KGHM idzie do Afryki, ale nie tej najbogatszej w miedź. Kierunek ekspansji może zaskakiwać

KGHM ma ambitne plany zagranicznej ekspansji. Polska firma celuje w obie Ameryki i chce inwestować w Afryce. Jednak ku pewnemu zaskoczeniu w tym ostatnim regionie nie będzie to sławny pas miedzionośny na pograniczu Zambii i Demokratycznej Republiki Konga, a znacznie mniej znane jako miedziowe centrum Maroko.

Zapotrzebowanie na miedź gwałtownie rośnie. Obecnie to największa zasługa światowej transformacji energetycznej, a wielkim konsumentem miedzi stają się także centra danych. Nic więc dziwnego, że wzrost wydobycia w celu zaspokojenia rosnących potrzeb jest konieczny. Choć Afryka kusi zasobami, nie jest to łatwy teren dla firm. Kluczowe są kwestie polityczne – bez stabilności inwestowanie to ryzyko.

O potrzebie zwiększenia własnego wydobycia mówił w rozmowie z WNP prezes KGHM Remigiusz Paszkiewicz. W przygotowanej strategii spółka wskazała na kraje, gdzie będzie się skupiała na działaniach. Nie ma w niej ani Zambii, ani Demokratycznej Republiki Konga.

Choć Ameryka Południowa jest największym na świecie dostawcą miedzi, to i Afryka ma się czym pochwalić. W zależności od roku udział afrykańskiej produkcji miedzi w światowych dostawach metalu sięgał w poprzednich latach od 11 do ponad 21 procent. Głównymi dostawcami metalu są obecnie Demokratyczna Republika Konga i Zambia. Pierwsza odpowiada za około 11 procent światowych dostaw miedzi, druga za nieco ponad 4 procent, czyli nieco więcej niż KGHM.

Wydawać by się mogło, że tak duży potencjał inwestycyjny powinien zainteresować polskiego potentata. Wiele wskazuje na to, że oba kraje zostały jednak z planów KGHM trwale wykluczone. Przedstawiciele szefostwa KGHM nie ukrywają bowiem, że chcą się skupić na krajach o stabilnej sytuacji.

Zambia demokratyczną oazą

Choć mniejsza, to Zambia wydaje się znacznie lepszym kierunkiem inwestycyjnym niż DRK. Kraj w 1991 roku przeszedł od reżimu socjalistycznego do gospodarki rynkowej. Część ekspertów uważa, że to obecnie najstabilniejszy i najbardziej demokratyczny kraj w całej Afryce.

W połowie sierpnia 2026 roku odbyły się tam wybory prezydenckie. Urzędujący prezydent Hakainde Hichilema uzyskał 61,4 procent, co dało mu kolejną kadencję. Jego główny rywal, Brian Mundubile z Narodowej Partii Pojednania na rzecz Jedności i Dobrobytu, zdobył 38 procent głosów. Co prawda część obserwatorów przyznaje, że nie wszystkie reguły demokracji były zachowane, ale jak na afrykańskie standardy wybory były bardzo czyste. Sporo pokażą najbliższe miesiące – u władz Zambii widać pewne ciągoty autorytarne, ale i tak kraj ma się czym pochwalić.

Na przykład według wskaźnika indeksu ładu korporacyjnego, tzw. Indeksu Transformacji Bertelsmanna, który ocenia, w jakim stopniu decydenci polityczni potrafią sterować procesem transformacji i go promować za 2024 rok, Zambia jest plasowana wyżej niż Argentyna, Indie czy Serbia. Kraj uchodzi także za najbezpieczniejszy w całej Afryce pod względem zagrożeń terrorystycznych.

Na tle południowego sąsiada DRK wygląda dużo gorzej. Kraj ten od dziesięcioleci zmaga się z konfliktami o bogactwa mineralne. Problemem są klęski głodu, epidemie i liczne przesiedlenia. Wspierani przez Rwandę rebelianci z Ruchu 23 zajęli Gomę i Bukavu na początku 2025 roku i nadal utrzymują znaczną część terytorium we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga.

KGHM rezygnuje, ale nie jest osamotniony

Jak więc widać, o ile DRK wydaje się być nad wyraz ryzykownym celem, to Zambia jest być może warta rozważenia jako kierunek inwestycyjny. Oba kraje są zasobne w bogactwa naturalne. Przy czym ważniejsza jest DRK. Kraj ten odpowiada bowiem za około 60 procent światowej podaży kobaltu – metalu mającego liczne zastosowania, będącego kluczowym surowcem do produkcji baterii litowo-jonowych. Do tego dochodzi produkcja miedzi. Z roczną podażą na poziomie 3,2-3,3 miliona ton metalu DRK jest światowym numerem dwa wśród dostawców – więcej miedzi produkuje tylko Chile.

Mimo problemów z bezpieczeństwem w Demokratycznej Republice Konga obecne są tam zagraniczne firmy, takie jak chińskie Zijin (kopalnie Kamoa-Kakula i Kolwezi Copper Mine) czy China Molybdenum (kopalnia Tenke Fungurume Mining). Z zachodnich firm obecny jest Glencore i Ivanhoe Mines. W przeszłości jednak lista koncernów była znacznie dłuższa. Lata niestabilności zrobiły swoje.

Obecność chińska jest podyktowana tym, że Pekin chce sobie zagwarantować dostawy surowców. Skoro w bardziej bezpiecznych regionach z powodów politycznych nie może inwestować, to inwestuje w te mniej stabilne.

Na tle większego sąsiada Zambia ma skromniejsze wyniki. W ubiegłym roku w kraju wyprodukowano około 890 tysięcy ton miedzi (KGHM wyprodukował 710 tysięcy). Plany na ten rok przewidują produkcję na poziomie miliona ton – w pierwszej połowie roku wydobyto 447 181 ton metalu. Kraj chce rozwijać już istniejące zakłady w prowincji Copperbelt (miasta Kitwe, Mufulira, Chingola) oraz dynamicznie rozwijającą się prowincję północno-zachodnią (miasto Solwezi).

Wśród operatorów i właścicieli tamtejszych kopalń są obecne koncerny takie jak First Quantum Minerals, Barrick Gold i kilku mniejszych. Są obecni także Chińczycy, z tym że po ubiegłorocznej katastrofie wywołanej wyciekiem toksycznych substancji z zarządzanych przez nich kopalń, zlokalizowanych wzdłuż rzeki Kafue, Lusaka tym inwestycjom bardzo mocno się przygląda, a firmy związane z Pekinem nie mają najlepszej prasy.

Przy dużej stabilności politycznej i planach zwiększenia produkcji miedzi nawet do 3 milionów ton już po 2031 roku Zambia wydaje się być miejscem, gdzie wiele miedziowych koncernów zacznie inwestować.

Nieudane pierwsze podejście KGHM

Wstrzemięźliwość KGHM w stosunku do afrykańskich projektów jest w pewnym stopniu uzasadniona. Polska spółka ma już poza sobą projekt w DRK – Kimpe. W latach 1996-2005 nakłady inwestycyjne związane z nabyciem praw i eksploatacją złoża rudy Kimpe w Demokratycznej Republice Konga wyniosły około 170 milionów złotych. Spółka poniosła wymierne straty.

Z dzisiejszej perspektywy to nie był dobrze przygotowany projekt. Kłaniał się wówczas brak doświadczenia. Wydaje się, że dziś firma jest znacznie lepiej przygotowana do realizacji egzotycznych projektów. Jednak wciąż ma swoje ograniczenia, a jednym z nich jest słaba znajomość afrykańskich realiów górniczych.

Ktoś może powiedzieć: co w takim razie z Chińczykami? To jednak niesprawiedliwe porównanie, bo chińskie firmy cieszą się nieograniczonym niemal wsparciem Pekinu, jak i właściwie zapleczem finansowym całego państwa. W przypadku KGHM, spółki giełdowej, nie ma o tym mowy. Zasoby finansowe też nie są nieograniczone. Maroko wydaje się być dużo bardziej realne, zwłaszcza że w grę wchodzi także ewentualna współpraca w hutnictwie.

– Dziś jednym z najciekawszych kierunków jest dla nas z pewnością Maroko – potwierdził w rozmowie z WNP prezes KGHM Remigiusz Paszkiewicz. Jak wyjaśniał, spółka rozmawia o eksploatacji tamtejszego złoża, przeprowadziła już wstępne rozpoznanie geologiczne, a kolejnym krokiem może być wystąpienie o koncesję eksploracyjną.

Źródło: WNP

Fot. Panos Picture

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu