Europejski przemysł ogniw słonecznych znajduje się w stanie głębokiej zapaści, mimo że Unia Europejska jest jednym z największych rynków zbytu dla fotowoltaiki na świecie. W 2025 roku aż 88 procent niemieckiego importu systemów fotowoltaicznych pochodziło z Chin, a w skali całej Unii odsetek ten sięgał około 90–98 procent. Przyczyną nie jest brak woli politycznej ani niezdolność technologiczna, lecz fundamentalna przewaga kosztowa Chin, gdzie produkcja paneli jest o około 45 procent tańsza niż w Europie, co wynika z efektu skali, niższych cen energii, subsydiów państwowych oraz pełnej kontroli nad całym łańcuchem wartości od polikrzemu po gotowe moduły.
Aby zrozumieć, dlaczego Europa nie inwestuje we własną produkcję ogniw słonecznych, należy spojrzeć na cały łańcucharz wartości od surowców po gotowe produkty i dostrzec, że każdy jego etap jest dziś zdominowany przez Chiny. Chiński przemysł polikrzemu osiągnął w 2024 roku 93,5 procent udziału w globalnej produkcji, a dziewięciu z dziesięciu największych producentów tego surowca pochodzi z Chin. Oznacza to, że europejska produkcja jest niekonkurencyjna kosztowo na każdym poziomie przetwarzania, a próby odbudowy rodzimego przemysłu, takie jak francuski projekt HoloSolis czy niemiecka ulga podatkowa, są kroplą w morzu potrzeb.
Najbardziej wymownym przykładem chińskiej dominacji jest rynek polikrzemu, podstawowego surowca do produkcji wafli krzemowych, ogniw i modułów. Według raportu Bernreuter Research „Polysilicon Market Outlook 2029”, chiński przemysł polikrzemu osiągnął w 2024 roku 93,5 procent udziału w globalnej produkcji. Spośród dziesięciu największych producentów polikrzemu na świecie aż dziewięć to firmy chińskie, a jedynym reprezentantem Zachodu w tym zestawieniu jest niemiecka grupa chemiczna Wacker Chemie AG. Wacker jednak, choć niegdyś lider rynku, został zdeklasowany i obecnie specjalizuje się głównie w polikrzemie do zastosowań półprzewodnikowych, a nie do ogniw słonecznych. Już na tym poziomie Europa jest więc całkowicie uzależniona od importu chińskiego surowca.
Czterech największych chińskich producentów polikrzemu – Tongwei, GCL Technology, Daqo New Energy i Xinte Energy – kontroluje łącznie około 65 procent światowej produkcji tego surowca. W latach 2020–2024 firmy te zbudowały również dwie trzecie wszystkich nowych mocy produkcyjnych na świecie, co doprowadziło do ogromnej nadpodaży polikrzemu i w konsekwencji do rekordowo niskich cen. Ta nadpodaż, choć z punktu widzenia konsumentów oznaczała tanie moduły, dla europejskich producentów była katastrofalna. Przy cenach surowca kształtowanych przez chiński rynek, w warunkach ogromnej nadwyżki podaży, europejscy producenci nie byli w stanie konkurować, nawet gdyby mieli dostęp do własnych źródeł polikrzemu.
Kolejny poziom łańcucha to produkcja wafli krzemowych, ogniw i gotowych modułów. Według danych CPIA (China Photovoltaic Industry Association), w 2024 roku Chiny odpowiadały za 84,6 procent światowej produkcji modułów fotowoltaicznych, co dało wolumen 588 gigawatów. W rankingu największych producentów modułów dominują takie firmy jak LONGi Green Energy, JinkoSolar, Trina Solar, JA Solar i Risen Energy, wszystkie pochodzące z Chin. Europejscy producenci są w tym zestawieniu praktycznie nieobecni.
Chińska dominacja nie jest dziełem przypadku ani wyłącznie efektem niższych kosztów pracy. Jest wynikiem świadomej, długoterminowej polityki przemysłowej, która obejmowała gigantyczne subsydia państwowe, preferencyjne kredyty, ochronę rynku wewnętrznego i systematyczne inwestycje w badania i rozwój. Przez lata Chiny zbudowały zintegrowany ekosystem, w którym każdy etap produkcji, od wydobycia i rafinacji krzemu, przez produkcję wafli, ogniw i modułów, aż po instalację i eksploatację, jest kontrolowany przez chińskie firmy. Europa nie ma dziś ani własnych zdolności rafineryjnych polikrzemu, ani produkcji wafli, ani ogniw, ani modułów na skalę przemysłową.
Przewaga kosztowa Chin
Kluczowym czynnikiem uniemożliwiającym europejskim firmom wejście do gry jest różnica w kosztach produkcji. Według raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej „Energy Technology Perspectives 2024”, produkcja paneli fotowoltaicznych w Unii Europejskiej jest aż o 45 procent droższa niż w Chinach. Dla porównania, w Stanach Zjednoczonych koszty są wyższe o około 40 procent, a w Indiach o 25 procent. Różnica ta nie wynika z jednego czynnika, ale z kumulacji kilku strukturalnych przewag Chin.
Pierwszym czynnikiem jest efekt skali. Chińskie fabryki produkują moduły w ilościach niedostępnych dla europejskich producentów. W 2024 roku globalna zdolność produkcyjna modułów PV wyniosła około 1,3 terawata rocznie, podczas gdy globalny popyt był o połowę niższy. Ta ogromna nadwyżka mocy w Chinach powoduje, że chińscy producenci są w stanie oferować moduły po cenach dumpingowych, znacznie poniżej kosztów produkcji, co jest strategią mającą na celu eliminację konkurencji. Europejscy producenci, którzy nie mogą sobie pozwolić na działanie przez lata poniżej kosztów, są po prostu wypychani z rynku.
Drugim czynnikiem są koszty energii. Produkcja polikrzemu i ogniw fotowoltaicznych jest niezwykle energochłonna. W Chinach ceny energii elektrycznej dla przemysłu są znacznie niższe niż w Europie, co daje chińskim producentom znaczącą przewagę kosztową. W Unii Europejskiej, gdzie ceny energii należą do najwyższych na świecie, zwłaszcza po kryzysie energetycznym 2022–2023, koszt energii stanowi istotny element całkowitych kosztów produkcji. W Polsce w 2025 roku ceny energii dla przemysłu były wyższe niż w wielu innych krajach UE, co dodatkowo pogłębiało problem.
Trzecim czynnikiem są subsydia państwowe. Chiński rząd od lat wspiera przemysł fotowoltaiczny za pomocą bezpośrednich dotacji, preferencyjnych pożyczek, ulg podatkowych i ochrony rynku wewnętrznego. W 2025 roku chińskie władze, widząc ogromne straty producentów, nawet najwięksi gracze jak Jinko Solar czy LONGi odnotowali straty w milionach dolarów, zdecydowały się na interwencję mającą na celu konsolidację rynku i przywrócenie rentowności.
Działania te obejmują ograniczenie mocy produkcyjnych polikrzemu, zamknięcie starych, nieefektywnych zakładów oraz wprowadzenie wyższych wymogów jakościowych. W kwietniu 2026 roku Chiny całkowicie zniosły ulgi podatkowe na eksport paneli fotowoltaicznych, co miało na celu podniesienie cen eksportowych i poprawę rentowności chińskich producentów. Dla Europy oznacza to jednak, że nawet te niskie ceny, które przez lata napędzały rozwój instalacji PV w Europie, mogą wkrótce wzrosnąć. Skutkiem działań chińskich władz będą podwyżki cen paneli odczuwalne w Europie w ostatnich kwartałach 2026 roku.
Europejskie próby odbudowy produkcji
Mimo niekorzystnej sytuacji konkurencyjnej, Unia Europejska i poszczególne państwa członkowskie podejmują wysiłki, aby odbudować choć część własnych zdolności produkcyjnych. Głównymi instrumentami politycznymi są Net Zero Industry Act (NZIA) oraz EU Solar Charter. NZIA zakłada osiągnięcie co najmniej 30 gigawatów mocy produkcyjnej ogniw słonecznych wytwarzanych w UE do 2030 roku. Cel ten jest jednak niezwykle ambitny i według samych przedstawicieli branży nieosiągalny bez natychmiastowego, zdecydowanego wsparcia politycznego i finansowego. Europejski sektor fotowoltaiczny znajduje się w punkcie krytycznym. Mimo silnych deklaracji politycznych, zamknięcia fabryk i bankructwa w całym łańcuchu wartości są faktem.
Najbardziej zaawansowanym projektem na europejskim rynku jest francuska gigafabryka HoloSolis w Hambach w Mozeli. Powstała w 2021 roku z inicjatywy konsorcjum inwestorów, które pozyskało już ponad 220 milionów euro finansowania, w tym od EIT InnoEnergy, TSE, Groupe IDEC, Armor Group, Heraeus, a także od nowych inwestorów rodzinnych. Projekt zakłada budowę fabryki produkującej ogniwa i moduły o łącznej mocy 5 gigawatów rocznie, co wystarczyłoby do zasilenia około miliona europejskich gospodarstw domowych. Budowa budynków zaplanowana jest na 2026 rok, uruchomienie produkcji modułów na 2027 rok, a osiągnięcie pełnej mocy 5 gigawatów na 2030 rok. Fabryka ma stworzyć około 2 tysięcy bezpośrednich miejsc pracy i wykorzystywać technologię TOPCon, która jest obecnie jednym z najbardziej wydajnych rozwiązań na rynku.
Nawet ta największa planowana inwestycja w Europie jest w skali globalnej marginalna. 5 gigawatów rocznie to zaledwie 0,85 procent globalnej mocy produkcyjnej, która w 2024 roku wyniosła 588 gigawatów, a w momencie osiągnięcia pełnej mocy w 2030 roku, po uwzględnieniu dalszego wzrostu globalnych mocy, udział ten będzie jeszcze mniejszy. Do tego czasu Chiny zbudują kolejne megafabryki, a ich przewaga kosztowa i technologiczna może się jeszcze pogłębić. Europejskie inwestycje są więc kroplą w morzu potrzeb i nie wystarczą, aby znacząco zmienić strukturę rynku.
Inne kraje europejskie również podejmują działania, ale są one jeszcze mniejsze. W Niemczech wprowadzono ulgi podatkowe dla produkcji, a w Polsce rozwijają się mniejsze projekty, takie jak PhoTons, czyli produkcja ogniw TOPCon w ramach europejskiego łańcucha dostaw, który otrzymał dofinansowanie z unijnego Funduszu Innowacyjnego. Fundusz Innowacyjny, którego budżet na kolejną rundę wynosi 4,8 miliarda euro, ma wspierać projekty produkcyjne innowacyjnych technologii czystej energii, w tym fotowoltaiki. Jednak te środki, choć znaczące, są rozłożone na wiele różnych technologii, takich jak wodór, akumulatory czy pompy ciepła, i nie wystarczą, aby w krótkim okresie odbudować konkurencyjną europejską produkcję ogniw.
We wrześniu 2025 roku Europejska Rada ds. Produkcji Słonecznej (ESMC) i SolarPower Europe wystosowały wspólny apel do przywódców UE, wzywając do natychmiastowych działań. W liście otwartym zaapelowały o wdrożenie Europejskiego Planu Działania dla Przemysłu PV na 2030 rok, rewizję przepisów dotyczących zamówień publicznych, aby uwzględniały kryterium Made in Europe, utworzenie nowego funduszu produkcyjnego dla czystych technologii w ramach następnych ram finansowych UE, rozszerzenie tymczasowego wsparcia OPEX oraz zwiększenie roli Europejskiego Banku Inwestycyjnego w finansowaniu projektów produkcyjnych.
Jak stwierdziła Walburga Hemetsberger, dyrektor generalna SolarPower Europe, europejski przemysł słoneczny znajduje się na rozdrożu, a bez natychmiastowych, skoordynowanych działań Europa ryzykuje utratę pozostałych zdolności produkcyjnych w zakresie fotowoltaiki. Z kolei Christoph Podewils, sekretarz generalny ESMC, dodał, że UE musi działać teraz, aby zachować swoją suwerenność w dziedzinie fotowoltaiki, a 30 gigawatów ambitnego celu ESIA nie materializuje się, podczas gdy czas ucieka.
Paradoks europejskiego rynku. Konsument tanich modułów, a nie producent
Największym paradoksem sytuacji europejskiej jest to, że Unia Europejska jest jednym z największych rynków zbytu dla paneli słonecznych na świecie, ale nie jest ich producentem. W 2025 roku Niemcy, największy rynek fotowoltaiczny w Europie, zaimportowały systemy PV o wartości 1,8 miliarda euro, z czego aż 88 procent pochodziło z Chin. Holandia, która jest głównym europejskim hubem dystrybucyjnym dla chińskich paneli, w 2025 roku zaimportowała z Chin 33,5 gigawata modułów, z których większość trafiła dalej do innych krajów UE. W okresie styczeń–październik 2025 roku europejski import z Chin osiągnął łączny wolumen 91 gigawatopożądanych, co stanowiło wzrost o 8 procent w porównaniu z 2024 rokiem. To oznacza, że zależność Europy od chińskich paneli nie tylko nie maleje, ale wręcz rośnie.
Paradoks ten ma swoje źródło w ekonomii. Dla europejskich deweloperów i inwestorów liczy się przede wszystkim cena modułów, ponieważ to ona determinuje opłacalność projektów fotowoltaicznych. Chińskie moduły są tak tanie, że żaden europejski producent nie jest w stanie z nimi konkurować. Próba ochrony rynku wewnętrznego za pomocą ceł antydumpingowych, którą UE wprowadziła w przeszłości, a następnie z niej zrezygnowała, byłaby niepopularna, ponieważ podniosłaby ceny instalacji i spowolniła transformację energetyczną. W 2023 roku kraje Unii Europejskiej zrezygnowały z restrykcji na chińskie panele, uznając, że koszt ochrony rodzimej produkcji jest zbyt wysoki.
W efekcie Europa znalazła się w pułapce. Aby realizować cele klimatyczne i rozwijać fotowoltaikę, potrzebuje tanich modułów. Tanich modułów nie produkuje się w Europie, produkuje się je w Chinach. Im więcej modułów importuje Europa, tym trudniej odbudować własną produkcję, ponieważ europejscy producenci nie mają szans konkurować z chińskimi cenami. To błędne koło, z którego nie widać łatwego wyjścia.
Brak dostępu do surowców i ogniw na niższych poziomach łańcucha
Kolejnym często pomijanym aspektem problemu jest fakt, że Europa nie ma już dostępu do niższych poziomów łańcucha wartości. Nawet gdyby jutro powstała gigantyczna europejska fabryka modułów, potrzebowałaby ona wafli krzemowych i ogniw, których Europa nie produkuje. Produkcja wafli i ogniw jest jeszcze bardziej kapitałochłonna i energochłonna niż produkcja modułów, a chińska dominacja w tych segmentach jest jeszcze większa. Europejskie firmy, które chciałyby produkować moduły, byłyby więc uzależnione od importu wafli i ogniw z Chin, co dodatkowo podnosiłoby koszty i zmniejszało niezależność.
Według badania opublikowanego w listopadzie 2024 roku na portalu enerad.pl, koszty produkcji paneli PV w UE są o 45 procent wyższe niż w Chinach, a koszty w USA są wyższe o około 40 procent. Różnice te wynikają z korzyści skali, niższych kosztów energii w Chinach, subsydiów państwowych oraz pełnej integracji pionowej chińskich producentów. W tych warunkach europejskie inwestycje w produkcję PV są po prostu nieopłacalne, a żaden racjonalny inwestor nie zdecyduje się na budowę fabryki, która od początku będzie generować straty.
Zależność od chińskich surowców i komponentów
Brak własnej produkcji ogniw słonecznych nie jest jedynym problemem. Europa jest również uzależniona od Chin w zakresie innych komponentów niezbędnych do instalacji PV. W Polsce, podobnie jak w całej Europie, dominująca pozycja chińskich producentów dotyczy nie tylko modułów, ale także falowników, konstrukcji montażowych i systemów magazynowania energii. Jak wskazuje raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego, zależność od importu komponentów z Chin jest głęboka i obejmuje cały łańcuch dostaw.
Ta zależność stwarza poważne ryzyka dla bezpieczeństwa energetycznego Europy. W przypadku napięć geopolitycznych, konfliktu handlowego lub wprowadzenia przez Chiny ograniczeń eksportowych, podobnych do tych, które już zastosowano wobec niektórych surowców krytycznych, Europa mogłaby stanąć w obliczu poważnych zakłóceń w dostawach komponentów fotowoltaicznych. Chiński rząd już podjął działania mające na celu konsolidację rynku polikrzemu i ograniczenie eksportu niektórych komponentów, co może w przyszłości wpłynąć na dostępność i ceny modułów.
Czy Europa ma szansę na odbudowę?
W odpowiedzi na te wyzwania, Unia Europejska uruchomiła szereg inicjatyw mających na celu odbudowę zdolności produkcyjnych. Oprócz wspomnianego Net Zero Industry Act, Komisja Europejska ogłosiła nowe fundusze wsparcia produkcyjnego, w tym operacyjne wsparcie OPEX, czyli produkcyjne ulgi podatkowe, poprzez nowy Fundusz Konkurencyjności. W połowie 2025 roku KE ogłosiła, że będzie dążyć do wprowadzenia produkcyjnego wsparcia operacyjnego dla produkcji czystych technologii, co jest odpowiedzią na postulaty branży. Jednak, jak podkreślają sami producenci, czas ucieka. Europejscy producenci potrzebują wsparcia teraz, nie za kilka lat, gdy nowe instrumenty finansowe zostaną w pełni uruchomione.
Nawet przy optymistycznym scenariuszu, czyli pełnym uruchomieniu HoloSolis, sukcesie PhoTons i innych projektów, udział Europy w globalnej produkcji ogniw słonecznych pozostanie marginalny przez całą obecną dekadę. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to taki, w którym Europa pozostanie uzależniona od importu z Chin przez co najmniej kolejne 10–15 lat. Odbudowa konkurencyjnej europejskiej produkcji wymagałaby nie tylko gigantycznych inwestycji rzędu dziesiątek miliardów euro, ale także fundamentalnej zmiany struktury kosztów energii w Europie oraz wprowadzenia skutecznych mechanizmów ochrony rynku wewnętrznego, takich jak cła antydumpingowe lub wymóg lokalnej zawartości w zamówieniach publicznych. Żadne z tych rozwiązań nie jest jednak obecnie realne politycznie.
Jak podsumowuje to raport Międzynarodowej Agencji Energetycznej, globalny rynek technologii czystej energii niemal potroi się do 2035 roku, osiągając wartość 2 bilionów dolarów, a największym eksporterem pozostaną Chiny, których eksport technologii czystej energii ma wówczas przekroczyć wartość 340 miliardów dolarów. Europa, która w latach 2015–2024 była liderem w instalacjach PV, traci szansę na udział w tym rynku jako producent.
Zamiast tego pozostaje głównie konsumentem, co jest wyborem racjonalnym ekonomicznie, ale strategicznie ryzykownym. Dopóki Chiny będą w stanie produkować moduły o połowę taniej niż Europa, dopóty żadna europejska firma nie zaryzykuje miliardowych inwestycji w produkcję ogniw słonecznych. I odwrotnie, dopóki żadna europejska firma nie zainwestuje, dopóty Europa nie odzyska zdolności produkcyjnych. To błędne koło będzie się napędzać przez najbliższe lata, a jedynym sposobem na jego przerwanie jest interwencja państwowa na niespotykaną dotąd skalę. Na razie jednak, mimo rosnącej świadomości ryzyka, Unia Europejska nie podjęła decyzji o takiej interwencji.
Fot. Wikimedia Commons

