Czarne złoto w ogniu. Brent przebija 110 dolarów

Ceny ropy Brent osiągnęły 111 dolarów za baryłkę, notując największy jednodniowy wzrost w historii (blisko 20 proc.). Ropa WTI podskoczyła o ponad 22 proc. do 111 dolarów. Powodem jest eskalacja wojny USA i Izraela z Iranem i faktyczne zamknięcie Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa 20 proc. światowej ropy. Irak, Kuwejt i ZEA ograniczają wydobycie z powodu zapełnionych magazynów. Analitycy ostrzegają, że przy przedłużającej się blokadzie ceny mogą przekroczyć 150 dolarów.

  • W poniedziałek 9 marca 2026 roku ceny ropy Brent osiągnęły 111 dolarów za baryłkę, notując największy jednodniowy wzrost w historii (blisko 20 proc., wcześniej sięgając 119 dolarów). Ropa WTI podskoczyła o ponad 22 proc. do 111 dolarów. To największy skok od 1983 roku i efekt eskalacji konfliktu w Zatoce Perskiej.
  • Cieśnina Ormuz, przez którą normalnie przepływa 20 proc. światowej ropy (ok. 20 mln baryłek dziennie), została praktycznie zamknięta dla żeglugi. Irańskie ataki i groźby sparaliżowały ruch tankowców. W rezultacie Irak, Kuwejt i Zjednoczone Emiraty Arabskie zaczęły ograniczać wydobycie, bo ich magazyny szybko się zapełniają.
  • Zamknięcie przestrzeni powietrznej nad kilkoma krajami Zatoki Perskiej zmniejszyło globalną zdolność przewozów lotniczych o ok. 18 proc. Koszty frachtu lotniczego z Azji do Europy wzrosły o 45 proc. Linie lotnicze przekierowują rejsy lub zawieszają połączenia, co uderza w łańcuchy dostaw.
  • Analitycy ostrzegają, że jeśli cieśnina pozostanie zamknięta przez dłuższy czas, ceny ropy mogą przekroczyć 150 dolarów za baryłkę. G7 rozważa uwolnienie 300-400 mln baryłek z rezerw strategicznych, ale to może dać tylko krótkotrwały efekt. Sekretarz energii USA Chris Wright uspokaja, że zakłócenia potrwają „kilka tygodni, a nie miesięcy”.
  • Dla Polski, importującej większość ropy, skutki są bolesne. W pierwszym tygodniu marca olej napędowy podrożał średnio o złotówkę na litrze do 6,99 zł, a ceny hurtowe w Orlenie (6150 zł/m3) sugerują, że w detalu możemy wkrótce zobaczyć 8 zł za litr diesla. Osłabienie złotego i wzrost cen na świecie uderzą w kierowców i firmy.

To, co wydarzyło się na rynkach ropy w ostatnich dniach, nie ma precedensu we współczesnej historii handlu tym surowcem. W poniedziałek 9 marca 2026 roku, po weekendowej eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, ceny ropy wystrzeliły w górę z siłą, jakiej rynek nie doświadczył od dekad. Ropa Brent w ciągu jednej sesji podskoczyła o blisko 20 procent, osiągając poziom 111 dolarów za baryłkę, a w pewnym momencie przekraczając nawet 119 dolarów . Ropa WTI zanotowała jeszcze bardziej spektakularny wzrost, idąc w górę o ponad 22 procent do 111 dolarów, by później nieznacznie skorygować.

To nie tylko największy jednodniowy skok od czasu pandemii w 2020 roku, ale w ujęciu nominalnym i procentowym jeden z największych w dziejach rynku. Dla porównania, jeszcze na początku lutego baryłka Brent kosztowała około 60 dolarów. W ciągu zaledwie kilku tygodni cena poszybowała o ponad 80 procent, a sam ostatni weekend przyniósł wzrosty, które normalnie rozkładają się na miesiące. Analitycy z ING w swoich notatkach podkreślają, że sytuacja ulega ciągłemu pogarszaniu, a rynek nie widzi wyraźnej ścieżki wyjścia z eskalacji.

– Gwałtowna reakcja wynika z faktu, że rynki nie widzą oczywistej drogi wyjścia z eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, który stał się konfrontacją o wysoką stawkę, w której żadna ze stron nie wydaje się chcieć pierwsza mrugnąć – powiedział Tony Sycamore, analityk rynkowy IG.

Ryzyko trwałych, długoterminowych szkód gospodarczych narasta z każdym dniem.

Fot. TradingView.

Cieśnina Ormuz zamknięta, producenci wstrzymują wydobycie

Bezpośrednią przyczyną szoku cenowego jest paraliż w Cieśninie Ormuz, jednym z najważniejszych punktów zapalnych światowej gospodarki. Przez to wąskie gardło, łączące Zatokę Perską z Oceanem Indyjskim, przepływa normalnie około 20 milionów baryłek ropy dziennie, co stanowi jedną piątą globalnego handlu tym surowcem. Od początku marca, w odpowiedzi na amerykańsko-izraelskie ataki, Iran eskaluje „operację chaos”, ostrzeliwując instalacje w Zatoce i praktycznie zamykając cieśninę dla żeglugi.

Skutki są natychmiastowe i druzgocące dla producentów z regionu. Irak, Kuwejt i Zjednoczone Emiraty Arabskie, których eksport w całości lub w przeważającej części opiera się na transporcie przez Ormuz, zaczęły ograniczać wydobycie. Powód jest prozaiczny: ich magazyny szybko się zapełniają, a tankowce nie podchodzą do terminali ze względu na ryzyko ataków i astronomiczne stawki ubezpieczeń. Jak wynika z analiz ING, wstrzymanie wydobycia to efekt problemów ze storage’em, a nie decyzji politycznej.

W przypadku Iraku, który w styczniu 2026 roku eksportował ponad 3 miliony baryłek dziennie, wstrzymanie dostaw przez Ormuz to dzienna utrata około 200 milionów dolarów przychodów. Kuwejt, eksportujący 1,5 miliona baryłek dziennie wyłącznie przez cieśninę, stanął w obliczu całkowitego paraliżu handlowego. Arabia Saudyjska, choć może częściowo przekierować eksport przez porty nad Morzem Czerwonym, również odczuwa skutki, a uszkodzenie terminala Ras Tanura dodatkowo ogranicza jej możliwości.

Zapisz się do newslettera!

Koszty transportu lotniczego eksplodują

Skutki konfliktu nie ograniczają się do rynku ropy. Zamknięcie przestrzeni powietrznej nad kilkoma krajami Zatoki Perskiej, w tym nad Iranem, Irakiem, Katarem i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, spowodowało poważne zakłócenia w globalnym transporcie lotniczym. Globalna zdolność przewozów lotniczych spadła o około 18 procent, co bezpośrednio przełożyło się na wzrost kosztów frachtu.

Szczególnie dotkliwe są skutki na trasach łączących Europę z Azją Południową, Australią i Oceanią, dla których Dubaj i Doha były kluczowymi hubami przeładunkowymi. Linie lotnicze przekierowują rejsy lub zawieszają wybrane połączenia, co prowadzi do opóźnień w realizacji przesyłek, ograniczenia dostępnej przestrzeni ładunkowej i wzrostu stawek. Część ładunków jest kierowana na alternatywne trasy przez Turcję, ale to wydłuża czas dostawy i zwiększa koszty.

Efektem tych zawirowań jest gwałtowny wzrost cen frachtu lotniczego. Według danych branżowych, koszty transportu towarów z Azji do Europy wzrosły już o 45 procent, a jeśli konflikt będzie się przedłużał, wzrosty mogą być jeszcze bardziej dotkliwe. Dla firm uzależnionych od szybkich dostaw komponentów i towarów, oznacza to nie tylko wyższe koszty, ale także problemy z utrzymaniem ciągłości łańcuchów dostaw.

Długoterminowy wykres cen ropy.

Czarne scenariusze analityków

W obliczu bezprecedensowego wzrostu cen, analitycy przedstawiają coraz bardziej pesymistyczne prognozy. Część z nich ostrzega, że jeśli cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta przez dłuższy czas, a producenci będą zmuszeni do dalszego ograniczania wydobycia, ceny ropy mogą przekroczyć 150 dolarów za baryłkę. Byłby to poziom nie notowany od 2008 roku, który pogrążyłby globalną gospodarkę w głębokiej recesji.

G7 rozważa koordynowane uwolnienie strategicznych rezerw ropy we współpracy z Międzynarodową Agencją Energii. W grę wchodzi objętość 300-400 milionów baryłek, co stanowiłoby znacznie większą interwencję niż w poprzednich przypadkach. Taki krok mógłby obniżyć ceny o około 10-20 dolarów za baryłkę, ale efekt byłby prawdopodobnie krótkotrwały. Co więcej, nawet jeśli ceny ropy spadną, ceny paliw dla konsumentów mogą pozostać wysokie ze względu na ograniczone moce rafineryjne.

Amerykański sekretarz energii Chris Wright stara się uspokajać rynki, oceniając, że w najgorszym razie zakłócenia potrwają „kilka tygodni, a nie miesięcy”. Prezydent Donald Trump poszedł o krok dalej, bagatelizując wzrost cen i nazywając go „bardzo małą ceną za pokój i bezpieczeństwo”. W swoim wpisie na platformie Truth Social stwierdził, że ceny ropy szybko spadną, gdy tylko zostanie wyeliminowane irańskie zagrożenie nuklearne, a ci, którzy myślą inaczej, są po prostu głupcami.

Jednocześnie pojawiają się sygnały pierwszych napięć między Waszyngtonem a Izraelem. Według doniesień, Trump miał wyrazić frustrację po tym, jak Izrael zbombardował 30 irańskich składów paliw, obawiając się, że takie ataki pogłębią globalny niedobór ropy i jeszcze bardziej podniosą ceny. To pierwszy wyraźniejszy punkt napięcia między sojusznikami od początku konfliktu.

Konsekwencje dla globalnej gospodarki

Skutki szoku cenowego odczują wszyscy, ale najbardziej ucierpią kraje najbardziej uzależnione od importu energii. Japonia należy do największych ekonomicznych przegranych, ponieważ jest silnie uzależniona od importu surowców energetycznych. Kraj ten może być zmuszony wydać aż o 70 procent więcej dolarów, by zabezpieczyć tę samą ilość ropy co przed kryzysem.

Rośnie też presja inflacyjna na całym świecie. Ceny złota, które zwykle w czasach kryzysu idą w górę, tym razem spadły ze względu na umocnienie dolara. Inwestorzy obawiają się, że wyższe koszty energii opóźnią oczekiwane obniżki stóp procentowych przez banki centralne, co dodatkowo zdusi i tak słabą koniunkturę.

Dla Polski, która importuje większość zużywanej ropy, skutki będą bolesne. Jak wynika z danych BM Reflex, w pierwszym tygodniu marca olej napędowy podrożał średnio o złotówkę na litrze, osiągając poziom 6,99 zł, a ceny hurtowe w Orlenie sięgnęły poziomów, które przy utrzymaniu trendów oznaczają wkrótce 8 zł za litr diesla. Choć rząd zapewnia, że Orlen nie sprowadza ropy przez Ormuz, a zapasy strategiczne są na wysokim poziomie, to wzrost cen na rynkach światowych w połączeniu z osłabieniem złotego nieuchronnie przełoży się na wyższe rachunki dla kierowców i firm.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com