Biogazowe eldorado leży odłogiem. Kto je w końcu odkopie?

Polska ma potencjał produkcji ponad 8 mld m³ biogazu rocznie, co mogłoby pokryć 1/4 krajowego zużycia gazu. Działa jednak tylko nieco ponad 200 instalacji – dla porównania Niemcy mają ich 10 tys. Główną barierą były przyłączenia do sieci – operatorzy odmawiali, tłumacząc się brakiem przepustowości. Nowelizacja Prawa energetycznego (styczeń 2026) nakłada na nich obowiązek przyłączenia i wyznacza 60 dni na decyzję. Orlen i KOWR uruchamiają program budowy biometanowni, a hiszpańska Solarig planuje 20 instalacji. Pytanie, czy tym razem się uda, czy znów zmienią przepisy.

  • Biogazownie mają fundamentalną przewagę nad wiatrem i słońcem – mogą pracować nawet 8 tys. godzin rocznie (ok. 90 proc. czasu), dostarczając stabilny, przewidywalny prąd niezależnie od pogody. Potencjał polskiego rolnictwa to ponad 8 mld m³ biogazu rocznie, a po oczyszczeniu do biometanu – nawet 80 TWh, czyli tyle, ile wynosi roczne zużycie gazu w Polsce. Mimo to działa zaledwie 200 instalacji, podczas gdy Niemcy mają ich 10 tys.
  • Dotychczas największą barierą były przyłączenia do sieci – operatorzy odmawiali, tłumacząc się brakiem przepustowości, a inwestorzy czekali miesiącami na decyzje. Nowelizacja Prawa energetycznego (przyjęta w styczniu 2026) wprowadza obowiązek przyłączenia każdej biogazowni rolniczej, wyznacza 60 dni na decyzję i nakazuje operatorom wskazywanie terminu niezbędnych inwestycji w sieć. Równolegle z KPO uruchomiono program modernizacji sieci na wsi o wartości umożliwiającej przyłączenie 1237 MW nowych mocy.
  • Orlen i KOWR podpisały strategiczne porozumienie na budowę, eksploatację i rozwój instalacji biogazowych i biometanowych. Do 2035 roku grupa chce osiągnąć produkcję 240 mln m³ biometanu rocznie. Pierwsza biometanownia z instalacją do skraplania (bioLNG) powstaje w Głąbowie. Hiszpańska Solarig (Biorig) planuje 20 biometanowni o łącznej produkcji 1 TWh rocznie do 2030. Wyzwaniem pozostaje logistyka surowców w rozdrobnionym rolnictwie i obawa inwestorów przed zmianami przepisów – jak w przypadku fotowoltaiki.

Zanim przejdziemy do analizy barier, trzeba zrozumieć, o czym właściwie mówimy. Biogaz to nie jest paliwo przyszłości, które trzeba dopiero wynaleźć. To technologia prosta i sprawdzona od dziesięcioleci. W zamkniętej instalacji, zwanej komorą fermentacyjną, pod wpływem bakterii rozkładana jest materia organiczna – gnojowica, obornik, kiszonki kukurydzy, odpady z przetwórstwa rolno-spożywczego, wysłodki buraczane, wywar gorzelniany, a nawet celowo uprawiane rośliny energetyczne . Produktem tego procesu jest biogaz, czyli mieszanina metanu i dwutlenku węgla, którą można spalać w silniku gazowym, produkując prąd i ciepło. To, co zostaje, to poferment – doskonały, naturalny nawóz, który zastępuje sztuczne środki produkowane z gazu ziemnego.

W praktyce oznacza to zamknięty obieg, o jakim ekolodzy mogą tylko pomarzyć. Rolnik pozbywa się uciążliwych odpadów, które bez biogazowni musiałby magazynować i wywozić na pola, często powodując uciążliwości zapachowe i emisje metanu do atmosfery. Zamiast tego dostaje prąd, ciepło i nawóz. A w nowoczesnych instalacjach, zwanych biometanowniami, biogaz jest oczyszczany z dwutlenku węgla i zanieczyszczeń do parametrów gazu ziemnego . Taki biometan można wtłaczać do sieci gazowej, skraplać do postaci bioLNG dla transportu ciężkiego, a nawet wykorzystywać do produkcji biowodoru.

Szacuje się, że polski potencjał biometanu sięga nawet 80 terawatogodzin rocznie, czyli mniej więcej tyle, ile wynosi roczne zużycie gazu w całym kraju. To nie jest margines – to realna szansa na uniezależnienie się od importu paliw kopalnych. Tyle że na razie wszystko to pozostaje w sferze matematycznych wyliczeń, a nie rzeczywistości.

Źródła własne Industry Alarm.

Procedury, które zabijały inwestycje

Gdyby zapytać inwestorów, którzy przez ostatnie lata próbowali postawić biogazownię w Polsce, co było największym problemem, odpowiedź byłaby jednobrzmiąca: przyłączenie do sieci. Można było mieć pozwolenie na budowę, można było mieć dotację z programu „Energia dla wsi”, można było mieć podpisane umowy z dostawcami surowca. Jeśli operator sieci odmówił przyłączenia, cały projekt szedł do kosza. A odmawiał notorycznie, tłumacząc się brakiem przepustowości, przeciążeniem linii, zbyt dużą liczbą już przyjętych wniosków. Inwestorzy zostawali bez odpowiedzi miesiącami, a czasem latami, nie mogąc nawet ruszyć z miejsca.

Operatorzy mieli w tym swój interes, a raczej jego brak. Rozbudowa sieci na terenach wiejskich kosztuje, a biogazownie, choć stabilne, są źródłami rozproszonymi, które nie dają takiego zastrzyku gotówki jak wielkie farmy wiatrowe czy fotowoltaiczne. W efekcie powstawał absurd: pieniądze na inwestycje były, projekty były, ale nie było gdzie podłączyć instalacji. W całej Polsce działało nieco ponad 200 biogazowni, podczas gdy potencjał szacowano na tysiące.

Rząd w styczniu 2026 roku postanowił wreszcie przeciąć ten węzeł gordyjski. Przyjęty przez Radę Ministrów projekt nowelizacji Prawa energetycznego wprowadza zasadę, że operator sieci ma obowiązek przyłączyć każdą biogazownię rolniczą, jeśli inwestor jest zdecydowany na realizację projektu. Wniosek o warunki przyłączenia nie może już leżeć w szufladzie bezterminowo – operator ma 60 dni na potwierdzenie kompletności lub wezwanie do uzupełnień. A jeśli odmówi, musi wskazać termin realizacji niezbędnych inwestycji w sieć, które umożliwią przyłączenie w przyszłości.

To rewolucja, której skutki dopiero zaczniemy odczuwać. Ale sama zmiana prawa to nie wszystko. Równolegle, w ramach Krajowego Planu Odbudowy, uruchomiono program modernizacji sieci dystrybucyjnych na obszarach wiejskich o wartości umożliwiającej przyłączenie nowych źródeł OZE o łącznej mocy 1237 megawatów. To realne pieniądze na fizyczną rozbudowę infrastruktury, bez której nawet najlepsze przepisy pozostaną martwe.

Źródła własne Industry Alarm

Biogazownia jako stabilizator finansowy gospodarstwa, czyli dlaczego rolnik może na tym zarobić?

Dla przeciętnego rolnika biogazownia to nie jest inwestycja, którą podejmie z dnia na dzień. Koszty są wysokie, procedury skomplikowane, a ryzyko – zwłaszcza przy zmieniających się przepisach – spore. Ale ci, którzy już zainwestowali, wiedzą, że to może być „druga noga” gospodarstwa, źródło dochodu niezależne od pogody, cen zbóż czy wahań na rynku mleka.

Nowe przepisy wzmacniają tę stabilność na kilka sposobów. Po pierwsze, wprowadzają rekompensaty dla właścicieli biogazowni w przypadku, gdy operator sieci będzie zmuszony ograniczyć generowaną moc . Wcześniej takie decyzje oznaczały stratę bez żadnej formy odszkodowania. Po drugie, biogazownie zyskują status „ostatnich do wyłączenia” – w sytuacjach zagrożenia bezpieczeństwa sieci będą odłączane dopiero wtedy, gdy wszystkie inne źródła już nie pracują. To sygnał, że państwo traktuje je jako stabilizatory systemu, a nie uciążliwy dodatek.

Po trzecie wreszcie, nowelizacja wprowadza ułatwienia dla biogazowni pracujących według harmonogramu. Od marca do września będą mogły oddawać energię do sieci przez co najmniej 14 godzin dziennie z gwarantowaną mocą, bez obowiązku wykonywania kosztownych ekspertyz wpływu na sieć. To uproszczenie, które skraca procedury i obniża koszty inwestycyjne.

Minister rolnictwa Stefan Krajewski, obecny przy podpisywaniu kluczowych umów, nie ma wątpliwości: „Mamy możliwości, żeby stworzyć rolnikom nowe, stabilne źródła dochodu i trzeba to robić. Cieszę się, że w końcu uda się ten pomysł wdrożyć w życie”.

Orlen i KOWR ruszają do boju

Największym graczem, który ma szansę przyspieszyć rozwój biogazu w Polsce, jest Orlen. W lutym 2026 roku koncern podpisał strategiczne porozumienie z Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa, które obejmuje budowę, eksploatację i rozwój instalacji biogazowych oraz biometanowych w całym kraju. To nie jest deklaracja bez pokrycia – Orlen ma już konkretne plany i cele.

Do 2035 roku grupa chce osiągnąć produkcję 240 milionów metrów sześciennych biometanu rocznie . To kwota, która robi wrażenie, zwłaszcza gdy uświadomić sobie, że dziś w Polsce działa tylko jedna biometanownia na skalę przemysłową. Instalacja w Głąbowie na Warmii i Mazurach, której budowa właśnie dobiega końca, będzie pierwszą w Polsce biometanownią wyposażoną w instalację do skraplania, umożliwiającą produkcję bioLNG . Docelowo ma wytwarzać około 7 milionów metrów sześciennych biometanu rocznie.

Równolegle Orlen rozwija swoje istniejące biogazownie w Konopnicy, Buczku i Wojnach-Wawrzyńcach, przekształcając je w nowoczesne biometanownie . Każda z tych instalacji potrzebuje do działania od 80 do 100 tysięcy ton substratów rocznie, w głównej mierze odpadów i pozostałości z rolnictwa i przetwórstwa rolno-spożywczego. Dla lokalnych rolników to ogromny rynek zbytu na to, co dotąd stanowiło problem – gnojowicę, obornik, kiszonki, wysłodki buraczane, wywar pogorzelniany.

Współpraca z KOWR otwiera dostęp do Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa, czyli 1,3 miliona hektarów gruntów, które mogą być wykorzystane pod lokalizację instalacji i produkcję substratów. To połączenie zasobów państwowych z kapitałem i know-how największego koncernu energetycznego w kraju daje szansę na rozwój w skali, o jakiej wcześniej mogliśmy tylko marzyć.

Kto jeszcze inwestuje w polski biogaz?

Potencjał polskiego rynku dostrzegają nie tylko rodzime podmioty. Hiszpańska firma Solarig, działająca w Polsce od 2023 roku, poprzez swoją jednostkę biometanową Biorig rozpoczęła akwizycje projektów biometanowych opartych na odpadach rolniczych. Plan jest ambitny: do 2030 roku wybudować 20 biometanowni o łącznej produkcji 1 terawatogodziny rocznie.

Hiszpanie nie idą na żywioł – identyfikują projekty na zaawansowanym etapie, te które mają już decyzje środowiskowe lub pozwolenia na budowę. Jak sami przyznają, takich projektów w Polsce jest ponad 40. Inwestycje mają być finansowane z mieszanki kapitału własnego, finansowania projektowego i funduszy publicznych, w tym spodziewanych systemów wsparcia.

To, że zagraniczny inwestor z takim doświadczeniem wchodzi do Polski, jest najlepszym potwierdzeniem, że potencjał jest realny, a nie tylko papierowy. Ale jednocześnie rodzi pytanie, czy polskie firmy i rolnicy będą w stanie wykorzystać tę szansę, czy może znów okaże się, że najlepsze kąski zgarniają przybysze z zewnątrz.

Gdyby spojrzeć na wszystkie te zmiany łącznie – nowe prawo, pieniądze z KPO, inwestycje Orlenu, wejście zagranicznych graczy – można odnieść wrażenie, że biogaz w Polsce wreszcie rusza z miejsca. Ale pesymiści, a wśród nich nie brakuje samych rolników, mają swoje argumenty.

Doświadczenie z fotowoltaiką, gdzie na początku ustalono korzystne warunki, a po trzech latach zmieniono je na niekorzystne, sprawia, że inwestorzy podchodzą do nowych obietnic z ostrożnością. Zmiana systemu rozliczeń dla prosumentów, która dramatycznie wydłużyła czas zwrotu z inwestycji, pozostawiła trwały ślad w świadomości.

Nawet jeśli prawo się zmieni, a sieci zostaną rozbudowane, pozostaje jeszcze jedna, kluczowa bariera: logistyka surowców. Polskie rolnictwo jest w dużej mierze rozdrobnione, a przewóz gnojowicy czy obornika na większe odległości jest nieopłacalny. To wymaga budowy sieci mniejszych, lokalnych instalacji, które z natury mają gorszą ekonomikę skali niż wielkie biometanownie w krajach o skoncentrowanym rolnictwie. Projekt nowelizacji ma sprawić, że takie mniejsze instalacje staną się opłacalne, ale to dopiero będzie weryfikowane w praktyce.

Do tego dochodzi kwestia akceptacji społecznej. Biogazownie, choć ekologiczne, kojarzą się niektórym mieszkańcom wsi z uciążliwościami zapachowymi, ruchem ciężarówek i obawami o bezpieczeństwo. Bez dialogu z lokalnymi społecznościami, bez edukacji i pokazywania korzyści, nawet najlepsze projekty mogą utknąć na etapie protestów.

Co z tego wynika dla Polski?

Polska ma jeden z największych potencjałów biogazowych w Europie. Ma rolnictwo, które produkuje ogromne ilości odpadów, ma przemysł przetwórczy, który generuje kolejne, ma wreszcie sieć gazową, która może przyjąć oczyszczony biometan. A mimo to od lat tkwimy w ogonie europejskiej czołówki, podczas gdy Niemcy czy Francja wyprzedzają nas o lata świetlne.

Rok 2026 może być przełomowy. Nowe przepisy, które weszły w życie na początku roku, usuwają największą barierę, jaką były przyłączenia do sieci. Pieniądze z KPO na modernizację infrastruktury wiejskiej są realne i już wydawane. Orlen, największy gracz na rynku, ma konkretne plany i cel 240 milionów metrów sześciennych biometanu rocznie. Zagraniczni inwestorzy też widzą szansę.

Ale optymizm musi być ostrożny. Doświadczenie uczy, że w Polsce nawet najlepsze plany potrafią utknąć w biurokracji, a stabilność prawa bywa iluzoryczna. Komentarz internauty, który obawia się, że za trzy lata znów zmienią zasady gry, nie jest tylko głosem ignoranta – to wyraz realnego doświadczenia tysięcy polskich rolników i przedsiębiorców.

Jeśli jednak tym razem uda się utrzymać kurs, jeśli nowe przepisy przetrwają próbę czasu, a inwestycje pójdą zgodnie z planem, biogaz może stać się tym, czym fotowoltaika stała się dla polskich dachów – źródłem taniej, czystej energii i dodatkowego dochodu dla tysięcy gospodarstw. Pytanie tylko, czy państwo tym razem dotrzyma słowa, czy znów okaże się „złodziejem”, jak to ujął rozgoryczony komentator. Odpowiedź poznamy w ciągu najbliższych lat, gdy pierwsze biometanownie ruszą na skalę przemysłową, a rolnicy zobaczą, czy obietnice „stabilnych źródeł dochodu” mają pokrycie w rzeczywistości.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com