Denialiści klimatyczni i ich wojna z OZE. Anatomia kłamstwa, które kosztuje nas miliardy

W internecie i przestrzeni publicznej od lat krąży narracja, która ma jeden cel: opóźnić transformację energetyczną i zdyskredytować odnawialne źródła energii. To nie jest przypadkowy zbieg odmiennych opinii, ale zorganizowana kampania dezinformacyjna, finansowana przez koncerny paliwowe i podsycana przez środowiska polityczne. Denialiści klimatyczni, bo o nich mowa, od lat konsekwentnie budują alternatywną rzeczywistość, w której zmiany klimatu albo nie istnieją, albo nie są winą człowieka, albo – w najnowszej wersji – są wprawdzie faktem, ale walka z nimi jest nieopłacalna i niepotrzebna.

  • Denializm klimatyczny to nie sceptycyzm naukowy, ale zorganizowana kampania dezinformacji. Jak podkreśla Naomi Oreskes z Harvardu, to argument o regulacjach, nie o nauce. Koncerny paliwowe, wzorując się na przemyśle tytoniowym, finansują od lat organizacje mające siać wątpliwości. Exxon już w 1982 roku potwierdził we własnych modelach globalne ocieplenie, ale w 1989 roku zmienił strategię i zaczął podkreślać „niepewności”, dyskredytując badania własnych naukowców.
  • Skala finansowania jest ogromna – socjolog Robert Brulle szacuje, że na konta organizacji negacjonistycznych trafia rocznie około 900 mln dolarów. Global Climate Coalition, założona przez Exxon, przez lata blokowała polityki klimatyczne, prowadząc kampanie zasiewające wątpliwości co do wiarygodności IPCC. W Polsce denializm ma się dobrze – od wypowiedzi polityków po „badania” typu Kauppinen-Malmi, które mimo druzgocącej krytyki naukowców, są wciąż cytowane przez media.
  • Nową twarzą denializmu jest retardism – strategia mówiąca „nie ma się co spieszyć”, „technologia rozwiąże problem”. Jak wyjaśnia prof. José María Baldasano, to sposób na opóźnienie działań klimatycznych. Tymczasem koszty bierności są ogromne – zmiany klimatu już dziś zwiększają intensywność ekstremalnych zjawisk o 15-20 proc. Radzenie sobie z konsekwencjami jest znacznie droższe niż zapobieganie, a denializm dąży do utrzymania cywilizacji paliw kopalnych kosztem planety.

Denialiści klimatyczni to osoby i organizacje zaprzeczające wynikom badań potwierdzających ocieplanie się klimatu. Mimo płynących z różnych i niezależnych od siebie ośrodków badawczych kolejnych alarmujących informacji na temat ocieplenia, z uporem przekonują, że świat opanowała histeria, a „kłamstwo klimatyczne” to wymysł ruchów politycznych lub pazernych firm. To zjawisko określane jest mianem zaprzeczania zmianie klimatu lub negacjonizmu klimatycznego.

Wbrew pozorom nie jest to zwykły sceptycyzm naukowy, który polega na stawianiu pytań i weryfikacji hipotez. Jak podkreślają naukowcy, „jest niewłaściwym ukrywać zaprzeczanie nauce pod płaszczykiem sceptycznej postawy naukowej”. Sceptyk pyta i szuka dowodów, denialista odrzuca dowody, które nie pasują do jego tezy.

Amerykańska historyczka nauki z Harvardu, Naomi Oreskes, autorka przełomowej książki „Merchants of Doubt” (Kupcy wątpliwości), trafia w sedno problemu.

– To nie jest argument o nauce. To argument o zarządzaniu państwem. O tym, jak bardzo rząd powinien interweniować, by chronić nas przed niebezpieczeństwami – takimi jak niebezpieczne produkty czy zagrożenie zmianą klimatu. To argument o regulacjach. A ci ludzie odpowiadają, że rząd nie powinien, że jesteśmy zdani na siebie. Jeśli paliwa kopalne niszczą klimat – cóż, to koszt prowadzenia biznesu – wyjaśnia Oreskes.

– To argument śliskiej równi: jeśli zaakceptujemy naukę i uznamy, że musimy coś zrobić z gazami cieplarnianymi, to otworzy to drogę do regulacji wszelkiego rodzaju. To śliska równia w stronę socjalizmu. To komunizm tylnymi drzwiami – dodaje badaczka.

Zapisz się do newslettera!

Historia, która zaczęła się od papierosów

Mechanizm, który dziś służy do podważania wiedzy o klimacie, ma swoje korzenie w działaniach przemysłu tytoniowego. W latach 50. i 60. XX wieku koncerny tytoniowe, wiedząc doskonale, że papierosy powodują raka, finansowały badania i kampanie mające siać wątpliwości. Wystarczyło powtarzać, że „nauka nie jest rozstrzygnięta”, by opóźnić regulacje na dekady.

Jak opisuje Naomi Oreskes, trzech słynnych amerykańskich fizyków – zimnowojennych wojowników – mających związki z przemysłem tytoniowym, stworzyło nowy rodzaj propagandy, który później został zaadaptowany na potrzeby walki z klimatologią .

José María Baldasano, profesor inżynierii środowiska na Politechnice Katalońskiej, laureat Pokojowej Nagrody Nobla jako przedstawiciel IPCC, a także autor książki „Dwa stopnie więcej to nic wielkiego. Historia denializmu klimatycznego”, wyjaśnia genezę zjawiska.

– Do 1990 roku ruch denialistyczny był w dużej mierze korporacyjny, napędzany przez firmy paliw kopalnych. Ale od lat 90. zmiana klimatu przestała być wyłącznie kwestią naukową, a stała się także polityczną. Kluczowym czynnikiem był upadek muru berlińskiego w 1989 roku. Z zachodniej perspektywy rosyjski komunizm został pokonany i trzeba było wyłonić nowego wroga. To był moment, w którym neoliberalny ruch gospodarczy – już wyłaniający się od końca lat 70. – rozszerzył się daleko poza ekonomię biznesu, stając się składnikiem ideologii politycznej. Szukano nowego wroga, na który można by rzutować model konsumpcyjny i radykalny model kapitalistyczny – tłumaczy Baldasano.

Ile pieniędzy płynie na denializm?

Skala finansowania ruchów denialistycznych jest ogromna. Koncerny paliwowe przeznaczają setki milionów dolarów na promowanie poglądów negujących zagrożenie klimatyczne. Socjolog Robert Brulle oszacował, że każdego roku na konta organizacji negacjonistycznych wpływa około 900 milionów dolarów.

Szczególnie pouczająca jest historia koncernu Exxon. Jak wynika z analiz, Exxon, pomimo dziesięcioletniego obiektywnego wewnętrznego badania globalnego ocieplenia, wskutek potwierdzenia się niepokojących wniosków zagrażających jej interesom, zupełnie zmienił kierunek działań i spędził ponad 20 lat dyskredytując badania własnych naukowców. Przedsiębiorstwo widziało swoją przyszłość biznesową w produkcji paliw syntetycznych, które byłyby zagrożone w przypadku ograniczania emisji .

Mimo, że zatrudnieni w Exxonie naukowcy już w 1982 roku potwierdzili we własnych wewnętrznych modelach klimatycznych konsensus globalnego ocieplenia, w 1989 roku kierownictwo korporacji postanowiło zacząć podkreślać niepewności w modelach klimatycznych. Przedsiębiorstwo wykorzystując swoją reputację organizacji prowadzącej rzetelne badania klimatu zaczęło stwierdzać, że modele te są bezużyteczne. W publicznych wypowiedziach przedstawiciele Exxona wyśmiewali tego typu prace badawcze, choć ich autorami byli zatrudnieni w przedsiębiorstwie naukowcy.

Skuteczność oddziaływania miała zwiększyć organizacja Global Climate Coalition, założona przez Exxon. Celem tej grupy lobbystycznej było blokowanie polityk ochrony klimatu i ograniczania emisji CO2. Aby to osiągnąć, od 1989 do 2002 roku prowadziła kampanię propagandową i reklamową zasiewającą wątpliwości w kwestii uczciwości IPCC i wiarygodności dowodów naukowych.

„Badania”, które nie przechodzą weryfikacji

Denialiści często posługują się pozornie naukowymi publikacjami, które mają udowadniać, że człowiek nie odpowiada za zmiany klimatu. Klasycznym przykładem jest „badanie” autorstwa Jyrkiego Kauppinena i Pekki Malmiego, które pojawiło się na platformie arXiv w 2019 roku.

Sześciostronicowy dokument miał udowadniać, że człowiek nie przyczynił się do wzrostu ilości gazów cieplarnianych w atmosferze w takim stopniu, by go obwiniać o zmiany klimatyczne. Główna teza brzmiała: zmiany klimatu, które są wynikiem działalności człowieka praktycznie nie istnieją. Owszem, klimat się zmienia, ale przemysł, emisje czy wycinki zieleni nie mają z tym nic wspólnego.

Środowiska naukowe szybko postawiły sprawę jasno. Organizacja Climate Feedback, zajmująca się sprawdzaniem wiarygodności badań, poprosiła o analizę ósemkę naukowców z różnych krajów, organizacji i uczelni: Uniwersytetu w Exeter, w Bonn czy NASA Jet Propulsion Laboratory.

Wnioski były druzgocące.

– Nie powinno się na nim polegać – pisali o dokumencie członkowie Climate Feedback.

Victor Venema z Uniwersytetu w Bonn był jeszcze bardziej dosadny.

– Tekst może wyglądać na naukowy dla osoby niezorientowanej, ale ja bym go nie przyjął jak tezy od studenta. Nie cytuje żadnych danych, nie bierze pod uwagę niepewności informacji, nie dyskutuje z faktem, że istnieją dane potwierdzające odwrotność tej tezy – skomentował Venema.

Autorzy kontrowersyjnej pracy przywołali jedynie sześć jakichkolwiek odnośników, z czego cztery z nich to prace tego samego autora, a dwie nie zostały zweryfikowane i opublikowane.

Mark Richardson, fizyk związany z NASA i Uniwersytetem Kalifornijskim, dodał, że dokument bazuje na „bdurnych wyliczeniach” mających udowodnić, że tylko 0,1°C ocieplenia to efekt dwutlenku węgla, a za resztę odpowiedzialne są oceany.

– To łamie prawo zachowania masy, podstawowe w chemii. Oceany pochłaniają CO2, co jest w zupełnej sprzeczności z tym co pisze Kaupinen i Malmi. Nie da się obronić ich wniosków bez zaprzeczenia rzeczywistości – podkreślił Richardson.

Mimo to w Polsce „badanie” to było chętnie cytowane i udostępniane m.in. przez Janusza Korwin-Mikkego czy konserwatywny portal PoloniaChristiana24.pl.

Denializm w polskim wydaniu

Jak zauważa publicysta Bohdan Widła, w Polsce denializm jest ruchem ponad podziałami: teksty negacjonistyczne można znaleźć i w prasie prawicowej, i liberalnej, zarówno na niszowych portalach, jak i na tych największych.

Przykładów nie brakuje. W kwietniu 2013 roku przyszły prezydent Polski Andrzej Duda stwierdził na Twitterze: „Jak sobie pomyślę że płacimy za »globalne ocieplenie« i popatrzę za okno to mnie trafia szlag:/”. W podobnym tonie wypowiadali się Ryszard Petru czy Jarosław Kaczyński, który stwierdził, że emisje CO2 nie mają żadnego znaczenia dla klimatu.

W 2010 roku Leszek Balcerowicz stwierdził, że nie uważa ocieplenia za zagrożenie dla Polski, ale jako zagrożenie postrzega politykę klimatyczną. Założone przez niego Forum Obywatelskiego Rozwoju w 2014 roku wydało raport, w którym powołując się na Roberta Essenhigha – sponsorowanego przez przedsiębiorstwa paliwowe – podważało ustalenia setek klimatologów.

Nowa twarz denializmu: retardism i technologiczna neutralność

Denializm ewoluuje. Jak zauważa profesor Baldasano, od jawnego zaprzeczania przeszedł do bardziej wyrafinowanych form.

– Strategie denialistyczne ewoluowały na przestrzeni dziesięcioleci – od jawnego zaprzeczania do retardismu, z przekazami twierdzącymi, że emisje istnieją, ale można je zrównoważyć poprzez technologiczne alternatywy dla wychwytywania – wyjaśnia Baldasano.

To nowe zjawisko polega na tym, że denialiści nie mówią już wprost „zmian klimatu nie ma”, ale twierdzą, że „nie ma się czym spieszyć”, że „technologia rozwiąże problem”, że „możemy dalej palić węgiel, bo wynajdziemy sposób na wychwycenie CO2”. To taktyka spowalniania działań – retardism – która jest równie niebezpieczna jak jawne zaprzeczanie.

Baldasano odrzuca te argumenty jako fałszywe.

– Spalanie paliw kopalnych ma działanie rakotwórcze, oprócz powodowania problemów z układem oddechowym, sercowo-naczyniowym, mózgowym i rozrodczym. Są też globalne i długoterminowe skutki zmiany klimatu: fale upałów, susze, a także ekstremalne zjawiska pogodowe. Powodzie zawsze istniały, ale zmiana klimatu sprawiła, że są o 15-20% bardziej intensywne niż byłyby w innym przypadku. Są też znaczące pośrednie skutki zdrowotne – wylicza profesor.

Baldasano apeluje, by traktować klimat jako sprawę państwową, a nie arenę politycznej konfrontacji, choć przyznaje, że jest to trudne ze względu na rozbieżne podejścia ideologiczne aktorów politycznych.

– To nie jest kwestia wiary, ale analizy danych. Radzenie sobie z konsekwencjami zmiany klimatu jest znacznie bardziej ekonomicznie efektywne niż czekanie na ekstremalne zdarzenia klimatyczne. Ewolucja obecnego kryzysu klimatycznego wymaga działań politycznych, a denializm dąży do ich opóźnienia tak długo, jak to możliwe, aby móc nadal żyć w cywilizacji paliw kopalnych – podsumowuje Baldasano.

– Denialiści i sceptycy klimatyczni chcą, byśmy uwierzyli, że cała kwestia globalnego ocieplenia to pomysł wymyślony przez grupę naukowców zdeterminowanych, by zniszczyć gospodarkę i społeczeństwo. Jednak korzenie myśli naukowej na temat temperatury Ziemi i jej przyczyn wynikają z rozwoju wiedzy w XIX i XX wieku. Powodem, dla którego opowiadam tę podróż przez naukowe rozumienie funkcjonowania atmosfery ziemskiej i systemu klimatycznego, jest to, że wiele denialistycznych mitów, kłamstw i oszustw opiera się na tendencyjnym, zmanipulowanym i sfałszowanym wykorzystaniu tej wiedzy – tłumaczy Baldasano w swojej książce.

Denializm to biznes, nie różnica zdań

Najważniejsze, co należy zrozumieć w dyskusji z denialistami: to nie jest uczciwa różnica zdań między równorzędnymi stronami sporu naukowego. To zorganizowana kampania dezinformacyjna, finansowana przez podmioty, których interesy ekonomiczne są zagrożone przez transformację energetyczną.

– Denializm klimatyczny jest zasadniczo zjawiskiem ekonomicznym, ideologicznym, politycznym, społecznym i medialnym, które odrzuca lub nie docenia naukowego konsensusu w sprawie obecnych zmian klimatu i ich konsekwencji, z głównym celem umożliwienia ludzkości dalszego trwania w cywilizacji paliw kopalnych – konkluduje Baldasano.

Skuteczność tej kampanii jest przerażająca. Według Pew Research Center, prawie połowa Amerykanów ankietowanych w badaniu nie wierzy, że zmiany klimatu są spowodowane przez człowieka. A 20% Australijczyków w ogóle nie wierzy w zmiany klimatu.

Tymczasem nauka nie pozostawia wątpliwości. Mamy do wyboru dwie ścieżki.

– Możemy wybrać miłe dla ucha kłamstwa, które usprawiedliwiają ludzkość i pozwalają na dalsze dewastowanie planety lub przyjąć smutną i trudną prawdę, że dołożyliśmy do zmian klimatycznych nie jedną cegiełkę, a kilkaset tysięcy betoniarek – podsumowują redaktorzy Focus.pl.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu