Od blisko dziesięciu lat Zachód próbuje uniezależnić się surowcowo od Chin. Efekt jest odwrotny od zamierzonego. Chiny za każdym razem odpowiadają na nowe zachodnie inicjatywy wydobywcze drastycznym obniżeniem cen, przez co inwestycje stają się nieopłacalne, a gdy konkurencja pada – Pekin podnosi stawki i rekompensuje sobie straty. Dziś Chiny dysponują największymi na świecie rezerwami 14 kluczowych surowców, a ich górnictwo generuje 23 procent PKB. Dla porównania, polski sektor surowcowy to poniżej 2 procent. Aby dorównać Chińczykom, Zachód musiałby zaakceptować długotrwałe wyrzeczenia i spadek stopy życiowej – coś, na co demokracje nie są gotowe.
Ponieważ chiński sektor górniczo – surowcowy od dziesięcioleci już utrwalał swoją pozycję, mógł stosunkowo łatwo sparaliżować skierowane przeciwko niemu działania. Nie było to wcale trudne, ponieważ już klasycy zachodniej ekonomii na początku minionego wieku przestrzegali przed podobnymi wydarzeniami. Nie chodziło wtedy o Chiny, ale o ekonomiczny mechanizm walki słabszych podmiotów z ich silniejszymi przedstawicielami gospodarczymi. Dlatego ostrzegali oni przed kartelami, które mogą zdominować rynek narzucając swoje warunki handlowe. Orzekali oni, że próby złamania ich przewagi w ramach wolnego handlu skazane są na porażkę. Dlatego, że wielkich producentów stać na dubbingowe ceny, które rujnują ich biedniejszych konkurentów.
Ten schemat dla Chińczyków jest modelowy. Co Zachód podejmie nowąinicjatywę wydobywcza, to Chiny na produkt ten tak obniżają ceny, że nowe zachodnie inwestycje stają się całkowicie nieopłacalne i podejmowana inicjatywa uniezależnienia się od chińskich dostaw pada pod własnymi zasadami handlowymi. To wszystko potwierdzają najnowsze informacje o światowym rynku surowcowym. Kiedy inicjatywy zachodnie padają Chiny podnoszą ceny sprzedaży, rekompensując sobie poprzednie straty.
Światowy lider
Jak informuje indonezyjski portal gospodarczy Antara, po koniec kwietnia tego roku, Chiny ogłosiły, że dysponują największymi na świecie rezerwami 14 rodzajów surowców mineralnych, w tym pierwiastków ziem rzadkich, wolframu, cyny, molibdenu, antymonu, galu, germanu, indu, fluorytu i grafitu. Portal ten ocenia,, że w 2025 roku produkcja chińskiego przemysłu wydobywczego osiągnęła około 32,7 bilionów juanów (około 4,77 biliona dolarów amerykańskich). Wartość ta stanowi ponad 23 procent chińskiego produktu krajowego brutto (PKB), co potwierdza pozycję kraju jako światowego lidera w zakresie produkcji, wytopu i przetwórstwa surowców mineralnych.
Stabilny stan
Chińskie Ministerstwo Zasobów Naturalnych podało, że kraj ten zajmie pierwsze miejsce na świecie pod względem produkcji 17 rodzajów surowców mineralnych, w tym węgla, wanadu, tytanu, cynku, pierwiastków ziem rzadkich, wolframu, cyny, molibdenu, antymonu, galu, indu, złota i telluru. Chiny są również dominującym dostawcą dla światowego przemysłu hutniczego i przetwórczego. Dodali, że chińska baza surowcowa pomaga utrzymać stabilność łańcucha przemysłowego kraju, wspiera rozwój nowych sektorów i przyczynia się do globalnego dobrobytu. Stan ten wydaje się być stabilny. Zapewne takim będzie jeżeli nic sensownego nie zrobi się tej sprawie.
Rzecz jest w tym, że aby dorównać, a nawet prześcignąć dzisiejszych liderów, trzeba się podjąć wielce wyczerpującej pracy. Sami Chińczycy są drastycznym tego przykładem. Na przełomie dwóch ostatnich wieków podjęli się oni wręcz niewolniczej pracy za przysłowiową miskę ryżu. Ich tandetne i niezwykle tanie oraz powszechnie dostępne produkty zaczęły konkurować ze znacznie lepszymi wyrobami Zachodu. Otrzymywane grosze oszczędzali z niewiarygodnym zacięciem. Spali w fabrykach, do których nie musieli już dojeżdżać.
Fabryka byłą ich domem, lub gnieździli się po kilkanaście osób w pokoikach, gdzie mieściły się tylko prycze do spania ustawiane pod sam sufit. Połowę swoich skromnych zarobków wysyłali rodzinie na wsi dla kształcenia swoich dzieci, które wkrótce zdominowały amerykańskie uniwersytety. Ten model z oczywistych względów jest dla Zachodu nie do przyjęcia.
Jeżeli Zachód chce wygrać tę konkurencję z Chinami musi być przygotowany na długotrwałe wyrzeczenia i spadek obecnej stopy życiowej. Jest to trudne do zaakceptowania, a w politycznym wymiarze prowadzi do zmian, czego USA i Niemcy, jako dwie wiodące gospodarki tego regionu, są najlepszym przykładem. Zachodnia ofensywa nie może być tylko propagandowa, ale docierać ma do młodzieży i wszystkich ludzi wspierających zachodni wysiłek. Chiński przykład jest do powtórzenia. Od początku reformy Deng Xiaopinga prowadzą one skierowaną do młodzieży szeroką akcję edukacyjną od podstaw do zaawansowanych technologii górnictwa i wydobycia surowców.
Odwrotny kierunek
W tym samym czasie, kiedy Chiny postawiły na gospodarkę surowcową, na Zachodzie trwa intensywna akcja w odwrotnym kierunku. Próbą wyjścia z tej sytuacji jest słuszna polityka celna USA, która chroni amerykański przemysł przed tańszą chińską produkcją. Jednak w jej wyniku ceny krajowych produktów idą w górę. Jest to cena, którą trzeba zapłacić, zanim krajowy przemysł, w tym przypadku wydobywczy nie osiągnie przynajmniej takiej samej wydajności i skali, jak jego chiński konkurent.
Solidarność Zachodu
Tego typu działanie winno być przeprowadzone w skali zespołowej Zachodu, a nie tylko w USA. Dotyczy to też Polski, która proporcjonalnie pod względem posiadanych zasobów nie jest wcale krajem uboższym od Chin.
Tymczasem tamtejsze górnictwo ma 23 procent udziału w PKB. Polski sektor surowcowy proporcjonalnie ma udział w krajowym PKB poniżej 2 procent. I to jest ta stojąca przed Zachodem do pokonania skala przedsięwzięć dla nas i krajów Europy, aby uniezależnić się surowcowo od Chin.
Podejmowane uchwały, zobowiązania, kryteria i zadania niczego nie zmienią, jeżeli nie będzie konkretnych przedsięwzięć w zakresie budowy nowoczesnego górnictwa surowcowego. To zapewne naruszy nasze wyobrażenia o zielonej gospodarce, ale na razie nie widać innego wyjścia spod chińskiej dominacji surowcowej.

