Efekt boomeranga. Jak Europa sprowadza z powrotem emisje?

Każda tona CO₂ zaoszczędzona w UE w wyniku polityki klimatycznej skutkuje emisją około 0,19 tony CO₂ poza jej granicami – to zjawisko carbon leakage. CBAM, który wszedł w pełną fazę operacyjną 1 stycznia 2026 roku, miał zatrzymać ucieczkę emisji, ale jego bezpośredni wpływ na klimat jest symboliczny: planowane rozszerzenie mechanizmu do 2035 roku zredukuje globalne emisje o zaledwie 0,8 megaton CO₂, czyli 0,002 proc. rocznych światowych emisji.

  • Europa eksportuje emisje do Azji, skąd wracają w postaci gotowych produktów. Gdy UE zamyka hutę, ta sama huta powstaje w Chinach, Indiach, Turcji lub Wietnamie. W pierwszym tygodniu obowiązywania CBAM aż 98 proc. importu objętego mechanizmem stanowiła stal i żelazo.
  • CBAM nie oferuje krajom trzecim zachęt do redukcji emisji. Pieniądze z opłat trafiają do budżetu UE, a nie do producentów w Azji.
  • Jedynym sposobem na zatrzymanie ucieczki emisji jest globalny system handlu uprawnieniami lub międzynarodowa cena minimalna za CO₂. Bez tego kraje o niższych standardach będą zawsze miały przewagę konkurencyjną.

Carbon leakage to zjawisko polegające na przenoszeniu produkcji emisyjnej z krajów o restrykcyjnej polityce klimatycznej, takich jak Unia Europejska, do państw, w których regulacje są łagodniejsze lub nie istnieją. W praktyce oznacza to, że gdy Europa zamyka hutę, ta sama huta nie znika – powstaje w Chinach, Indiach, Turcji czy Wietnamie. Według badań Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, każda tona CO₂ zaoszczędzona w UE w wyniku polityki klimatycznej skutkuje emisją około 0,19 tony CO₂ poza jej granicami. To zjawisko sprawia, że globalny efekt europejskich działań klimatycznych jest znacznie mniejszy, niż wskazują na to krajowe statystyki.

Efekt boomeranga to mechanizm, w którym polityka klimatyczna UE – zamiast redukować globalne emisje – jedynie przesuwa je w inne regiony świata, a następnie sprowadza z powrotem w postaci gotowych produktów importowanych do Europy. Schemat jest prosty. Europa podwyższa koszty emisji poprzez system EU ETS, co czyni produkcję w UE droższą. Europejskie firmy przenoszą produkcję do Azji, gdzie koszty emisji są niższe lub zerowe. Gotowe produkty – stal, aluminium, cement, nawozy, części samochodowe – wracają do Europy jako import. Emisje towarzyszące ich produkcji nie znikają – zostały jedynie wyeksportowane. Jak podkreśla raport S&P Global, w pierwszym tygodniu obowiązywania CBAM aż 98 proc. importu objętego mechanizmem stanowiła stal i żelazo. To właśnie te produkty, których produkcja jest najbardziej emisyjna, wracają do Europy z Azji.

Zapisz się do newslettera!

CBAM miał wyrównać koszty. W praktyce karze kraje o niższych emisjach

CBAM, który wszedł w pełną fazę operacyjną 1 stycznia 2026 roku, jest pierwszym na świecie mechanizmem granicznego podatku węglowego. Obejmuje on sześć sektorów: cement, żelazo i stal, aluminium, nawozy, energię elektryczną i wodór. Od 2028 roku zakres ma zostać rozszerzony o około 180 produktów downstream, w tym części samochodowe, maszyny i urządzenia AGD. Mechanizm działa na zasadzie wyrównania kosztów emisji. Importer musi zakupić certyfikaty CBAM odpowiadające emisjom zawartym w produkcie, według wzoru: opłata CBAM równa się emisje produktu pomnożone przez cenę uprawnień EU ETS, od czego odejmuje się krajową opłatę węglową.

Cena certyfikatów CBAM jest powiązana z ceną uprawnień w unijnym systemie ETS, która waha się między 60 a 100 euro za tonę CO₂. Dla porównania, cena uprawnień w Chinach wynosi około 10-12 euro za tonę, a w Indiach 3-5 euro. Ta różnica – nazywana carbon price gap – jest głównym źródłem napięć i motorem efektu boomeranga. Paradoksalnie, choć CBAM miał redukować globalne emisje, jego bezpośredni wpływ na klimat jest na razie symboliczny. Według szacunków Komisji Europejskiej, planowane rozszerzenie CBAM na produkty downstream do 2035 roku zredukuje globalne emisje o zaledwie 0,8 megaton CO₂ – czyli około 0,002 proc. rocznych światowych emisji. To kropla w morzu potrzeb. Co więcej, sama Komisja Europejska przyznaje, że CBAM nie eliminuje ucieczki emisji – jedynie ją przesuwa. Producenci w krajach trzecich mogą bowiem nadal eksportować do Europy, tyle że płacąc wyższy podatek. To nie zachęca ich do dekarbonizacji, a jedynie do optymalizacji podatkowej.

Kluczowym elementem CBAM są tzw. default values – domyślne wartości emisyjne, które stosuje się, gdy importer nie dostarczy zweryfikowanych danych o rzeczywistych emisjach. Są one ustawione na poziomie najwyższych 10-15 proc. emisji w danym sektorze, co ma zachęcać firmy do raportowania rzeczywistych danych. Problem w tym, że default values dla wielu krajów, zwłaszcza Chin, są ustawione znacząco powyżej rzeczywistych emisji – według chińskiego Ministerstwa Handlu nawet o 30-50 proc. Oznacza to, że importerzy do UE płacą wyższy podatek, niż wynikałoby to z rzeczywistego śladu węglowego produktu. Pieniądze te nie trafiają jednak na dekarbonizację w kraju pochodzenia – pozostają w UE.

Azja wygrywa na europejskiej polityce klimatycznej

Przez ostatnie dwie dekady Azja stała się głównym beneficjentem europejskiej polityki klimatycznej. Gdy UE podnosiła koszty emisji, produkcja emisyjna odpływała na Wschód. Dziś to Chiny, Indie, Wietnam, Turcja i Korea Południowa są głównymi dostawcami stali, aluminium, cementu i nawozów na rynek europejski. Według danych Komisji Europejskiej, w 2025 roku największymi eksporterami towarów objętych CBAM były Turcja z udziałem około 20 proc., głównie stal, żelazo i cement. Chiny z udziałem około 18 proc., głównie stal, aluminium i nawozy. Indie z udziałem około 7 proc., głównie stal, cement i nawozy. Korea Południowa z udziałem około 5 proc., głównie stal i aluminium.

Azjatyccy producenci mają trzy kluczowe przewagi nad europejskimi. Po pierwsze, niższe koszty energii – w Chinach i Indiach energia elektryczna jest znacząco tańsza niż w Europie. Po drugie, brak lub niskie opłaty węglowe – podczas gdy w UE cena CO₂ sięga 80-100 euro za tonę, w Chinach wynosi 10-12 euro, a w Indiach 3-5 euro. Po trzecie, luźniejsze normy środowiskowe – niższe wymagania dotyczące emisji pyłów, tlenków azotu, tlenków siarki i ścieków. CBAM miał wyrównać koszty emisji, ale – jak pokazują dane – nie wystarczy, by zniwelować różnice w kosztach energii i normach środowiskowych. Według analiz Nordea, dla producentów downstream, na przykład części samochodowych, CBAM będzie oznaczać wzrost kosztów o około 3-4 proc. ceny sprzedaży – co nie jest kwotą, która zmieniłaby decyzje lokalizacyjne firm. Innymi słowy, efekt boomeranga nie zostanie zatrzymany.

5 powodów, dla których CBAM nie działa

CBAM nie oferuje krajom trzecim żadnych zachęt do redukcji emisji. Pieniądze z opłat trafiają do budżetu UE, a nie do producentów w Azji, którzy mogliby je zainwestować w czyste technologie. W efekcie CBAM jest postrzegany jako podatek protekcjonistyczny, a nie narzędzie wspierające globalną transformację. Pekin nazwał CBAM dyskryminacyjnym i zapowiedział zdecydowane działania odwetowe. Ustawienie default values na poziomie najwyższych emisji w sektorze oznacza, że kraje, które faktycznie zredukowały emisyjność swojej produkcji, są karane tak samo jak te, które tego nie zrobiły – o ile nie dostarczą zweryfikowanych danych. Dla wielu małych i średnich producentów w Azji proces uzyskania takich danych jest kosztowny i skomplikowany.

CBAM wywołał już falę krytyki ze strony największych gospodarek świata. Chiny zapowiedziały możliwość wprowadzenia własnych ceł na europejskie produkty, a Indie rozważają skargę do Światowej Organizacji Handlu. W dłuższej perspektywie może to doprowadzić do wojny handlowej na tle klimatycznym, która uderzy w obie strony. Nawet w samej Unii Europejskiej CBAM budzi kontrowersje. W styczniu 2026 roku Komisja Europejska zasugerowała możliwość czasowego wyłączenia nawozów z CBAM, jeśli mechanizm miałby prowadzić do wzrostu cen żywności. Ta zapowiedź sparaliżowała handel nawozami – importerzy wstrzymali się z zakupami, nie wiedząc, czy w przyszłości będą musieli płacić podatek. Polityczna niepewność podważa wiarygodność całego mechanizmu.

Nawet jeśli CBAM zredukuje emisje w objętych nim sektorach, może zwiększyć je gdzie indziej. Przykładowo, produkcja stali w Chinach jest emisyjna nie tylko z procesu hutniczego, ale także z produkcji energii elektrycznej potrzebnej do jej wytworzenia. CBAM nie uwzględnia jednak w pełni emisji pośrednich, czyli Scope 2 i Scope 3.

Stal wraca do Europy z Turcji i Chin

Efekt boomeranga pokazuje, że polityka klimatyczna nie może być prowadzona w izolacji. Zamykanie europejskich fabryk nie redukuje globalnych emisji – jedynie przenosi je do Azji, skąd wracają do Europy w postaci gotowych produktów. CBAM, choć jest krokiem w dobrym kierunku, nie rozwiązuje problemu u źródła. Jak wynika z danych, w pierwszym tygodniu obowiązywania CBAM aż 98 proc. importu objętego mechanizmem stanowiła stal. To właśnie stal, której produkcja jest najbardziej emisyjna, wraca do Europy z Turcji, Chin i Indii. Aż 70 proc. tej stali produkowane jest w technologii wielkopiecowej, która emituje około 2 ton CO₂ na tonę produktu. Gdyby tę samą stal produkowano w Europie, jej ślad węglowy byłby niższy o około 30-40 proc. – ale koszty byłyby wyższe.

Globalny system handlu emisjami. Jedyny sposób na zatrzymanie ucieczki CO₂

Eksperci są zgodni: jedynym sposobem na zatrzymanie ucieczki emisji jest globalny system handlu uprawnieniami do emisji lub międzynarodowa cena minimalna za CO₂. Bez tego, kraje o niższych standardach będą zawsze miały przewagę konkurencyjną. Kluczowe znaczenie ma również transfer czystych technologii do krajów rozwijających się. Jeśli Chiny i Indie mają dekarbonizować swoją produkcję, potrzebują dostępu do tanich technologii, takich jak wychwyt CO₂, elektrolizery do produkcji zielonego wodoru czy piece łukowe. Bez tego efekt boomeranga nie da się zatrzymać.

Obecnie CBAM uwzględnia głównie emisje bezpośrednie, czyli Scope 1. Pomija natomiast emisje pośrednie związane z energią elektryczną, czyli Scope 2, oraz łańcuchem dostaw, czyli Scope 3. Dla krajów takich jak Brazylia, gdzie 89 proc. energii pochodzi z OZE, to ogromne zniekształcenie konkurencji. Rozszerzenie CBAM na Scope 2 i Scope 3 jest technicznie trudne, ale konieczne, by mechanizm był sprawiedliwy.

3 wybory Europy

Unia Europejska stoi przed wyborem. Może kontynuować politykę przesuwania emisji poza swoje granice, udając, że problem znika. Może też zaakceptować, że część przemysłu emisyjnego musi pozostać w Europie – ale za cenę wyższych cen dla konsumentów. Może wreszcie inwestować w technologie zeroemisyjne, takie jak wychwyt CO₂, zielony wodór czy recykling, które uczynią europejski przemysł konkurencyjnym bez przenoszenia go za granicę. Jak dotąd, efekt boomeranga nie został zatrzymany.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu