Zielona transformacja ma krwawe oblicze. Kongo dostarcza 70 procent kobaltu

Demokratyczna Republika Konga dostarcza ponad 70 proc. światowego kobaltu – kluczowego surowca dla baterii litowo-jonowych napędzających europejską transformację energetyczną. Mimo posiadania zasobów naturalnych wycenianych na 24 biliony dolarów, większość mieszkańców żyje za 2 dolary dziennie, a dziesiątki tysięcy ludzi – w tym dzieci – pracuje w nieformalnych kopalniach w warunkach zagrażających zdrowiu i życiu. Unijne regulacje, takie jak Akt o surowcach krytycznych i rozporządzenie bateryjne, mają poprawić przejrzystość łańcuchów dostaw, ale ich pełne wymogi wejdą w życie dopiero w sierpniu 2027 roku.

  • Chińskie przedsiębiorstwa państwowe kontrolują większość przemysłowego wydobycia kobaltu w DRK i rafinują ponad 70 proc. światowego surowca. Europa i Stany Zjednoczone przez lata akceptowały ten układ, zapewniający tanie surowce, podczas gdy odpowiedzialność za warunki wydobycia spadała na chińskie firmy i kongijski rząd. Dziś Bruksela próbuje odwrócić ten trend poprzez Akty o surowcach krytycznych, zakładając ograniczenie importu z jednego kraju do 65 proc.
  • W sektorze rzemieślniczym pracują dziesiątki tysięcy ludzi – kobiety zarabiają od 2,15 do 8,60 dolara dziennie, dzieci do 2,50 dolara. Warunki są katastrofalne: zawalenia szybów, kontakt z toksycznymi substancjami, brak ochrony socjalnej. W 2025 roku na hałdzie T17 w Kolwezi odkryto materiały radioaktywne, a władze ogłosiły stan zagrożenia radiologicznego. Mieszkańcy od lat skarżą się na choroby układu oddechowego, skóry i nowotwory.
  • Projekt Her Security pokazuje, że zmiana jest możliwa – ale wymaga długoterminowego zaangażowania. Inicjatywa realizowana przez IMPACT adresuje podstawowe przyczyny pracy dzieci poprzez zwiększenie dochodów kobiet: szkolenia zawodowe i finansowe, spółdzielcze kasy oszczędnościowo-pożyczkowe oraz włączanie lokalnych społeczności w decyzje dotyczące zarządzania surowcami. Bez realnej poprawy warunków życia, jak podkreśla raport IMPACT, żadne regulacje ani certyfikaty nie przyniosą trwałej zmiany.

Zasoby naturalne Demokratycznej Republiki Konga są wyceniane na około 24 biliony dolarów. Kraj posiada nie tylko największe na świecie złoża kobaltu, ale także ogromne pokłady miedzi, diamentów, złota i innych surowców krytycznych. Mimo tego bogactwa, wskaźniki rozwoju społecznego i gospodarczego pozostają jednymi z najniższych na świecie. Większość mieszkańców utrzymuje się z pracy w przemyśle wydobywczym – nieformalnym, chaotycznym i skrajnie niebezpiecznym. Ta dysproporcja nie jest przypadkowa. To wzorzec ukształtowany jeszcze w epoce kolonialnej, gdy król Belgii Leopold II uczynił Kongo swoją prywatną własnością, a miejscową ludność sprowadził do roli niewolników pracujących przy wydobyciu kauczuku. Surowiec ten był wówczas podstawą rozwijającego się przemysłu motoryzacyjnego. Dziś scenariusz się powtarza – zmieniły się tylko surowce i aktorzy.

W Copperbelt funkcjonują dwa równoległe systemy wydobycia. Pierwszy to kopalnie przemysłowe – zmechanizowane, zarządzane przez międzynarodowe korporacje, takie jak chińskie przedsiębiorstwa państwowe, które zdominowały ten sektor. Drugi to wydobycie rzemieślnicze: nieformalne, pracochłonne, oparte na ręcznych narzędziach i desperacji ludzi, którzy nie mają innego źródła utrzymania. W sektorze rzemieślniczym pracują dziesiątki tysięcy ludzi. Kobiety zarabiają od 2,15 do 8,60 dolara dziennie – to najwyższe wynagrodzenie dostępne w regionie, ale wciąż dalekie od minimum egzystencji, które w Kolwezi szacuje się na około 15,78 dolara dziennie. Dzieci pracujące w tych samych kopalniach mogą dorobić do 2,50 dolara dziennie – kwotę, którą oddają matkom na podstawowe potrzeby, takie jak jedzenie czy ubrania.

Warunki pracy w sektorze rzemieślniczym są katastrofalne. Zawalenia szybów, kontakt z toksycznymi substancjami, brak jakiejkolwiek ochrony socjalnej – to codzienność tysięcy ludzi. W 2025 roku na terenie hałdy T17 w Kolwezi odkryto materiały radioaktywne, a władze ogłosiły stan zagrożenia radiologicznego, ewakuując okolicznych mieszkańców. Setki osób, które pracowały na tym terenie, narażone były na promieniowanie przez wiele miesięcy. Jak mówi jeden z pracowników kopalni rzemieślniczej, cytowany przez portal Mining Weekly: „Wiemy, że to ryzykowne, ale co mamy robić? Nie ma pracy, nie ma jedzenia. Musimy żyć”.

Zapisz się do newslettera!

Toksyczna cena miedzi i kobaltu

Skala degradacji środowiska w Copperbelt jest przytłaczająca. Zarówno kopalnie przemysłowe, jak i rzemieślnicze pozostawiają po sobie glebę skażoną metalami ciężkimi, wodę zatrutą odpadami poflotacyjnymi i powietrze pełne pyłów zawierających siarkę i metale. Mieszkańcy Kolwezi i okolicznych wiosek od lat skarżą się na problemy z oddychaniem, choroby skóry i nowotwory, które w ich rodzinach pojawiają się zbyt często, by mogły być przypadkiem. W marcu 2026 roku do alarmu radiologicznego w Kolwezi dołączyły ostrzeżenia o emisji dwutlenku siarki w kopalni oddalonej o kilkanaście kilometrów. Dla mieszkańców oznacza to, że nie mogą pić wody z własnych studni, a każde wyjście z domu wiąże się z ryzykiem.

Kto kontroluje kongijską miedź i kobalt? Rola Chin i milczenie Zachodu

Chińskie przedsiębiorstwa państwowe rozpoczęły ekspansję w DRK w ramach strategii Go Out pod koniec lat 90. Dziś kontrolują większość przemysłowego wydobycia kobaltu i miedzi, a także – co kluczowe – rafinują ponad 70 proc. światowego kobaltu, zamykając łańcuch wartości od kopalni do gotowej baterii. To właśnie Chiny, nie Europa ani Ameryka, są głównym beneficjentem kongijskiego boomu surowcowego. Europa i Stany Zjednoczone przez lata pozostawały bierne, akceptując ten układ, ponieważ zapewniał on tanie surowce, a odpowiedzialność za warunki wydobycia spadała na barki chińskich firm i kongijskiego rządu.

Dopiero w ostatnich latach nastąpił zwrot. Prezydent DRK Félix Tshisekedi, wybrany ponownie w 2023 roku, otwarcie mówił o konieczności odzyskania kontroli nad surowcami i budowie lokalnego łańcucha wartości. Jego apel o bezpieczeństwo w zamian za surowce trafił na podatny grunt w Waszyngtonie, co doprowadziło do podpisania w czerwcu 2025 roku porozumienia pokojowego między DRK a Rwandą, które miało uspokoić wschodnie regiony kraju.

Europa budzi się za późno?

Bruksela od kilku lat próbuje zaradzić problemowi, wprowadzając mechanizmy mające na celu zwiększenie przejrzystości łańcuchów dostaw surowców krytycznych. Akt o surowcach krytycznych zakłada wydobycie co najmniej 10 proc. zapotrzebowania UE we własnych zasobach, przetwarzanie 40 proc. wewnątrz Unii oraz ograniczenie importu z jednego kraju do 65 proc. Rozporządzenie bateryjne z kolei nakłada na przedsiębiorstwa obowiązek należytej staranności w zakresie praw człowieka, praw pracowniczych i ochrony środowiska w łańcuchach dostaw litu, kobaltu, niklu i grafitu. Pełne wymogi wchodzą w życie w sierpniu 2027 roku, a do 2026 roku Komisja Europejska ma opublikować szczegółowe wytyczne.

Czy te regulacje coś zmienią? To zależy. Z jednej strony wymuszają na firmach identyfikację i raportowanie ryzyk, a w skrajnych przypadkach – zrywanie relacji z dostawcami, którzy nie spełniają standardów. Z drugiej strony krytycy wskazują, że systemy należytej staranności często koncentrują się na kwestiach, które są łatwe do zmierzenia, takich jak zakaz pracy dzieci, pomijając to, co dla górników najważniejsze – godziwą płacę, bezpieczne warunki pracy i szansę na rozwój.

Przyszłość. Od surowca do wartości dodanej w Kongo

W odpowiedzi na presję międzynarodową i własne ambicje, rząd DRK podjął próbę zwiększenia kontroli nad sektorem wydobywczym. W listopadzie 2025 roku wprowadzono nowe regulacje, które nakładają na eksporterów obowiązek uiszczenia 10-procentowej opłaty z góry, uzyskania certyfikatów weryfikacyjnych oraz poddania się inspekcjom fizycznym. Jednocześnie kraj dąży do stworzenia specjalnych stref ekonomicznych dla produkcji baterii, by zatrzymać wartość dodaną na miejscu, zamiast eksportować surowce.

To ambicje słuszne, ale ich realizacja napotyka na przeszkody. Część Copperbeltu znajduje się pod kontrolą grup rebelianckich, a zdolność państwa do egzekwowania przepisów jest ograniczona. W tym kontekście pojawiają się projekty takie jak korytarz Lobito – inicjatywa mająca połączyć Kolwezi, serce kongijskiego górnictwa, z angolskim portem Lobito, skracając szlaki transportowe i zwiększając przejrzystość. To wciąż jednak daleka perspektywa.

Globalne koncerny technologiczne – Apple, Tesla, Microsoft – od lat są pod presją organizacji pozarządowych, które ujawniają związki ich łańcuchów dostaw z pracą dzieci i katastrofalnymi warunkami w kongijskich kopalniach. W odpowiedzi część firm, jak Apple czy Dell, zawiesiła sourcing z DRK. Były to jednak działania o charakterze reputacyjnym, nie strukturalnym – nie zmieniły one modelu wydobycia, a jedynie przesunęły surowce do mniej widocznych kanałów.

W 2026 roku firmy działające na rynku europejskim będą musiały spełnić wymogi rozporządzenia bateryjnego. Kluczowe będzie jednak nie tylko samo spełnienie litery prawa, ale faktyczne zaangażowanie w poprawę warunków na poziomie kopalni. Oznacza to mapowanie łańcuchów dostaw aż do poziomu kopalni, identyfikację wysokiego ryzyka, takiego jak praca dzieci, niskie płace czy degradacja środowiska, wdrażanie planów naprawczych oraz ustanowienie mechanizmów skarg dostępnych dla lokalnych społeczności w ich własnym języku.

Jak pokazują badania pilotażowe, takie działania mogą przynieść realną zmianę – zwłaszcza w zakresie eliminacji zagrożeń życia, pracy dzieci i korupcji. Problemem pozostaje jednak to, że standardy odpowiedzialnego sourcingu są często definiowane przez zachodnich odbiorców, a nie przez samych górników, dla których największym problemem pozostaje wysokość wynagrodzenia i stabilność zatrudnienia. Jak mówi jeden z pracowników kopalni rzemieślniczej w Kolwezi: „Przychodzą tu ludzie z Europy, zadają pytania o dzieci. Ale nikt nie pyta, czy mamy co jeść. Nikt nie pyta, czy możemy kupić leki. To jest problem, który widzimy każdego dnia”.

Przykład Her Security. Czy zmiana od podstaw jest możliwa?

Przykładem inicjatywy, która próbuje podejść do problemu systemowo, jest projekt Her Security, realizowany przez organizację IMPACT we współpracy z europejskimi funduszami. Jego celem jest adresowanie podstawowych przyczyn pracy dzieci w kopalniach kobaltu poprzez zwiększenie dochodów kobiet – głównych żywicielek rodzin w regionie. Projekt zakłada szkolenia zawodowe i finansowe dla kobiet, tworzenie spółdzielczych kas oszczędnościowo-pożyczkowych, wzmacnianie zdolności lokalnych społeczności do uczestnictwa w decyzjach dotyczących zarządzania surowcami oraz włączanie mechanizmów przejrzystości zgodnych ze standardami EITI, czyli Inicjatywy na rzecz Przejrzystości w Branżach Wydobywczych.

To model, który pokazuje, że zmiana jest możliwa – ale wymaga długoterminowego zaangażowania i realnych środków, a nie tylko raportów ESG i public relations. Jak podkreśla raport IMPACT: „Bez włączenia lokalnych społeczności w decyzje dotyczące zarządzania surowcami i bez realnej poprawy warunków życia, żadne regulacje ani certyfikaty nie przyniosą trwałej zmiany”.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu