Dlaczego Europa nie produkuje własnych ogniw fotowoltaicznych na szeroką skalę?

Europa nie produkuje własnych ogniw fotowoltaicznych na szeroką skalę, ponieważ chińska przewaga kosztowa jest tak ogromna, że jakakolwiek europejska produkcja na większą skalę jest po prostu nieopłacalna. Według danych z 2025 roku, wyprodukowanie modułu fotowoltaicznego w Europie kosztuje około 25,5 eurocenta za wat, podczas gdy cena sprzedaży chińskich modułów na rynku europejskim wynosi zaledwie 8,7 eurocenta za wat, co stanowi blisko trzykrotną różnicę.

Zasadniczym powodem, dla którego Europa nie produkuje własnych ogniw fotowoltaicznych na szeroką skalę, jest niemożność konkurowania z chińskimi cenami. Różnica w kosztach produkcji jest gigantyczna i nie wynika z jednego czynnika, lecz z kumulacji kilku strukturalnych przewag Chin. Aby zrozumieć tę sytuację, należy przyjrzeć się całemu łańcuchowi wartości – od wydobycia polikrzemu po gotowe moduły – oraz polityce przemysłowej Chin, która przez lata celowo budowała przewagę konkurencyjną swojego sektora fotowoltaicznego.

Według analizy SolarPower Europe i Fraunhofer ISE, koszt wytworzenia modułu fotowoltaicznego w Europie z europejskich ogniw wynosi około 25,5 eurocenta za wat szczytowy (Wp). Dla porównania, w Chinach lub Azji Południowo-Wschodniej koszt ten wynosi około 16,5 eurocenta. Jeszcze bardziej wymowna jest różnica między kosztem produkcji a rynkową ceną sprzedaży. Według danych z sierpnia 2025 roku, chińskie moduły sprzedawane są w Europie za zaledwie 8,7 eurocenta za Wp. Oznacza to, że cena, po której chińscy producenci sprzedają swoje panele w Europie, jest niższa niż ich własny koszt produkcji, który wynosi 16,5 eurocenta, i blisko trzykrotnie niższa niż koszt wytworzenia w Europie, który wynosi 25,5 eurocenta.

Inne źródła potwierdzają tę skalę różnicy. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej, produkcja modułu w Europie z europejskich ogniw jest droższa o około 10,3 eurocenta na wat niż w Chinach. Jak wskazuje raport Reshoring Solar Module Manufacturing to Europe, koszt produkcji w Europie jest wyższy o 10,3 eurocenta na wat. Nawet przy optymistycznym scenariuszu wzrostu cen chińskich paneli o 25 procent, do 10,9 eurocenta, różnica cenowa wciąż wynosiłaby 4,7 eurocenta na korzyść Chin.

Skąd bierze się tak ogromna przewaga Chin? Przede wszystkim z efektu skali, niższych kosztów energii, niższych kosztów pracy i gigantycznych subsydiów państwowych. Chiny zbudowały nadwyżkę mocy produkcyjnych, która znacznie przewyższa globalny popyt. W 2025 roku same Chiny zainstalowały w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 212 gigawatów fotowoltaiki, czyli więcej niż wynosi roczne tempo wzrostu całej Unii Europejskiej. Ta nadpodaż doprowadziła do załamania cen na rynkach światowych.

Co więcej, Chiny kontrolują między 81 a 93 procent globalnego łańcucha dostaw fotowoltaiki, od produkcji polikrzemu po gotowe moduły. Spośród dziesięciu największych producentów polikrzemu na świecie aż dziewięć to firmy chińskie. Oznacza to, że chińscy producenci kontrolują cały łańcuch wartości, od surowca po produkt gotowy, co pozwala im na dalszą optymalizację kosztów. Pełna integracja pionowa daje Chinom możliwość kształtowania cen na każdym etapie produkcji, co czyni europejską konkurencję praktycznie niemożliwą.

Zapisz się do newslettera!

Upadłość europejskich producentów

Skala przewagi cenowej Chin przekłada się na dramatyczne konsekwencje dla europejskich producentów. Proces ten nie jest nowy, ale w ostatnich latach przyspieszył. Europejska baza produkcyjna ma ogromne trudności z konkurowaniem z tanimi chińskimi importami, co prowadzi do bankructw i zagraża suwerenności technologicznej Europy.

Najświeższym przykładem jest niemiecki producent Soluxtec, który 29 kwietnia 2026 roku złożył wniosek o otwarcie postępowania upadłościowego. Firma, działająca od około 15 lat w Nadrenii-Palatynacie, zatrudniała około 70 osób. Choć produkcja na razie trwa, a firma szuka inwestora, jej sytuacja pokazuje, jak trudno europejskim zakładom konkurować z tanimi modułami z Azji. Jak zauważa portal GLOBENERGIA, Europa stawia na fotowoltaikę, ale własnych producentów paneli traci jednego po drugim.

Upadłość Soluxtec nie jest odosobnionym przypadkiem, lecz wpisuje się w dłuższą historię kurczenia się europejskiego przemysłu fotowoltaicznego. W ciągu ostatnich lat zbankrutowały lub znacząco ograniczyły działalność takie firmy jak Meyer Burger, SolarWorld czy Q-Cells. Według danych WNP, obecnie tylko 4 procent modułów fotowoltaicznych wykorzystywanych w Europie jest wytwarzanych na miejscu, a w przypadku ogniw odsetek ten spada do zaledwie 0,4 procent. Oznacza to, że europejscy producenci praktycznie nie istnieją na rynku ogniw fotowoltaicznych – cały ten segment został przejęty przez Azję.

Niestabilność sieci i stagnacja popytu

Paradoksalnie, problemy europejskiego przemysłu fotowoltaicznego nie wynikają wyłącznie z presji ze strony Chin, ale także z wewnętrznych problemów samej Europy. Rynek fotowoltaiki w Unii Europejskiej, który przez lata notował dwucyfrowe wzrosty, wszedł w fazę stagnacji. W 2025 roku Europejczycy zainstalowali o 0,7 procent mniej paneli słonecznych niż w 2024 roku. W pierwszym kwartale 2026 roku niemieckie instalacje fotowoltaiczne spadły o 6 procent w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego.

Przyczyną tego spowolnienia jest przede wszystkim niedostosowanie sieci elektroenergetycznych do dynamicznego wzrostu liczby instalacji fotowoltaicznych. Europa ma obecnie około 490 gigawatów zainstalowanej mocy PV, a operatorzy sieci coraz częściej muszą wyłączać instalacje w słoneczne dni, ponieważ sieci nie są w stanie przyjąć nadwyżek energii. W kwietniu 2026 roku ceny hurtowe energii elektrycznej w Niemczech spadły do ujemnego poziomu minus 500 euro za megawatogodzinę, co oznaczało, że duzi konsumenci byli płaceni za odbiór prądu z sieci. Sytuacja ta odzwierciedla ogromną nadwyżkę niekontrolowanych urządzeń nieprzerwanie zasilających sieć, która nie jest przygotowana na taki napływ energii.

Spowolnienie popytu i problemy sieciowe dodatkowo pogłębiają kryzys europejskich producentów. Inwestorzy, widząc, że rynek instalacyjny zwalnia i że sieci nie nadążają, są mniej skłonni do angażowania kapitału w nowe projekty produkcyjne. Tym samym błędne koło się zamyka: wysokie koszty produkcji zniechęcają do inwestycji, a niestabilny rynek zbytu dodatkowo zwiększa ryzyko.

Polityka przemysłowa UE

Unia Europejska zdaje sobie sprawę z tego kryzysu i podejmuje działania mające na celu odbudowę własnego przemysłu fotowoltaicznego. Kluczowym instrumentem jest Net-Zero Industry Act (NZIA), który wszedł w życie 18 czerwca 2025 roku. Celem NZIA jest zwiększenie zdolności produkcyjnych w zakresie technologii zeroemisyjnych, w tym fotowoltaiki, do co najmniej 40 procent rocznego zapotrzebowania UE, a konkretnie 30 gigawatów mocy produkcyjnej w całym łańcuchu wartości PV do 2030 roku.

Od 1 listopada 2026 roku UE wykluczy z unijnego wsparcia projekty wykorzystujące chińskie falowniki, czyli urządzenia stanowiące interfejs między panelami słonecznymi a siecią. Jest to próba ochrony rodzimego rynku przed dominacją Chin, która obejmuje już ponad 80 procent rynku w całym łańcuchu dostaw, od polikrzemu po gotowe panele. Decyzja ta może jednak doprowadzić do zahamowania ponad 14 gigawatów nowych mocy PV, co stanowi ponad jedną piątą rocznego przyrostu w UE.

Europejska Rada ds. Produkcji Przemysłowej dla Energetyki Słonecznej postuluje, aby 75 procent urządzeń do europejskich instalacji fotowoltaicznych było wytwarzanych w UE. Cel ten jest jednak niezwykle ambitny, biorąc pod uwagę obecny stan europejskiej produkcji. Europejska Rada zakłada zwiększenie zdolności wytwarzania ogniw, modułów i innych urządzeń do 2026 roku do 60 gigawatów mocy na rok, ale obecna roczna zdolność produkcyjna Europy w zakresie ogniw, wafli i modułów wynosi poniżej 10 gigawatów.

Nawet przy tych ambitnych planach, wiele wskazuje na to, że cele NZIA nie zostaną osiągnięte w przewidywanym terminie. Jak zauważa SolarPower Europe, mimo politycznych zobowiązań wynikających z NZIA i Europejskiej Karty Słonecznej z 2024 roku, europejski rynek fotowoltaiki słabnie, a fabryki są zamykane. Rozwój europejskiego sektora fotowoltaicznego byłby korzystny dla Polski – szacuje się, że moglibyśmy liczyć na około 2,5 miliarda euro inwestycji. Jednak bez fundamentalnej zmiany warunków konkurencyjności te inwestycje pozostaną w sferze planów.

Brak dostępu do surowców na niższych poziomach łańcucha

Nawet gdyby Europa zdołała uruchomić znaczącą produkcję modułów, nadal byłaby uzależniona od importu kluczowych komponentów z Chin. Produkcja polikrzemu, wafli krzemowych i ogniw jest jeszcze bardziej kapitałochłonna i energochłonna niż produkcja modułów, a chińska dominacja w tych segmentach jest jeszcze większa. Europejskie firmy, które chciałyby produkować moduły, byłyby więc uzależnione od importu wafli i ogniw z Chin, co dodatkowo podnosiłoby koszty i zmniejszało niezależność.

Według danych CPIA (China Photovoltaic Industry Association), w 2024 roku Chiny odpowiadały za 84,6 procent światowej produkcji modułów fotowoltaicznych, ale w przypadku wafli i ogniw ich udział jest jeszcze wyższy i sięga ponad 95 procent. Oznacza to, że Europa nie ma praktycznie żadnych zdolności produkcyjnych na niższych poziomach łańcucha wartości. Nawet jeśli powstałyby nowe europejskie fabryki modułów, musiałyby one importować kluczowe komponenty z Chin, co czyniłoby je zależnymi od chińskich dostaw i cen.

Czy Europa ma szansę na odbudowę przemysłu PV?

W odpowiedzi na te wyzwania, Unia Europejska uruchomiła szereg inicjatyw mających na celu odbudowę zdolności produkcyjnych. Oprócz wspomnianego Net-Zero Industry Act, Komisja Europejska ogłosiła nowe fundusze wsparcia produkcyjnego, w tym operacyjne wsparcie OPEX, czyli produkcyjne ulgi podatkowe, poprzez nowy Fundusz Konkurencyjności. W połowie 2025 roku KE ogłosiła, że będzie dążyć do wprowadzenia produkcyjnego wsparcia operacyjnego dla produkcji czystych technologii, co jest odpowiedzią na postulaty branży.

Najbardziej zaawansowanym projektem na europejskim rynku jest francuska gigafabryka HoloSolis w Hambach w Mozeli, która powstała w 2021 roku z inicjatywy konsorcjum inwestorów. Projekt zakłada budowę fabryki produkującej ogniwa i moduły o łącznej mocy 5 gigawatów rocznie, co wystarczyłoby do zasilenia około miliona europejskich gospodarstw domowych. Budowa budynków zaplanowana jest na 2026 rok, uruchomienie produkcji modułów na 2027 rok, a osiągnięcie pełnej mocy 5 gigawatów na 2030 rok. Fabryka ma stworzyć około 2 tysięcy bezpośrednich miejsc pracy i wykorzystywać technologię TOPCon, która jest obecnie jednym z najbardziej wydajnych rozwiązań na rynku.

Nawet ta największa planowana inwestycja w Europie jest w skali globalnej marginalna. 5 gigawatów rocznie to zaledwie 0,85 procent globalnej mocy produkcyjnej, która w 2024 roku wyniosła 588 gigawatów. Do czasu osiągnięcia pełnej mocy w 2030 roku, po uwzględnieniu dalszego wzrostu globalnych mocy, udział ten będzie jeszcze mniejszy. Do tego czasu Chiny zbudują kolejne megafabryki, a ich przewaga kosztowa i technologiczna może się jeszcze pogłębić.

Europa, która w latach 2015–2024 była liderem w instalacjach PV, traci szansę na udział w rynku produkcji. Zamiast tego pozostaje głównie konsumentem, co jest wyborem racjonalnym ekonomicznie, ale strategicznie ryzykownym. Dopóki Chiny będą w stanie produkować moduły o połowę taniej niż Europa, dopóty żadna europejska firma nie zaryzykuje miliardowych inwestycji w produkcję ogniw słonecznych. I odwrotnie, dopóki żadna europejska firma nie zainwestuje, dopóty Europa nie odzyska zdolności produkcyjnych. To błędne koło będzie się napędzać przez najbliższe lata, a jedynym sposobem na jego przerwanie jest interwencja państwowa na niespotykaną dotąd skalę. Na razie jednak, mimo rosnącej świadomości ryzyka, Unia Europejska nie podjęła decyzji o takiej interwencji.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com