Chemiczne pogorzelisko. Europa odbudowuje się na raty

Po roku głębokiego kryzysu zaufanie w europejskim przemyśle chemicznym lekko odbija – w grudniu 2025 wskaźnik wzrósł drugi miesiąc z rzędu. Ale cały rok zakończył się spadkiem produkcji o 2,4 proc., a branża pozostaje 11 proc. poniżej poziomów sprzed kryzysu. Polska zanotowała spadek zaufania o 3,9 pkt, a petrochemia straciła ponad 10 proc. produkcji. Pytanie, czy polskie zakłady chemiczne, od Azotów po ZA Puławy, przetrwają ten okres selektywnej poprawy.

  • Europejska Rada Przemysłu Chemicznego (Cefic) podsumowała 2025 rok: produkcja chemiczna w UE spadła o 2,4 proc. (w petrochemii aż o 10 proc.). Wykorzystanie mocy produkcyjnych spadło poniżej 75 proc., a branża pozostaje ok. 11 proc. poniżej średniej z lat 2014-2019. W grudniu odnotowano lekki wzrost wskaźnika zaufania drugi miesiąc z rzędu, ale to raczej korekta niż trwały trend.
  • Głównym problemem są koszty energii. W 2025 ceny gazu w Europie były trzykrotnie wyższe niż w USA. Dla przemysłu chemicznego, który wykorzystuje gaz jako surowiec i paliwo, to różnica fundamentalna. Prezes Grupy Azoty Andrzej Skolmowski ostrzega, że różnica w cenach gazu między Europą a konkurentami utrzyma się do 2030.
  • Chiny umacniają pozycję lidera – chiński Sinopec wyprzedził BASF w rankingu ICIS. Import chemikaliów do UE wzrósł o 5,2 proc. wolumenowo, a największym dostawcą są Chiny (22,2 mld euro). Unia odnotowuje w petrochemii deficyt handlowy sięgający 15 mld euro. Europejscy producenci nie są w stanie konkurować cenowo z azjatyckimi gigantami.
  • Polska wypada gorzej niż średnia UE. Wskaźnik zaufania spadł o 3,9 pkt, a produkcja chemiczna o 2,6 proc. w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025. Największym problemem jest petrochemia i nawozy (Grupa Azoty). Spółka odnotowała stratę 878 mln zł w I połowie 2025. Inwestycja w Policach (zakład PDH) stoi pod znakiem zapytania – Azoty szukają partnera lub kupca.
  • Sygnały nadziei: unijne cła na nawozy z Rosji i Białorusi (od lipca 2025) mogą ograniczyć tani import. KE pracuje nad uproszczeniem regulacji i obniżeniem kosztów energii. W segmencie polimerów i chemii specjalistycznej Europa wciąż ma przewagę technologiczną i dodatni bilans handlowy. Przyszłością jest przesuwanie się w górę łańcucha wartości, ale bez wsparcia politycznego upadek może być nieodwracalny.

Europejska Rada Przemysłu Chemicznego (Cefic) opublikowała pod koniec 2025 roku raport, który nie pozostawia złudzeń co do kondycji sektora. W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy roku produkcja chemiczna w Unii Europejskiej spadła o 2,5 procent w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. To pogłębienie tendencji spadkowej, bo jeszcze w 2024 roku branża notowała wzrost na poziomie 2,4 procent. Prognozy na cały rok mówiły o spadku przekraczającym 2 procent i te prognozy się ziściły, a w segmencie petrochemii, który jest szczególnie wrażliwy na koszty energii i surowców, spadek sięgnął aż 10 procent.

Co gorsza, produkcja chemikaliów w UE pozostaje około 10-11 procent poniżej średniego poziomu z lat 2014-2019, które w raportach Cefic uznawane są za okres przedkryzysowy. To oznacza, że branża nie tylko nie odrobiła strat po pandemicznym załamaniu, ale wciąż tkwi w dołku, z którego nie może się wydostać. Wykorzystanie mocy produkcyjnych w sektorze spadło poniżej 75 procent, podczas gdy długoterminowa średnia wynosiła 81,3 procent. To pokazuje skalę niewykorzystanego potencjału i presję, pod jaką pracują europejskie zakłady.

W samym grudniu 2025 roku pojawiły się co prawda sygnały lekkiego odbicia wskaźnika zaufania, które utrzymało się drugi miesiąc z rzędu, ale ekonomiści studzą optymizm. To raczej korekta po głębokich spadkach niż początek trwałego trendu wzrostowego. Europejski przemysł chemiczny wciąż zmaga się ze słabym popytem, który od marca 2022 roku nie wykazuje oznak silniejszego ożywienia.

Zapisz się do newslettera!

Koszty energii, czyli europejski pięt achillesowy

Główną przyczyną problemów europejskiej chemii są koszty energii, które od wybuchu wojny w Ukrainie pozostają na poziomach drastycznie wyższych niż u globalnych konkurentów. W okresie od stycznia do lipca 2025 roku ceny gazu w Europie były trzykrotnie wyższe niż w Stanach Zjednoczonych. Dla przemysłu chemicznego, który wykorzystuje gaz ziemny nie tylko do produkcji energii, ale także jako surowiec do wytwarzania nawozów i innych produktów, to różnica fundamentalna.

Prezes Grupy Azoty Andrzej Skolmowski w rozmowie z PAP zwracał uwagę, że prognozy na najbliższe lata nie są optymistyczne. Różnica w cenach gazu pomiędzy Europą a konkurentami globalnymi pozostanie znacząca aż do 2030 roku, co dodatkowo osłabia pozycję przemysłu chemicznego w Europie. Wysokie ceny energii przekładają się bezpośrednio na koszty produkcji nawozów, które są jednym z kluczowych produktów polskiej chemii. Gaz stanowi od 25 do 50 procent kosztów produkcji w zależności od asortymentu, a reszta to koszty pary i energii elektrycznej, które również są w Europie wysokie.

Do tego dochodzą koszty regulacyjne, związane z unijną polityką klimatyczną, w tym z systemem handlu emisjami. Europejskie zakłady muszą płacić za każde wyemitowane tony dwutlenku węgla, podczas gdy producenci w Chinach, Indiach czy Stanach Zjednoczonych takich obciążeń nie mają. To tworzy nierówne pole gry, na którym europejska chemia z roku na rok traci konkurencyjność.

Globalna konkurencja, czyli Chiny przejmują pałeczkę

W tym samym czasie, gdy Europa zmaga się z kosztami i regulacjami, Chiny konsekwentnie budują swoją potęgę chemiczną. Według rankingu ICIS, chiński Sinopec wyprzedził BASF na pozycji lidera światowego przemysłu chemicznego, a trzy inne chińskie firmy znalazły się w pierwszej dziesiątce. To symboliczny moment, który pokazuje przesunięcie centrum grawitacji światowej chemii z Europy i Ameryki do Azji.

Chiny od lat wspierają swoich producentów, budując gigantyczne, zintegrowane kompleksy petrochemiczne, które dzięki skali produkcji i niższym kosztom energii są w stanie oferować produkty po cenach, z którymi europejskie zakłady nie mogą konkurować. Efektem jest rosnący import do Europy. W pierwszych ośmiu miesiącach 2025 roku import chemikaliów do UE wzrósł o 2,6 procent w ujęciu wartościowym i aż o 5,2 procent w ujęciu wolumenowym. Największym dostawcą były Chiny, z których napłynęły towary o wartości 22,2 miliarda euro.

Szczególnie mocno rośnie import petrochemikaliów, które stanowią największą kategorię importową. To właśnie w tym segmencie europejscy producenci tracą najwięcej, bo chińskie i bliskowschodnie zakłady, dysponujące tańszym surowcem i energią, zalewają rynek tanimi produktami. W efekcie Unia Europejska odnotowuje w petrochemii deficyt handlowy sięgający 15 miliardów euro.

Sytuacja w Polsce, czyli spadek zaufania i problemy Azotów

Na tym tle Polska wypada jeszcze gorzej niż średnia unijna. Według danych Cefic, wskaźnik zaufania w polskim przemyśle chemicznym spadł o 3,9 punktu, co jest wynikiem gorszym niż w Niemczech czy Francji, ale lepszym niż w Holandii czy Hiszpanii. Produkcja chemiczna w Polsce spadła o 2,6 procent w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2025 roku.

Największym problemem polskiej chemii jest petrochemia i produkcja nawozów, które są domeną Grupy Azoty. Spadek produkcji w petrochemii przekroczył 10 procent, a sytuacja finansowa Azotów jest dramatyczna. W pierwszej połowie 2025 roku spółka odnotowała stratę w wysokości 878 milionów złotych, pogłębiając stratę z analogicznego okresu roku poprzedniego.

Jednym z głównych powodów tych strat jest problematyczna inwestycja w zakład PDH i polipropylenu w Policach. Prezes Andrzej Skolmowski przyznał wprost, że projekt potrzebuje nowego właściciela lub przynajmniej partnera, ponieważ samodzielne kontynuowanie go przerasta możliwości finansowe spółki . Zakład, który rozpoczął działalność w 2023 roku, wciąż nie został w pełni uruchomiony, a w lipcu 2025 roku doszło w nim do awarii, która wstrzymała produkcję. Grupa Azoty wznowiła rozmowy z Orlenem w sprawie sprzedaży całego zakładu lub udziałów w nim, ale na razie bez konkretnych rozstrzygnięć.

Perspektywy na przyszłość, czyli czy jest światełko w tunelu

Mimo tych wszystkich problemów, w branży pojawiają się sygnały, które mogą wskazywać na to, że dno zostało już osiągnięte. Po pierwsze, wprowadzone od lipca 2025 roku unijne cła na nawozy z Rosji i Białorusi mogą ograniczyć napływ taniego importu z tych kierunków i poprawić sytuację europejskich producentów. Na razie jednak jest za wcześnie, by ocenić ich skuteczność.

Po drugie, Komisja Europejska pracuje nad uproszczeniem regulacji i obniżeniem kosztów energii dla przemysłu energochłonnego. W styczniu 2026 roku zatwierdzono między innymi pomoc publiczną na budowę centrum zielonej gospodarki w Tychach, które ma wspierać transformację regionów górniczych, ale to kropla w morzu potrzeb.

Po trzecie, same firmy szukają sposobów na przetrwanie. W segmencie polimerów i specjalności chemicznych, gdzie europejscy producenci wciąż mają przewagę technologiczną, nadal utrzymuje się dodatni bilans handlowy. To pokazuje, że przyszłością europejskiej chemii nie jest konkurowanie z Chinami w produkcji masowej, ale przesuwanie się w górę łańcucha wartości, w kierunku produktów specjalistycznych, wymagających zaawansowanej wiedzy i technologii.

Czy polskie zakłady przetrwają?

Odpowiedź na pytanie, czy polskie zakłady chemiczne przetrwają ten kryzys, nie jest prosta. Z jednej strony Grupa Azoty i ZA Puławy to zakłady o strategicznym znaczeniu dla polskiego rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego. Ich upadek oznaczałby uzależnienie od importu nawozów, co w dłuższej perspektywie groziło by wzrostem cen i niestabilnością dostaw.

Z drugiej strony, bez głębokiej restrukturyzacji i obniżenia kosztów energii, przetrwanie tych zakładów w obecnym kształcie stoi pod znakiem zapytania. Raport Oxford Economics przygotowany dla INEOS ostrzega, że europejski przemysł chemiczny osiąga punkt krytyczny, w którym bez natychmiastowej interwencji politycznej grozi mu nieodwracalny upadek. Między 2019 a 2025 rokiem produkcja chemiczna spadła w Wielkiej Brytanii o 30 procent, w Niemczech o 18 procent, we Francji o 12 procent. Te liczby pokazują, że proces kurczenia się sektora już trwa i nabiera tempa.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu