Chiny chcą ropy. Pekin negocjuje z Iranem otwarcie Ormuz

Chiny prowadzą rozmowy z Iranem w sprawie umożliwienia przepływu chińskich tankowców z ropą i LNG przez zablokowaną cieśninę Ormuz – podaje Reuters. Pekin, uzależniony od Bliskiego Wschodu (45 proc. importu ropy płynie przez ten szlak), naciska na Teheran, by zrobił wyjątek dla swojego największego sojusznika i odbiorcy ropy (Chiny kupują ok. 99 proc. irańskiego eksportu). Od początku konfliktu przepływy spadły o 80 proc., a ponad 40 tankowców utknęło w Zatoce. USA szykują eskortę, ale Chiny chcą przepływać bez niej.

  • Chiny są największym importerem ropy na świecie – 11,6 mln baryłek dziennie w 2025. Około 45 proc. tego importu przepływa przez cieśninę Ormuz. Główni dostawcy to Arabia Saudyjska (1,62 mln b/d), Irak (1,3 mln) i nieoficjalnie Iran (ok. 1,38 mln b/d). Blokada cieśniny uderza bezpośrednio w chińską gospodarkę, zmuszając Pekin do natychmiastowych działań dyplomatycznych.
  • Irańscy dowódcy Gwardii Rewolucyjnej ogłosili 1 marca blokadę cieśniny Ormuz dla statków USA, Izraela i ich sojuszników, celowo pomijając Chiny. To sygnał, że Teheran jest gotów zrobić wyjątek dla swojego największego partnera. Według źródeł Reutera, Pekin prowadzi intensywne negocjacje w tej sprawie, wykorzystując swoją unikalną pozycję sojusznika militarnego i gospodarczego Iranu.
  • Skala problemu jest ogromna – liczba tankowców przepływających przez Ormuz spadła z 24 dziennie do zaledwie 4 (spadek o 80 proc.). Ponad 40 bardzo dużych tankowców (VLCC) utknęło wewnątrz Zatoki, czekając na rozwój sytuacji. Ceny ropy wzrosły o 15 proc., a Brent zmierza w kierunku 100 dolarów za baryłkę. Chiny zawiesiły eksport paliw, by oszczędzać surowiec na potrzeby krajowe.
  • Iran jest niemal całkowicie uzależniony od eksportu ropy do Chin – Pekin kupuje około 99 proc. irańskiego eksportu, co stanowi 13 proc. całkowitego chińskiego importu morskiego. Dla Teheranu blokada oznacza nie tylko utratę dochodów, ale także ryzyko, że Chiny zwrócą się ku innym dostawcom. To silna karta przetargowa w rękach Pekinu.
  • USA zapowiedziały eskortę tankowców przez Ormuz. Dla Chin to dodatkowy problem – jeśli chińskie statki skorzystają z amerykańskiej eskorty, staną się celem dla Iranu; jeśli popłyną same, ryzykują kontrolę ze strony USA. Pekin szuka statusu specjalnego, który pozwoliłby jego tankowcom przepływać bezpiecznie bez angażowania się w konflikt.

Gdy w ostatni weekend lutego amerykańsko-izraelskie uderzenie na Iran doprowadziło do eskalacji konfliktu w Zatoce Perskiej, w Pekinie natychmiast zapaliły się czerwone lampki. Chiny są największym importerem ropy naftowej na świecie, a ich gospodarka, mimo spowolnienia, wciąż potrzebuje ogromnych ilości surowca, by utrzymać w ruchu fabryki, elektrownie i miliony samochodów. Około 45 procent tego importu przepływa właśnie przez cieśninę Ormuz – wąskie gardło łączące Zatokę Perską z Oceanem Indyjskim, przez które tłoczone jest około 20 procent światowej ropy i znacząca część LNG.

Dla Chin sytuacja jest tym bardziej dramatyczna, że ich uzależnienie od Bliskiego Wschodu rośnie z roku na rok. W 2025 roku Chiny importowały rekordowe 11,6 miliona baryłek dziennie, z czego Arabia Saudyjska dostarczała 1,62 miliona, Irak 1,3 miliona, a znaczne ilości płynęły także z Kuwejtu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Omanu. Do tego dochodzi irańska ropa, która oficjalnie nie pojawia się w statystykach, ale według szacunków Kpler sięga około 1,38 miliona baryłek dziennie, co stawiałoby Iran na trzecim miejscu wśród dostawców do Chin, zaraz za Rosją i Arabią Saudyjską.

Problem w tym, że większość tej ropy płynie właśnie przez Ormuz, a od niedzieli 1 marca cieśnina jest praktycznie zamknięta. Irańscy dowódcy Gwardii Rewolucyjnej ogłosili, że żadne statki należące do Stanów Zjednoczonych, Izraela, krajów europejskich ani ich sojuszników nie będą mogły przepływać . W oświadczeniu nie wspomniano jednak o Chinach, co dyplomaci odczytują jako sygnał, że Teheran jest gotów zrobić wyjątek dla swojego największego sojusznika i największego odbiorcy ropy.

Zapisz się do newslettera!

Negocjacje w toku, czyli Pekin naciska na Teheran

Według doniesień Reutera, powołujących się na trzy źródła dyplomatyczne, Chiny prowadzą obecnie intensywne rozmowy z Iranem w sprawie umożliwienia przepływu chińskich statków przez zablokowaną cieśninę. Negocjacje toczą się na kilku poziomach, a Pekin wykorzystuje swoją unikalną pozycję – jest nie tylko największym odbiorcą irańskiej ropy, ale także kluczowym partnerem politycznym i militarnym, który przez lata dostarczał Teheranowi uzbrojenie i inwestował miliardy dolarów w irańską infrastrukturę.

Jak zauważają analitycy Saxo, Chiny zawarły z Iranem kompleksowe porozumienie obejmujące współpracę wojskową, choć bez formalnego sojuszu, oraz inwestycje infrastrukturalne w ramach Inicjatywy Pasa i Szlaku. Kilka dni przed wybuchem konfliktu media donosiły, że Iran jest bliski zawarcia umowy z Chinami na zakup przeciwokrętowych pocisków manewrujących, a w lipcu Chiny dostarczyły Iranowi baterie pocisków rakietowych ziemia-powietrze . Tuż przed wojną miały również przekazać drony kamikaze, co czyni z Pekinu nie tylko partnera handlowego, ale także bezpośredniego beneficjenta eskalacji napięcia z USA.

W tym kontekście chińskie naciski na Iran mają solidne podstawy. Pekin może argumentować, że skoro wspiera Teheran politycznie, militarnie i gospodarczo, to ten powinien uszanować jego interesy i przepuścić tankowce. Rzeczniczka chińskiego MSZ Mao Ning podczas konferencji prasowej podkreślała, że „użycie siły nie jest rozwiązaniem”, a bezpieczeństwo energetyczne jest kluczowe dla gospodarki światowej. To dyplomatyczny sygnał, że Chiny oczekują od Iranu ustępstw, by nie dopuścić do całkowitego paraliżu handlu.

Ceny rosną, tankowce stoją, czyli gospodarcze skutki blokady

Skala problemu jest ogromna. Według danych firmy Vortexa monitorującej ruch morski, liczba tankowców przepływających przez Ormuz spadła w niedzielę 1 marca do zaledwie czterech, podczas gdy średnia dzienna od początku roku wynosiła 24. Oznacza to spadek o ponad 80 procent w ciągu jednej doby, co w praktyce oznacza zamknięcie szlaku. Ponad 40 bardzo dużych tankowców (VLCC), każdy przewożący około 2 milionów baryłek ropy, utknęło wewnątrz Zatoki Perskiej, czekając na rozwój sytuacji.

Ceny ropy natychmiast zareagowały. Od początku konfliktu wzrosły o ponad 15 procent, a kontrakty terminowe na Brent przekroczyły 80 dolarów za baryłkę, zmierzając w kierunku 100 dolarów, jeśli blokada się przedłuży. Dla Chin, które są największym importerem, każdy dolar wzrostu ceny baryłki to dodatkowe miliardy dolarów kosztów i rosnąca presja inflacyjna w gospodarce, która i tak zmaga się ze spowolnieniem.

Rząd Chin zareagował natychmiast. Największe rafinerie w kraju otrzymały nakaz zawieszenia eksportu oleju napędowego i benzyny, by oszczędzać surowiec na potrzeby krajowe. Urzędnicy Narodowej Komisji Rozwoju i Reform spotkali się z dyrektorami rafinerii w sprawie tymczasowego wstrzymania dostaw produktów naftowych na eksport i negocjowania anulowania już uzgodnionych umów. Wyjątek zrobiono jedynie dla paliwa lotniczego przechowywanego w składach celnych oraz dostaw do Hongkongu i Makau.

Iran gra na zwłokę, ale potrzebuje Chin

Dlaczego Iran w ogóle miałby ustąpić i przepuścić chińskie tankowce? Powodów jest kilka, a wszystkie sprowadzają się do prostego rachunku ekonomicznego. Iran jest niemal całkowicie uzależniony od eksportu ropy do Chin, który stanowi jego główne źródło dewiz. Według danych TD Securities, Chiny importują około 99 procent irańskiego eksportu ropy, co stanowi około 13 procent całkowitego importu drogą morską do Chin. Dla Iranu blokada oznacza nie tylko utratę wpływów, ale także ryzyko, że Chiny, pozbawione dostaw, zwrócą się ku innym dostawcom i już nie wrócą.

Do tego dochodzi kwestia prestiżu i sojuszy. Iran, choć oficjalnie ogłosił blokadę, celowo pominął Chiny w swoim oświadczeniu, dając tym samym sygnał, że jest gotów na negocjacje. Eksperci wskazują, że chińskie wpływy w Teheranie są na tyle duże, by przeforsować takie ustępstwo, zwłaszcza że Chiny są jednym z nielicznych krajów, które mogą chronić Iran przed międzynarodową izolacją.

Z drugiej strony, Iran gra na zwłokę, licząc że przedłużająca się blokada zmusi USA i ich sojuszników do ustępstw. Jak pokazały poprzednie kryzysy w Zatoce, Irańczycy są mistrzami w wykorzystywaniu cieśniny jako karty przetargowej i potrafią grać na nerwach globalnej gospodarki, by osiągnąć swoje cele.

Amerykańska odpowiedź, czyli eskorta i groźba eskalacji

W środę 4 marca minister energii USA Chris Wright zapowiedział, że amerykańska marynarka wojenna będzie eskortować tankowce przepływające przez cieśninę Ormuz „najwcześniej jak będzie to możliwe”. To zapowiedź, która może diametralnie zmienić sytuację i doprowadzić do bezpośredniej konfrontacji amerykańskich okrętów z irańską marynarką.

Dla Chin decyzja ta stwarza dodatkowy problem. Jeśli chińskie tankowce będą korzystać z amerykańskiej eskorty, mogą zostać uznane przez Iran za wrogie i zaatakowane. Jeśli natomiast będą płynąć same, ryzykują, że zostaną przechwycone przez Amerykanów, którzy będą chcieli kontrolować ruch w cieśninie. Pekin stara się więc wynegocjować dla siebie status specjalny, który pozwoliłby jego statkom przepływać bez eskorty i bez ryzyka ataku ze strony Iranu.

Tymczasem analitycy ostrzegają, że przedłużająca się blokada może doprowadzić do zamknięcia wydobycia w samych krajach Zatoki. JPMorgan szacuje, że skuteczne zamknięcie cieśniny trwające dłużej niż 25 dni może zmusić producentów do wstrzymania wydobycia z powodu przepełnionych magazynów. To byłby scenariusz, w którym nawet dyplomatyczne sukcesy Chin nie uchronią ich przed realnymi niedoborami surowca na światowych rynkach.

Co dalej, czyli Chiny między młotem a kowadłem

Chiny znalazły się w sytuacji bez wyjścia. Z jednej strony są sojusznikiem Iranu i nie chcą go stracić, z drugiej – ich gospodarka wisi na włosku, a każdy dzień blokady oznacza miliardowe straty. Pekin ma wprawdzie zapasy ropy na około 78 dni, zgromadzone w ramach strategicznych rezerw przez ostatnie dwie dekady, ale to tylko bufor, a nie rozwiązanie długoterminowe.

W tej sytuacji Chiny będą kontynuować podwójną grę. Dyplomatycznie będą naciskać na Iran, by przepuszczał ich statki, i na USA, by powstrzymały się od dalszej eskalacji. Ekonomicznie będą szukać alternatywnych dostawców, w tym Rosji, której rola jako dostawcy do Chin i tak rośnie. Rosyjska ropa, choć tańsza, też musi płynąć przez cieśninę, jeśli pochodzi z portów nad Zatoką Perską, więc to nie rozwiązuje problemu logistycznego.

Kluczowe będą najbliższe dni. Jeśli negocjacje z Iranem przyniosą skutek i chińskie tankowce zaczną przepływać, Pekin ogłosi sukces dyplomacji. Jeśli nie, czeka go bolesny wzrost cen, spowolnienie gospodarcze i presja społeczna, której nikt w Pekinie nie chce. Cieśnina Ormuz stała się więc nie tylko wąskim gardłem światowego handlu, ale także testem dla chińskiej dyplomacji i jej zdolności do ochrony własnych interesów w regionie, który od dziesięcioleci jest areną rywalizacji mocarstw.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com