Eksplozje na Nord Stream we wrześniu 2022 roku uświadomiły Europie, jak wrażliwa jest podwodna infrastruktura krytyczna. Baltic Pipe dostarcza dziś połowę polskiego gazu. Jego uszkodzenie odczulibyśmy w ciągu kilkunastu godzin. Dzięki dywersyfikacji – terminalowi LNG w Świnoujściu, magazynom i interkonektorom – Polska nie zostanie bez gazu, ale kryzys energetyczny i gigantyczne koszty byłyby nieuniknione.
- Sabotaż na gazociągach Nord Stream we wrześniu 2022 roku pokazał, jak realne jest zagrożenie dla podmorskiej infrastruktury. Państwa regionu, w tym Polska, Dania i Szwecja, znacząco zwiększyły czujność, a w ochronę Baltic Pipe zaangażowano siły morskie, w tym niszczyciel min ORP Albatros. Pełne zabezpieczenie 274 km rurociągu na dnie morza pozostaje jednak ogromnym wyzwaniem.
- Baltic Pipe uruchomiony 1 października 2022 roku osiągnął pełną przepustowość 10 mld m³ rocznie już 30 listopada. Dostarcza około połowy polskiego gazu, zastępując surowiec z Rosji. W pierwszym roku działalności przepłynęło nim ponad 5,5 mld m³ gazu. Bez niego, w sytuacji odcięcia dostaw wschodnich, Polsce groziłby paraliż energetyczny i przemysłowy.
- Dzięki strategii dywersyfikacji Polska dysponuje alternatywnymi źródłami dostaw. Terminal LNG w Świnoujściu ma przepustowość 7,5 mld m³ rocznie, krajowe wydobycie sięga 4 mld m³, magazyny gazu pomieszczą 3 mld m³, a interkonektory z Litwą i Słowacją umożliwiają przesył z innych kierunków. W planach jest budowa pływającego terminala FSRU w Zatoce Gdańskiej, który doda kolejne 5-6 mld m³.
- Mimo dywersyfikacji, atak na Baltic Pipe byłby potężnym ciosem. Skutki odczulibyśmy w ciągu kilkunastu godzin – konieczne byłoby natychmiastowe sięgnięcie po rezerwy magazynowe i wprowadzenie ograniczeń dla przemysłu. Najbardziej ucierpiałyby zakłady energochłonne, w tym producenci nawozów, a ceny gazu na rynku spotowym gwałtownie by wzrosły.
- Ochrona infrastruktury na dnie Bałtyku wymaga międzynarodowej współpracy. NATO i UE zwiększyły wysiłki na rzecz bezpieczeństwa, regularnie prowadzone są wspólne patrole morskie. Gaz-System podjął działania prewencyjne, w tym regularne inspekcje robotami podwodnymi i monitoring dna morskiego. Polska nie zostanie bez gazu, ale cena sabotażu byłaby niewspółmiernie wysoka.
Uszkodzenie gazociągów Nord Stream we wrześniu 2022 roku było momentem przełomowym dla postrzegania bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej. Eksplozje, do których doszło na duńskich i szwedzkich wodach terytorialnych, uświadomiły Europie, że podmorskie rurociągi są nie tylko elementem systemu energetycznego, ale także potencjalnym celem ataków hybrydowych.
– Uszkodzenie rurociągu Nord Stream w wyniku sabotażu pokazało, jak wrażliwa i wymagająca ochrony jest podwodna infrastruktura dostarczająca LNG przez Morze Bałtyckie – przypominano w pierwszej rocznicę uruchomienia Baltic Pipe.
Wydarzenia te sprawiły, że państwa regionu, w tym Polska, Dania i Szwecja, znacząco zwiększyły czujność. Służby oraz siły morskie prowadzą patrole i monitoring morski pod kątem potencjalnych zagrożeń. W działania te zaangażowano między innymi niszczyciel min proj. 258 ORP Albatros z 13. Dywizjonu Trałowców 8. Flotylli Obrony Wybrzeża.
Baltic Pipe, jako kluczowy element polskiego bezpieczeństwa energetycznego, jest oczywiście objęty szczególną ochroną. Jednak pełne zabezpieczenie 274 kilometrów rurociągu biegnącego po dnie morza jest zadaniem niezwykle złożonym. Gazociąg został zaprojektowany i wybudowany zgodnie z najwyższymi standardami, a operatorzy systematycznie prowadzą inspekcje zewnętrzne i wewnętrzne. Już w pierwszym roku eksploatacji Gaz-System przeprowadził szczegółową kontrolę wizualną zdalnie sterowanym robotem podwodnym wzdłuż całej trasy gazociągu, a także badania batymetryczne dna i monitoring środowiskowy.
Kluczowa rola Baltic Pipe. Połowa gazu dla Polski
Aby zrozumieć, jakie skutki miałby ewentualny atak, trzeba uświadomić sobie skalę znaczenia tej jednej inwestycji. Baltic Pipe został uruchomiony 1 października 2022 roku, a już 30 listopada tego samego roku osiągnął pełną przepustowość 10 mld m³ rocznie.
– Z perspektywy bezpieczeństwa energetycznego Polski jest to przedsięwzięcie fundamentalne. Ten gazociąg będzie dostarczał finalnie do Polski prawie 10 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie, czyli połowę naszego obecnego zużycia. Wcześniej ten gaz kupowaliśmy z Rosji. Ta droga została odcięta – wyjaśniał Daniel Czyżewski z portalu Energetyka24.com.
W pierwszym roku działalności przez Baltic Pipe przepłynęło ponad 5,5 mld m³ gazu . To dowód, że infrastruktura działa i realnie zastępuje surowiec, który wcześniej płynął z kierunku wschodniego. Bez tego gazociągu, w sytuacji gdy Gazprom w kwietniu 2022 roku zatrzymał dostawy gazu w ramach kontraktu jamalskiego, połowa gazu, który potrzebujemy, po prostu by do Polski nie trafiała, a to spowodowałoby brak energii, brak ciepła dla milionów odbiorców, dla przedsiębiorstw, problemy w produkcji nawozów, problemy branży spożywczej.
System naczyń połączonych. Nie tylko jedna rura
Paradoksalnie, to właśnie zagrożenie sabotażem unaocznia siłę polskiej strategii dywersyfikacji. Gdyby doszło do ataku na Baltic Pipe, Polska nie zostałaby bez gazu z dnia na dzień. Dysponujemy bowiem kilkoma alternatywnymi źródłami dostaw.
Terminal LNG im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Świnoujściu ma obecnie przepustowość 7,5 mld m³ rocznie i jest systematycznie rozbudowywany. Krajowe wydobycie gazu ziemnego sięga około 4 mld m³ rocznie . Do tego dochodzą magazyny gazu o pojemności około 3 mld m³, które wypełnione są w 100 procentach . Sieć połączeń z sąsiadami – interkonektor z Litwą (GIPL) i ze Słowacją – pozwala na przesył gazu z innych kierunków, w tym z terminala w Kłajpedzie.
– Suma summarum, na naszej obecne zapotrzebowanie na poziomie 20 miliardów metrów sześciennych powinno starczyć – oceniał Daniel Czyżewski. Co więcej, w planach jest budowa pływającego terminala FSRU w Zatoce Gdańskiej, który doda kolejne 5-6 mld m³ rocznej przepustowości.
Oznacza to, że nawet w przypadku trwałego uszkodzenia Baltic Pipe, Polska byłaby w stanie utrzymać dostawy gazu, choć wymagałoby to maksymalnego wykorzystania terminala LNG, sięgnięcia po rezerwy magazynowe i zwiększenia przepływów przez interkonektory. System jest dziś na tyle elastyczny, że żaden pojedynczy element nie stanowi już „wąskiego gardła”.
Skutki ataku. Chaos w godzinach, kryzys w dniach
Mimo dywersyfikacji, atak na Baltic Pipe byłby dla Polski potężnym ciosem. Skutki odczulibyśmy w ciągu kilkunastu godzin. Nagła utrata połowy dostaw gazu wymusiłaby natychmiastowe sięgnięcie po rezerwy magazynowe. To z kolei oznaczałoby konieczność zarządzania ograniczeniami dla przemysłu.
Najbardziej ucierpiałyby zakłady energochłonne, w tym producenci nawozów, którzy już w sierpniu 2022 roku, gdy wstrzymał produkcję Anwil i Grupa Azoty, pokazali, jak dramatyczne mogą być skutki problemów z dostępnością gazu. Kolejnym problemem byłaby presja na ceny – nagły wzrost zapotrzebowania na LNG na europejskim rynku spotowym wywindowałby ceny do poziomów, które uderzyłyby w portfele wszystkich odbiorców.
Operator systemu przesyłowego Gaz-System ma plany awaryjne i procedury na wypadek uszkodzenia infrastruktury krytycznej. Jednak fizyczna naprawa rurociągu na dnie morza to operacja skomplikowana i długotrwała. Doświadczenia z Nord Stream pokazują, że przywrócenie pełnej funkcjonalności może zająć miesiące, a nawet lata.
Międzynarodowa współpraca. Strażnicy Bałtyku
Ochrona infrastruktury na dnie Bałtyku nie jest zadaniem wyłącznie Polski. Baltic Pipe przebiega przez wody terytorialne i strefy ekonomiczne kilku państw.
– Stąd państwa zaangażowane w przesył norweskiego gazu przez Danię do Polski dokładają starań, aby pozostawał on niezakłócony – podkreślano w analizach branżowych.
Po sabotażu na Nord Stream NATO i Unia Europejska znacząco zwiększyły wysiłki na rzecz ochrony infrastruktury krytycznej. W regionie Morza Bałtyckiego regularnie prowadzone są wspólne patrole morskie, a wymiana informacji wywiadowczych między państwami sojuszniczymi została zintensyfikowana.
Gaz-System, jako operator, podjął także szereg działań prewencyjnych. W lutym 2023 roku spółka podpisała z australijską firmą SEA Global pięcioletnią umowę na usługi doradztwa technicznego z obszaru zarządzania eksploatacją i integralnością gazociągów podmorskich. Regularne inspekcje, monitoring dna morskiego i analizy inżynierskie mają na celu nie tylko wykrywanie ewentualnych uszkodzeń, ale także zapobieganie im.
Bezpieczni, ale nie nieśmiertelni
Polska jest dziś znacznie lepiej przygotowana na ewentualny atak na infrastrukturę krytyczną niż jeszcze kilka lat temu. Dzięki dywersyfikacji źródeł dostaw – Baltic Pipe, terminal LNG, własne wydobycie, magazyny, interkonektory – system jest odporny na utratę któregokolwiek pojedynczego elementu. Jak podkreślał Daniel Czyżewski, „jeżeli chodzi o fizyczne zapewnienie surowca, Rosja już nie jest dla nas zagrożeniem, mimo że może atakować, naciskać politycznie w tym zakresie”.
Nie oznacza to jednak, że możemy czuć się całkowicie bezpieczni. Atak na Baltic Pipe byłby potężnym szokiem dla gospodarki, wywołałby chaos na rynku i wymusiłby trudne decyzje o ograniczeniach dostaw dla przemysłu. Skutki odczulibyśmy w ciągu kilku-kilkunastu godzin, a pełne przywrócenie normalnego funkcjonowania zajęłoby miesiące.
Polska nie zostanie bez gazu. Ale cena, jaką przyjdzie zapłacić za taki sabotaż, byłaby niewspółmiernie wysoka. Dlatego tak ważne jest, aby międzynarodowa współpraca w zakresie ochrony infrastruktury krytycznej była kontynuowana i wzmacniana. Bałtyk to nie tylko morze możliwości, ale także morze zagrożeń, które wymagają stałej czujności.
Opracowano na podstawie: danych GAZ-SYSTEM, analiz GospodarkaMorska.pl, 300Gospodarka.pl, Energetyka24.com, wywiadów Daniela Czyżewskiego dla Polskiego Radia PiK oraz materiałów własnych.

