„Polska ma jeden z najdroższych rynków energii na świecie” – alarmuje Mirosław Motyka, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej. Średnie ceny na TGE przekraczają 100 euro za MWh, opłaty sieciowe są najwyższe w UE, a opłata mocowa wzrosła o 55 proc. w 2026. Efekt? Niemieckie pręty żebrowane są w Polsce tańsze o 250 zł na tonie i zalewają rynek (40 tys. ton w styczniu). Francja, Niemcy i Wielka Brytania stosują ulgi sieciowe na poziomie 80-90 proc. Polska wciąż dyskutuje, a 1 mld zł rekompensat za 2024 nie został wypłacony.
- Rachunek za prąd dla polskiej huty to nie tylko cena energii na giełdzie (średnio 100 euro/MWh, w styczniu 2026 nawet 149 euro). Do tego dochodzą opłaty sieciowe – najwyższe w UE, dwukrotnie wyższe od średniej unijnej i sześciokrotnie wyższe niż we Francji. Opłata mocowa wzrosła o 55 proc. do 219,4 zł/MWh w 2026, opłata jakościowa wzrosła trzykrotnie w ostatnich latach (do 32 zł/MWh), a opłata OZE podwoiła się do 7,3 zł/MWh. Łącznie koszty energii w polskich hutach mogą być trzykrotnie wyższe niż w USA i Chinach.
- W styczniu 2026 na polski rynek trafiło z Niemiec około 40 tys. ton prętów żebrowanych – dwa razy tyle, ile w szczycie napływało z Ukrainy. Polskie pręty kosztowały ok. 2,65 tys. zł za tonę, niemieckie – 2,4 tys. zł. Różnica 250 zł na tonie decyduje o wyborze dostawcy. Niemcy obniżyli opłaty przesyłowe o 57 proc. w 2026 (program 6,5 mld euro dotacji) i uruchomili kolejne 6 mld euro na dekarbonizację. Włochy zapewniają stałą cenę 65 euro/MWh, a Wielka Brytania ulgi sieciowe na poziomie 60-90 proc.
- Rząd nie wypłacił jeszcze ok. 1 mld zł rekompensat kosztów pośrednich emisji za 2024 rok (termin minął 21 listopada 2025). Opóźnienia grożą utratą płynności finansowej przedsiębiorstw. Hutnicy apelują o cenę 50-60 euro/MWh i ulgi sieciowe na poziomie 90 proc., jak w innych krajach UE. Prace nad implementacją CISAF (dopłaty do cen energii w zamian za inwestycje w dekarbonizację) trwają, ale na razie bez efektów.
Rachunek za prąd dla polskiej huty to nie tylko cena energii na giełdzie. To także cały szereg opłat dodatkowych, które w ostatnich latach rosły w tempie nieznanym w innych krajach Europy. Hutnicza Izba Przemysłowo-Handlowa wylicza je z precyzją księgowego, który widzi, że jego firma staje się coraz mniej konkurencyjna. Opłata mocowa na 2026 rok wzrosła do 219,4 złotych za megawatogodzinę, co oznacza skok o 55 procent w stosunku do roku poprzedniego. Opłata jakościowa wzrosła ponad trzykrotnie w ostatnich latach, osiągając poziom 32 złotych za MWh w 2025 roku wobec 9 złotych w 2022 roku. Opłata OZE od 1 stycznia 2026 roku wzrosła dwukrotnie do poziomu 7,30 złotych za MWh, podczas gdy w latach 2023-2024 wynosiła zero. Opłata kogeneracyjna poszła w górę z 3 do 4,36 złotych. Każda z tych pozycji z osobna nie wygląda dramatycznie, ale razem tworzą obciążenie, którego przemysł w innych krajach po prostu nie zna.
Według danych Eurostatu, na które powołuje się HIPH, krajowy przemysł ponosi opłaty sieciowe dwukrotnie przekraczające średnią unijną i sześciokrotnie wyższe niż przemysł we Francji. W takich warunkach naprawdę nie da się konkurować.
– Wiele uprzemysłowionych krajów europejskich, w tym Francja, Niemcy i Wielka Brytania, stosuje ulgi w kosztach sieciowych dla przemysłu na poziomie nawet 80-90 procent, więc przemysł w tych krajach nie tylko korzysta z tańszej energii, ale też ponosi znacznie mniejsze koszty jej dostarczania – mówi Mirosław Motyka.
Zza Odry płynie tańsza stal
Efekt tej polityki widać gołym okiem na polskim rynku stali. W styczniu 2026 roku na nasz rynek trafiło z Niemiec około 40 tysięcy ton prętów żebrowanych, wykorzystywanych głównie w budownictwie. To około dwa razy tyle, ile w szczycie napływało z Ukrainy. Polskie pręty kosztowały wtedy około 2,65 tysiąca złotych za tonę, niemieckie – 2,4 tysiąca. Różnica 250 złotych na tonie decyduje o wyborze dostawcy.
Prezes Cognoru Przemysław Sztuczkowski przyznaje, że po latach sprzedawania wyrobów po niskich cenach producenci w Polsce próbowali podnieść stawki po wdrożeniu unijnego mechanizmu CBAM, który miał ograniczyć napływ stali spoza Unii. Ale z powodu niemieckiej konkurencji trudno znaleźć nabywców. Podobnie jest z blachami gorącowalcowanymi. Henryk Orczykowski, prezes grupy Stalprofil, informuje, że do tej pory połowę tego asortymentu kupował w Polsce, a połowę w Niemczech. Teraz jednak niemiecka oferta jest znacznie tańsza od krajowej, więc rozważa zwiększenie zakupów za Odrą. Różnica sięga 30-40 euro na tonie, czyli około 5 procent.
Dlaczego niemiecka stal jest tańsza od polskiej, skoro koszty pracy i surowców są tam wyższe? Odpowiedź kryje się w rachunku za prąd. Niemiecki rząd już zaczął wdrażać unijne programy wsparcia podmiotów energochłonnych i wprowadzać własne. W tym roku obniża opłaty za przesył energii elektrycznej o 57 procent, dzięki programowi dotacji z krajowego funduszu klimatycznego o wartości 6,5 miliarda euro . Kolejne 6 miliardów euro uruchamia na program dekarbonizacji przemysłu. W efekcie niemiecki hutnik płaci za energię mniej, a dodatkowo dostaje pieniądze na inwestycje w czyste technologie.

Ulgi, których nie ma
Polscy hutnicy od wielu miesięcy apelują o wprowadzenie maksymalnej ceny energii na poziomie 250 złotych za MWh, co przy obecnych stawkach spot, które nie spadają poniżej 100 euro, jest postulatem trudnym do spełnienia, ale pokazującym skalę desperacji. Pracuje nad tym Ministerstwo Rozwoju i Technologii, ale efekty na razie nie są widoczne. Resort tłumaczy, że trwają prace nad implementacją przyjętego w czerwcu 2025 roku przez Komisję Europejską komunikatu dotyczącego Paktu dla czystego przemysłu, czyli CISAF. Chodzi o dopłaty do cen energii, pozwalające obniżyć koszty do 50 procent średniej rocznej hurtowej ceny, dla nie więcej niż 50 procent rocznego zużycia energii elektrycznej. Obniżki nie mogą skutkować ceną poniżej 50 euro za MWh, a beneficjenci będą zobowiązani do inwestycji w dekarbonizację.

Problem w tym, że to wszystko na razie pozostaje w sferze obietnic. Tymczasem w innych krajach programy pomocowe już działają. Włochy wprowadziły program wsparcia mający zapewnić stałą cenę energii dla przemysłu na poziomie 65 euro za MWh. W Wielkiej Brytanii program redukcji cen energii dla przemysłu ciężkiego zwalnia odbiorców przemysłowych z wielu opłat i zapewnia ulgę na poziomie 60 procent kosztów sieciowych, która od przyszłego roku ma zostać zwiększona do 90 procent. Polska tymczasem wciąż dyskutuje, a zespół ds. poprawy efektywności kształtowania taryf sieciowych pracuje nad rekomendacjami.

Miliard złotych wciąż nie wypłacony
Do tego dochodzi jeszcze jeden problem, który pokazuje, jak rząd traktuje przemysł energochłonny. Chodzi o rekompensaty kosztów pośrednich emisji, które są jedynym realnym mechanizmem wsparcia dla polskich przedsiębiorstw. W 2024 roku kwota rekompensat miała wynieść 2,92 miliarda złotych i być najwyższą w historii tego mechanizmu. Problem w tym, że termin zakończenia wypłat minął 21 listopada 2025 roku, a blisko 1 miliard złotych wciąż nie został wypłacony.

Mirosław Motyka nie ma wątpliwości, jakie mogą być tego skutki.
– Opóźnienia mogą prowadzić do poważnych problemów z płynnością finansową przedsiębiorstw, które ponoszą wysokie koszty energii. System rekompensat został stworzony, by łagodzić skutki polityki klimatycznej i chronić konkurencyjność polskiego przemysłu, tymczasem obecna sytuacja generuje dodatkowe ryzyko i niepewność. Brak terminowej realizacji wypłat podważa sens funkcjonowania systemu rekompensat i może negatywnie wpłynąć na całą gospodarkę – mówi.
Przedstawiciele sektorów energochłonnych wystosowali kolejny apel do premiera Donalda Tuska, domagając się natychmiastowej wypłaty środków, wyjaśnienia przyczyn opóźnień oraz podania wiążącego terminu. To już kolejna podobna sytuacja w ostatnim czasie. Na początku listopada apelowali o pilną publikację rozporządzenia Ministra Klimatu i Środowiska, które miało umożliwić składanie wniosków o status odbiorcy przemysłowego.

Koszty, które zabijają konkurencyjność
Wszystkie te obciążenia – najwyższe w Europie opłaty sieciowe, rosnąca opłata mocowa, jakościowa, OZE i kogeneracyjna, opóźnione rekompensaty i brak realnego programu obniżenia cen energii – składają się na obraz przemysłu, który jest systematycznie wypychany z rynku. Hutnicza Izba Przemysłowo-Handlowa szacuje, że koszty energii dla hut w Polsce mogą być nawet trzykrotnie wyższe niż w USA i Chinach.
Tymczasem konkurencja nie czeka. Niemieccy dostawcy przejmują polski rynek stali, oferując produkty tańsze o 5-10 procent. Włoski i brytyjski przemysł mogą liczyć na stałe, niskie ceny energii i ulgi w opłatach sieciowych. Polscy hutnicy, jeśli nie doczekają się realnego wsparcia, mogą nie przetrwać do czasu wdrożenia programów pomocowych.

Przemysław Sztuczkowski z Cognoru mówi wprost: w styczniu na nasz rynek trafiło z Niemiec około 40 tysięcy ton prętów żebrowanych, znacznie tańszych niż krajowe. To około dwa razy tyle, ile napływało wcześniej z Ukrainy. Gdy polscy producenci próbowali podnieść ceny po wdrożeniu CBAM, niemiecka konkurencja sprawiła, że nie mieli do kogo sprzedać.
Hutnicy obawiają się, że jeśli importowa rywalizacja będzie się zaostrzać, nie dotrwają do czasu wprowadzenia rozwiązań pomocowych. Liczą, że w ramach zespołu ds. poprawy efektywności kształtowania taryf sieciowych uda się pilnie wypracować rozwiązanie, które przyniesie realną ulgę przemysłowi i wyrówna warunki konkurencyjne.

Fot. Unsplash.

