskim Parku Naukowo-Technologicznym – laboratorium akustyki) oraz sieć współpracy z uczelniami (technicznymi i uniwersytetami).

Nowy model: mniej grantów, więcej rynku

ARP chce przejść od modelu rozproszonego do bardziej sieciowego i przemysłowego. Oznacza to, że parki technologiczne nie będą konkurować ze sobą o te same granty, ale będą współpracować przy wspólnych platformach sprzedaży technologii. Przykładowo, park w Gdyni może mieć specjalizację w morskiej energetyce wiatrowej, a park w Katowicach – w automatyce górniczej. Zamiast obu stworzyć własne działy sprzedaży do Niemiec, mogą wspólnie zatrudnić jednego przedstawiciela handlowego na rynek niemiecki, który będzie oferował technologie obu parków.

W praktyce chodzi o to, by przestało być „grantowo i biurowo”, a zaczęło „rynkowo i przemysłowo”. Przez ostatnie dwie dekady parki technologiczne przyzwyczaiły się do absorpcji środków unijnych. W perspektywie budżetowej 2021-2027 środki na innowacyjność zmniejszono o około 20 procent w porównaniu do poprzedniej perspektywy. Kończy się era łatwych pieniędzy. Parki muszą zarabiać na swoich usługach – doradztwie, pośrednictwie, szkoleniach dla przemysłu.

Gdzie te polskie startupy hardware’owe?

Polska generuje około 4000 patentów rocznie (dane Urzędu Patentowego RP za 2025 rok). Jednak tylko 10 procent z nich pochodzi z startupów lub małych firm. Reszta to patenty uczelni i instytucji badawczych. Uczelnie nie mają motywacji do komercjalizacji – profesorowie oceniani są przez punkty za publikacje, a nie za wdrożenia. Parki technologiczne miały być pomostem między nauką a biznesem. W praktyce często stały się przedłużeniem uczelni – te same osoby, te same schematy.

Startupem hardware’owym, który osiągnął sukces, jest np. firmą z Podkarpacia produkująca drony do inspekcji linii energetycznych (nazwa przykładowa, nie prawdziwa). Technologia powstała na Politechnice Rzeszowskiej, potem trafiła do Parku Technologicznego w Jasionce. Firma potrzebowała nie tylko biura, ale także poligonu do testów, certyfikacji i kontaktów z zakładami energetycznymi. Park pomógł w uzyskaniu dofinansowania na testy, ale już w znalezieniu pierwszego klienta (PGE) firma musiała poradzić sobie sama. Dziś działa, ale zatrudnia tylko 15 osób. Gdyby park miał odpowiednie kompetencje sprzedażowe, być może skala byłaby dziesięciokrotnie większa.

Model, który ARP chce wprowadzić, jest wzorowany na rozwiązaniach niemieckich, koreańskich i izraelskich. W Niemczech działają instytuty Fraunhofera – nie są to parki technologiczne, ale sieć instytutów stosowanych, które mają obowiązek współpracy z przemysłem. 70 procent ich budżetu pochodzi z kontraktów z firmami. W Korei Południowej parki technologiczne są częścią krajowego systemu innowacji, podlegają ministerstwu handlu, przemysłu i energii, a ich menedżerowie są oceniani przez liczbę wdrożeń, nie przez powierzchnię wynajętą. W Izraelu parki technologiczne często są zakładane przez duże firmy (Intel, Google, Microsoft), które same są odbiorcami technologii powstających w startupach.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu