Polska stoi przed inwestycjami wartymi biliony złotych – w energetykę jądrową (60 mld zł), offshore (5,9 GW do 2030), kolej (52 mld zł), drogi (300 mld zł) i CPK (31 mld zł). Ministerstwo Aktywów Państwowych wypracowało definicję local content, która ma zapewnić wysoki udział polskich firm w tych projektach. Celem jest, by miejsca pracy i podatki zostały w Polsce. W offshore udział krajowych firm ma wzrosnąć z 20 proc. do 45 proc. w 2030, w atomie zakłada się 40 proc. Pytanie, czy regulacje okażą się skuteczne wobec unijnych przepisów i zagranicznych gigantów.
- Ministerstwo Aktywów Państwowych, po miesiącach prac z udziałem Urzędu Zamówień Publicznych, GUS i środowisk gospodarczych, wypracowało „szeroką i elastyczną” definicję local content, której oficjalne ogłoszenie premier Tusk planuje w najbliższym czasie. Celem jest stworzenie mechanizmów, które pozwolą polskim firmom – w tym małym i średnim przedsiębiorstwom – realnie uczestniczyć w strategicznych inwestycjach, a nie pełnić wyłącznie rolę podwykonawców.
- Skala nadchodzących inwestycji jest bezprecedensowa: energetyka jądrowa (ponad 60 mld zł z budżetu), offshore (cel 45 proc. udziału polskich firm w 2030 wobec 20 proc. obecnie), drogi (300 mld zł), kolej (52 mld zł) i CPK (31 mld zł). Już dziś około 500 polskich przedsiębiorstw dysponuje kompetencjami na potrzeby morskiej energetyki wiatrowej, a w atomie zakłada się niemal 40-proc. udział krajowych firm w budowie.
- Doświadczenia Francji i Niemiec pokazują, że local content można wdrażać pośrednio, poprzez systemy certyfikacji, kryteria środowiskowe i bezpieczeństwa dostaw, bez naruszania unijnych regulacji. Największym wyzwaniem pozostaje egzekwowanie zapisów od generalnych wykonawców projektów, którzy często preferują sprawdzonych dostawców z własnych łańcuchów. PKO Bank Polski deklaruje gotowość przeznaczenia kilku miliardów złotych na finansowanie polskich firm z łańcucha dostaw.
Od jesieni 2025 roku w Ministerstwie Aktywów Państwowych działał zespół ds. Udziału Komponentu Krajowego w Kluczowych Procesach Inwestycyjnych, powołany przez ministra Wojciecha Balczuna. Jego zadaniem było wypracowanie definicji local content, która pozwoliłaby wzmacniać udział polskich przedsiębiorstw w strategicznych inwestycjach realizowanych przez spółki Skarbu Państwa. W pracach uczestniczyli przedstawiciele Urzędu Zamówień Publicznych, Głównego Urzędu Statystycznego oraz środowisk gospodarczych.
Jak wskazał resort w komunikacie, przyjęta definicja ma być „szeroka i elastyczna”, tak aby uwzględniać specyfikę poszczególnych branż i nie wykluczać żadnych podmiotów. To ważne zastrzeżenie, bo w dyskusji o lokalnym komponencie pojawiały się głosy, że definicja nie może faworyzować wyłącznie firm z polskim kapitałem, skoro wiele przedsiębiorstw zarejestrowanych w Polsce, choć należy do zagranicznych właścicieli, płaci tu podatki, zatrudnia tysiące pracowników i inwestuje w rozwój.
Minister Balczun w rozmowie ze „Strefą Biznesu” wyjaśniał, że definicja local content musi być powiązana z dwiema kwestiami – sposobem liczenia oraz kodeksem dobrych praktyk.
– Uznaliśmy, że kodeks dobrych praktyk dla local contentu będzie pewnego rodzaju brand bookiem albo manualem, który pomoże firmom, chcącym wziąć udział w projektach inwestycyjnych i przetargach, aby mogły łatwiej przejść przez procedury – mówił minister.
Kluczowe jest to, że prace nad definicją legislacyjną i kalkulacyjną są już na ukończeniu. Eliza Zeidler, sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych, podczas panelu na EEC Trends podkreślała, że jednym z elementów, na który MAP kładzie nacisk, jest właśnie local content, po to, by minimalizować wpływ geopolitycznych czynników zewnętrznych, takich jak sytuacja z partnerem amerykańskim czy polityka Chin, i by radzić sobie samodzielnie w Europie.
Biliony złotych do podziału
Skala wydatków, które czekają Polskę w najbliższych latach, jest trudna do wyobrażenia. Jak mówił minister Wojciech Balczun podczas II Forum „Energia z Polski – Local First”, „jeszcze nigdy w historii nie staliśmy przed tak dużą skalą inwestycji – liczonych w bilionach złotych”. Polska energetyka wiatrowa, energetyka jądrowa, sektor paliwowy oraz sektor zbrojeniowy to obszary, w których państwo będzie przeznaczać ogromne środki na inwestycje, wzmacniając bezpieczeństwo w najszerszym tego słowa znaczeniu.
Zespół powołany w MAP zidentyfikował sektory gospodarki, w których realizowane będą kluczowe projekty infrastrukturalne. To sektor zbrojeniowy, energetyczny (sam projekt energetyki jądrowej pochłonie z budżetu państwa ponad 60 mld zł), transportowy, który wspiera realizację projektów drogowych (niemal 300 mld zł), kolejowych (ponad 52 mld zł) i Centralnego Portu Komunikacyjnego do 2032 roku (31 mld zł) oraz sektor technologiczno-cyfrowy, na którego rozwój przewidziano nawet 100 mld zł.
Dla polskich firm oznacza to bezprecedensową szansę. Według danych przywoływanych przez PKO Bank Polski, moc zainstalowana w morskiej energetyce wiatrowej ma osiągnąć w 2030 roku 5,9 GW, a w 2040 roku – 11 GW. Udział krajowych przedsiębiorstw w projektach pierwszej fazy offshore przekroczył zaledwie 20 proc., ale zgodnie z porozumieniem sektorowym, do 2030 roku celem jest wzrost do co najmniej 45 proc., a po 2030 roku osiągnięcie 50 proc.. Już teraz około 500 polskich przedsiębiorstw dysponuje kompetencjami i potencjałem na potrzeby morskiej energetyki wiatrowej.
W przypadku energetyki jądrowej zakłada się niemal 40-proc. udział polskich firm w budowie elektrowni . Prezes Polskich Elektrowni Jądrowych Marek Woszczyk podkreśla, że jego spółka chce pełnić funkcję aktywnego inwestora, by zachęcać polskich przedsiębiorców do uczestniczenia w projekcie.
– W negocjacjach umowy EPC chcemy zagwarantować polskim przedsiębiorcom otwarte drzwi – mówił podczas EEC Trends. Obecnie o najwyższe amerykańskie standardy jakościowe walczy sześć polskich firm, którym został ostatni etap certyfikacyjny.
Doświadczenia innych krajów UE, czyli jak to robią Francja i Niemcy
Polska nie jest pierwszym krajem, który staje przed wyzwaniem pogodzenia unijnych regulacji z potrzebą wspierania rodzimego biznesu. Wiele państw członkowskich od lat stosuje mechanizmy, które w inteligentny sposób wzmacniają lokalnych wykonawców, nie łamiąc przy tym prawa Unii Europejskiej.
Agencja Rozwoju Przemysłu, która pełni funkcję koordynatora prac zespołu ds. Komponentu Krajowego, przeanalizowała cztery jurysdykcje: niemiecką, francuską, hiszpańską i brytyjską. Jak poinformowała Ilona Deręgowska, wiceprezes ARP, konkluzje są takie, że wszystkie te kraje nie posiadają wprost definicji local content, ale w inteligentny, pośredni sposób ten local content wdrażają poprzez wykorzystanie zapisów w przetargach.
Jak to działa w praktyce? Rola lokalnej produkcji wzmacniana jest poprzez systemy certyfikacji, powoływanie się na bezpieczeństwo dostaw, bliskość serwisu czy kwestie środowiskowe – dostawy realizowane przez firmy bliższe geograficznie to niższy ślad węglowy. Francja i Niemcy od dawna wykazują się patriotyzmem gospodarczym i uprawiają politykę wspierania rodzimej gospodarki, oczywiście w granicach prawa, jakie narzuca członkostwo w Unii Europejskiej.
– To jest już element strategii zakupowej firm, a nie tylko działanie w ramach konkretnego projektu – mówi Dominika Taranko, wiceprezeska Fundacji Wind Industry HubDominika Taranko, wiceprezeska Fundacji Wind Industry Hub.
Ilona Deręgowska przyznaje jednak, że stosowanie local contentu jest odbierane przez Unię Europejską jako ograniczenie konkurencyjności.
– Wszyscy mamy na uwadze, żeby zadanie, które stoi przed nami dla Polski, nie stało w opozycji do tych wytycznych – podkreśla. Stąd konieczność precyzyjnego skonstruowania definicji i mechanizmów tak, by nie naruszały przepisów UE dbających o równą konkurencję.
Ryzyko, które dostrzegają eksperci
Największym wyzwaniem dla polskiego local content są unijne dyrektywy dotyczące prawa zamówień publicznych. Do przetargów mogą na równych zasadach przystępować zarówno podmioty krajowe, jak i inne firmy unijne czy nawet przedsiębiorstwa z krajów, z którymi UE podpisała stosowne umowy. Oznacza to, że polskie firmy muszą konkurować z gigantami z Niemiec, Francji, a także z Chin czy Turcji, które często mogą liczyć na wsparcie swoich macierzystych rządów.
Dlatego prace nad tym, jak zdefiniować local content, trwały kilka miesięcy. Rząd musi się zmierzyć z kwestią takiego ustawienia komponentu krajowego w przetargach, żeby ich rozstrzyganie nie kończyło się długotrwałymi procesami w sądach czy Krajowej Izbie Odwoławczej.
Piotr Kańtoch, dyrektor ds. rozwoju, wiceprezes Grupy Powen-Wafapomp, zwraca uwagę na jeszcze jedno ryzyko.
– O dostawcach wykorzystywanych w energetyce decyduje generalny dostawca tej kluczowej technologii. W tradycyjnej energetyce są to dostawcy turbin. W Polsce wiele turbin dostarczał niemiecki Siemens Energy i on miał listę dostawców kwalifikowanych i moja firma nie dostarczyła do ich projektów żadnej pompy. Mimo że dostarczamy je w Polsce od zawsze. W projekcie jądrowym też tak będzie – mówił podczas EEC Trends.
To pokazuje, że nawet najlepsze regulacje local content mogą okazać się nieskuteczne, jeśli główni wykonawcy projektów będą preferować sprawdzonych, wieloletnich dostawców z własnych łańcuchów, zamykając drzwi przed polskimi firmami. Dlatego tak ważne jest, by w negocjacjach umów z generalnymi wykonawcami zapisy o lokalnym komponencie były precyzyjne i egzekwowalne.
Polskie firmy gotowe do walki
Potencjał polskich firm jest ogromny, ale wymaga odpowiedniego przygotowania i wsparcia. Wojciech Trojanowski, wiceprezes firmy budowlanej Strabag i członek Rady Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, zwraca uwagę, że od kilku miesięcy duzi zamawiający publiczni, w tym GDDKiA, PKP PLK, Centralny Port Komunikacyjny, eliminują z przetargów firmy z państw trzecich.
PZPB przygotował własną definicję local contentu, określając, że podmiotem krajowym jest przedsiębiorca, który spełnia pięć wymogów: posiada siedzibę w Polsce, nie znajduje się pod wpływem podmiotów mających siedzibę poza UE, przez co najmniej 4 lata prowadzi w Polsce działalność, z której zasadnicza część przychodów lub zatrudnienia jest realizowana w Polsce, posiada własne zaplecze operacyjne i odprowadza podatki dochodowe.
– Nie chcielibyśmy na rynku zamówień firm wydmuszek, więc zgodziliśmy się, że musi to być firma, która przynajmniej przez cztery lata prowadzi działalność w Polsce i ma przynajmniej 50 proc. przychodów z naszego kraju – wyjaśnia Trojanowski.
Duże znaczenie ma też gotowość finansowa polskich firm. Według Krzysztofa Dreslera, wiceprezesa PKO Banku Polskiego, udział kredytów korporacyjnych w PKB Polski to około 11-12 procent, co jest ostatnim miejscem w Europie.
– To jest historyczna spuścizna i efekt ukształtowania łańcuchów dostaw. Jesteśmy królestwem komponentów, a nie wprowadziliśmy żadnego produktu finalnego – mówił podczas EEC Trends.
PKO Bank Polski deklaruje jednak gotowość do wsparcia polskich firm.
– PKO Bank Polski jako największy bank w Polsce jest świadomy strategicznego znaczenia inwestycji w energetykę i będzie wspierał finansowo polskie przedsiębiorstwa z całego łańcucha dostaw, aby zmaksymalizować udział polskiego biznesu w projektach. Dlatego PKO Bank Polski zamierza przeznaczyć kilka miliardów złotych na finansowanie łańcucha dostaw, ze szczególnym uwzględnieniem local contentu – mówi Adam Burda, dyrektor Departamentu Klienta Strategicznego-Energetyka, Paliwa i Nowe Technologie w PKO Banku Polskim.
Patriotyzm gospodarczy, który ma sens
W dyskusji o local content pojawia się często pojęcie patriotyzmu gospodarczego. Premier Donald Tusk jesienią 2025 roku podczas forum „Energia z Polski – Local First” mówił wprost: „W ciągu dziesięciu lat będziemy wydawali biliony złotych na polską energetykę. Musimy zrobić wszystko, żeby te pieniądze w maksymalnej skali trafiały do krajowych firm”.
Minister Wojciech Balczun dodaje, że w obliczu międzynarodowych wstrząsów związanych z konfliktami zbrojnymi, wojnami handlowymi i nieuczciwą konkurencją kraj powinien dążyć do suwerenności gospodarczej.
– Mamy taki czas, w którym musimy być wszyscy patriotami i nacjonalistami gospodarczymi i szukać rozwiązań, które będą wspierały polską gospodarkę. Mamy olbrzymi potencjał w każdym sektorze gospodarki – podkreśla minister aktywów państwowych, Wojciech Balczun.
Minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt.
– Wydarzenia w geopolityce utwierdzają nas w przekonaniu, że współpraca na poziomie europejskim z naszymi partnerami krajowymi i międzynarodowymi w ujęciu Wspólnoty Europejskiej jest dzisiaj kluczowa. Jednego uzależnienia nie możemy zamieniać na inne, uzależnienia od paliw kopalnych na uzależnienie od obcych technologii, od obcych rynków dostaw – mówiła podczas Forum w Szczecinie, minister klimatu Hennig-Kloska.
Szansa dla polskich firm
Local content to nie tylko hasło, ale konkretne narzędzie, które ma szansę zrewolucjonizować udział polskich firm w największych inwestycjach w historii kraju. Definicja, nad którą pracowano miesiącami, ma być fundamentem nowej strategii. Jej ostateczne ogłoszenie, choć nieco opóźnione, jest kwestią czasu.
Przemysław Ciszak, dyrektor generalny w Ministerstwie Aktywów Państwowych, podczas konferencji „Co nas czeka 2026” odpowiadał na pytanie, gdzie kończy się patriotyzm gospodarczy, a zaczyna nieefektywność. Kluczem do sukcesu jest znalezienie równowagi między wspieraniem rodzimego biznesu a efektywnością projektów.
Polska stoi przed inwestycjami wartymi biliony złotych – w energetykę jądrową, morskie farmy wiatrowe, infrastrukturę kolejową, porty i sektor zbrojeniowy. To bezprecedensowa szansa dla polskich firm, by stać się nie tylko podwykonawcami, ale pełnoprawnymi uczestnikami tych projektów. Warunkiem jest jednak konsekwentne i systemowe wdrażanie mechanizmów local content, wsparcie finansowe dla firm oraz egzekwowanie zapisów od generalnych wykonawców.
Fot. Unsplash.

