O polskim wkładzie w budowę elektrowni jądrowej mówi się dużo, ale zdaniem ekspertów bez systemowego wsparcia państwa wiele firm nie udźwignie kosztów i ryzyka. Sektor jądrowy rządzi się własnymi prawami i wysokimi normami jakościowymi, które nie są dostępne dla każdego przedsiębiorcy.
– Sektor jądrowy to nie jest sektor dla wszystkich firm. Jeżeli liczymy, że w budowie elektrowni jądrowej będzie pracowała cała masa polskich firm, to trzeba sobie powiedzieć, że te założenia są po prostu błędne. Dlaczego? Dlatego, że energetyka jądrowa rządzi się własnymi prawami, własnymi reżimami jakościowymi i reżimami dotyczącymi bezpieczeństwa – powiedziała redakcji WNP Monika Silva, zastępca dyrektora generalnego Izby Gospodarczej Energetyki i Ochrony Środowiska (IGEiOŚ).
Polskie firmy wezmą udział w budowie elektrowni jądrowej wtedy, gdy będą na to gotowe. To wymaga strategicznej decyzji o przestawieniu działalności z konwencjonalnej na jądrową oraz poniesienia ogromnych nakładów finansowych. – To ogromne ryzyko bez gwarancji otrzymania zleceń – dodaje Silva.
Sektor jądrowy nie dla każdego
Przygotowanie do udziału w projekcie jądrowym jest kosztowne i czasochłonne. Konieczne jest spełnienie rygorystycznych norm oraz uzyskanie odpowiednich certyfikatów. Dlatego, zdaniem Silvy, potrzebne jest wsparcie ze strony państwa. Istotne jest również stworzenie całego ekosystemu instytucji rządowych i samorządowych, które pomogą firmom w tym procesie.
Obecnie ocenia się, że 121 polskich firm zrealizowało więcej niż jeden projekt w sektorze jądrowym na świecie. Kolejne 231 firm zgłosiło gotowość po spełnieniu odpowiednich celów jakościowych i certyfikacyjnych.
– Wiele kontraktów w energetyce jądrowej zawiera klauzulę o niedzieleniu się informacjami. Dlatego niemal z miesiąca na miesiąc dowiadujemy się o nowych doświadczeniach polskich firm na świecie, bo te firmy zakończyły okres klauzuli tajności – wyjaśnia w wywiadzie dla WNP, Silva.
Local content w zasięgu, ale nie bez kosztów
– Elektrownia jądrowa poza swoim sercem – wyspą jądrową – w pozostałych częściach nie różni się od elektrowni konwencjonalnej. Wyspa turbinowa, konwencjonalne oprzyrządowanie i wszystkie zewnętrzne elementy infrastrukturalne są w zasięgu polskich firm. One nie podlegają aż tak dużemu reżimowi jakościowemu jak wyspa jądrowa – podkreśla w wywiadzie dla WNP, Silva.
Pojawia się pytanie, czy strona polska może wymóc na dostawcy technologii większy udział krajowych firm. Silva wskazuje na nowoczesne narzędzia prawne, takie jak Net Zero Industry Act czy Industrial Acceleration Act, które pozwalają lokalizować local content regionalnie, opierając się na bezpieczeństwie dostaw i niezależności łańcucha europejskiego i lokalnego.
– Jesteśmy w Unii Europejskiej i bazujemy na prawie europejskim, więc zachowanie konkurencyjności nas obowiązuje – mówi w rozmowie z WNP, Silva.
Ważnym sygnałem jest modernizacja reaktora badawczego Maria w Świerku, gdzie polskie firmy dostarczają już komponenty, takie jak pompy. To dowód, że przy odpowiednim wsparciu i decyzjach strategicznych udział polskiego przemysłu w budowie pierwszej elektrowni jądrowej może być znaczący.
Źródło: WNP.PL, PEJ

