Raty kredytów pod lupą RPP. Ekonomiści prognozują różne scenariusze

Rada Polityki Pieniężnej podejmuje decyzję w sprawie stóp procentowych, a ekonomiści są wyjątkowo podzieleni – połowa przewiduje obniżkę w październiku, a druga połowa zakłada utrzymanie stawek bez zmian. Wpływ decyzji będzie odczuwalny zwłaszcza dla kredytobiorców, którzy mogą liczyć na niższe raty.

  • Na 18 zespołów analitycznych dokładnie połowa spodziewa się obniżki stóp procentowych już w październiku, a druga połowa przewiduje, że RPP poczeka do listopada.
  • Obniżki w tym roku były dostosowawcze, a poprzednie cięcia wyniosły w sumie 0,75 pkt proc., zmniejszając stopę referencyjną do 4,75 proc.
  • Główne argumenty za obniżką to przedłużone mrożenie cen energii, niższa od oczekiwań inflacja oraz spowolnienie dynamiki wynagrodzeń.
  • Utrzymanie stóp bez zmian podkreśliłoby zgodność z wcześniejszymi deklaracjami RPP o nierozpoczynaniu cyklu obniżek oraz umożliwiłoby obserwację nowych prognoz inflacji.
  • Cięcie stóp o 0,25 pkt proc. mogłoby obniżyć raty kredytów; np. przy kredycie na 300 tys. zł rata spadłaby o ok. 38 zł miesięcznie, a przy 700 tys. zł – o 116 zł.

Ankieta „Parkietu” wśród osiemnastu zespołów analitycznych ujawnia idealny remis: połowa widzi w październikowym cięciu logiczną kontynuację luzowania, druga połowa – sygnał ostrożności po zbyt szybkich ruchach. Ta równowaga nie jest przypadkowa. Z jednej strony dane z września zaskakują pozytywnie: inflacja CPI ląduje niżej niż zakładano, a przedłużone mrożenie cen energii usuwa jeden z największych kamieni węgielnych niepewności. Z drugiej – luźna polityka fiskalna rządu i rosnąca dynamika płac przypominają, że zbyt pochopne cięcie mogłoby rozpalić ukryte ogniska presji cenowej.

Ekonomiści z Alior Banku nie wahają się postawić na obniżkę. „Obniżka w październiku jest realna” – stwierdza główna ekonomistka Agata Filipowicz-Rybicka. Niższa inflacja, stabilne ceny prądu i odczyty płac, które nie szokują wzrostem, tworzą mozaikę sprzyjającą ruchowi w dół. Podobnie widzą to analitycy Banku Gospodarstwa Krajowego, podkreślając, że dynamika wynagrodzeń we wrześniu rozminęła się z oczekiwaniami Rady, a presja cenowa w domowych budżetach pozostaje przytłumiona. Nawet jastrzębie głosy z RPP, ostrzegające przed fiskalnym rozpasaniem, nie mogą zignorować faktu, że mrożenie cen energii – przedłużone ustawą podpisaną przez prezydenta – eliminuje kluczowy czynnik ryzyka na 2025 rok.

Tę narrację podchwyciły rynki finansowe, gdzie oczekiwania na cięcie o 0,25 punktu procentowego krążą jak plotka w korytarzach banków. Ekonomiści Citi Handlowego i Banku Millennium dodają paliwa, wskazując, że inwestorzy już dyskontują taki scenariusz w cenach obligacji i kursie złotego. Gdyby RPP poszła tą ścieżką, oznaczałoby to czwartą korektę w roku, po majowym cięciu o pół punktu do 5,25 procenta, lipcowym i wrześniowym o ćwierć punktu każdy, sprowadzając referencyjną stawkę do 4,5 procenta. To nie rewolucja, ale subtelny sygnał: gospodarka potrzebuje tlenu, by przyspieszyć bez zadyszki.

Głosy ostrożności z największych banków

Nie wszyscy jednak kupują ten optymizm. W największym polskim banku, PKO BP, analitycy budują mur wokół status quo.

– Zakładamy, że RPP pozostawi stopy na poziomie 4,75 procenta, choć prawdopodobieństwo obniżki jest bardzo duże – piszą w raporcie, ważąc argumenty jak na szalach sprawiedliwości. Ich logika opiera się na deklaracjach samego Adama Glapińskiego, prezesa NBP i przewodniczącego Rady, który wielokrotnie podkreślał, że wcześniejsze cięcia miały charakter „dostosowawczy”, a nie początek pełnego cyklu luzowania. Kolejne posiedzenie z rzędu z nożyczkami w ręku byłoby w tej optyce sprzecznością, ryzykując utratę wiarygodności wśród inwestorów.

Przedstawiciele PKO BP nie ignorują dobrych wieści z inflacji – wręcz przeciwnie, przyznają, że wrzesień zaskoczył pozytywnie, a mrożenie cen energii czyści horyzont na przyszły rok. Ale w ich oczach to za mało, by przełamać impet innych ryzyk. Luźna polityka fiskalna, z wydatkami rządu rosnącymi szybciej niż dochody, plus niepewność wokół regulacji energetycznych, tworzą koktajl, który mógłby szybko przerodzić się w inflacyjny kac.

– Obniżka na drugim posiedzeniu z rzędu stoi w sprzeczności z deklaracją o nierozpoczynaniu cyklu – argumentują, proponując listopad jako bardziej zrównoważony termin. Wtedy RPP dostanie świeże prognozy inflacyjne, pokazujące powrót wskaźnika do celu 2,5 procenta w 2026 roku, co da solidniejszą podstawę pod kolejne ruchy.

Podobny ton słychać z Credit Agricole, Banku Pekao, Santandera i ING Banku Śląskiego. Ich raporty splatają się w jedną opowieść o czekaniu: na dane, na stabilizację, na potwierdzenie, że wzrost płac nie przerodzi się w spiralę cenowo-płacową. To nie pesymizm, ale pragmatyzm – w świecie, gdzie globalne wstrząsy, od polityki handlowej USA po wahania cen surowców, mogą wywrócić stolik w jednej chwili. Ekonomiści tych instytucji widzą w październikowej pauzie szansę na zebranie oddechu, zanim gospodarka wejdzie w fazę, gdzie cięcia staną się nieuniknione. Filipowicz-Rybicka z Alior Banku przyznaje zresztą, że nawet jeśli dziś dojdzie do obniżki, będzie to prawdopodobnie ostatnia w tym roku, z RPP podkreślającą ograniczony potencjał dalszych ruchów – co ma uspokoić rynki walutowe i złagodzić presję na złotego.

Źródło: Business Insider

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com