Morze Bałtyckie kryje niebezpieczne chemikalia i nikt nie sprawdza ich wpływu na ryby

GIOŚ nie bada bezpośrednio wpływu zatopionej amunicji i substancji chemicznych na Morze Bałtyckie. Monitoring skupia się na stanie wód morskich i celach środowiskowych, a wpływ chemikaliów i wraków jest oceniany w osobnych projektach naukowych i międzyresortowych – czytamy w odpowiedzi Ministerstwa klimatu i środowiska na pytania Industry Alarm.

  • Na dnie Bałtyku leżą wraki z tysiącami ton broni chemicznej, w tym iperytu siarkowego, adamstyty i fosgenu, a większość pojemników jest całkowicie skorodowana i uwalnia toksyny do wody.
  • Badania Instytutu Oceanologii PAN wykazały, że produkty rozpadu iperytu trafiają do osadów dennych, które są miejscem żerowania dorsza, płastugi i węgorza, wprowadzając toksyny do łańcucha pokarmowego.
  • Główny Inspektorat Ochrony Środowiska w Polsce nie bada ryb pod kątem toksyn z zatopionej broni chemicznej a monitoring obejmuje jedynie wodę i osady.
  • Projekty DAIMON i DAIMON2 stworzyły modele ryzyka dla organizmów bentosowych i ryb pelagicznych, pokazując wysokie stężenia metabolitów iperytu w narządach wewnętrznych dorsza mimo niskich poziomów w mięśniach.
  • Brak systemowego monitoringu w Polsce oznacza, że konsumenci ryb bałtyckich nie mają wiedzy o rzeczywistym narażeniu na toksyny pochodzące z zatopionej broni chemicznej, co może mieć konsekwencje zdrowotne w przyszłości.

W Bałtyku znajduje się ogromna ilość powojennej amunicji – szacuje się, że na dnie morza leży co najmniej 50 tys. ton broni chemicznej i blisko pół miliona ton amunicji konwencjonalnej. Od ich zatopienia minęło już około osiemdziesięciu lat, więc większość metalowych pojemników całkowicie przerdzewiała. Substancje, które w nich były – m.in. iperyt siarkowy, różne związki arsenu, chloracetofenon, adam­syt, fosgen czy tabun – to środki stworzone po to, by zabijać ludzi. Z czasem zaczynają przedostawać się do wody, do osadów na dnie oraz do organizmów żywych.

Mimo tego w 2025 roku w Polsce nie ma państwowej instytucji, która regularnie sprawdzałaby, czy te toksyny lub ich produkty rozpadu występują w rybach przeznaczonych do jedzenia. Monitoring prowadzony przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska obejmuje wodę i osady, ale nie analizuje tkanek dorszy, śledzi czy szprotów. A to właśnie te ryby – w ilości ponad 150 tys. ton rocznie – trafiają na polskie stoły, pozostając poza systematyczną kontrolą pod kątem pozostałości bojowych środków trujących.

Dziedzictwo, którego nikt nie chce dotknąć

Największe skupiska broni chemicznej w polskich wodach leżą w trzech głównych obszarach: Głębia Gdańska, Rynna Słupska oraz na wschód od Bornholmu. Jednym z najbardziej niebezpiecznych obiektów jest wrak statku Frankfurt (wcześniej Stuttgart), który zatonął 3 października 1943 roku niedaleko Łeby, na głębokości 68–72 metrów. Szacuje się, że statek ten przewoził około 1500 ton pocisków artyleryjskich wypełnionych silnie toksycznymi substancjami chemicznymi, takimi jak iperyt siarkowy i adamstyt.

Badania wykonane w latach 2024–2025, z użyciem sonarów bocznych i robotów podwodnych (ROV), wykazały, że ponad 70% widocznych pojemników jest uszkodzonych lub całkowicie zniszczonych. Oznacza to, że toksyczne związki wypływają z pocisków i trafiają do otaczającego środowiska.

W osadach dennych w promieniu 300–500 metrów od wraku stężenia toksycznych substancji, w tym arsenu organicznego, są nawet pięćdziesięciokrotnie wyższe niż normalnie w tym regionie. Warstwa osadu od powierzchni do około 10 cm głębokości jest szczególnie niebezpieczna, ponieważ to właśnie tam żerują ryby, takie jak dorsz, płastuga czy węgorz. Produkty rozpadu iperytu, przede wszystkim tiodiglikol i różne metabolity arsenu, łatwo rozpuszczają się w wodzie i wnikają do organizmów małych stworzeń żyjących na dnie (bentosu). Te organizmy są podstawą łańcucha pokarmowego, więc toksyny przenikają dalej – do ryb, które są później zjadane przez większe zwierzęta, a potencjalnie także przez człowieka.

Fot. National Geographic.

W rejonie Bornholmu, gdzie po II wojnie światowej zatopiono największą część niemieckiej broni chemicznej – około 32 000 ton – prowadzone od lat badania w Szwecji i Danii wykazują, że w rybach takich jak śledzie i łososie bałtyckie wciąż pojawiają się te same związki chemiczne, będące produktami rozkładu broni chemicznej. Oznacza to, że toksyczne substancje powoli przenikają do ekosystemu.

W Polsce natomiast dorsze od 2017 roku regularnie mają w mięsie poziomy dioksyn i PCB przekraczające dopuszczalne normy, co samo w sobie jest problemem dla zdrowia konsumentów. Jednak nikt nie bada, jak bardzo dodatkowo wpływa na to zatopiona w Bałtyku broń chemiczna, czyli czy część tych toksyn w rybach pochodzi właśnie z pozostałości po wojnie

GIOŚ mierzy wodę i osady, ale nie ryby

Ministerstwo Klimatu i Środowiska wyjaśniło, że Główny Inspektorat Ochrony Środowiska (GIOŚ) nie bada, w jaki sposób substancje chemiczne pochodzące z amunicji przedostają się do wód Morza Bałtyckiego.

– Główny Inspektor Ochrony Środowiska nie prowadzi badań przedostawania się substancji chemicznych z amunicji do wód Morza Bałtyckiego. Prowadzony w GIOŚ monitoring ma na celu pozyskanie informacji o stanie środowiska wód morskich na potrzeby planowania w gospodarowaniu wodami oraz oceny osiągania celów środowiskowych dla wód morskich – odpowiedziało Ministerstwo Klimatu i Środowiska na pytania redakcji Industry Alarm.

W tym samym komunikacie ministerstwo podkreśliło, że GIOŚ nie bada też wpływu chemikaliów z amunicji na życie roślin i zwierząt w morzu.

– Ocena stanu środowiska wód morskich jest wykonywana w odniesieniu do wartości granicznych dobrego stanu dla każdego ze wskaźników lub elementów podlegających ocenie. Ocena stanu polskich obszarów morskich jest dostępna na stronie rdsm.gios.gov.pl – czytamy dalej.

Od 2020 roku Główny Inspektorat Ochrony Środowiska (GIOŚ) rozszerzył swój monitoring środowiskowy o analizę arsenu oraz wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych (WWA). W 2025 roku planowane jest dalsze poszerzenie zakresu badań: związki arsenoorganiczne mają być badane w 9 stacjach osadów (dotychczas brakowało ich w części punktów), liczba stacji monitorujących iperyt i jego pochodne wzrośnie z 6 do 9, a analizę arsenu w osadach zwiększono z 9 do 12 stacji. WWA mają być analizowane w górnej warstwie osadów o grubości 0–10 cm.

Ryby wciąż są badane w ograniczonym zakresie – w 4–7 łowiskach – i jedynie pod kątem obecności rtęci, dioksyn, PCB oraz kilku wybranych metali ciężkich. Produkty rozpadu bojowych środków trujących nie są objęte żadnym obowiązującym programem monitoringu, co pozostawia lukę w ocenie zagrożeń chemicznych w ekosystemach wodnych.

– W rejonie Morza Bałtyckiego tylko Polska prowadzi tak szeroki monitoring związany z substancjami wskazującymi na obecność zatopionych materiałów niebezpiecznych. Rocznie kosztuje to ok. 400 000 zł – podkreślał przedstawiciel GIOŚ na posiedzeniu Międzyresortowego Zespołu 8 września 2025 roku. Te badania nie odpowiadają jednak na pytanie, ile toksyn z dna trafia do filetów ryb.

Fragmentacja zamiast systemu

W październiku 2022 roku premier Mateusz Morawiecki zarządzeniem nr 345 powołał Międzyresortowy Zespół do spraw Materiałów Niebezpiecznych Zalegających na Obszarach Morskich RP, w którego skład weszło dwanaście ministerstw i urzędów. W latach 2024–2025 zespół zebrał się 9 razy, w tym dwa posiedzenia odbyły się w Gdyni, gdzie członkowie zespołu wizytowali m.in. Biuro Hydrograficzne Marynarki Wojennej oraz Urząd Morski.

Nie wszystkie zadania przewidziane w harmonogramie zostały jednak zrealizowane. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie przygotowało do końca 2025 roku jednolitego rejestru badań naukowych dotyczących zatopionej broni, mimo że było to przewidziane w planie na 2024 rok. Z kolei Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji od trzech lat nie może doprowadzić do uzgodnienia analizy ryzyka dla ludności w związku z zalegającymi materiałami niebezpiecznymi.

Ponadto projekt finansowany w ramach Krajowego Planu Odbudowy o wartości 120 mln zł, realizowany przez Urząd Morski w Gdyni, napotkał istotne przeszkody techniczne spowodowane zakłóceniami sygnału GPS pochodzenia rosyjskiego, co uniemożliwiło jego pełną realizację zgodnie z pierwotnym harmonogramem.

– Mimo zidentyfikowanych trudności zakończenie inwestycji w terminie wskazanym w KPO jest możliwe – poinformował przedstawiciel Urzędu Morskiego na posiedzeniu 8 września 2025 roku.

Co już wiemy z badań naukowych, których nikt nie łączy w całość

Projekty DAIMON i DAIMON2, realizowane w latach 2016–2023 pod kierownictwem Instytutu Oceanologii PAN, doprowadziły do opracowania pierwszych matematycznych modeli opisujących rozprzestrzenianie się toksyn w morzu oraz narzędzia do oceny ryzyka ekologicznego. Z badań tych wynika, że w promieniu 1–2 km od miejsc zalegania broni chemicznej ryzyko oddziaływania na organizmy bentosowe jest wysokie, natomiast dla ryb pelagicznych ocenia się je jako umiarkowane.

Analizy chemiczne wykazały, że w mięśniach dorsza złowionego w rejonie Głębi Gdańskiej stężenia produktów rozpadu iperytu pozostają poniżej norm sanitarnych, natomiast w narządach wewnętrznych (takich jak wątroba i gonady) przekraczają poziomy wykrywalności nawet piętnaście–dwadzieścia razy.

Opracowanie wykonane przez Morski Instytut Rybacki-PIB w 2024 roku na zlecenie Ministerstwa Rolnictwa, pod tytułem „Opracowanie koncepcji analizy wpływu zalegających materiałów niebezpiecznych na ichtiofaunę Morza Bałtyckiego i sektor rybołówstwa”, potwierdziło te obserwacje. Wyniki wskazały, że w rejonie Głębi Gdańskiej metabolity iperytu w mięśniach dorsza są stosunkowo niskie, ale w wątrobie i gonadach osiągają znacznie wyższe stężenia. Na podstawie tych danych Instytut rekomendował natychmiastowe wprowadzenie monitoringu obecności toksyn w co najmniej dwunastu łowiskach. Pomimo tej rekomendacji, działania w tym zakresie dotychczas nie zostały wdrożone, pozostawiając obszary ryzyka nieobjęte stałym nadzorem.

Badania przeprowadzone w Szwecji (Uniwersytet w Lund, 2023) oraz w Niemczech (Thünen-Institut, 2024) wykazały obecność tych samych metabolitów w śledziu i łososiu bałtyckim. W Polsce dominującymi gatunkami połowowymi są dorsz, śledź i szprot, które stanowią ponad 70% całkowitych połowów w tym regionie. Rocznie Polacy konsumują ponad 150 000 ton ryb pochodzących z Bałtyku.

Brak systematycznych badań tkanek ryb pod kątem obecności produktów rozpadu broni chemicznej sprawia, że nie mamy pełnej wiedzy na temat rzeczywistego poziomu obciążenia toksycznego populacji i potencjalnych zagrożeń zdrowotnych wynikających z konsumpcji tych ryb.

Neutralizacja zaczyna się od rozpoznania

Urząd Morski w Gdyni realizuje obecnie najkosztowniejszy w Polsce projekt dotyczący zatopionej broni chemicznej, którego wartość sięga 120 mln zł i który jest finansowany z Krajowego Planu Odbudowy. Do listopada 2025 r. szczegółowo przebadano cztery priorytetowe lokalizacje: wrak Stuttgart (Frankfurt), dwa obszary w Rynnie Słupskiej oraz jeden w Głębi Gdańskiej. Na wraku Stuttgart potwierdzono obecność kilkuset ton bojowych środków trujących w stanie zaawansowanego rozkładu – większość pojemników jest całkowicie zniszczona, a substancje uwalniają się bezpośrednio do osadów dennych. W każdej z lokalizacji wykorzystano różnorodne technologie badawcze, w tym sonary wielowiązkowe, magnetometry, pobieranie próbek osadów oraz roboty ROV wyposażone w kamery 4K i manipulatory.

W odniesieniu do wraku Stuttgart rozważane są trzy główne scenariusze postępowania: pozostawienie broni w miejscu z jednoczesnym monitoringiem, wydobycie i utylizacja na lądzie albo neutralizacja in situ przy użyciu technologii niskotemperaturowego spalania lub hydrolizy. Każda z tych metod niesie ze sobą różne skutki dla środowiska – wydobycie wiąże się z ryzykiem uwolnienia chmury toksycznych substancji, natomiast neutralizacja na miejscu może zniszczyć lokalną faunę bentosową. Ministerstwo Infrastruktury opracowało zestawienie dostępnych metod neutralizacji, które w czerwcu 2024 roku przekazano Sejmowej Komisji Gospodarki Morskiej.

Równocześnie Polska współpracuje w tym zakresie z krajami regionu – Niemcami, Litwą, Szwecją i Danią, które naciskają na działania transgraniczne. W ramach polskiej prezydencji w Radzie Państw Morza Bałtyckiego, trwającej od lipca 2025 do czerwca 2026 r., planowane jest specjalne spotkanie poświęcone wyłącznie problemowi zatopionej broni chemicznej. Polska zadeklarowała gotowość koordynowania prac w regionie, choć eksperci podkreślają, że bez zwiększenia finansowania monitoringu biologicznego efektywność podejmowanych działań będzie ograniczona.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu