Sąd w Paryżu skazał byłych menadżerów francuskiego koncernu Lafarge na kary więzienia za finansowanie terroryzmu – w tym Państwa Islamskiego. Powód? Płatności o łącznej wartości około 5,6 mln euro, które miały utrzymać działalność cementowni w ogarniętej wojną Syrii w latach 2013-2014. Były szef Bruno Lafont dostał sześć lat.
- Sąd uznał, że Lafarge Syria – spółka zależna francuskiego giganta – przekazywała fundusze dżihadystom w zamian za możliwość dalszej produkcji i transportu cementu przez tereny kontrolowane przez ISIS i Front Al-Nusra.
- Koncern jako osoba prawna otrzymał maksymalną grzywnę 1,125 mln euro – kara była spodziewana, bo już w 2022 roku syryjska spółka Lafarge przyznała się do opłacania dżihadystów przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości.
- Obrona argumentowała, że koncern stał przed wyborem między dwoma złymi rozwiązaniami, a utrzymanie produkcji miało chronić pracowników. Były menadżer Bruno Pescheux przekonywał, że wszyscy wierzyli w krótki kryzys – „byliśmy przekonani, że wojna nie potrwa długo”.
Sąd w Paryżu 14 kwietnia 2026 roku wydał wyrok w sprawie, która przez dziewięć lat wstrząsała francuskim światem biznesu. Były prezes koncernu Lafarge, 69-letni Bruno Lafont, usłyszał wyrok sześciu lat więzienia za to, że jego firma płaciła dżihadystom z Państwa Islamskiego i Frontu Al-Nusra, by utrzymać działalność swojej cementowni w ogarniętej wojną domową Syrii. Lafont, który kierował koncernem do 2015 roku, zapowiedział natychmiastowe odwołanie się od wyroku, utrzymując, że nie wiedział o przekazywaniu funduszy terrorystom.
Siedmiu innych byłych menedżerów Lafarge otrzymało kary od 18 miesięcy do siedmiu lat więzienia. Najwyższy wymiar sprawiedliwości – siedem lat pozbawienia wolności – został orzeczony wobec byłego dyrektora generalnego Lafarge Syria, Fredrica Joliego. Były wicedyrektor Lafarge Christian Herrault oraz Bruno Pescheux, który do lipca 2014 roku kierował syryjską filią, zostali skazani na pięć lat więzienia. Sąd orzekł również maksymalną możliwą grzywnę w wysokości 1,125 miliona euro wobec samego koncernu, który w 2015 roku połączył się ze szwajcarskim Holcimem, tworząc giganta LafargeHolcim.
Płatności pod przykrywką partnerstwa komercyjnego
Przewodnicząca składu sędziowskiego Isabelle Prevost-Desprez, ogłaszając wyrok, szczegółowo opisała mechanizm, za pomocą którego Lafarge przez ponad rok finansował organizacje terrorystyczne. Płatności, których łączna suma sięgnęła około 5,6 miliona euro, przyjęły formę partnerstwa komercyjnego z Państwem Islamskim. Sąd uznał, że przekazywanie funduszy dżihadystom pozwoliło im się wzmocnić i kontynuować działania terrorystyczne, co czyni menedżerów Lafarge współodpowiedzialnymi za skutki ich działań. Spółka zależna Lafarge Syria wytwarzała cement w zakładzie w Dżalabii, położonym około 140 kilometrów na północny wschód od Aleppo, w północnej Syrii. Budowa tej nowoczesnej cementowni zakończyła się w 2010 roku, na zaledwie kilka miesięcy przed wybuchem krwawej wojny domowej, która ogarnęła cały kraj. Koncern zainwestował w ten obiekt 680 milionów euro, co czyniło go jedną z największych francuskich inwestycji w regionie.
Kiedy wojna domowa zniszczyła biznesplany?
Gdy w 2011 roku w Syrii wybuchły pierwsze protesty przeciwko reżimowi Baszara al-Asada, a kraj zaczął pogrążać się w chaosie, Lafarge stanął przed dramatycznym dylematem. Z jednej strony olbrzymia inwestycja wartości prawie 700 milionów euro wymagała ochrony, a z drugiej strony tereny wokół fabryki stopniowo przechodziły pod kontrolę coraz bardziej radykalnych ugrupowań rebeliantów. W 2013 roku Państwo Islamskie i powiązany z Al-Kaidą Front Al-Nusra rozpoczęły ekspansję na północy Syrii, a Dżalabija znalazła się na obszarze ich działań.
Francuscy śledczy ustalili, że Lafarge Syria zawarł porozumienia z dżihadystami, by zapewnić bezpieczeństwo swojej fabryce i pracownikom. W zamian za regularne płatności terroryści umożliwiali koncernowi produkcję i transport cementu, a pracownicy mogli docierać do zakładu mimo licznych blokad dróg. Koncern płacił również dżihadystom za materiały dostarczane z terenów przez nich kontrolowanych. Cała operacja była prowadzona systematycznie przez ponad rok – od połowy 2013 do września 2014 roku.
Lafarge ostatecznie ewakuował fabrykę we wrześniu 2014 roku, gdy Państwo Islamskie przejęło pełną kontrolę nad Dżalabiją i terenami wokół zakładu. Bojownicy wkroczyli wówczas do budynków firmy, a produkcja cementu została definitywnie wstrzymana. Do tego momentu jednak menedżerowie Lafarge przez wiele miesięcy negocjowali z dżihadystami, a ich decyzje były podejmowane wyłącznie z myślą o ochronie interesów koncernu – jak wynika z ustaleń francuskiej prokuratury antyterrorystycznej.
W grudniu 2025 roku, podczas ostatniej fazy procesu przed paryskim sądem, przedstawiciele prokuratury PNAT w swoim oskarżeniu nie pozostawili złudzeń co do motywów działania menedżerów Lafarge. „To jest historia o tym, jak firma Lafarge, wizytówka francuskiego przemysłu, poszła niewłaściwą drogą i zaczęła finansować organizacje terrorystyczne, mając na uwadze wyłącznie cel komercyjny” – mówili oskarżyciele.
Linia obrony: wojna, która miała być krótka
Menedżerowie Lafarge podczas procesu nie zaprzeczali faktom materialnym – przyznali, że płatności dla dżihadystów miały miejsce. Bronili się jednak innymi argumentami, twierdząc, że działali w ekstremalnej sytuacji, która nie dawała dobrych rozwiązań. Christian Herrault, były wicedyrektor Lafarge, przekonywał sąd, że koncern miał wybór między dwoma złymi rozwiązaniami.
– Można umyć ręce i odjechać z Syrii, ale co byłoby z pracownikami zakładów, gdybyśmy odeszli? – mówił Herrault, sugerując, że pozostanie w Syrii i negocjacje z dżihadystami były podyktowane troską o bezpieczeństwo lokalnych pracowników.
Bruno Pescheux, który kierował syryjską filią do lipca 2014 roku, podkreślał w sądzie, że w 2011 i 2012 roku wszyscy analitycy i komentatorzy przewidywali, że wojna domowa w Syrii będzie krótkotrwała.
– Byliśmy przekonani, że wojna nie potrwa długo. Jeśli się tego nie rozumie, to nie pojmuje się pewnych decyzji, które zostały podjęte – powiedział Pescheux, tłumacząc, że decyzja o utrzymaniu produkcji wynikała z wiary w szybkie zakończenie konfliktu i chęci ochrony miliardowej inwestycji.
Amerykański precedens i francuska sprawiedliwość
Wobec samego koncernu sąd orzekł maksymalną możliwą grzywnę w wysokości 1,125 miliona euro, co było w pełni oczekiwane przez obserwatorów. Już w 2022 roku syryjska spółka Lafarge przyznała się podczas procedury przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości do opłacania się grupom dżihadystycznym. W ramach ugody z amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości koncern zapłacił wówczas ponad 700 milionów dolarów grzywny – była to jedna z najwyższych kar w historii amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości za przestępstwa korupcyjne poza granicami USA. Francuski proces różnił się jednak od amerykańskiego, ponieważ dotyczył nie tylko odpowiedzialności samej spółki, ale także indywidualnej odpowiedzialności karnej menedżerów, którzy podejmowali decyzje o płatnościach dla terrorystów. Bruno Lafont, który stał na czele całego koncernu, konsekwentnie twierdził, że nie wiedział o przekazywaniu funduszy dżihadystom w Syrii, ponieważ jego podwładni nie poinformowali go o tych praktykach. Sąd nie dał wiary tym tłumaczeniom, uznając, że Lafont jako prezes odpowiedzialny jest za działania całej grupy.
Śledztwo wewnętrzne i złamany kodeks postępowania
Dochodzenie w sprawie działalności Lafarge w Syrii zostało wszczęte we Francji w 2017 roku, po tym jak dziennikarskie śledztwo ujawniło pierwsze niepokojące fakty. Sam koncern przeprowadził równolegle wewnętrzną kontrolę, która potwierdziła, że doszło do złamania jego własnego kodeksu postępowania. W raporcie wewnętrznym Lafarge przyznał, że syryjska spółka zależna zawarła porozumienia z organizacjami terrorystycznymi w celu utrzymania produkcji.
W październiku 2024 roku przed paryskim sądem zeznawali między innymi byli pracownicy syryjskiej cementowni, którzy opisali atmosferę strachu i presji, jaka towarzyszyła podejmowaniu decyzji o negocjacjach z dżihadystami. Jeden z nich zeznał, że menedżerowie wiedzieli doskonale, z kim mają do czynienia, ponieważ Państwo Islamskie już wtedy było notowane na listach organizacji terrorystycznych ONZ i Unii Europejskiej.
Wymiar sprawiedliwości francuski potwierdził, że finansowanie terroryzmu przez międzynarodowe korporacje nie może być usprawiedliwiane względami biznesowymi ani trudną sytuacją w kraju ogarniętym wojną. Wyrok paryskiego sądu został przyjęty z zadowoleniem przez organizacje pozarządowe zajmujące się walką z korupcją i ochroną praw człowieka, które od lat monitorowały tę sprawę.
Dla rodziny i bliskich ofiar zamachów terrorystycznych przeprowadzonych przez Państwo Islamskie w Europie – w tym zamachów w Paryżu w listopadzie 2015 roku (130 ofiar śmiertelnych) oraz w Nicei w lipcu 2016 roku (86 ofiar) – wyrok ma znaczenie symboliczne, ponieważ potwierdza, że pieniądze przekazane dżihadystom przez zachodnie koncerny przyczyniły się do wzmocnienia ich potencjału bojowego i organizacyjnego.
Proces Lafarge był pierwszym tego typu postępowaniem we Francji, w którym międzynarodowa korporacja została postawiona przed sądem za finansowanie terroryzmu. Jego zakończenie stanowi precedens, który może mieć wpływ na podobne sprawy dotyczące innych firm działających w strefach konfliktów zbrojnych na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Menedżerowie Lafarge, którzy zapowiedzieli apelację, pozostaną na wolności do czasu rozpatrzenia odwołania przez wyższą instancję. Sam koncern LafargeHolcim, który połączył się ze szwajcarskim rywalem w 2015 roku, wydał po wyroku oświadczenie, w którym wyraził ubolewanie z powodu działań swoich byłych menedżerów i zapewnił, że od lat funkcjonuje w oparciu o rygorystyczne procedury zgodności z prawem i etyką biznesu.
Dla francuskiego świata biznesu, który do tej pory postrzegał Lafarge jako symbol przemysłowej potęgi kraju, wyrok paryskiego sądu jest bolesną lekcją. Bruno Lafont, przez lata uznawany za jednego z najbardziej wpływowych menedżerów we Francji, odsiedzi swój wyrok, jeśli apelacja nie przyniesie zmiany. A 1,125 miliona euro grzywny dla koncernu, choć symboliczne w porównaniu z miliardami obrotów, pozostanie w rejestrach sądowych jako dowód na to, że nawet najwięksi mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności za finansowanie terroryzmu.
Fot. Flickr.

