12 kwietnia 2026 roku Węgry obudziły się po 16 latach rządów Orbana. Nowy premier Péter Magyar zapowiedział weryfikację chińskich kontraktów wartych ponad 10 mld euro. Dla inwestorów z Państwa Środka to sygnał alarmowy. Polska, z 4,2 mld euro chińskiego FDI i 60 proc. udziału w europejskim rynku baterii, właśnie stała się naturalną alternatywą.
- Przez lata Węgry pełniły rolę niekwestionowanego lidera w przyciąganiu kapitału z Państwa Środka, stając się głównym przyczółkiem chińskich gigantów technologicznych w Unii Europejskiej.
- Jednak rok 2026 przynosi radykalną zmianę krajobrazu. Po 16 latach rządów Viktor Orban i jego partia Fidesz musi oddać władzę. Wybory wygrywa opozycyjne ugrupowanie TISZA, którego lider Peter Magyar będzie kolejnym premierem.
- Problemy regulacyjne Budapesztu z Komisją Europejską oraz zbliżająca się niepewność powyborcza sprawiają, że inwestorzy z Azji coraz łaskawszym okiem patrzą na Polskę, drugiego największego odbiorcę chińskich FDI w Europie.
12 kwietnia 2026 roku, po 16 latach nieprzerwanych rządów Viktora Orbana, Węgrzy obudzili się w nowej rzeczywistości politycznej. Opozycyjna partia TISZA Pétera Magyara zdobyła 138 z 199 mandatów w parlamencie, przekraczając próg dwóch trzecich, podczas gdy Fidesz musiał pogodzić się z 55 mandatami. Zmiana ta, komentowana przez światowe media jako polityczny trzęsienie ziemi w sercu Europy, ma swoje natychmiastowe reperkusje gospodarcze – szczególnie dla chińskich gigantów, którzy w ostatnich latach zainwestowali na Węgrzech ponad 10 miliardów euro, głównie w sektorze bateryjnym i motoryzacyjnym.
Nowy premier Magyar, który jeszcze niedawno sam był częścią orbánowskiego establishmentu, zapowiedział natychmiastową weryfikację istniejących kontraktów i większą transparentność.
– Będziemy uczciwie współpracować z Chinami, ale każda umowa zostanie poddana wnikliwej analizie pod kątem zgodności z prawem UE – oświadczył Magyar podczas konferencji prasowej w Budapeszcie. Dla chińskich inwestorów, którzy przyzwyczaili się do Orbana, który jeszcze w 2025 roku nazywał chińskie inwestycje „niezastąpionym motorem wzrostu węgierskiej gospodarki”, ta zmiana tonu jest co najmniej niepokojąca.
10 miliardów euro na Węgrzech
Model przyciągania chińskich inwestycji przez Węgry był w ostatniej dekadzie bezkonkurencyjny w regionie. W 2023, 2024 i 2025 roku Chiny były największym źródłem inwestycji zagranicznych na Węgrzech, a w 2024 roku siedem chińskich projektów odpowiadało za blisko 50 procent całego węgierskiego FDI. Chińska inwestycja w fabrykę baterii CATL w Debreczynie o wartości 7,3 miliarda euro jest największym pojedynczym bezpośrednim inwestycją zagraniczną w historii kraju.
Mechanizm był prosty i skuteczny: Orbán oferował chińskim inwestorom nie tylko ulgi podatkowe i preferencyjne traktowanie, ale przede wszystkim polityczną stabilność i bezwzględne otwarcie na kapitał z Państwa Środka. W zamian Węgry stały się europejskim hubem dla chińskiej elektromobilności – BYD otworzył swoje pierwsze europejskie centrum w Budapeszcie i buduje fabrykę samochodów w Segedynie, a Xinzhi Motor Co. zainwestowało 120 milionów dolarów w fabrykę części EV w Hatvan, tworząc prawie 900 miejsc pracy.
Jednak ten model miał swoje ukryte koszty, które dopiero teraz wychodzą na jaw. Chińskie fabryki na Węgrzech były często oskarżane o wykorzystywanie importowanej siły roboczej z Chin zamiast zatrudniania lokalnych pracowników, co ograniczało transfer technologii i korzyści dla lokalnej gospodarki. Ponadto, według raportów, fabryka BYD w Segedynie używa głównie importowanych części, tworząc niewielką wartość dodaną dla samej Unii Europejskiej.
Brukselska szachownica
W marcu 2025 roku Komisja Europejska wszczęła dochodzenie w sprawie nieuczciwych subsydiów chińskich dla fabryki BYD na Węgrzech. To nie był odosobniony przypadek – wcześniej podobne śledztwa dotyczyły chińskiego producenta pociągów CRRC oraz ofert składanych przez chińskie firmy w przetargach publicznych w Rumunii i Portugalii. Nowy premier Magyar zapowiedział, że będzie współpracować z Brukselą w tych sprawach, co może oznaczać dla chińskich gigantów konieczność zwrotu części dotacji, ograniczenia mocy produkcyjnych, a nawet sprzedaży aktywów.
Dla chińskich inwestorów ta nowa rzeczywistość regulacyjna jest szczególnie niepokojąca, ponieważ inwestycje na Węgrzech były postrzegane jako sposób na ominięcie unijnych ceł antydumpingowych na chińskie pojazdy elektryczne. Jeśli Bruksela uzna, że chiński kapitał na Węgrzech jest jedynie przedłużeniem państwowego wsparcia, to cel lokalizacji produkcji w UE może zostać całkowicie podważony.
Alternatywny hub dla chińskiego kapitału
W tym właśnie momencie Polska pojawia się na horyzoncie chińskich inwestorów jako naturalny następca Węgier. Polska ma atuty, których brakuje obecnie Węgrom: stabilność polityczną (na tle węgierskich zawirowań), skalę rynku (38 milionów konsumentów) oraz dojrzałe łańcuchy dostaw w sektorze motoryzacyjnym i elektronicznym. W 2024 roku chińskie inwestycje w Polsce osiągnęły 4,2 miliarda euro, co plasuje Polskę jako drugiego największego odbiorcę chińskiego FDI w Europie.
Co więcej, Polska może pochwalić się już istniejącymi sukcesami w przyciąganiu inwestycji z sektora EV i bateryjnego, choć głównie od firm południowokoreańskich. Największa w Europie fabryka baterii LG Energy Solutions działa we Wrocławiu z mocą 86 GWh. Polski rynek bateryjny wyceniany jest na 2,1 miliarda dolarów, a w 2023 roku Polska odpowiadała za około 60 procent całej produkcji baterii EV w Europie, wyprzedzając znacząco Węgry z ich 30-procentowym udziałem.
Chińscy inwestorzy już dostrzegają ten potencjał. BYD podpisał umowę z Greenvolt Power na dostawę systemów magazynowania energii o mocy 1,6 GWh w Polsce, a Sungrow ogłosił inwestycję 230 milionów euro w swoją pierwszą europejską fabrykę urządzeń do magazynowania energii, która powstanie w południowo-zachodniej Polsce. Chiński potentat odzieżowy Shein otworzył swoje główne europejskie centrum logistyczne we Wrocławiu, co jest dowodem na rosnące znaczenie Polski jako węzła dystrybucyjnego dla chińskich firm.
Polska nie musi i nie powinna kopiować węgierskiego modelu koncesyjnego, który opierał się na agresywnych dopłatach i pomijaniu unijnych regulacji.
– Możemy dziś mówić o procesie systemowego wypychania Węgier z roli unijnego buforu dla kapitału z Chin. Model oparty na agresywnych dopłatach i 'symulowanej stabilności’ politycznej zderzył się z unijnym prawem. Węgry są dziś w poważnych tarapatach, co otwiera przed Polską unikalne okno pogodowe. Nie musimy kopiować węgierskiego modelu koncesyjnego. Naszą przewagą jest skala rynku, dojrzałe łańcuchy dostaw w sektorze automotive i elektroniki oraz przewidywalny system prawno-finansowy UE, który dla inwestora długofalowego jest cenniejszy niż doraźne zwolnienia podatkowe – komentuje mec. mec. Łukasz Kossacki Lytwyn, Partner Kancelarii Hanglung Law Biernat & Kossacki.
Polskie strefy ekonomiczne, takie jak Katowicka SSE, Pomorska SSE czy Wałbrzyska SSE, już teraz aktywnie zabiegają o chiński kapitał, oferując zwolnienia podatkowe i przygotowaną infrastrukturę. W sierpniu 2025 roku kierownictwo Katowickiej SSE zaprezentowało chińskim partnerom atuty regionu, podkreślając jego status jako jednego z najbardziej atrakcyjnych miejsc do inwestowania w Europie Środkowej. Pomorska SSE stworzyła nawet specjalny park przemysłowo-badawczy dedykowany chińskim inwestycjom.
– Polska musi zareagować szybko. Chińscy inwestorzy wprost proszą o sprawiedliwe, niedyskryminacyjne środowisko. Jeśli zaoferujemy im spójną ofertę, szybkie decyzje administracyjne i dostęp do lokalnych kooperantów, możemy stać się nowym centrum dla sektorów new energy, EV i logistyki w tej części świata – podsumowuje mec. Łukasz Kossacki Lytwyn.
Polska Agencja Inwestycji i Handlu (PAIH) wsparła w pierwszej połowie 2025 roku 21 projektów inwestycyjnych o wartości 2,4 miliarda euro – to najlepsze półroczne wyniki w historii agencji. Spośród 102 zagranicznych projektów, nad którymi pracuje PAIH, 13 pochodzi z Chin, co czyni Chiny drugim co do wielkości źródłem inwestycji po USA.
Wyzwania dla Polski na drodze do bycia hubem
Polska musi jednak stawić czoła kilku wyzwaniom. Po pierwsze, istniejące chińskie inwestycje w Polsce wciąż są stosunkowo niewielkie w porównaniu z Węgrami – według niektórych źródeł udział chińskiego kapitału w całkowitym FDI w Polsce wynosi mniej niż 1 procent. Po drugie, Polska boryka się z napięciami na linii Bruksela-Pekin, które mogą wpłynąć na decyzje inwestycyjne. Po trzecie, chińscy inwestorzy wprost proszą o „sprawiedliwe, niedyskryminacyjne środowisko biznesowe”, co wymaga od Polski wypracowania transparentnych procedur i unikania pokusy protekcjonizmu.
Ponadto, Polska musi uważać, by nie powtórzyć błędów Węgier, gdzie chińskie inwestycje były często krytykowane za niski transfer technologii i ograniczony pozytywny wpływ na lokalny rynek pracy. Według raportów, węgierskie fabryki BYD były budowane głównie przez chińskich pracowników, a nie lokalnych wykonawców, co ograniczało korzyści dla gospodarki. Polska, oferując chińskim inwestorom ulgi, powinna jednocześnie wymagać od nich realnego zaangażowania w lokalne łańcuchy dostaw i transfer know-how.
Opracowano na podstawie: komunikatu prasowego kancelarii Hanglung Law Biernat & Kossacki, publikacji branżowych na stronach: Rzeczpospolita, Dziennik Gazeta Prawna, PAP.

