Indyjski potwór pogrzebie Śląsk? 63 milionów ton węgla z jednej dziury

Jedna kopalnia w Indiach – Gevra – wydobędzie w 2026 roku 63 mln ton węgla. To więcej niż wszystkie polskie kopalnie razem wzięte, które w 2025 roku wydobyły 42,8 mln ton – najniższy wynik we współczesnej historii polskiego górnictwa. Indie nie tylko nie odchodzą od węgla, ale planują zwiększenie wydobycia do 1,58 mld ton rocznie do 2030 roku. W tym czasie polski węgiel jest coraz droższy, mniej wydajny i wypierany przez tańszy import oraz OZE. Pytanie, czy nasze górnictwo ma sens w globalnej skali.

  • Kopalnia Gevra w Indiach, zarządzana przez South Eastern Coalfields (spółkę-córkę Coal India), w roku finansowym 2026-2027 osiągnie wydobycie 63 mln ton, stając się największą kopalnią węgla na świecie (wyprzedzi amerykańską Black Thunder). Ma zgodę środowiskową na dalszą rozbudowę do 70 mln ton rocznie. Dla porównania: całe polskie górnictwo (19 kopalń, 71 tys. górników) wydobyło w 2025 roku 42,8 mln ton.
  • Indie nie wycofują się z węgla – wręcz przeciwnie. Rząd planuje zwiększyć krajowe wydobycie do 1,58 mld ton rocznie do 2030 roku (obecnie ok. 1 mld). Węgiel wciąż stanowi około 70 proc. indyjskiego miksu energetycznego, a rozwój OZE traktowany jest jako uzupełnienie, nie zastąpienie. Co ciekawe, kopalnia Gevra planuje jednocześnie budowę 700 MW projektów solarnych i inwestycje w wydobycie ziem rzadkich z nadkładu.
  • Polskie górnictwo przeżywa najtrudniejszy okres w historii. Według danych ARP, wydobycie w 2025 spadło do 42,8 mln ton (najniższy poziom w dziejach). Sprzedaż (43,2 mln ton) była nieznacznie wyższa od produkcji, ale zapasy wciąż wysokie. Ceny węgla dla energetyki spadły do 336 zł/t (o 25 proc. r/r), a dla ciepłownictwa są najniższe w roku. Zatrudnienie spadło do 71,4 tys. osób (o 3 tys. r/r).
  • PGG zapowiada redukcję zatrudnienia o ok. 5 tys. osób w 2026, wykorzystując osłonowe mechanizmy ustawy górniczej (urlopy górnicze, odprawy). Wydobycie w PGG ma spaść do 15-15,5 mln ton. Umowa społeczna z 2021 zakłada wygaszanie górnictwa do 2049, ale wiceminister Marian Zmarzły przyznaje, że konieczna może być jej weryfikacja. Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu zakłada spadek zużycia węgla do 10,1 mln ton w 2040 (w scenariuszu ambitnym nawet do 0,7 mln).
  • Unia wspiera transformację regionów górniczych. W styczniu 2026 KE zatwierdziła 25,8 mln euro na budowę centrum zielonej gospodarki w Tychach (subregion, gdzie do 2037 zamknięte zostaną trzy kopalnie). Projekt oferuje przestrzeń dla firm i wsparcie szkoleniowe dla pracowników odchodzących z górnictwa. To przykład, jak unijne fundusze mogą łagodzić społeczne skutki transformacji.

Kopalnia Gevra, zarządzana przez South Eastern Coalfields Ltd, spółkę-córkę Coal India, jest już dziś największą odkrywkową kopalnią węgla w Indiach. W roku finansowym 2025-2026 wydobędzie 56 milionów ton, ale to dopiero rozgrzewka przed tym, co ma nastąpić w kolejnych latach. Już w 2026-2027 roku produkcja ma wzrosnąć do 63 milionów ton, co pozwoli Gevrze zdetronizować amerykańską kopalnię Black Thunder w stanie Wyoming i stać się największą kopalnią węgla na świecie. A to wciąż nie jest kres możliwości tej gigantycznej inwestycji. Kopalnia otrzymała już zgodę środowiskową na dalszą rozbudowę, która pozwoli osiągnąć wydobycie na poziomie 70 milionów ton rocznie.

Dla porównania, całe polskie górnictwo węgla kamiennego, z jego dziewiętnastoma czynnymi kopalniami i zatrudnieniem przekraczającym 71 tysięcy osób, wydobyło w 2025 roku 42,8 miliona ton. To oznacza, że jedna indyjska kopalnia odkrywkowa jest w stanie wyprodukować o 50 procent więcej węgla niż cały polski przemysł wydobywczy razem wzięty. Różnice w wydajności są wręcz niewyobrażalne. Podczas gdy w Polsce przeciętny górnik wydobywa rocznie około 600 ton węgla, w Indiach ta liczba jest wielokrotnie wyższa, bo gigantyczne koparki i taśmociągi w kopalniach odkrywkowych zastępują pracę tysięcy ludzi.

Harish Duhan, dyrektor zarządzający SECL, z dumą mówi o czterech filarach, które umożliwiły osiągnięcie takiego wyniku: ziemia, maszyny, siła robocza i popyt ze strony klientów. Wszystkie te elementy są w Gevrze zapewnione na najwyższym poziomie, a dodatkowo indyjska kolej gwarantuje sprawny wywóz urobku do odbiorców. To pokazuje, że indyjski sukces nie jest dziełem przypadku, ale efektem długofalowej, konsekwentnie realizowanej strategii państwowej.

Zapisz się do newslettera!

Indie budują potęgę na węglu, bo mają ku temu powody

Indie nie tylko nie wycofują się z węgla, ale wręcz przeciwnie – budują na nim swoją przyszłość energetyczną. Wbrew globalnym trendom i naciskom ze strony ekologów, rząd w Delhi planuje zwiększyć krajowe wydobycie do 1,58 miliarda ton rocznie do 2030 roku, wobec nieco ponad 1 miliarda ton obecnie. To wzrost o ponad 50 procent w ciągu zaledwie kilku lat, który ma zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na energię w kraju, gdzie setki milionów ludzi wciąż czeka na dostęp do niezawodnych źródeł prądu.

Węgiel wciąż stanowi około 70 procent indyjskiego miksu energetycznego, a prognozy mówią, że jego udział będzie spadał powoli, głównie za sprawą dynamicznego rozwoju odnawialnych źródeł energii . Indie inwestują ogromne środki w farmy słoneczne i wiatrowe, ale traktują je jako uzupełnienie, a nie zastąpienie węgla. Co charakterystyczne, ta sama kopalnia Gevra, która ma być światowym liderem wydobycia, planuje jednocześnie budowę 700 megawatów projektów solarnych, w tym pływających farm na zbiornikach wodnych w okolicy, oraz inwestycje w wydobycie pierwiastków ziem rzadkich z nadkładu. To pokazuje, że indyjskie górnictwo myśli o przyszłości w kategoriach dywersyfikacji, a nie tylko kurczowego trzymania się węgla.

Indie mają też świadomość, że prędzej czy później będą musiały ograniczać emisje. Stąd plany budowy instalacji do zgazowania węgla, które pozwoliłyby na czystsze wykorzystanie tego paliwa, oraz poszukiwanie technologii wychwytu i składowania dwutlenku węgla. Póki co jednak priorytetem jest zaspokojenie potrzeb energetycznych dynamicznie rozwijającej się gospodarki, a węgiel, mimo swoich wad, pozostaje najtańszym i najbardziej dostępnym paliwem.

KategoriaWartość
Zmiana r/r
Wydobycie węgla kamiennego42,8 mln ton-2,3%
Sprzedaż węgla kamiennego43,2 mln ton+0,9%
Zatrudnienie (grudzień 2025)71 411 osób-2 950
Cena dla energetyki (PSCMI1, grudzień)336 zł/t-26%
Import węgla (I-XI 2025)13,4 mln ton
Zapasy ogółem (grudzień)5,2 mln ton

Polskie górnictwo w 2025 roku, czyli bilans otwarcia przed transformacją

W tym samym czasie, gdy indyjski potwór rośnie w siłę, polskie górnictwo przeżywa najtrudniejszy okres w swojej powojennej historii. Według danych Agencji Rozwoju Przemysłu, podsumowujących cały 2025 rok, wydobycie węgla kamiennego spadło do poziomu 42,8 miliona ton, czyli o ponad 1 milion ton mniej niż w roku poprzednim. To najniższy wynik w dziejach polskiego górnictwa, który potwierdza, że trend spadkowy ma charakter trwały i strukturalny, a nie tylko koniunkturalny.

Sprzedaż węgla w 2025 roku wyniosła 43,2 miliona ton, czyli była nieznacznie wyższa od produkcji, co oznacza, że po raz pierwszy od 2021 roku kopalnie sprzedały więcej, niż wydobyły. To jednak nie powód do optymizmu, bo zapasy węgla na zwałach przy kopalniach i u odbiorców wciąż są wysokie, a popyt ze strony energetyki systematycznie spada. W grudniu 2025 roku ceny węgla dla energetyki zawodowej (PSCMI1) spadły do poziomu 336 złotych za tonę, co jest wartością o ponad jedną czwartą niższą niż rok wcześniej.

Jeszcze gorsza sytuacja panuje w segmencie węgla dla ciepłownictwa, gdzie ceny spadają już trzeci miesiąc z rzędu, osiągając najniższy poziom w całym 2025 roku . To bezpośredni skutek łagodnej zimy, ale także zmiany struktury ogrzewania w polskich domach, gdzie coraz więcej gospodarstw decyduje się na gaz, pompy ciepła lub po prostu lepszą izolację, zmniejszającą zapotrzebowanie na opał.

Zatrudnienie, czyli górnicy odchodzą, ale czy wystarczająco szybko

Spadek wydobycia musi przekładać się na spadek zatrudnienia i w polskim górnictwie ten proces już trwa, choć dla wielu obserwatorów wciąż jest zbyt wolny. Na koniec 2025 roku w górnictwie węgla kamiennego pracowało 71 411 osób, czyli o prawie 3 tysiące mniej niż rok wcześniej. To kontynuacja długoterminowego trendu, który w szczycie transformacji po 1990 roku przyniósł redukcję zatrudnienia o ponad 350 tysięcy etatów.

Polska Grupa Górnicza, największy producent węgla w kraju, zapowiedziała na 2026 rok redukcję zatrudnienia o około 5 tysięcy osób, wykorzystując w tym celu między innymi osłonowe mechanizmy znowelizowanej ustawy górniczej. Prezes PGG Łukasz Deja podkreśla, że chodzi o to, by ta redukcja odbyła się w sposób społecznie odpowiedzialny, z poszanowaniem praw pracowniczych i z wykorzystaniem urlopów górniczych oraz jednorazowych odpraw, które są finansowane z budżetu państwa. Szacuje się, że około 3,6 tysiąca osób z tej grupy może skorzystać z tych osłonowych mechanizmów.

Wydobycie w PGG w 2026 roku, przy uwzględnieniu spadku zatrudnienia i liczby zakładów, ma wynieść 15-15,5 miliona ton, w zależności od popytu. To kolejny sygnał, że nawet najwięksi gracze na rynku przygotowują się na kurczenie się sektora i dostosowują swoje moce do realiów rynkowych.

Umowa społeczna i rok 2049, czyli czas na weryfikację marzeń

Wszystkie te procesy odbywają się w cieniu podpisanej w 2021 roku umowy społecznej, która zakłada stopniowe wygaszanie górnictwa węgla kamiennego do 2049 roku. Dokument ten, negocjowany między rządem a związkami zawodowymi, od początku budził kontrowersje wśród zwolenników przyspieszenia transformacji, którzy uważali, że horyzont 2049 jest nierealistyczny i nie do utrzymania w obliczu unijnej polityki klimatycznej i spadającego popytu.

Dziś te głosy nabierają realnych kształtów. Wiceminister energii Marian Zmarzły w rozmowie z portalem KNEWS.MEDIA przyznał wprost, że zmieniająca się sytuacja geopolityczna, wpływająca na globalny handel, a także warunki techniczno-górnicze i nadrzędne znaczenie bezpieczeństwa w górnictwie pokazują, jak dynamiczne mogą być w dłuższej perspektywie założenia umowy społecznej. Dodał, że być może w przyszłości konieczny będzie powrót do rozmów i po przeprowadzeniu pogłębionych analiz zweryfikowanie niektórych zapisów tego dokumentu.

To dyplomatyczny sygnał, że rząd szykuje się do renegocjacji umowy i przesunięcia daty ostatecznego zamknięcia kopalń na wcześniejszy termin. Nie bez znaczenia są tu także projekcje zawarte w Krajowym Planie na rzecz Energii i Klimatu, które zakładają, że w 2040 roku zużycie węgla kamiennego w Polsce może spaść do zaledwie 10,1 miliona ton, a w scenariuszu ambitnym nawet do 0,7 miliona ton. To zupełnie inna rzeczywistość niż ta, w której negocjowano umowę pięć lat temu.

Co na to Unia, czyli pieniądze na sprawiedliwą transformację

Unia Europejska, choć z jednej strony naciska na Polskę w sprawie przyspieszenia odejścia od węgla, z drugiej strony oferuje konkretne wsparcie finansowe dla regionów górniczych. W styczniu 2026 roku Komisja Europejska zatwierdziła 25,8 miliona euro pomocy państwa na budowę centrum zielonej gospodarki w Tychach, w sercu Śląska. Projekt, współfinansowany z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, zakłada rewitalizację istniejącego budynku i przekształcenie go w przestrzeń dedykowaną działalności związanej z zieloną gospodarką.

Centrum ma oferować powierzchnie biurowe i usługi inkubacyjne dla firm, a także wsparcie szkoleniowe dla pracowników już zwolnionych lub mających zostać zwolnionymi z sektora górniczego i branż pokrewnych. To konkretny przykład tego, jak unijne fundusze mogą pomóc w łagodzeniu społecznych skutków transformacji, tworząc nowe miejsca pracy w sektorach przyszłości, zamiast utrzymywać sztucznie przy życiu nierentowne kopalnie.

Warto dodać, że subregion tyski, w którym realizowany jest projekt, w najbliższych latach ma się zmierzyć z zamknięciem trzech kopalń między 2028 a 2037 rokiem. To pokazuje, że proces odchodzenia od węgla jest już przesądzony i toczy się własnym rytmem, niezależnie od politycznych deklaracji i górniczych protestów.

Czy polskie górnictwo ma sens w globalnej skali

Odpowiedź na tytułowe pytanie, czy indyjski gigant pogrzebie polskie górnictwo, jest bardziej złożona, niż mogłoby się wydawać. W sensie czysto ekonomicznym polskie kopalnie nie są i nigdy nie będą w stanie konkurować z takimi potworami jak Gevra. Różnice w skali, kosztach wydobycia, a przede wszystkim w wydajności pracy są tak ogromne, że jakakolwiek rywalizacja rynkowa nie ma sensu.

Polski węgiel jest drogi, jego wydobycie jest kosztowne i niebezpieczne, a jakość pozostawia wiele do życzenia w porównaniu z surowcami z Australii, Indonezji czy Kolumbii. Gdyby nie bariery administracyjne i koszty transportu, import z tych krajów zalałby polski rynek i zniszczył rodzime górnictwo w ciągu kilku lat. Na razie chroni nas odległość i specyfika rynku, ale to ochrona tymczasowa.

Sens polskiego górnictwa nie leży jednak w konkurencji z indyjskimi czy australijskimi gigantami. Leży w bezpieczeństwie energetycznym kraju, w utrzymaniu miejsc pracy w regionie, który przez stulecia był zbudowany na węglu, oraz w stopniowym, kontrolowanym procesie transformacji, który nie pozostawi po sobie społecznej pustyni. Indie mogą sobie pozwolić na budowę nowych kopalń i zwiększanie wydobycia, bo mają na to miejsce, pieniądze i przede wszystkim rosnący rynek wewnętrzny. Polska, w środku Europy, z ograniczoną powierzchnią, wysokimi kosztami pracy i presją na dekarbonizację, musi iść w przeciwnym kierunku.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu