10 marca 2026 Sieć Badawcza Łukasiewicz zainaugurowała Program Badań Kosmicznych z budżetem 2,4 mld zł na dziesięć lat. Cel: budowa własnych platform satelitarnych, technologii rakietowych do wynoszenia ładunków na orbitę oraz zaawansowanych materiałów, w tym ultraczarnych powłok obniżających wykrywalność. W ciągu dwóch lat na orbitę ma trafić satelita SPARK, który przetestuje rodzime technologie. Program zakłada zaangażowanie 17 instytutów Łukasiewicza i około 500 krajowych firm. To największa w historii Polski inicjatywa w sektorze kosmicznym.
- Program Badań Kosmicznych opiera się na trzech filarach: platformach satelitarnych (budowa własnych „ciężarówek” z systemami sterowania i łącznością), technologiach wynoszenia (rakiety, systemy startowe, wielokrotne użycie konstrukcji nośnych) oraz ładunkach użytecznych (teleskopy, radary, sensory, systemy łączności). W ładunkach kryje się największa wartość dodana, a program przewiduje rozwój ultraczarnych powłok o potencjale militarnym.
- Pierwszym wymiernym efektem będzie satelita SPARK, który w ciągu dwóch lat trafi na niską orbitę. Na jego pokładzie znajdą się polskie systemy awioniki, źródła zasilania, komputery i układy łączności. Równolegle trwają prace nad polską rakietą do wynoszenia małych ładunków – faza ABC ma kosztować 310 mln zł, fazy DE (w tym demonstracja w locie) kolejne 530 mln zł. W projekt zaangażowanych będzie 16 instytutów i około 500 firm.
- Budżet 2,4 mld zł na dziesięć lat ma pochodzić ze środków własnych Łukasiewicza, funduszy publicznych na obronność i rozwój technologii kosmicznych oraz współpracy z sektorem prywatnym. Najbardziej kapitałochłonne prace (lata 2029-2030) pochłoną blisko 600 mln zł. Gen. Mieczysław Cieniuch podkreśla wymiar obronny: własne satelity dają przewagę w rozpoznaniu i łączności, wzmacniają zdolność szybkiego reagowania i uniezależniają od komercyjnych usług z zagranicy.
W Planetarium Centrum Nauki Kopernik, gdzie 10 marca ogłaszano program, atmosfera była podniosła. Minister nauki i szkolnictwa wyższego Marcin Kulasek nie przebierał w słowach: „Dzięki konsolidacji zasobów aż 22 instytutów Sieci mamy historyczną szansę stać się europejskim liderem w technologiach przemysłu kosmicznego, także w tak wyspecjalizowanych obszarach jak serwisowanie satelitów czy rozwój ekologicznych napędów”. Kulasek nawiązał do ubiegłorocznej misji Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego na Międzynarodową Stację Kosmiczną, która – jak ujął – „wyniosła Polskę na orbitę kosmicznych ambicji”. Teraz program Łukasiewicza ma te ambicje ugruntować w konkretach technologicznych i przemysłowych.
Przekonanie o słuszności obranego kursu podziela prezes Centrum Łukasiewicz dr Hubert Cichocki. Jego diagnoza jest bezlitosna dla dotychczasowej pozycji Polski w kosmicznym łańcuchu dostaw.
– Dostęp Polski do orbity nie może opierać się wyłącznie na zagranicznych korporacjach i ich podwykonawcach, od których jesteśmy obecnie uzależnieni – powiedział prezes Centrum Łukasiewicz dr Hubert Cichocki.
To stwierdzenie wskazuje na zmianę myślenia – Polska nie chce już tylko dostarczać komponentów dla Airbusów czy Thalesów, ale budować własne, kompletne rozwiązania, od projektu po integrację i eksploatację.
3 filary, na których ma stanąć polski kosmos
Program Badań Kosmicznych opiera się na trzech filarach, które mają zapewnić kompleksowe podejście do budowy kosmicznych zdolności . Pierwszy to rozwój platform satelitarnych – czyli samych „ciężarówek” wynoszących aparaturę na orbitę, ze strukturą, zasilaniem, systemem sterowania i łącznością. Drugi filar obejmuje technologie wynoszenia – wszystko, co ma przybliżyć Polskę do posiadania własnych rakiet, systemów startowych i rozwiązań związanych z wielokrotnym użyciem konstrukcji nośnych. Trzeci to prace nad ładunkami użytecznymi, czyli aparaturą badawczą i oprzyrządowaniem umieszczanym w kosmosie: teleskopami, radarami, kamerami hiperspektralnymi, systemami łączności, sensorami do pomiarów atmosfery i instrumentami o potencjale wojskowym.
To właśnie w ładunkach kryje się największa wartość dodana. To one decydują o tym, czy satelita zarabia na siebie, pomaga rolnikom, meteorologom i wojsku, czy tylko krąży, żeby krążyć. Program przewiduje rozwój wyspecjalizowanych zastosowań sztucznej inteligencji w przestrzeni kosmicznej oraz zaawansowanych materiałów, w tym obniżających wykrywalność ultraczarnych powłok – technologii o oczywistym potencjale militarnym.
SPARK, czyli polskie laboratorium na orbicie
Pierwszym wymiernym efektem programu ma być satelita SPARK, który w ciągu dwóch najbliższych lat trafi na niską orbitę okołoziemską. To eksperymentalna platforma badawcza, której zadaniem nie będą spektakularne zdjęcia, ale testowanie polskich technologii w warunkach, których nie da się w pełni odtworzyć w laboratorium: próżni, promieniowania, gwałtownych zmian temperatury i mikrograwitacji.
Na pokładzie SPARK-a znajdą się systemy awioniki, źródła zasilania, komputery pokładowe i układy łączności opracowane w kraju. Dzięki temu inżynierowie będą mogli sprawdzić, jak ich rozwiązania zachowują się w realnym locie. Dla wielu firm i instytutów to przepustka do wejścia na rynek dostawców podsystemów dla większych misji europejskich. Koordynatorem prac jest Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa (ILOT), który ma za sobą udane projekty, w tym historyczny lot rakiety suborbitalnej ILR-33 BURSZTYN 2K, która w 2024 roku przekroczyła umowną granicę kosmosu.
Dyrektor ILOT dr hab. inż. Cezary Szczepański podkreśla, że Polska celuje nie tylko w budowę, ale przede wszystkim w serwisowanie satelitów na orbicie – segment rynku kosmicznego o ogromnym potencjale wzrostu i komercjalizacji. Tego typu rozwiązania pozwalają przedłużać życie drogich satelitów, uzupełniać im paliwo czy zmieniać konfigurację konstelacji bez potrzeby wystrzeliwania nowych egzemplarzy.
Rakieta, która wyniesie nas w wyższą ligę
Równolegle do prac nad satelitami, Sieć Badawcza Łukasiewicz planuje opracowanie polskiej rakiety do wynoszenia małych ładunków na orbitę. Projekt podzielono na etapy: faza ABC, obejmująca wstępne prace i badania, ma kosztować 310 milionów złotych, a fazy DE, w tym demonstracja w locie – kolejne 530 milionów złotych. W przedsięwzięciu weźmie udział 16 instytutów Sieci, a w łańcuch dostaw ma być zaangażowanych około 500 krajowych firm.
Dr inż. Adam Okniński, koordynator Programu Badań Kosmicznych, mówi wprost o celu: „Osiągniemy niezależny dostęp do orbity. To znaczy, że polskie podmioty będą mogły wynosić swoje satelity na orbitę ziemską w sposób niezależny od partnerów z państw trzecich. Będą to orbity, które my wybierzemy, a nie będą wynikały z orbit definiowanych przez operatorów rakiet. Będziemy w stanie odpowiedzieć na sytuację kryzysową i na przykład wynieść nowego satelitę w ciągu tygodni od zaistniałej potrzeby”.
W planach jest wynoszenie satelitów na niskie orbity za pomocą mobilnych wyrzutni i samolotów. To rozwiązanie, które daje elastyczność i uniezależnia od kosztownej infrastruktury naziemnej. Jeśli projekt się powiedzie, Polska dołączy do elitarnego grona państw zdolnych do samodzielnego wynoszenia ładunków w kosmos.
– Satelity dają przewagę w rozpoznaniu i łączności: wzmacniają zdolność szybkiego reagowania i koordynacji działań. Mimo trwałych sojuszy, Siły Zbrojne RP potrzebują dziś rozwiązań opartych na suwerenności technologicznej, która zapewnia odporność i niezależność – stwierdza Gen. Mieczysław Cieniuch, były szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych RP.
Własne satelity oznaczają dostęp do danych bez konieczności polegania na komercyjnych usługach z zagranicy. Radar satelitarny może jednocześnie śledzić ruch statków na Bałtyku, monitorować zanieczyszczenia powietrza nad aglomeracjami i rejestrować potencjalnie niepokojące aktywności w pobliżu granicy. Algorytmy analizy danych satelitarnych pomagają w sytuacjach kryzysowych, na przykład przy wyznaczaniu dróg dojazdu po powodzi czy osuwisku. Podejście dual-use, czyli podwójnego zastosowania, jest wpisane w program od początku – technologie cywilne mają być projektowane tak, by mogły służyć także obronności.
2,4 miliarda w 10 lat. Czy to wystarczy?
Budżet programu to około 2,4 miliarda złotych w cenach bieżących na dziesięć lat . Finansowanie ma pochodzić z trzech źródeł: środków własnych Sieci Łukasiewicz, funduszy publicznych na obronność i rozwój technologii kosmicznych oraz współpracy z sektorem prywatnym. Najbardziej kapitałochłonne prace, związane z wdrażaniem technologii wynoszenia satelitów na niską orbitę, zaplanowano na lata 2029-2030. Pochłoną blisko 600 milionów złotych, czyli prawie połowę rocznej subwencji dla instytutów.
– Na realizację Programu Badań Kosmicznych trafi znaczna część subwencji przyznawanych instytutom – a zaangażowanych w niego jest 17 z 22 z nich. Dodatkowo pieniądze będziemy pozyskiwać z programów publicznych koordynowanych przez Europejską Agencję Kosmiczną, Europejski Fundusz Konkurencyjności, Europejską Agencję Obrony, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Zakładamy ponadto udział kapitału prywatnego, w tym dłużnego – mówi Dr Hubert Cichocki.
Analitycy szacują, że do 2040 roku globalna wartość projektów kosmicznych wzrośnie trzykrotnie. Według analiz każde euro zainwestowane w badania kosmiczne może przynieść ośmiokrotny zysk. Polska, która do tej pory funkcjonowała głównie jako podwykonawca zachodnich podmiotów, ma szansę zająć miejsce w łańcuchu wartości, a nie tylko dostarczać pojedyncze komponenty.
Co z tego wynika dla Polski?
Program Badań Kosmicznych Sieci Łukasiewicz to największa w historii Polski inicjatywa w sektorze kosmicznym. Skonsolidowanie zasobów 22 instytutów, budżet 2,4 miliarda złotych i ambitne cele – od własnego satelity, przez technologie rakietowe, po zaawansowane materiały stealth – pokazują, że polskie państwo wreszcie dostrzegło strategiczne znaczenie kosmosu.
To nie jest tylko kwestia prestiżu czy naukowych ambicji. Satelity to dziś infrastruktura krytyczna: nawigacja, synchronizacja sieci energetycznych i telekomunikacyjnych, obserwacja granic, monitorowanie pogody i klimatu, ostrzeganie przed klęskami żywiołowymi, a także wsparcie działań wojskowych. Państwa, które mają własne satelity i know-how, zyskują autonomię. Mogą polegać na swoich danych, zamiast kupować komercyjne usługi z zagranicy. Mogą też aktywnie współtworzyć europejskie programy kosmiczne, zamiast być wyłącznie ich klientem.
Pierwszym testem wiarygodności nowej strategii będzie misja satelity SPARK w ciągu najbliższych 2 lat. Jeśli Łukasiewicz udowodni, że potrafi zarządzać tak złożonym projektem we własnych strukturach, Polska może na stałe wejść do pierwszej ligi europejskiego przemysłu kosmicznego. To szansa, by przejść od statusu „obiecującego rynku wschodzącego” do miana hubu technologicznego, który nie tylko wysyła ludzi w kosmos, ale przede wszystkim zarabia na tym pieniądze.
Fot. Łukasiewicz

