BYD, największy na świecie producent pojazdów elektrycznych, negocjuje ze Stellantis oraz innymi europejskimi koncernami przejęcie słabo wykorzystywanych fabryk. Firma woli działać samodzielnie, a nie w ramach joint venture.
Chiński koncern BYD z Szanghaju od lat dominuje w segmencie pojazdów elektrycznych. W 2025 roku firma wyprzedziła Teslę, sprzedając 4,2 miliona aut, w tym 2,1 miliona z napędem w pełni elektrycznym. Mimo to europejski rynek pozostaje dla niej wyzwaniem – unijne cła na samochody sprowadzane z Chin (sięgające 25 procent) windują ceny i osłabiają konkurencyjność. Dlatego BYD chce produkować lokalnie.
Stellantis, właściciel marek takich jak Fiat, Peugeot, Citroën, Opel i Jeep, boryka się z nadwyżką mocy produkcyjnych. Popyt w Europie nie wrócił do poziomów sprzed pandemii, a przejście na elektromobilność wymaga ogromnych nakładów. Koncern wskazał już cztery europejskie fabryki, które może sprzedać lub udostępnić partnerom.
Według doniesień Bloomberga z kwietnia 2026 roku, Stellantis rozważa sprzedaż fabryki w Rennes we Francji, Cassino we Włoszech i Madrycie w Hiszpanii. Czwarta lokalizacja pozostaje nieujawniona, choć spekuluje się o zakładzie Rüsselsheim w Niemczech. Przedstawiciele chińskiego koncernu Dongfeng mieli już oglądać te zakłady. BYD nie jest jedynym zainteresowanym – w grę wchodzi także ewentualne wskrzeszenie starego partnerstwa Stellantis z Dongfeng.
Stellantis prowadzi około 20 fabryk montażowych w Europie i jest drugim co do wielkości producentem samochodów na kontynencie, zaraz po Volkswagenie. W kwietniu 2026 roku koncern poinformował władze Francji i Włoch, że nadwyżka mocy produkcyjnych odpowiada mniej więcej czterem zakładom. Włoski minister przemysłu Adolfo Urso zadeklarował otwartość na zagranicznych inwestorów. We Francji, gdzie w przyszłym roku odbędą się wybory prezydenckie, każda transakcja z chińskim partnerem będzie poddana politycznej kontroli.
BYD woli działać samodzielnie
– Nie rozmawiamy tylko ze Stellantis, rozmawiamy też z innymi firmami – powiedziała Stella Li, wykonawcza wiceprezes BYD, w wywiadzie dla Bloomberga na marginesie konferencji Financial Times Future of the Car w Londynie. – Szukamy każdej dostępnej fabryki w Europie, bo chcemy wykorzystać ten wolny potencjał.
Li, która w BYD odpowiada za ekspansję międzynarodową, podkreśliła, że spółka wolałaby działać samodzielnie, nie w ramach joint venture.
BYD zbudował już własną fabrykę w Szeged na Węgrzech, która rozpoczęła produkcję w drugim kwartale 2026 roku. Kolejny zakład powstaje w Turcji i ma ruszyć w 2026 roku, z docelową mocą 150 tysięcy aut rocznie. Przejęcie istniejących fabryk pozwoliłoby chińskiemu koncernowi znacznie przyspieszyć harmonogram. Ambicją BYD jest, aby do 2028 roku wszystkie samochody sprzedawane w Europie były wytwarzane lokalnie.
Równolegle Stellantis rozwija współpracę z Leapmotor – chińskim producentem, w którym ma 20-procentowe udziały. Dwie hiszpańskie fabryki Stellantis mają produkować elektryczne SUV-y Leapmotor. To pokazuje, że europejski koncern nie boi się chińskich partnerów. Pytanie, czy BYD jest w stanie przejąć fabrykę, zatrudnić załogę i uruchomić produkcję szybciej, niż zbuduje własną. I czy politycy we Francji i Włoszech pozwolą na to, by w ich krajach powstawały chińskie auta pod chińską flagą. Na razie Stella Li szuka. Stellantis czeka. A europejski rynek samochodowy – podzielony między zwolennikami i przeciwnikami chińskiego kapitału – wstrzymuje oddech.

