Dlaczego biometan w Polsce nie może ruszyć z miejsca?

Polska ma techniczny potencjał produkcji biometanu z odpadów na poziomie 8 miliardów metrów sześciennych rocznie – czyli od 20 do 40 procent krajowego zużycia gazu. Mimo to na koniec marca 2025 działała w kraju tylko jedna komercyjna biometanownia. Brak stabilnych ram regulacyjnych, gigantyczne koszty budowy i przeciążona sieć gazowa skutecznie blokują rynek.

  • Największą barierą jest brak systemu wsparcia dla instalacji o mocy powyżej 1 megawata. Branża od lat apeluje o aukcyjny mechanizm, który zapewniłby długoterminową, nawet 20-letnią przewidywalność dochodów – bez tego banki nie pożyczą pieniędzy.
  • Budowa jednej biometanowni o mocy 1 MW to wydatek rzędu 30 milionów złotych – za te same pieniądze można postawić kilkukrotnie większą farmę fotowoltaiczną. Do tego dochodzą problemy z przyłączeniem do sieci: biometanownie opłaca się stawiać tam, gdzie są odpady (często na wsi, z dala od rurociągów), a koszty budowy nowych przyłączy potrafią zabić każdy projekt.
  • Do czynników społecznych i logistycznych też nie można mieć pretensji. Mieszkańcy obawiają się smrodu, hałasu i ciężarówek z surowcem, a zapewnienie stałego dostępu do odpowiedniej ilości gnojowicy czy odpadów z przetwórstwa wymaga długoterminowych kontraktów.

Polska ma pod nosem prawdziwą skarbnicę energii, o której większość społeczeństwa nawet nie słyszała. Chodzi o biometan – oczyszczony biogaz, który może być tłoczony bezpośrednio do sieci gazowej, zastępując drogi surowiec sprowadzany z zagranicy. Według proponowanej aktualizacji Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu, techniczny potencjał produkcji biometanu z samych tylko odpadów sięga około 8 miliardów metrów sześciennych rocznie. Dla porównania, roczne zużycie gazu w Polsce to około 17-20 miliardów metrów sześciennych. Innymi słowy, moglibyśmy pokryć z własnych śmieci i odpadów rolniczych od 20 do nawet 40 procent krajowego zapotrzebowania na gaz. Mimo to, na koniec marca 2025 roku w całym kraju działała zaledwie jedna komercyjna biometanownia. Gdzie tkwi haczyk? Dlaczego skoro mamy surowiec i technologię, to stoimy w miejscu? Przyjrzyjmy się barierom, które skutecznie blokują rozwój tego sektora.

Najczęściej wymienianą przeszkodą w rozwoju rynku biometanu jest brak stabilnych i długoterminowych ram regulacyjnych. To tak, jakby ktoś zbudował samochód, ale zapomniał wybudować drogi i postawić znaki. Inwestorzy nie wiedzą, czy za kilka lat ich produkt będzie miał zbyt, ani po jakiej cenie będą mogli go sprzedać. Kluczową bolączką jest brak systemu wsparcia dla większych instalacji, tych o mocy powyżej 1 megawata. Dotychczasowe mechanizmy wsparcia działały tylko dla małych, przyzagrodowych biogazowni. Branża od dawna apeluje o wprowadzenie aukcyjnego systemu wsparcia, który zapewniłby długoterminową, nawet 20-letnią, przewidywalność dochodów. Tylko wtedy banki zgodzą się pożyczyć pieniądze na budowę.

Projekt nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii, który zakłada takie rozwiązanie, od miesięcy czeka na wdrożenie. Proces legislacyjny ciągnie się w nieskończoność. To samo dotyczy pieniędzy. Przykładem jest program „Poprawa bezpieczeństwa energetycznego poprzez wykorzystanie biometanu” z budżetem 800 milionów złotych. Sektor czekał na jego uruchomienie około dwóch lat, głównie z powodu biurokratycznych uzgodnień z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym. Wiele projektów inwestycyjnych jest gotowych do realizacji, ale czeka na zielone światło z Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Do tego dochodzi jeszcze rozbudowana biurokracja na poziomie lokalnym. Uzyskanie decyzji środowiskowej, pozwolenia na budowę czy warunków przyłączenia do sieci to często miesiące, a nawet lata żmudnych procedur.

Fizyka też stawia opór. Sieć nie nadąża, a koszty budowy są gigantyczne

Nawet jeśli uda się przeskoczyć przez regulacyjne bariery, pojawia się problem czysto fizyczny. Biometanownie opłaca się stawiać tam, gdzie są odpady – czyli często na wsi, z dala od dużych miast i przemysłowych odbiorców gazu. Tymczasem sieć gazowa nie zawsze sięga w te rejony. Budowa nowego przyłącza do istniejącego rurociągu jest kosztowna i dla wielu mniejszych projektów po prostu nieopłacalna. Wyobraź sobie, że musisz wybudować kilka kilometrów rury, żeby podłączyć swoją instalację do głównej magistrali. Koszty potrafią zabić każdy, nawet najbardziej ekologiczny pomysł. W odpowiedzi na te wyzwania pojawiają się innowacyjne, choć bardziej skomplikowane rozwiązania, jak transportowanie biometanu w postaci sprężonej (bioCNG) lub skroplonej (bioLNG) do oddalonego punktu odbioru. To jednak wymaga dodatkowej, drogiej infrastruktury.

Koszty inwestycyjne to kolejny ogromny problem. Budowa jednej biometanowni o mocy 1 megawata to wydatek rzędu 30 milionów złotych. Dla porównania, za te same pieniądze można postawić kilkukrotnie większą farmę fotowoltaiczną. To sprawia, że bez znaczącego wsparcia publicznego wiele projektów jest po prostu nieopłacalnych. Świadczy o tym chociażby historia pierwszej polskiej biometanowni w Brodach, która mimo dofinansowania przekraczającego 34 miliony złotych, od miesięcy boryka się z problemami technicznymi. Usterki, brak odpowiedniej dokumentacji i problemy z osiągnięciem zakładanej wydajności podważają zaufanie potencjalnych inwestorów. Pokazuje to, że w tym segmencie rynku sama chęć i pieniądze to za mało – potrzebne jest też solidne know-how i doświadczenie.

Społeczny opór i logistyka nareszcie dochodzą do głosu

Regulacje i finanse to nie wszystko. Swoją cegiełkę dokładają też czynniki społeczne i logistyczne. Budowa biogazowni wciąż często budzi opór lokalnych społeczności. Mieszkańcy obawiają się smrodu, hałasu i wzmożonego ruchu ciężarówek z surowcem. Nawet najbardziej zaawansowana technologia nie jest w stanie całkowicie wyeliminować tych obaw. Kluczowe jest wczesne angażowanie mieszkańców w proces planowania i uczciwe mówienie o korzyściach, takich jak nowe miejsca pracy czy tanie ciepło dla okolicznych domów.

Do tego dochodzi logistyczne wyzwanie, jakim jest zapewnienie stałego dostępu do odpowiedniej ilości i jakości substratów. Biogazownia nie może stanąć, bo skończyła się gnojowica czy odpady z pobliskiej mleczarni. Potrzebne są długoterminowe kontrakty i sprawdzone łańcuchy dostaw. Wreszcie, nawet jeśli biometan powstanie, trzeba go sprzedać. Na razie brakuje mechanizmów, które zachęcałyby odbiorców do płacenia więcej za zielony gaz. Konieczne jest stworzenie systemu, który wygeneruje stabilny popyt, na przykład poprzez obowiązek mieszania biometanu z gazem ziemnym czy wprowadzenie zielonych certyfikatów.

122 projekty w kolejce. Czas na decyzje, nie na deklaracje

Mimo tych wszystkich przeszkód, w Polsce zidentyfikowano już 122 projekty inwestycyjne związane z biometanem, które są na różnych etapach zaawansowania. Są one gotowe, by ruszyć, tylko czekają na odpowiednie warunki. Potencjał jest ogromny, a paliwo, które może być produkowane lokalnie z odpadów, to przyszłość, na której powinniśmy budować nasze bezpieczeństwo energetyczne. Rząd ma w swoich planach ambitne cele – 1,1 miliarda metrów sześciennych biometanu w 2030 roku. Czy uda się je osiągnąć? To zależy od tego, jak szybko i skutecznie uda się usunąć opisane wyżej bariery. Potrzebujemy nie kolejnych deklaracji, ale konkretnych działań: stabilnego prawa, uproszczonych procedur i systemu wsparcia, który zachęci inwestorów do wkładania pieniędzy w tę zieloną, ale wciąż kapitałochłonną technologię. Czasu jest coraz mniej.

Fot. Freepik.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu